piątek, 6 maja 2016

Chill out w Zatoce Ha Long

Naszym kolejnym przystankiem po Hanoi, była Cat Ba, jedna z niewielu zaludnionych wysp, która leży w obrębie Zatoki Ha Long. Zamierzaliśmy zatrzymać się tam na co najmniej dwa dni, odpocząć i nacieszyć się okoliczną przyrodą oraz oczywiście samą Zatoką:)

Na miejsce pragnęliśmy dostać się możliwie najtańszym i najszybszym sposobem. Maciej, nasz główny nawigator, wynalazł w Internecie tzw. pakiet combo, który wykupiliśmy w Hanoi (na dworcu) w biurze Huang Long. Obejmował on autokar do Hajfongu, stamtąd rejs na docelową wyspę a następnie przejazd busem do miasteczka Cat Ba. Transport sprawnie zorganizowany. Świetna sprawa i to za jedyne 10 euro od osoby. Choć dystans który mieliśmy pokonać to około 150 km,  nasza podróż trwała jakieś 5 godzin. Na miejsce dotarliśmy dopiero około 14-tej.


Co ważne, na blogu pewnego Amerykanina, znaleźliśmy recenzję przytulnego hoteliku i właśnie w nim postanowiliśmy się zatrzymać. Strzał w dziesiątkę! W Ali babie ugościli nas jak rodzinę!


Bez wcześniejszej rezerwacji, dostaliśmy 3-osobowy pokój na siódmym piętrze. Kosztował nas tylko 12 euro za noc (wyszło po 4 euro za osobę). Z balkonu rozpościerał się widok na Zatokę Ha Long. Sami nie mogliśmy uwierzyć we własne szczęście! Niedrogie posiłki jedliśmy w hotelowej knajpce na dole, u właściciela Ali baby (sympatycznego Wietnamczyka) wypożyczyliśmy też skuter oraz wykupiliśmy na następny dzień kameralny rejs po Zatoce (dużo taniej niż w biurach podróży).

Po smacznym obiadku wsiedliśmy na jednoślady i ruszyliśmy na popołudniowe eksplorowanie wyspy. Powierzchnia Cat By to 285km2, z czego spory jej obszar zajmuje park narodowy - nasz cel;)

Nasza trasa: Hanoi - Hai Phong - Cat Ba (autokar-prom-autokar)
Mapka przedstawiająca wyspę - mieszkaliśmy w stolicy na samym jej południu
źródło http://www.crossingtravel.com/cat-ba-island-tag806/
Dopłynęliśmy na wyspę! Nareszcie!
Polecany w sieci hotelik znaleźliśmy bez problemu, na wybrzeżu przy głównej drodze:)
Hotelik Alibaba's mieści się w wysokiej wąskiej kamieniczce.
Spacerując wybrzeżem
Nasz widok z okna - bezcenny! Za taką cenę! To aż niewiarygodne!
Zaczynamy objazd skuterami po Cat Bie i kierujemy się w stronę parku.
Wąska droga przebiegająca przez wyspę
Wspinamy się do Jaskini Quan Y (moim zdaniem głównie dla tego widoku warto ją odwiedzić, reszta nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia)
W jej wnętrzu, w czasie II wojny indochińskiej znajdowała się kryjówka i szpital dla oddziałów komunistycznych. Obeszliśmy dawne (puste) sale szpitalne i wyszliśmy z drugiej strony.
Czas na trekking po parku narodowym - jego wizytówką jest gereza białogłowa - małpa, której niestety nie udało się nam spotkać (pewnie przez głośnie zachowującą się chińską grupę).
Trasa przez puszczę
Bezbłędna panorama zielonych pagórków - owoc naszej wspinaczki;)
Kolejny wspólnie zdobyty szczyt (Ngu Lam)
Kładka widokowa dominuje nad dżunglą
Delektując się przyrodą:)
Obezwładniająca zieleń
Odpływ w Zatoce Ha Long
Prace na polach ryżowych
Wzrastający ryż (mogłabym go jeść codziennie!)

Nie obyło się bez przygód - na Cat Bie, po raz pierwszy na wyjeździe złapaliśmy kapcia. Tuż przed zmrokiem. Mirek został z naszym pechowcem, a my pojechaliśmy na sprawnym skuterze po pomoc. Na szczęście właściciel naszego hoteliku udzielił nam wsparcia i wszystko dobrze się skończyło.

Jak już wspominałam, na Cat Bie postanowiliśmy wypocząć i odrobinę sobie dogodzić. Postawiliśmy na chill out - dobrą kuchnię i drobne przyjemności. Pierwszego wieczoru wybraliśmy się na wietnamski masaż. Dwie drobniutkie Wietnamki (na oko 60-letnie kobitki) powyginały nas i wymiętosiły za wszystkie czasy. Skąd one czerpią tyle sił w tych małych, niepozornych ciałkach!? Od początku było zabawnie. Gdy tylko się rozebrałam i położyłam na łóżku, jedna ze starszych pań klepnęła mnie w tyłek i zaczęła chichotać;) Masażystka Maćka spacerowała boso po jego wielkich plecach, moja z kolei postanowiła przydusić mnie kolanami (musiałam łapać oddech!). Miały przy tym sporo uciechy (my też!), ewidentnie się z nas śmiały i coś tam komentowały pod nosem bez skrępowania (oglądając jednocześnie jakąś telenowelę;)). Mimo że zostaliśmy porządnie obgadani, był to jeden z lepszych (solidny) masaży podczas tej wyprawy! 

Następnego dnia (po rejsie, o którym będzie oddzielny post), udaliśmy się do knajpki z owocami morza na lokalne piwko i doskonałe świeże ostrygi (w równie doskonałej cenie). Cat Ba nas nie zawiodła! Miło było nareszcie zwolnić tempo i nabrać energii przed kolejnymi przygodami:)

1 komentarz:

  1. Hotel jest przeuroczy i jakby nie z tej ziemi! A relacja z masażu ubawiła mnie do łez. Już nie wiem co fajniejsze: ostrygi czy to klepanie po tyłku:))

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz