czwartek, 19 stycznia 2017

Road trip po Andaluzji. Toasty z widokiem na Most w Rondzie

W ostatniej chwili zdążyliśmy na zachód słońca w Rondzie. I całe szczęście! Dzięki temu, mieliśmy szansę podziwiać jej oszałamiający most w różnych odsłonach. Najpierw, w ostatnich promieniach słońca, następnie o zmierzchu, później o zmroku, aż w końcu w ciemnościach. Na punkcie widokowym siedzieliśmy ponad dwie godziny, turyści przychodzili i odchodzili, barwy się zmieniały, w międzyczasie nadeszła noc, a my piliśmy wino (kupione w jednej z bodeg Olvery), rozmawialiśmy i nie mogliśmy dosłownie oderwać wzroku... Też byście nie mogli.


Sama Ronda byłaby pewnie zwyczajnym, andaluzyjskim miasteczkiem, gdyby nie jej położenie i ów most. Ale jaki, nigdy wcześniej piękniejszego nie widziałam! Zbudowany w XVIII wieku, wysoki na 100 metrów, ozdobiony trzema łukami (nad środkowym znajduje się pomieszczenie, w którym niegdyś więziono zbrodniarzy), dominuje nad rzeką Guadalevin i łączy potężne ściany wąwozu. Kanion dzieli miasto na dwie odrębne części: starszą - arabską i nowszą - chrześcijańską, powstałą po rekonkwiście. Obie warte odwiedzenia, choć oczywiście to ta starsza, okazała się bardziej malownicza. Warto obejść Rondę możliwie dookoła i spojrzeć na Puente Nuevo z różnych perspektyw:)

 Lokalizacja na mapie
Nasza trasa: Setenil de las Bodegas - Ronda (17km, ok pół godziny autem)
Głównym plac w nowej części miasta
Pierwsze spotkanie z głównym bohaterem:)
Białe domki nad samą przepaścią
Udało się, w ostatniej chwili! Zaraz potem zachodzące słońce ukryło się w chmurach
Niewielki wodospad u stóp Puente Nuevo. Nic dziwnego, że sam Hemingway pisał o Rondzie w następujący sposób "Całe miasto, jak okiem sięgnąć, jest niczym innym, jak romantyczną kulisą teatralną". Trudno się z nim nie zgodzić. Jej położenie i architektura zapadają w pamięć.
Jeden z wielu toastów z takim widokiem... Wspaniały wieczór w Rondzie!
Aż zastała nas noc
Nocne eksploracje wąwozu rzeki Guadalevin - chyba tylko po winie może przyjść taki pomysł do głowy;) Następnego ranka zastanawiałam się, czy to aby nie był sen...
Śniadanie mistrzów w Rondzie:)
Zaraz po obfitym śniadanku, udaliśmy się na spacer po Rondzie. Rzuciliśmy m.in oko na najstarszą arenę corridy w Hiszpanii (z XVIII w), ale nie wchodziliśmy do obiektu.
Kiedy doszliśmy nad przepaść, okazało się, że wąwóz całkiem zniknął we mgle!
Dopiero później, gdy zrobiło się cieplej, mgła zaczęła opadać. W tej odsłonie Puente Nuevo imponował jeszcze bardziej! Wyglądał niesamowicie, stanowiłby dobrą scenerię do thrillera;)
Tablica pamiątkowa poświęcona romantycznym podróżnikom
Zaułek w Rondzie
Kościół NMP przy urokliwym placyku Plaza Duquesa 
Stare mury miejskie to pamiątka po Maurach
Wędrując opłotkami, podziwiamy Rondę z pobliskich łąk
Choć Ronda wydaje się być miastem, które trudno zdobyć, w przeszłości nieustannie przechodziła z rąk do rąk. Już od VI w.pn,e, urzędowali tu Celtowie, później Fenicjanie, Rzymianie,Wizygoci, Maurowie (wówczas nazywała się Izn-Rand Onda - do dziś zachowała się cała arabska dzielnica z murami, łaźniami, pałacami m.in. Casa del Rey Moro,), aż w końcu władzę przejęli Hiszpanie i tak już zostało do dziś.
Ostatnie spojrzenie na most - tym razem od drugiej strony i pomału trzeba się żegnać
Nie ma czasu do stracenia, to nasz ostatni dzień w Andaluzji a w planach wciąż kilka punktów do odwiedzenia! Kierujemy się do hostelu Ronda Sol (w którym spaliśmy), zabieramy plecaki i ruszamy w dalszą drogę;) Przed nami wciąż mnóstwo przygód i pięknych widoków!

Niebawem relacja z ostatniego dnia w Hiszpanii, zapraszam serdecznie:) Wielkimi krokami zbliżamy się do podsumowania Road Tripu po Andaluzji! Zapraszam już wkrótce:)

wtorek, 17 stycznia 2017

Andaluzja - la ruta de los pueblos blancos

Po ostatnim sewilskim śniadanku w towarzystwie Eli i jej psinki, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Na południe. Tego dnia chcieliśmy całkowicie skupić się na mniejszych mieścinkach, o których będąc w Andaluzji, nie sposób zapomnieć. Mowa tu oczywiście o los pueblos blancos, białych miasteczkach, poprzyklejanych do wzgórz prowincji Malagi i Kadyksu. Na samym szlaku, znajduje się ich około 20, jednak w rzeczywistości białe wioseczki można spotkać na każdym kroku. Raz po raz ukazywały się nam na horyzoncie, wywołując zachwyt i umilając drogę. Cały region został nimi obsypany!


Wiedzieliśmy oczywiście, że nie damy rady odwiedzić wszystkich i z początku mieliśmy problem, na które z pueblos się zdecydować (poza Setenil de las Bodegas - tam, chcieliśmy udać się na 100%). Selekcja równie trudna, jak wybór czekoladki ze smakowicie wyglądającej bombonierki. Chciałoby się każdą... Postanowiliśmy kierować się na Rondę, a po drodze zatrzymywać się tam, gdzie nam się spodoba:) Dzień udany pod każdym względem!:) No, może poza jedną ryską na samochodzie...

Tak nas żegnały Dziewczyny;)
Nasza trasa: Sewilla - Osuna - Olvera - Seteni de las Bodegas - Ronda (ok 180 km)
Panorama  Osuny - nasz pierwszy przystanek! To właśnie tutaj, wjeżdżając na wzgórze, zarysowaliśmy lusterko naszego polo, z czym wiąże się osobna opowieść. Na inny raz;)
Zdecydowaliśmy się odwiedzić ją głównie dlatego, iż wieczór wcześniej przeczytałam, że na znajdującej się w miasteczku arenie byków, kręcono sceny do ostatniego sezonu Gry o Tron;)
Niestety, arena okazała się zamknięta... Co za pech! Mimo to, co niektórzy okazali się bardzo zdeterminowani, by jednak zajrzeć do środka;)
 Zrezygnowani, poszliśmy do baru na kawę, która w Andaluzji za każdym razem pozytywnie nas zaskakiwała. Nawet nie wiem, czy nie smakowała mi bardziej niż we Włoszech...
Skusiliśmy się również na lunch (talerz smażonych rybek i owoców morza).
Po posiłku, kiedy mieliśmy już niemal odjeżdżać, zauważyłam z okna, że w międzyczasie arena corridy została otwarta! Żebyście widzieli pęd, z jakim wyskoczyłam z samochodu;)
Radość przeogromna! Okazało się, że na teren obiektu wpuszczono grupkę turystów z przewodnikiem, a my z korzystaliśmy z okazji i wbiliśmy się "na trzecich";)
Pamiątkowa tablica z podziękowaniami od twórców serialu
Tabliczki przypominające sceny z Gry o Tron, które tu nakręcono. Nie popieramy corridy ale cieszymy się, że na arenę byków w Osunie udało nam się zajrzeć:)
Jedziemy dalej - kierunek Olvera
Tuż nad pueblo, góruje średniowieczny zamek z czasów Maurów (XII w). Czytałam, że nieopodal Olvery znajduje się jedna z największych plantacji oliwek na świecie!
Pokryte wapnem domki i rdzawa dachówka doskonale się uzupełniają
Cmentarz z widokiem, położony tuż przy zamku
Spacerować po uliczkach Andaluzji i nie wstąpić na kieliszek wina do bodegi? Byłaby to istna zbrodnia;) Wewnątrz siedzieli sami mężczyźni - dyskutowali i popijali lokalne trunki. Wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie. Jeden z miejscowych próbował nawet z nami pogadać - niestety nasz hiszpański odszedł w zapomnienie i komunikowaliśmy się włosko-hiszpańskim miksem z domieszką akcentów migowych;) Cieszę się, że tam zaszliśmy, wypiliśmy po kieliszku białego wina - pyszne było, więc od razu zaopatrzyliśmy się w większą jego ilość - na wieczór w Rondzie, a przy okazji nawiązaliśmy kontakt z miejscowym gadułą:)
Beczki wina i szynki Serrano - zapasy bodegi;)
Bryka, którą pokonywaliśmy andaluzyjskie drogi:) Za nami pueblos blancos
Relaksujący, pełen odkryć dzień zwiastuje tylko uśmiechy na twarzach:)
Kolejne pueblo - usytuowane w wąwozie, Setenil de las Bodegas
 Zabudowa po drugiej stronie rzeki Trejo
 Przerwa na piknik - napawamy się widokami i słońcem
 Trasa spacerowa
Tylko spójrzcie na położenie niższej partii domków. Niestety, z tego co zauważyliśmy, stanowcza większość świeci pustkami - skały, które stanowią ich tylne ściany, ograniczają przestrzeń (pomieszczenia są malutkie) i powodują straszne zawilgocenie.
 Przykładowa izba
Wałęsamy się uliczkami pod urwiskiem
Nie tylko domki opustoszałe, na uliczkach też spokojnie...
I pomyśleć, że niektórzy Hiszpanie wciąż mieszkają w prawdziwym wąwozie
Setenil de las Bodegas - również tutaj - nad miastem dominuje zamek z czasów Maurów (zwiedzaliśmy, choć naszym zdaniem nie warto), na zdjęciu go nie widać
Byliśmy jednymi z nielicznych włóczęgów;) Sielsko!
Główny placyk miasteczka
Wiedzieliśmy, że Setenil de las Bodegas (które gdzieś, kiedyś Maciek oglądał na zdjęciach) okaże się ekscytujące, ale nie przypuszczaliśmy, że aż tak nam się spodoba!:)
Pod wiszącą skałą...
Już myśleliśmy, że to koniec niespodzianek, kiedy GPS poprowadził nas taką drogą;)

Spokojnie, to jeszcze nie zakończenie wędrówek po białych mieścinach, niebem ciąg dalszy! Jednak najpierw zachód słońca, nocne przechadzki "sześć stóp pod ziemią" oraz mglisty poranek w malowniczej Rondzie. Zaglądajcie koniecznie!