poniedziałek, 6 czerwca 2016

Osiedle na palach nad Jeziorem Tonle Sap

Do Siem Reap dojechaliśmy o świcie. Jakimś cudem, dosyć szybko udało nam się znaleźć kameralny hotelik, prowadzony przez khmerską rodzinę (w pobliżu centrum i w przyzwoitej cenie za duży pokój z łazienką). Odrobinę się zdrzemnęliśmy, odświeżyliśmy i poszliśmy na śniadanie ustalić plan dnia.
To jasne, że naszym głównym celem podczas pobytu w Siem Reap były świątynie Angkoru.  Niedziela jednak nie sprzyjała spokojnemu zwiedzaniu, gdyż oznaczała jeszcze większe tłumy. Na szczęście, dysponowaliśmy dodatkowym (zapasowym;)) dniem. Postanowiliśmy zatem niedzielę przeznaczyć na przejażdżkę skuterami po okolicy, a poniedziałek na Miasto Świątyń.


Niedaleko miasteczka Siem Reap, znajduje się Tonle Sap, największe jezioro na Półwyspie Indochińskim. Jego powierzchnia oraz głębokość zmieniają się znacznie (nie każdy wie, że jego powierzchnia w porze suchej wynosi 2500 km2, natomiast tuż po porze deszczowej aż 16000 km2!) w zależności od pory roku. Ponadto, jezioro i jego okolice zamieszkiwane jest przez osadników, którzy na wysokich (nie spodziewałam się nawet, że aż tak wysokich), drewnianych palach wznoszą całe wioski. Takich osiedli na wodzie, usytuowanych dookoła jeziora Tonle Sap, można spotkać całe mnóstwo. Stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy tak blisko, musimy je zobaczyć! Zwłaszcza, że od 1997 roku obszar jeziora stanowi rezerwat biosfery UNESCO. W przewodniku wyczytałam o okolicznych wioskach (do godziny drogi od Siem Reap) i klamka zapadła. Jedziemy do Kampong Khleang!



Nasza trasa: Phnom Penh - Siem Reap
(całonocny przejazd busem z leżankami)
Trasa wycieczki: Siem Reap - wioska Kampong Khleang (ok 50km)
Po jakiejś godzinie jazdy na skuterach, wjechaliśmy do osady. Jednak takiego widoku się nie spodziewaliśmy. Kiedy ktoś jedzie do wioski na palach, podświadomie domaga się (nawet jeśli orientuje się, że trwa pora sucha), by wioska ta unosiła się na wodzie. A tu wody brak;)
Wodę oczywiście zauważyliśmy nieopodal. Prezentowała się raczej mizernie, przybierając postać wąskiej - bardzo leniwej rzeczki. Tuż obok, przy wiadrach pełnych ryb, krzątali się mieszkańcy. 
No dobrze, tylko gdzie to największe w regionie jezioro!?
Postanowiliśmy jechać dalej wzdłuż mulistego dopływu, by przekonać się, dokąd uchodzi...
Czy na końcu tej drogi ujrzymy jezioro? Dobre pytanie. Jechaliśmy i jechaliśmy, a z nieba lał się żar. Co gorsza, nasz skuter zaczął zachowywać się podejrzanie i co kilka kilometrów silnik gasł. Utknąć na tym zadupiu? To by dopiero była przygoda...
A jednak, jakimś cudem dotarliśmy!:)
 I znów wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie wśród mieszkańców;)
Chłopcy znad Jeziora Tonle Sap - zwróćcie uwagę, jak odmienna jest ich uroda w porównaniu do Laotańczyków czy Wietnamczyków. Mają hinduskie rysy, spójrzcie na włosy i karnację!
Raczej rzadkie zestawienie: polsko-khmerskie uśmiechy;)
W pewnym momencie, chłopaki zaczęli się wygłupiać, jak to dzieci:) Biegali po wysokiej trawie, przewracali się, robili fikołki, ganiali się..., ewidentnie popisując się przed nami;)
Berek w trawie:)
Niewiarygodne. Dla nich, owe podwórko jest naturalnym, rodzinnym otoczeniem. My, musimy odbyć długą i (często) kosztowną podroż, by choć przez chwilę nacieszyć oczy tym widokiem...
Wyprawa na ryby
Pomału wracamy w stronę pierwszej (części?) wioski, trzeba coś zjeść! Dzieciaki biegły ile sił w nogach, żegnając nas aż do piaszczystej drogi.
Co ciekawe, rzeka Tonle Sap River, która łączy jezioro Tonle Sap z Mekongiem, raz do roku zmienia swój bieg. Po wiosennych roztopach w Tybecie, po których Mekong znacznie przybiera, następuje cofka. Wówczas ogromne ilości wody wtłaczane są z Mekongu wprost do rzeki Tonle Sap, która zaczyna się cofać, podnosząc poziom wody w jeziorze.
Śmigamy przez sam środek osady na (wysokich) palach! I pomyśleć, że w porze deszczowej woda podnosi się o kilka metrów a wioska Kampong Khleang zmienia się nie do poznania...
...wtedy wygląda tak, a jej mieszkańcy przesiadają się na łodzie;)
źródło https://dominicstafford.wordpress.com/tag/kompong-khleang/
Niektóre domki wydawały się prowizoryczne i biedne, jednak te w "centrum" przy głównej drodze były bardzo porządnie - estetycznie wykończone, z ładnymi gankami, balustradami i okiennicami oraz przyzwoitymi dachami, pokrytymi dachówką.
Obserwujemy Tubylców przy ich codziennych zajęciach
 panorama wioski Kampong Khleang
Stoimy w dolinie zalewowej
U tych panów zatrzymaliśmy się na posiłek;)
Czas wracać do Siem Reap...
Ta pomarańczowa droga jakoś szczególnie utkwiła mi w pamięci...
Gdy dojechaliśmy do głównej szosy, nasze problemy ze skuterem zaczęły się na dobre - co za szczęście, że w Kambodży mechanicy pracują także w niedzielę - uratowali nam tyłki;)
 Czekając na werdykt mechanika;)
Czyste nóżki;)

Już nie pamiętam o co chodziło z tym skuterem, zwłaszcza, że to jakieś skomplikowane, techniczne nazwy, ale u tego mechanika wylądowaliśmy z cztery razy w przeciągu godziny;) Już miało być dobrze, ale psuło się i po 2 km zawracaliśmy. Na szczęście, majster się nie poddał i tylko dzięki niemu, tuż przed zachodem słońca, wróciliśmy do Siem Reap:) Następnego dnia musieliśmy być super wypoczęci. Czekał nas cały dzień w Mieście Świątyń i ostatni dzień z Mirkiem, tuż przed jego powrotem do Europy... cdn:)

3 komentarze:

  1. O kurcze, ale egzotycznie! Maciej zabawnie wygląda na tym skuterze..haha w ogóle Maciej zabawnie wygląda gdziekolwiek was nie było :P :)) Super post, z tymi skuterami to całe szczęście Wam się udało nie utknąć nigdzie, ale by było. Wioska na palach..hmm..też bym widziała tam więcej wody, a tu sucho.. Klimatyczne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwumetrowy Maciej w Azji wyglądał szczególnie zabawnie;) Moja Mama też się śmiała, że te "dziecięce" skutery były na niego za małe;) Mieliśmy ogromnego fata, że skuter rozwalił się na samym końcu, nie mam pojęcia co my byśmy zrobili bez mechanika nad tym jeziorem, zwłaszcza, że tam ściemniało się ok 18:30...

      Usuń
  2. No tak,tej wody trochę brakuje..ale od czego wyobraźnia?Ja to widzę :) Rozkoszne dzieciaki,jak wszędzie zreszta. Szkoda,że nie mieliście cukierków(jak w Kenii,pamiętasz?) Podziwiam te wasze wyprawy na skuterach.Teraz rozumiem czemu niektóre ciuchy wróciły w lekko pomarańczowym odcieniu(np.pewien strój kąpielowy..:))

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz