sobota, 15 sierpnia 2015

Mokre Mgliste Moherowe


Od dawna chcieliśmy zobaczyć miasto Galway! Odkryć zachód wyspy, udać się w tamte strony... Kiedy podjęliśmy decyzję, że w weekend za dwa tygodnie jedziemy, nie mogłam się doczekać! Zaczęłam opracowywać trasę a kolega Bartek, którego poznaliśmy jeszcze na Sycylii, zaprosił nas do siebie i obiecał przenocować (dziękujemy Bartek!). Już raz pogoda pokrzyżowała nam plany (jakie to typowe). Tym razem nic by nas nie powstrzymało, ani wiatr, ani deszcz, ani huragan;)
Ze wschodu na zachód wyspy trochę się jedzie, średnio 3-4 godziny! Wynagradzają jednak widoki. Po drodze podziwiać można cały asortyment krajobrazów w irlandzkim wydaniu. Miasteczka z kolorowymi witrynami, pola, łąki, doliny, rzeczki oraz stare zamki i wieże obronne. Czym bardziej zbliżaliśmy się do Atlantyku, tym bardziej psuła się pogoda (nawet bardzo typowe). Pierwszy punkt naszej wyprawy spowity był grubą warstwą chmur. Kiedy zajechaliśmy na Klify Moher, lunął deszcz. Cóż, byliśmy przygotowani na najgorsze;) Z reguły, czym mniej człowiek oczekuje, tym lepiej!

zaplanowana przeze mnie trasa
 nasza przeprawa ze wschodu na zachód
No i są! Nareszcie! Co prawda w deszczu i mgle, ale i tak pięknie się prezentowały! (Osoby bez samochodu, mają wstęp na klify praktycznie za darmo. My byliśmy autem i niestety musieliśmy gdzieś je zaparkować. Parking i visitor centre 6euro za osobę. Jeśli jesteście całą rodziną lepiej żeby parkował sam kierowca, reszta może opuścić samochód przed wjazdem na parking i zaczekać. Może gdyby tak nie padało, zatrzymalibyśmy się w większej odległości od cudu natury, zrobilibyśmy spacer i uniknęlibyśmy opłat. Mądry Polak po szkodzie...;) Następnym razem wybierzemy się w pogodę;))
Ta mgiełka nadawała im magicznej aury. Trzeba było jednak bardzo uważać! Klify te, nawet w dobrej pogodzie nie są bezpiecznym miejscem do wędrówek. Potęga oceanu działa. Silna abrazja powoduje podmywanie i niszczenie dosyć sypkich, łatwo ulegających erozji, wapienno-piaskowcowych skał. Kamienne półki kruszą się i zawalają. Nieraz ginęli tam ludzie. Jakiś miesiąc temu z klifów spadł 14-latek. Inna sprawa, że na urwiska przybywa wielu samobójców... Organizatorzy turystyki na klifach są bezradni, choć starają się ostrzegać i upominać, nie są w stanie przypilnować wszystkich. A że wielu ludzi nie myśli i ryzykuje... Cóż mogą począć.
W związku z tym, że Mirek na Moherowych już kiedyś był, najpierw ruszyliśmy w lewo (większość turystów najpierw kieruje się na prawo). Ku naszej radości, dzięki mniejszej popularności lewej ścieżki a także za sprawą deszczu, chwilami mieliśmy klify niemal na wyłączność!
Po jakimś czasie, chyba specjalnie dla nas;), na jakieś 20 minut przestało padać (aparat i tak zdążył mi trochę zaparować). Co prawda mokrzy byliśmy do suchej nitki, z obłoconymi spodniami oraz wodą chlupiącą w butach (moje nieprzemakalne buty ZNOWU przemokły;)), byliśmy szczęśliwi. Pod wielkim wrażeniem majestatycznych Moherów! Szum oceanu, skrzek mew, zapach soli, pieniące się grzywy fal - z hukiem rozbijające się o falezę... Niezapomniane wrażenia!
Wprawdzie podziwiałam już kiedyś Atlantyk, z Przylądka Roca w Portugalii ale wówczas zapadał zmierzch, widoczność spadła prawie do zera. Raczej słuchałyśmy oceanu niż podziwiałyśmy go. Z pewnością Klify Moherowe zapamiętam lepiej! Jeszcze tam wrócimy:)
księżycowy krajobraz
malutcy i bezbronni w konfrontacji z dwustumetrowymi klifami
wędrujemy - przy dobrej widoczności, z klifów obserwować można Wyspy Aran oraz szczyty wzgórz Connemara
Klify Moher ciągną się na 8km wzdłuż lądu. Stanowią zachodnią część niesamowitego Płaskowyżu Burren (na który udaliśmy się następnego dnia). Wspólnie z płaskowyżem, tworzą Geopark pod banderą UNESCO (nie oznacza to jednak, że są na liście!).
Co ciekawe, wnętrze visitor centre zostało wydrążone w zniesieniu. Dzięki czemu, że znajduje się w jaskini, nie zakłóca  naturalnego krajobrazu klifów. Plus dla architekta!
komercyjna restauracja z ciekawym oknem, w której oczywiście nie zjedliśmy- udaliśmy się do pubu:)
Po spacerze na klifach grzejemy się w pubie! Przy herbacie i piwku;) Podekscytowani Irlandczycy, jak zwykle oglądali rugby w telewizji i nic innego (poza piwem) ich nie interesowało;)
Chłopaki zamówili mięso (w karcie napisali że to boczek!?) z kapustą w jasnym, kremowym sosie, jak spróbowałam to tradycyjnie, zaczęłam zazdrościć im wyboru;) Zawsze chce się to, czego się nie ma;)
 Ja z kolei skusiłam się na rozgrzewający Irish Stew. Narzekać nie mogłam, był pyszny, ciepły i co najważniejsze, było go dużo!
następny odcinek naszej trasy
 Zdecydowaliśmy się na krótki przystanek w miasteczku Kinvara
Moim głównym celem w Kinvara, było odnalezienie ciekawie pomalowanego sklepiku, który niegdyś namalowała moja Mama (zdjęcie wzięła z albumu o Irlandii). Niestety nie podołaliśmy. Jedna pani powiedziała, że ten sklepik już chyba nie istnieje... Przemalowali go czy coś...szkoda!
 Mimo to, miasteczko było naprawdę urocze i pełne barw:)
Kolorowe puby przyciągały uwagę i wołały - "chodź na piwko na przeciwko, tam jest mały bar, wypijemy tam, piwko sam na sam";)
Postanowiliśmy jednak, że na zasłużone piwko udamy się już w Galway. Pomału zapadał zmierzch a przed nami wciąż było trochę kilometrów. Ruszyliśmy na północ!
Pierwszy wieczór w Galway (Pub Tig Coili) i już napotkaliśmy towarzystwo:) Irlandczyka, który niebawem przeprowadza się do Stanów (namawiał nas na to samo;)) oraz Węgierkę, która wkrótce przeprowadza się do Chin, uczyć dzieciaki angielskiego:) Sympatycznie się z nimi gadało!
W Pubie The Crane słuchaliśmy natomiast tradycyjnej muzyki irlandzkiej:) Bardzo udany wieczór! Od razu rzuciło się nam w oczy jak ciekawie i bujnie toczy się życie w Galway. Z pewnością jeszcze tam wrócimy, a kto wie, możliwe, że nie tylko na kilka dni;) W przygotowaniu kolejne posty - spacer po mieście Galway oraz trekking w jednym z najdziwniejszych parków narodowych, w jakim kiedykolwiek byliśmy!:)

1 komentarz:

  1. Czy mgliste,czy chmurne,czy w słońcu,czy w deszczu-magia tego miejsca zachwyca.Dobrze,że czujecie niedosyt-reszta odsłon spektaklu pt."Moherowe cuda"przed Wami..!
    Wydaje mi się jednak,że takie mgliste i romantyczne są najbardziej działające na zmysły(...co widać na fotkach z Maćkiem)


    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz