środa, 23 maja 2018

Nad Zatoką Meksykańską. Campeche i okolice

Czy podczas podróży przez Jukatan, warto zatrzymać się w Campeche?

Jeśli, podobnie jak my, lubicie niską kolorową zabudowę, cenicie niespieszny rytm miasta i należycie do miłośników pitnej czekolady – koniecznie!:)


Włócząc się po brukowanych uliczkach kolonialnego Campeche z pewnością nie raz popadniecie w zadumę... Jak to możliwe, że dotąd praktycznie nie mieliście pojęcia o jego istnieniu?

Dlaczego Majowie określali je niechlubnie „miejscem węży i kleszczy”?

Skąd miasto czerpie zyski na rewitalizację starówki, która w 1999 r została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO?

Napotkacie tu jedynie garstkę, równie oszołomionych turystów. Część z nich będzie relaksować się w jednej w przytulnych knajpek, inni będą szperać w drogich sklepikach z rękodziełem lub też wspinać się na punkt widokowy fortyfikacji z 1540 r z czasów hiszpańskiej konkwisty, której mury zarówno od morza jak i lądu chroniły Campeche przed barbarzyńskimi atakami piratów i korsarzy.

Żeby odkryć te zagadki, dajcie się ponieść, zgubcie się w murach Campeche:) 

Nasza trasa: Uxmal - Campeche - Seybaplaya  (ok 210 km)
Poranek w Campeche
Widok z naszego balkonu
 Główny plac Zocalo podziwiany z okna hotelowej recepcji
 Wychodzimy na plac :) ale najpierw kierujemy się do pralni - po tygodniu jeżdżenia trochę brudów już nam się uzbierało, nie ma lekko;)
Stylizowany tramwaj z czasów Fridy
 Ciekawe grafitti ;)
 W pobliżu murów otaczających starówkę
Czekoladziarnia - obowiązkowy punkt w Meksyku!
 Pan spienia czekoladę według majańskiej receptury;)
 Perfekcyjne śniadanko - omlety z serem kozim i gorąca pitna czekolada
 Wszechobecne ostrzeżenia przed piratami;)
 Niemal puste, brukowane uliczki
 Wypogodzi się czy nie?
 Taka kolorystyka budzi jedynie pozytywne emocje:)
 I jak tu nie kochać Meksyku!
Obserwator;)
Po południu przenosimy się 27 km dalej, nad Zatokę Meksykańską
 Szybki przystanek w Walmarcie;) jak na amerykańskich turystów przystało
Już prawie ją widać!
 Mieszkańcy zatoki;) 
To w Seybaplaya po raz pierwszy poczuliśmy namiastkę Karaibów;)
 Niestety na horyzoncie widniał port paliwowy, który od razu rozbudzał czarne scenariusze w naszych głowach. Strach pomyśleć co się dzieje na dnie zatoki...Z drugiej strony, to właśnie stąd Campeche (jak i cały kraj) czerpie zyski i dba o swój wizerunek
 Gdyby nie to, można by uznać, że było raczej sielsko
 Upał niemiłosierny a na horyzoncie czarne chmury
Przedsmak Karaibów
Ups! Trzeba uciekać! Dobrze, że chociaż przez chwilę udało nam się poplażować
 Pescaderia San Pedro, choć może nie wygląda, to miejscówka warta zapamiętania;)
 Krewetki w cieście
 Albo rybka, jak kto woli!
Na deser koktajl z krewetek z kolendrą - niebo w gębie!
 Spokojny wieczór nad zatoką - jutro na chwilę zjeżdżamy z Jukatanu i ruszamy w głąb lądu
Zachód słońca. Ale spać jeszcze nie idziemy, czas na pinacoladę!;)

poniedziałek, 14 maja 2018

Naszym okiem. Palenque i piramidy Jukatanu

Podróżując po Jukatanie podziwialiśmy wiele pamiątek, jakie zachowały się po upadku Imperium Majów. Oczywiście, ośrodków kultu jest znacznie więcej (zarówno w Meksyku jak i krajach ościennych), udało nam się odwiedzić zaledwie kilka. Przemierzając półwysep, nieraz mijaliśmy tabliczki informujące o ruinach, rozsypanych po okolicy - niestety, nie sposób zwiedzić wszystkich, mając niecały miesiąc urlopu. Od lat marzyłam (chyba szczególnie po przeczytaniu jednej z książek Cejrowskiego), by idąc przez dżunglę, nagle, wyłoniła się przede mną piramida którejś z przedkolumbijskich cywilizacji. Śniłam na jawie (taka już ze mnie niepoprawna romantyczka), że siadam na schodkach, słucham odgłosów zwierząt i oddycham zapachami lepkiej puszczy... 

Calakmul

W Meksyku pragnienia te udało zamienić się w piękną rzeczywistość, w dodatku w towarzystwie Małżonka;) To najwspanialszy prezent ślubny, jaki mogliśmy otrzymać! Trzy tygodnie obcowania z dziedzictwem kultur Mezoameryki:) O jedzeniu, kolorach i innych wyjątkowych  nie wspominając...

piątek, 27 kwietnia 2018

Izamal. Więc chodź pomaluj mój świat...

Naszą przygodę na Jukatanie rozpoczęliśmy od miejscowości Izamal, do której dotarliśmy grubo po zapadnięciu zmroku i około 3 godzinach jazdy z lotniska. Na mapie naszych podróży widnieje już niebieskie miasto Chefchaouen, w Meksyku przyszedł czas na kolor słońca. Ktoś, kto kocha żółty tak mocno jak ja, nie powinien omijać tej uroczej mieściny o niskiej, kolonialnej zabudowie;)

Ktoś spyta, dlaczego akurat żółć...

wtorek, 17 kwietnia 2018

Roadtrip po Jukatanie, czyli czego możecie się spodziewać

Oto pytania, które najczęściej pojawiają się na forach i grupach Facebook’a.
  • Czy da się zjechać Jukatan na własną rękę?
  • Jak z bezpieczeństwem?
  • Jaki jest stan dróg na Jukatanie?
  • Czego unikać?
  • Na co zwracać uwagę?
  • Czy warto wypożyczyć samochód?
  • Jak się zachowywać podczas kontroli policji?

Praktycznie te same kwestie nurtowały nas przed wyjazdem, zwłaszcza kiedy koleżanka mojej mamy, na wieść, że chcemy w Meksyku wypożyczyć auto, zaczęła straszyć nas mrocznymi scenariuszami. I co? Niepotrzebnie się zestresowaliśmy, wcale nie było tak źle! A bez czterech kółek z pewnością zobaczylibyśmy znacznie mniej. 

Roadtrip po Jukatanie, czyli czego możecie się spodziewać

Wszędzie jest płasko! To wielka, porośnięta dżunglą i krzaczorami równina, poprzecinana gdzieniegdzie prostymi nitkami dróg (o zagęszczeniu raczej nikłym;)). Chyba nigdy wcześniej nie jeździliśmy tak monotonnymi trasami;) Widoki żadne, horyzont ograniczony, pagórki należały do rzadkości. Zarośla zasłaniały wszystko, co chętnie podziwialibyśmy po bokach. Odrobinę ciekawiej zrobiło się nad Zatoką Meksykańską, w okolicy Palenque (stan Chipas jest bardziej górzysty) oraz na odcinku Calakmul - Bacalar.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Cholula, czyli o tym jak z największej piramidy świata podziwialiśmy Wulkan Popo...

Cholulę o mało byśmy ominęli i teraz wiemy, jak wielką byłoby to stratą! Natknęłam się kiedyś w sieci na zdjęcie sanktuarium górującego nad miasteczkiem - na tle wielkiego, ośnieżonego wulkanu, które mnie absolutnie oczarowało i nie ukrywam, chciałam się tam udać. Postanowiliśmy jednak, że w podróży poślubnej nie będziemy się nigdzie spieszyć. Plan ułożyłam, jak na moje możliwości, zgrabny i nieprzeładowany (niesamowite;)).



Życie plan ten zweryfikowało i dodało co nieco od siebie. Pueblę obeszliśmy jakieś 10 razy już pierwszego dnia, w związku z czym, stwierdziliśmy, że kawy i śniadania poszukać możemy w Choluli, która notabene znajduje się w połowie drogi na lotnisko. No to świetnie - pomyśleliśmy, 2-3 godzinki popatrzymy na wulkany, a stamtąd złapiemy transport na samolot. Wstaliśmy około 6:00 i o wschodzie słońca opuściliśmy hotelik w Puebli.

piątek, 30 marca 2018

Kolonialna Puebla

Puebla, kolejny cel na naszej trasie. Kolonialna perełka, wybudowana w XVI w przez Hiszpanów. Nie sposób nie zauważyć tu andaluzyjskich wpływów, które emanują z fasad niewysokich kamieniczek. To czwarte największe miasto w kraju, jednak ma w sobie coś odprężającego. Po pobycie w tak wielkim molochu, jakim jest stolica, ocienione uliczki Puebli dały nam wiele wytchnienia. Mogliśmy się tak szwendać bez końca.

Miałam wręcz wrażenie, że duch Puebli szepcze do nas: Zwolnijcie, nie śpieszcie się, eksplorujcie, spacerujcie… Macie czas… Mnóstwo czasu…


Co nas w Puebli zauroczyło!?

wtorek, 20 marca 2018

Teotihuacan - Aleją Zmarłych do Piramidy Księżyca

Przez 3 tygodnie jeżdżenia po Meksyku, odwiedziliśmy wiele ośrodków kultu ludów Mezoameryki, głównie majańskich i azteckich, więc nie moglibyśmy nie wstąpić do miasta Kultury Teotihuacan. Od dawna marzyłam o przejściu Aleją Zmarłych, chciałam na własne oczy ujrzeć te słynne, majestatyczne piramidy, o których tyle czytałam i słyszałam od bliskich - 30 lat wcześniej, byli tu moi Dziadkowie, 19 lat po nich do Teotihuacan dotarła moja Mama. Podróż ich śladami zapowiadała się jeszcze bardziej intrygująco!

Miasto bogów lub też "miejsce, w którym ludzie stają się bogami". Jego ekspansję datuje się na rok 250 n.e, kiedy powstały najwspanialsze konstrukcje - piramidy Słońca, Księżyca i Węża Pierzastego  - Quetzalcoatla. Apogeum rozkwitu przypadło na 500-700 r. To w tym okresie nakreślono Aleję Zmarłych - główną arterię miasta a dla około 200 tysięcy mieszkańców wytyczono dzielnice rezydencjonalne. Metropolia na wyżynie (2300 m n.p.m) - w jaką z czasem Teotihuacan się rozrosło, wiodła prym aż do pożaru w 725 r.  Od tamtej pory, mówi się o jej powolnym upadku, aż wreszcie ok 900 r zostało całkiem opuszczone...


Kolejna, niepowtarzalna cywilizacja opuściła swoją siedzibę, stolicę, miejsce kultu... Natychmiast przychodzą mi na myśl inne ludy - Khmerów z Angkoru, Tajów z Ayutthaji i wielu innych, których  potężne królestwa przez lata zarastały gdzieś w dżungli.

niedziela, 11 marca 2018

12 miejsc, które warto odwiedzić w Mieście Meksyk

Meksyk, miasto wobec którego nie da się pozostać obojętnym. Trafia człowieka niczym grom z jasnego nieba, zaciska się niczym pętla na szyi, przygniata jak lawina i nawet jeśli zaboli, ukłuje lub poddusi, pozostawia w duchu ślad fascynacji. Mi również zawrócił w głowie. Od powrotu do Polski, nie pozwala o sobie zapomnieć, wciąż mam je przed oczami. Zdecydowanie częściej, niż inne odwiedzone przez nas miejsca, a przez 3 tygodnie trochę się ich przecież uzbierało! Tak naprawdę, sympatią do wielkich miast zapałaliśmy dopiero podczas podróży po Azji, wcześniej nie robiły na nas wrażenia. Bo jak tu polubić takiego kolosa? Wielkie toto, przeludnione, zanieczyszczone, głośne, mówi się, że niebezpieczne. Całe szczęście, ktoś u Góry czuwał nad nami i nawet trzęsienie ziemi, które miało miejsce tydzień po naszym wyjeździe, nas nie tknęło.


Miejsca, które w Meksyku odwiedziliśmy, to jednocześnie te, które najbardziej polecamy. Może poza Placem Garibaldi, który okazał się kompletnie przereklamowany i komercyjny, zero romantyzmu i drożyzna jak sto choler! Odradzamy, są znacznie lepsze miejsca, by posłuchać muzyki mariachich! W stolicy spędziliśmy w sumie 4 dni (2 na początku i 2 na końcu) i już teraz mogę powiedzieć, to zdecydowanie za mało! Czuję, że miesiąc by nie starczył. Mam ogromny niedosyt...

niedziela, 25 lutego 2018

Garść ciekawostek z Meksyku

Mijają 2 tygodnie, odkąd wróciliśmy z Meksyku do szczecińskiej rzeczywistości. Po dobie w podróży, raczej bolesnej zmianie czasu i 4 godzinach snu natychmiast wpadliśmy w wir życia. Najwyraźniej codzienność postanowiła nas nie oszczędzać... Chwilami zastanawiam się, czy nasza podróż rzeczywiście się odbyła;) 


Meksyk - kraj hamaków:)

Na początek, tak na rozruch, wrzucam garść ciekawostek z Meksyku – naszych spostrzeżeń, zaskoczeń czy niespodzianek. Przyjemnej lektury życzę!:)

1. Meksykanie na okrągło zajmują się jedzeniem. Spożywanie to temat powszedni. Starsza pani smaży placki na chodniku, ktoś niesie chipsy, kto inny płaci za tacosy, wybiera składniki do las tortas (kanapek), kupuje popcorn, dokłada sobie pikantnej salsy w przydrożnej garkuchni. Gdzie się nie spojrzy, każdy coś je, gryzie, przeżuwa, mieli, przełyka, mlaska, chrupie, zlizuje sos z palców. Gdzie się nie pójdzie, czuć jedzenie. Zapach tortilli prześladował nas na każdym kroku;)

czwartek, 18 stycznia 2018

Przedświąteczny Wiedeń

Nie zdążyliśmy dobrze poznać Wiednia, a już musieliśmy go opuszczać. Ciężko w kilka godzin zrozumieć i polubić nowe miasto. Na nasze usprawiedliwienie mogę zapewnić, że któregoś dnia z pewnością wrócimy na dłużej. Takie ekspresowe spacery kompletnie nam nie odpowiadają, a jeszcze jak na złość, nasz pociąg z Budapesztu miał 80-minutowe spóźnienie zanim w ogóle wyruszył. Jak pech to pech. Tego dnia wszystkie środki transportu dały nam po tyłkach. No nic, mamy chociaż powody, by wracać. To też dobrze Tymczasem zapraszam na krótki grudniowy spacer po Wiedniu.