czwartek, 14 września 2017

Transylwania - Prejmer i Braszów

Pierwsza noc w namiocie za nami. Raczej bezstresowa, choć ze dwa razy obudził mnie warkot przejeżdżającego polną drogą samochodu. Miałam tylko nadzieję, że nasz maciupki przenośny domek jest widoczny z oddali. Wstaliśmy  wcześnie, wsunęliśmy resztki z kolacji i w towarzystwie pasących się nieopodal owiec, zapakowaliśmy resztę tobołków. Leniwym spacerem udaliśmy się do centrum mieściny Prejmer, podziwiając po drodze urokliwą zabudowę miasteczka (spuściznę po żyjących tu dawniej Węgrach) oraz  wszechobecne rodziny bocianów (po 3 sztuki na gniazdo, rodzice + potomek) stojących dumnie w swych wakacyjnych domostwach (przecież powszechnie wiadomo, że większość z nich pochodzi z Polski a do Rumunii przyleciały jedynie na urlop – swoją drogą nieźle się prowadzą te bociany – dopiero co w październiku widzieliśmy je w Maroku!).


Usiedliśmy w knajpce na głównym placu miasteczka, zamówiłam kawę, Maciek piwo (co tam, że ósma rano, w końcu to nasze wakacje) i przez dłuższą chwilę obserwowaliśmy mieszkańców (oni zesztą też się nam przypatrywali). Kawa okropna, piwo - sikacz, dla nas jednak najbardziej liczyła się ubikacja;) Po sprawnej toalecie z umywalką usytuowaną - pechowo - w korytarzu, znów byliśmy zwarci i gotowi.  Mieliśmy farta, kasjerka z kościoła warownego okazała nam wyrozumiałość i na czas zwiedzania, pozwoliła przechować plecaki w swym kantorku. Wiedziała co robi - malutkie izby, w których niegdyś, podczas oblężeń chowali się okoliczni mieszkańcy, ciężko zwiedzałoby się z naszymi bambetlami na plecach. A uwierzcie, takiej budowli nie sposób zignorować!

niedziela, 3 września 2017

Cytat na wrzesień

"Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na Ziemi wolnego od wspólnych wspomnień"
Ernest Hemingway


2 września 2017 r - początek podróży przez życie w towarzystwie Guliwera;)

PS Teraz już tylko odliczamy do miesiąca miodowego... ^^

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Transylwania - autotopem do zamków Bran i Rasznow

Jeszcze wieczór wcześniej, a dokładniej w pociągu do Braszowa, postanowiliśmy przenocować w hostelu The Rolling Stone - noc zapowiadali deszczową, nie chcieliśmy zaczynać przygód od rozbijania się po ciemku, no i ta kusząca  wizja porannego prysznica po 20 godzinach spędzonych w drodze... Pierwszy poranek, jaki przywitał nas w Transylwanii był szary, a jednak zwiastował jakąś rześką aurę. To właśnie w niedzielę odetchnęliśmy pełną piersią. Wakacje. Wolność. Wyprawa w okolice Braszowa. Ogarnęliśmy się możliwie jak najprędzej, plecaki zostawiliśmy w przechowalni na dworcu (znów 10zł od bagażu za dobę), zakupiliśmy prowiant i już staliśmy na wylotówce w stronę Zamku Bran, z kartonem w ręku i kciukiem wystawionym w górę. Jak kiedyś!;)


Zbyt długo nie postaliśmy. Kilka minut uśmiechania się do mijających nas samochodów i znów mknęliśmy przed siebie. Trafiliśmy na całkiem sensownego kierowcę, który przez 30km opowiadał nam ciekawostki o regionie i kraju. Podwiózł nas pod samą warownię, która jak się szybko okazało, do kameralnych nie należała. Wokół niewielkiej, upiększonej wieżyczkami i basztami twierdzy, roiło się aż od turystów, straganów i pensjonatów (przypominających te z naszych polskich Karkonoszy). Wokół nas malownicze Karpaty, lokalne domki też niczego sobie. Ale nie. W takim hałasie i tłumie zwiedzać nie będziemy. Postanowiliśmy poszukać miejscówki "z widokiem" i właśnie tam wypić nasze pierwsze na tej wycieczce i jakże zasłużone wino, w które wcześniej nie omieszkaliśmy się zaopatrzyć;) Idąc podzamczem, zauważyliśmy biały krzyż, ustawiony samotnie na wzgórzu po drugiej stronie potoku. Nagle cel wydał się oczywisty. Szybka wspinaczka, mała zadyszka i już siedzieliśmy, niemal jak na tronie z widokiem na XIV - wieczny zamek domniemanego Draculi;)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Pierwszy dzień w Rumunii. Bukareszt

Z racji połączenia lotniczego, zwiedzanie Rumunii rozpoczęliśmy od stolicy. Stolicy, która niestety w ostatnim stuleciu wiele wycierpiała (trzęsienia ziemi, II wojna światowa oraz szaleństwa architektoniczne komunisty Ceauşescu), przez co nie rzuca na kolana swoich gości, a poznawanie jej nieoczywistych uroków wymaga od przyjezdnych dużych pokładów cierpliwości.


Postanowiliśmy dać jej szansę i na piechotę zeszliśmy sporą część centrum oraz garść uliczek starego miasta, którym jakimś cudem udało się przetrwać. W trakcie spaceru napatoczyło się nawet kilka urokliwych zakątków i secesyjnych kamienic, jednak w ogólnym rozrachunku, czegoś nam zabrakło. Bukareszt sprawiał wrażenie miasta chaotycznego. W dodatku, na każdym kroku napotykaliśmy maszkarony architektury radzieckiej. Teraz rozumiemy, dlaczego Węgrzy tak strasznie denerwują się, kiedy ich reprezentacyjny i pełen elegancji Budapeszt zostaje pomylony z (nie daj Boże!) niezgrabnym Bukaresztem. Do pociągu w stronę Braszowa zapakowaliśmy się z niemałą ulgą. Stwierdziliśmy, że miasto nie zachęciło nas, by wrócić do niego w przyszłości.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Cytat na sierpień

"Jesteśmy w środku Transylwanii, to jest Rumunia, tu można spodziewać się wszystkiego i mieć wszystko, czego się zapragnie."  

Michał Kruszona, Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła

Nasz nocleg na dziko w okolicy Rimetei, Rumunia

poniedziałek, 31 lipca 2017

Garść ciekawostek z Rumunii

Mija właśnie tydzień, jak wróciliśmy z wyprawy po Transylwanii. Niełatwo było zaaklimatyzować się na powrót w szczecińskiej rzeczywistości, ale proszę - oto jestem i zaczynam pisać! Zaległości mam potężne, a ostatnimi czasy, coraz trudniej siadać mi do kompa po ośmiu godzinach spędzonych przy biurku w pracy. Trochę zajmie nim nadrobię zaległości.

Rumunia bardzo pozytywnie nas zaskoczyła (może dlatego, że tyle tam pamiątek po Węgrach, których tak lubimy?;)) i muszę przyznać, dawno tak nie odpoczęliśmy (z własnej woli nie wzięłam żadnego z telefonów i z czystą świadomością odcięłam się od codzienności, swoją drogą każdemu polecam taki detox). Z wielkim sentymentem wspominamy autostopowe przygody, spanie na dziko w bajkowych sceneriach, wszechobecne Karpaty, średniowieczne miasteczka, urokliwe zamczyska, uśmiechniętych ludzi, smaczne jedzonko i ichniejszą, sielską rzeczywistość. Co zabawne, osoby postronne i znajomi bardzo się dziwili, kiedy pytali dokąd jedziemy lub skąd wracamy:

"Gdzie byliście!? W Rumunii?! A co tam jest ciekawego do oglądania!?"

Cudowna Sighisoara
No jak to co?! Mnóstwo (jak w każdym innym kraju) - odpowiadaliśmy i odpowiadamy po dziś dzień. Znalazłam cytat, że ludzie dzielą się na tych, którzy Rumunię kochają i na tych, którzy nigdy w niej nie byli. Sporo w tym prawdy. My i tak objechaliśmy ledwie jej fragment, zostawiając za plecami przełom Dunaju, Góry Maramuresz i Bukowinę... Wrócimy w przyszłości. Póki co, proponuję Wam garść ogólnych ciekawostek i naszych spostrzeżeń z Rumunii:)

sobota, 1 lipca 2017

Cytat na lipiec

"Nie odkładaj marzeń, odkładaj na marzenia!"
ktokolwiek rzekł te słowa, wiedział co mówi;)

Jezioro Ciche, Brodnicki Park Krajobrazowy

PS A już za 10 dni kolejna wyprawa! Przebieram nogami;)

wtorek, 27 czerwca 2017

Ekspresowy wypad na Dolny Śląsk, czyli majówka 2017

Bardzo chcieliśmy się gdzieś wyrwać w tym roku na majówkę, pogoda zaś upierdliwie postanowiła pokrzyżować nam szyki. Zresztą nie tylko nam, chyba większości Polakom. Wyszła z tego dziwaczna wyprawa, która trwała, zaledwie 48 godzin, z czego około 18 spędziliśmy w pociągach. Wyruszyliśmy wcześnie rano w sobotę i wróciliśmy w nocy, z niedzieli na poniedziałek. W gruncie rzeczy wszystko się udało, po prostu z przyczyn niezależnych, wypad skróciliśmy do minimum. Ale może zacznę od początku...


Późnym sobotnim popołudniem, po dwóch przesiadkach i wielu godzinach czytania w trzech różnych pociągach (już nawet ta część wyprawy była niezwykle przyjemna), dotarliśmy do Świebodzic Śląskich. W przydrożnym Tesco zaopatrzyliśmy się w szeroko pojęty prowiant i ruszyliśmy w kierunku Książańskiego Parku Krajobrazowego.  

Chcieliśmy:
1. Spędzić noc w Książańskim Parku Krajobrazowym
2. Nie dać się złapać ani ukarać
3. Przetrwać i nie zamarznąć
4. Napić się piwka Książ z widokiem na Zamek Książ
5. Odwiedzić któryś z Kościołów Pokoju

To, co wydawałoby się banalne, okazało się wyzwaniem. Nie zdążyliśmy jeszcze rozbić namiotu, a już zaczęło padać. W nocy temperatura spadła do zera. Jakimś cudem zasnęłam. Śnił mi się barwny orszak królewski, który wraz z całą świtą i strażą Książańskiego Parku Krajobrazowego, odkrył naszą nielegalną miejscówkę i przymaszerował, by w imieniu Boga, Honoru i Ojczyzny, zgarnąć nas do aresztu. A co tam. Koło 5:00 obudził nas głośny świergot ptaków. Nie chciało nam się dłużej spać. Podziwiając wschód słońca nad zamkiem Książ, wsunęliśmy po mielonce turystycznej z chlebem (podskakując przy tym z zimna jak jakieś dziwolągi), zapakowaliśmy wilgotne manatki i rozpoczęliśmy poranny trekking Wąwozem Rzeki Pełcznicy (rezerwat przyrody Przełomy pod Książem koło Wałbrzycha). 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Maroko - moje TOP 5

Pomyślałam sobie, że zanim ostatecznie pożegnamy się na blogu z Marokiem, napiszę jeszcze jednego posta. Chciałabym przedstawić Wam swoje subiektywne TOP 5 marokańskich destynacji, które absolutnie podbiły nasze serca! Odwiedzając je, macie szansę poczuć kwintesencję tego niezwykle barwnego, egzotycznego kraju. Ja się zakochałam i pragnę prędko wrócić, by odkryć jego południowo-wschodnie kresy, a wówczas, być może, zaktualizuję poniższą listę...

1. Medyna Fezu, w której czuliśmy się, niczym na planie filmu z czasów Chrystusa. Tyle, że wszystko było autentyczne. Po prostu rzeczywistość do dziś tak tam wygląda. Wąskie, pokręcone niczym skorupa ślimaka uliczki, sklepiki z rękodziełem i pamiątkami, widokowe kawiarenki na dachach, specyficzne zapachy dolatujące z garbarni, okrzyki mieszkańców, śmiech dzieciaków, nawoływanie muezina, gdakanie kur, jeden wielki rozgardiasz. Atmosferę tę zdecydowanie warto poczuć na własnej skórze!


2. Odwiedziny w Kazbie Amridil to było coś absolutnie nieoczekiwanego w naszej podróży. I może właśnie dlatego z taką przyjemnością wspominamy nasz 7-kilometrowy trekking przez daktylowo-palmową Oazę Skoura. Tutaj, na prowincji, poznaliśmy zupełnie inną twarz Maroka. Prawie, jakbyśmy przenieśli się do saharyjskiej części mojej ukochanej powieści "W pustyni i w puszczy", kiedy Staś i Nel wędrowali przez Egipt i Sudan...


3. Ksar Ait Bin Haddou i Studio Filmowe Atlas - z jednej strony tradycyjna gliniana architektura saharyjska, z drugiej plenery znanych hollywoodzkich produkcji. Spełnienie marzeń!

Ksar Ait Bin Haddou
Studio Filmowe Atlas

 4. Słyszę Essaouira i myślami natychmiast przenoszę się do nad-oceanicznego miasteczka. Idę przez medynę o pastelowych kolorach, słyszę szum fal, zgiełk portu i krzyki mew. Stojąc na jednej z wież twierdzy Mogadoru, czuję delikatny powiew wiatru i słony zapach Atlantyku. Przypatruję się rybakom, pochłoniętych pracą na błękitnych łodziach. Delektuję się opieszałą aurą wietrznego miasta, zajadając ze smakiem świeże ostrygi.


5. Rabat, czyli niedoceniana przez przyjezdnych stolica marokańskiego królestwa. Miasto, w którym nowoczesność miesza się z tradycjami. Zauważyliśmy, że tylko część mieszkanek Rabatu zasłania głowy chustami. Odwiedziliśmy kameralną medynę, w której nie spotkaliśmy żadnych turystów. Najbardziej zachwyciła nas jednak, położona na cyplu, kazba Al-Udaja.


piątek, 16 czerwca 2017

Marokańczycy, których spotkaliśmy w drodze...

Dzisiaj zapraszam Was do galerii barwnych kadrów, z mieszkańcami Maroka w roli głównej:)

 Chefchouen
 Wnuczka swojego dziadka
Dziadkowe dysputy przy herbatce
Mieszkaniec Chefchouen w tradycyjnym stroju
W przerwie między modlitwami
Rodzinny spacer po medynie
Fez
Rzemieślnik z Fezu
Gorzki los pracownika garbarni
U bram medyny
Zakupy i ploteczki
Zaduma w meczecie
Zgiełk w uliczkach Fezu
 Podglądając mieszkańców z góry
 Mąż i jego żony
Zbawienny cień
Sprzedawca lokalnych słodkości

Meknes
Męskie sprawy
Zaciekawiona
Połowy na placu
 Rabat
 Zakochani w Rabcie
Elegancki rybak ze stolicy
Strażnik tajemnic muazoleum
 W turkusach jej do twarzy

Marrakesz
Tradycyjni nosiwodowie
W pośpiechu
"Witajcie w Marrakeszu!"
"Z drogi śledzie!"
Poszanowanie tradycji
Essaouira
Zamyślona dama
Sprzedawca ostryg
Chwila spokoju
W pracy

Zaprzyjaźniony sprzedawca soku z trzciny cukrowej
 Sklepikarz z Essaouiry
 Budowniczowie kutrów
W poszukiwaniu złotej rybki
 Chyba jakaś większa ryba...
 Męski świat
Kumple na śmierć i życie
 Handlarz dywanów
 Marokańska rodzinka
 Na plecach u mamy przez świat
W garkuchni najsmaczniej
Owoce morza
Dzieciaki znad oceanu
Rybacy z Essaouiry
 Cisza przed burzą?
W oczekiwaniu na zachód słońca
Handlarz oliwek (najlepszych, jakie kiedykolwiek jedliśmy)
Machid, z którym wybraliśmy się na miętową herbatkę
 Sielsko i błogo
 Mewka znad Atlantyku

Ouarzazate i okolice
Przewodnik Studia Filmowego Atlas
Koleżanki z Ait Bin Haddou
W drodze do meczetu
Przyjaciółki o zachodzie słońca
Busem z miejscowymi
Idąc przez oazę
Powrót ze szkoły