środa, 9 listopada 2016

Road trip po Andaluzji. Daj się uwieść Grenadzie!

Następny dzień zapowiadał się jeszcze bardziej obiecująco. Przede wszystkim, rano obudziło nas słońce, które zasadziło nam po motywującym kopniaku w nasze, lubiące pospać zadki. Spakowaliśmy manatki, pożegnaliśmy Malagę i skierowaliśmy się na północny-wschód. Żeby nie tracić czasu, zapadła decyzja, że śniadanie upolujemy gdzieś po drodze.


Już sama jazda samochodem sprawiała nam dużo frajdy. Zrezygnowaliśmy nawet z autostrady. Droga wiła się wśród wzgórz i dolin rzecznych. Co kilkanaście kilometrów mijaliśmy białe, znane jedynie miejscowym mieścinki, a w radio leciały klimatyczne hiszpańskie przeboje:) W pogodnych nastrojach dojechaliśmy do celu.

Mówi się, że "kto nie widział Grenady, ten nic nie widział". Czy to nie przesada, myślałam? Słyszałam oczywiście o Alhambrze, ale nie miałam żadnych oczekiwań wobec samego miasta. Bałam się, że całość okaże się przereklamowana. A jednak, idąc brukowaną uliczką nad rzeką Genil w stronę dystryktu Sacramonte, nie mogłam nacieszyć oczu widokiem Czerwonego Zamku, który dominował na zboczu, tuż nad naszymi głowami. Po lewej, mijaliśmy gąszcz uliczek arabskiej dzielnicy Albaicin. Z każdym krokiem było tylko piękniej! Nic dziwnego, że Maurowie wzdychali i rozpaczali, gdy pokonani w 1492r, opuszczali królestwo Grenady.

Nasza trasa: Malaga - Loja - Granada (130km, 2h autem)
 Przystanek na śniadanie i pierwsze interakcje z miejscowymi;)
 Churros z czekoladą to tłuste, długie krążki z ciasta parzonego, smażone w głębokim tłuszczu i maczane w płynnej, gorącej czekoladzie.

Docieramy do Grenady, zostawiamy samochód na parkingu bezpłatnym (czyli daleko od starówki;)) i idziemy na niespieszny spacer. Do zakwaterowania się w hoteliku mamy dobrych kilka godzin.
Maszerujemy Carrera del Darro nad brzegiem rzeczki Genil
Wystarczy, że spojrzymy w górę, a naszym oczom ukaże się jeden z architektonicznych cudów Europy - Alhambra. Do Czerwonego Zamku postanawiamy jednak wybrać się następnego dnia.
Tymczasem, kierujemy się w stronę cygańskiego Sacramonte
Czym dalej, tym mniej zwiedzających
Grenada to miasto studentów, znajduje się tu trzeci największy uniwersytet Hiszpanii
Jedna z najwspanialszych pamiątek po Arabach w Europie.
Docieramy do cygańskich domków w Sacramonte
W tutejszych jaskiniach, odbywają się turystyczne występy flamenco. Niestety, z tego co czytaliśmy, nie są to prawdziwe, pełne emocji pokazy. Koszt takiego show zaczyna się od 20 euro. Nie zdecydowaliśmy się jednak, wiedząc, że Ela zabierze nas na autentyczny i tańszy pokaz w Sewilli, 
Sacramonte (Święte Wzgórze) to najbardziej oddalony dystrykt od współczesnego centrum. Usytuowany na zboczu doliny rzecznej, uwodzi zarówno lokalizacją, jak i architekturą.
Domki mają charakter obudowanych jaskiń i do dziś są zamieszkane.
Spacer uliczką Camino del Sacramonte
Podobno, pierwsi cyganie przybyli tu z Czech z wojskami Karola V
Kiedy teraz myślę o naszym dwudniowym pobycie w Grenadzie, od razu przypomina mi się ten sielski spacer po Sacramonte...
Zasłużony odpoczynek w słońcu
Do jednego z jaskiniowych domków udało się nam wejść (koszt 1 euro). Właściciel twierdzi, że niegdyś w nim mieszkał, a teraz jedynie udostępnia wnętrze do zwiedzania.
Przed wejściem
Całkiem przypadkowo, natknęliśmy się na młodego cygana (był bez butów i raczej nie pachniał świeżością), który opowiedział nam kilka ciekawostek ze swojego życia. Podobno, przez 30 lat był w podróży, a teraz wrócił w rodzinne strony i mieszka w jednej z jaskiń Sacramonte
Przepis na idealne popołudnie? Butelka wina i ławka w Sacramonte;)
Następnie, udaliśmy się do równie urokliwego rewiru Albaicin. To największa po-arabska dzielnica w Hiszpanii. W XIII w zbudowali ją Maurowie z  Baezy, którzy przybyli do Grenady ze strachu przed wojskami Ferdynanda III Świętego. W wigilię 1568r doszło tu do krwawego powstania, w którym chrześcijanie odnieśli zwycięstwo. W  następstwie przejęli tradycyjne mieszkania po Maurach, zwane carmenes (z ogrodami i sadami). Arabów ponownie przegnano.
Wędrując przez Albaicin
Koło niektórych zaułków nie da się przejść obojętnie
Andaluzyjski zakątek
Uliczka w dzielnicy Albaicin
Niektórzy to mają fantazję!
To się nazywa restauracja z widokiem!
Wracamy do centrum
Kultura flamenco towarzyszy nam na każdym kroku
Do katedry weszliśmy bezpłatnie drugiego wieczoru, gdy akurat była msza. Za dnia, wstęp kosztuje 4euro, dodatkowe 4 płaci się za wejście do Królewskiej Kaplicy, w której spoczywają Izabela Kastylijska oraz Ferdynand Aragoński, a także ich córka Joanna Szalona wraz z mężem Filipem Pięknym. Uznaliśmy, że wystarcza nam sama świadomość obecności duchów ich królewskich mości.
Wieczorem spotkaliśmy się z Marokańczykiem Hichamem, kolegą z Sycylii:) Pokazał nam kilka miłych knajpek i uświadomił, że w Grenadzie tapas do piwa/drinka dostaje się bezpłatnie;) Niestety, uświadomił nam jeszcze, że szczyt sezonu turystycznego w Andaluzji przypada na przełomie września i października, co oznacza, że aby dostać się do Alhambry, będziemy zmuszeni wstać o 5:00 rano i ustawić się w super długiej kolejce. W dodatku istnieje dzienna, ograniczona pula biletów, czyli nie ma gwarancji, że poświęcając sen w ogóle tam wejdziemy. Popełniliśmy wielki błąd, że nie zamówiliśmy biletów on line z wyprzedzeniem, jednak osoby z którymi o Alhambrze rozmawiałam, przekonywały mnie, że bez problemu nabyły bilety przy kasach. Cóż. Poszliśmy jeszcze do informacji turystycznej, gdzie pani potwierdziła obawy kolegi. Czekała nas zatem wczesna pobudka. Dłuższe pogawędki z Hichamem przełożyliśmy na kolejny dzień i pobiegliśmy spać.

Następnego ranka, obudziliśmy się przed 6:00. Nigdy nie zapomnę, jak pod osłoną nocy (na dworze ciemno) wspinaliśmy się na wzgórze al-Sabika. Do ostatniej chwili nie wierzyłam, że będą tam czekać jacyś ludzie. Nadzieja matką głupich. Ustawiła się tam już ładna kolejka. Po odstaniu swojej doli w 2 kolejkach (ja w zwykłej, Maciek w krótszej - takiej z możliwością płacenia kartą), nabyliśmy bilety koło 9:00 rano i wróciliśmy do hotelu na śniadanie. Wstęp do Pałacu Nasrydów, najbardziej obleganego z obiektów, wyznaczono nam na godzinę 11:00. Koszt biletu do Alhambry to ok 14 euro, nie wahajcie się jednak, wejść trzeba koniecznie! Tylko zarezerwujcie bilety on line;)

Wzgórze "Sabika to korona na czole Grenady, nad którym gwiazdy zapragnęły być jej inkrustacją. A Alhambra - Bóg niech czuwa nad nią! - jest rubinem w tej koronie" Ibn Zamrak

Zwana Czerwonym Zamkiem (od koloru budulca, którego użyto do jej budowy), Alhambra powstała na przełomie XIII/XIV wieku, a od 1984r znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. To prawdopodobnie, jeden z najpiękniejszych pałaców orientu, dorównujący rangą tureckiemu pałacowi Topkapi, znajdującemu się w Stambule. Bezcenna perełka architektoniczna, którą Muzułmanie zmuszeni byli oddać w XV w zwycięskiej parze królewskiej - Izabeli i Ferdynandowi. Wewnątrz komnaty, korytarze i patia, zdobieniami kojarzące się z Baśnią Tysiąca i Jednej Nocy.
 
Udało się! Weszliśmy na teren Alhambry! Uwierzcie lub nie, ale moknąc przed świtem w kolejce i modląc się o szansę nabycia biletów, nie byłam wcale taka pewna naszego sukcesu.
Zwiedzanie rozpoczynamy od Pałacu Nasrydów: "Z zewnątrz była to twierdza obronna z 27 wieżami. Wewnątrz dziedzińce, korytarze i ciągi wodne łączą się w olśniewającą całość. Wszechobecne, przepyszne zdobienia w postaci płytek ceramicznych, rzeźb kamiennych, arabesek i zadziwiająco wyszukanych wzorów kaligraficznych niektórzy uważają za szczytowe osiągnięcie muzułmańskiej sztuki zdobniczej na zachodzie: delikatnej, eleganckiej i technicznie doskonałej. Inni sądzą, że całe to miejsce tchnie dekadencją" fragment ze strony budowle.pl
Alhambra dosłownie dominuje nad miastem
Dziedziniec Mirtów
Kiedy przed wyjazdem rodzina przekonywała mnie, że po Alhambrze będziemy zwiedzać chodzić pół dnia, nie wierzyłam. Mieli rację, nie chciało nam się opuszczać jej filmowej scenerii!
Okienka w sali tronowej, w której przyjmowano ambasadorów i gości
Otoczony 126 portykami Dziedziniec Lwów
W jego sercu znajduje się fontanna (raczej nieduża), podtrzymywana przez 12 kamiennych lwów: "Kto spojrzy na lwy, wie, że dzikość ich okiełzna moc sułtana" głosi Ibn Zamrak w swym wierszu, wyrytym na eleganckim kielichu fontanny, gdzie "marmur i woda tak współgrają z sobą, że nie wiesz, co marmurem jest, a co wodą".  Pięknie się spisał ten poeta i nadworny wezyr sułtanów:)
Takie widoki miały mieszkanki haremu sułtana
Albo takie - na wewnętrzny dziedziniec z ogrodem
Kopuła w sali Dwóch Sióstr
Panorama Grenady - kolejny powód, by wejść do Alhambry!
Następnie, po zwiedzeniu większości obiektów, zrobiliśmy sobie piknik na ławce w ogrodach. Warto wziąć ze sobą winko i przekąski, by przysiąść, odsapnąć i nacieszyć się pałacowym kompleksem.
"Rajski ogród architekta"
 Czyli witamy w ogrodach Generalife
Wypoczynkowy pałac sułtanów
Romantyczne Patio Cyprysów
Można tu spędzić kolejnych kilka godzin - po prostu siedząc i patrząc
Katedra - widok z murów Alhambry
I jak tu nie kochać podróży, gdy do zobaczenia tyle perełek na świecie?!

A potem zdarzyło się coś niewiarygodnego. Mieliśmy już w zasadzie opuszczać mury Alhambry, gdy w toalecie natknęłam się przyjaciółkę z podstawówki, z którą nie widziałyśmy się od ponad roku! Z uwagi na różne życiowe perypetie, nie pisałyśmy od kilku miesięcy i żadna z nas nie orientowała się chwilowo, gdzie przebywa ta druga. Spotkanie roku (nie można tego inaczej nazwać;)) umożliwiło nam nadrobienie wszystkich zaległości. Spędziliśmy z Asią całe popołudnie, wieczór i jeszcze cały następny dzień, gdyż ku mojej radości, zgodziła się pojechać z nami na podbój Kordoby:)

Po pogaduchach przy mocnej kawie (to był naprawdę długi i intensywny dzień z szalonym porankiem i jeszcze bardziej niewiarygodnym zachodem słońca),  Asia postanowiła zabrać nas w miejsce, do którego kiedyś poniosły ją nóżki:)
Wędrujemy i wędrujemy, zapuszczając się za miasto
Zmierzamy do Opactwa Sacramonte
 Za ten doskonały wybór, Asi gorąco dziękujemy!
Ośnieżone szczyty gór Sierra Nevada, które pozostaną w mej pamięci już na zawsze. Siedzieliśmy tam, rozmawiając o życiu i planach na przyszłość, kiedy nagle zza gór zaczął wschodzić księżyc:)
Takich chwil się nie zapomina!
Nad Alhambrą zapada zmierzch, a my wraz z Asią wracamy do dzielnicy Albaicin na ponowne spotkanie z Hichamem, mając nadzieję, że zaprowadzi nas na kolację do miłego baru.
Nocne spacery po Grenadzie
 Standardowe (darmowe) tapas w Grenadzie
 Po zaspokojeniu pierwszego głodu w barze hiszpańskim, Hicham zadecydował, że czas przybliżyć nam trochę swoją kuchnię ojczystą. Poszliśmy zatem na marokańskie tapas (płatne ale pyszne!).
Pamiątkowe zdjęcie z Hichamem:)

Podsumowując, jedźcie do Andaluzji i dajcie się uwieść Grenadzie! Jej magia urzeka na każdym kroku! Uliczki malowniczego Sacramonte, białe zaułki dzielnicy Albaicin, ośnieżone szczyty gór Sierra Nevada i Alhambra, wisienka na torcie! Nie bez powodu Francisco A. de Icaza napisał: "Daj mu jałmużnę, kobieto, bo kogo bardziej smutnego znajdziesz, od tego, kto ślepcem jest w Grenadzie". Zdaję sobie sprawę, że nie pierwszy raz pieję z zachwytu nad nowym miastem, ale  naprawdę było mi przykro, kiedy mieliśmy opuszczać Grenadę. Co za szczęście, że pocieszała mnie aura obu przemiłych spotkań! Hichama nie widzieliśmy od trzech lat, więc nie zmarnowalibyśmy takiej okazji:) Natomiast z Asią, z którą w zeszłym roku całkiem się rozminęłyśmy, ekscytowałyśmy się na samą myśl o wspólnym zwiedzaniu Kordoby:)