czwartek, 16 kwietnia 2015

Ekplorując i degustując w Cork

Nie samą pracą człowiek żyje (a wręcz przeciwnie;)). Dłuższy pobyt za granicą, nie powinien opierać się wyłącznie na zarobkach i poprawie standardu życia To także chęć przeżycia przygody! Wielu przygód! A więc przeżywamy. Od początku widzieliśmy, że chcemy poznać Irlandię od podszewki i tak właśnie się dzieje. Odkrywamy ją w każdej przejechanej przez wyspę mili, w każdej stopie postawionej na celtyckiej ziemi oraz w każdej pincie Guinnessa;) Posłuchajcie.


Już jakiś czas temu wybraliśmy się z Maćkiem i Mirkiem zbadać południe Irlandii. Hrabstwo Cork bywa nazywane "Irlandią w miniaturze", gdyż zawiera podobno wszystkie najważniejsze elementy, jakie składają się na irlandzki krajobraz:) Czy to prawda? Chcieliśmy się przekonać.
Z początku głównym celem naszego wypadu było miasto Cork oraz jego XIX-wieczny Market Angielski. Byłam ciekawa, czy to drugie, co do wielkości miasto Irlandii, ma do zaoferowania coś więcej, niż tylko słynny targ. Tak to już jednak z nami jest, że zawsze chcemy zobaczyć jak najwięcej. Nasze wolne od pracy (słoneczne) dni wyciskamy jak sok z cytryny;) Zajechaliśmy więc także w kilka innych miejsc, by w większym stopniu zapoznać się z tym południowym hrabstwem. Zatrzymaliśmy się przy zamku Barryscourt, udaliśmy się do portowego miasteczka Cobh, odwiedziliśmy stolicę hrabstwa, a na koniec dotarliśmy do Kinsale...

lokalizacja hrabstwa na mapie
 mapka orientacyjna
ZAMEK BARRYSCOURT
 Pierwszy przystanek - zamek z czterema wieżyczkami, datowany na XV/XVI wiek (obecnie w renowacji)

COBH [czyt. Cof] - przez pewien okres czasu zwane Queenstown, na cześć królowej Wiktorii.
Niezwykle stroma i barwna uliczka - nie tylko Włosi mają fantazję!
u stóp potężnej katedry
Na wzgórzu, nad miasteczkiem Cobh dominuje piękna, neogotycka katedra św. Kolmana. Budowano ją prawie 70 lat. Przyznam, że tak jak przestałam już niemal zwracać uwagę na kościoły (widziałam ich w życiu już naprawdę wiele), tak katedra w Cobh, wywarła na mnie ogromne wrażenie. Majestatyczna, budząca zachwyt... Posiada największy karylion (zespół dzwonów) w całej Irlandii.
 Elegancka, strojna, lecz nieprzeładowana. W jej wnętrzu chciało się po prostu siedzieć i podziwiać... majstersztyk!
z widokiem na portową zatokę
Porcik kutrów rybackich, promenada, urokliwe kamieniczki, kawiarenki, puby, sklepiki, na wzgórzu zaś, dominująca nad całym miasteczkiem, wytworna katedra z granitu..  
Cobh przypominało mi swym klimatem spokojną miejscowość uzdrowiskową. Sama wręcz poczułam się tam bardzo wypoczęta. A może to jedynie pogodna wizja nieśpiesznego dnia pełnego przygód w dobrym towarzystwie, pełnego nowych miejsc, pełnego odkrywania i cieszenia się życiem, słońcem, Irlandią tak mocno mnie zrelaksowała? Nawet jeśli, więcej poproszę, więcej:)
Port Emigrantów - na przełomie XIX/XX w do Ameryki, Kanady i Australii, odpłynęła stąd niemal połowa z 6 milionów emigrantów. Pierwszy statek parowy opuścił Cobh w 1838r, skracając jednocześnie rejs przez Atlantyk z 50 do 18 dni. Czyli ponad dwa razy!
 W 2012r minęło 100 lat od katastrofy Titanica. Ostatnim portem, w którym zatrzymał się w trakcie swego dziewiczego rejsu, było właśnie irlandzkie miasto Cobh.
.
Obecnie można zwiedzać tu Centrum Turystyczne Titanica - nie skorzystaliśmy. Słyszeliśmy bowiem, iż  te większe i o wiele ciekawsze muzeum, znajduje się w Belfaście. Wszyscy nam je polecają, więc pewnie w wolny dzień i tam się wybierzemy:)

CORK - stolica największego z hrabstw Irlandii i jednocześnie drugie, co do wielkości miasto Republiki. Samo Cork nie porwało może naszych serc. Ale ten market...
Angielski Market z XIX w wiktoriańskim stylu
To miejsce z duszą! Dla smakoszy i głodomorów. Moje przypuszczenia potwierdziły się, gdy tylko przestąpiłam jego próg i poczułam zapachy. Po czym szybko zgłodniałam. Sami spójrzcie!
Przeogromny wybór owoców morza - ryby, krewetki, ostrygi, małże...
Rybcia czy morski potwór?;)
Najlepsze oliwki od czasów Sycylii! Zakupiliśmy po trochu z kilku gatunków - rewelacja!
Sery - irlandzkie, francuskie, włoskie, z całego świata. 
Godny reprezentant naszej ojczyzny;)
Teraz już wiem, że ile razy będę w Cork, zawsze tam zajrzę. Nie tylko dla smakowitości i architektury wnętrza, ale nawet dla samej atmosfery targu. Na bazarach zawsze się coś dzieje;)
Następnie udaliśmy się nad rzekę Lee, gdzie spałaszowaliśmy zakupione na targu produkty;)
Z takim widokiem wszystko smakowało jeszcze lepiej!
 Nazwa Cork oznacza "wielkie moczary". Miasto znajduje się przy ujściu rzeki Lee do Morza Celtyckiego. Centrum Cork zbudowano na wyspie, między dwoma głównymi korytami rzeki Lee.
miejskie graffiti
wieża kościoła św. Anny
Dawny browar irlandzkiego piwa Beamish - zamknięto go w 2009r. Licencję przejął Heineken.
spacerując nad rzeką Lee
Katolicka katedra św. Findbara (wstęp płatny, więc w ramach zasady - za wstęp do świątyni nie zapłacimy - nie weszliśmy)
rzeźby u stóp katedry
przypadkowo trafiliśmy również do Fortu Elizabeth
Fort jak fort, jednak roztaczał się stamtąd widok na całe miasto:)

KINSALE - nazywane miasteczkiem smakoszy, to tutaj rozpoczyna się Wild Atlantic Way, która wiedzie zachodnim skalistym wybrzeżem aż na samą północ Irlandii do hrabstwa Donegal i którą w przyszłości zamierzamy przejechać (może w wakacje?).
Późnym popołudniem udaliśmy się do nad morze, do Kinsale...
Mewy skrzeczały, morze cicho szumiało, jachty delikatnie kołysały się w marinie, sieci rybackie pachniały solą i glonami... idealny pejzaż...
Energiczna ekipa;)
Obiadokolacja w plenerze - ryba z frytkami. Smaczna. Zacznę jednak od minusów, a mianowicie... Nie podobało się nam, iż wybrzeże oraz miejsce, gdzie powinna znajdować się promenada lub chodnik, zawalone było samochodami. Ani tam ławki ani żadnego miejsca, żeby ową rybę wchłonąć. Usiedliśmy więc, niezbyt wygodnie na krzywym murku, obrośniętym jakimś krzakiem, który wbijał się nam w tyłki. Mało przyjemnie i w sumie tyłem do morza. Wolałam zatem stać. Trochę szkoda, gdyż to urokliwe miasteczko, wiele traci na walorach estetycznych. Won z tymi samochodami...!
W budynku dawnego targu rybnego obecnie mieści się knajpka:)
Ławka znalazła się później, zaś jaskrawe kolory Kinsale wzbudziły w nas utracony optymizm;)
Uliczka z bajki:) Niesamowity zakątek!
 Irlandzkie poczucie humoru;)
Spacer po sielankowym miasteczku.
Zamek Desmond - typowo irlandzka budowla, zwana "domem wieżowym". Pochodzi z XVI wieku. Za czasu wojen napoleońskich, wewnątrz wieży znajdowało się więzienie. Trzymano tu głównie Francuzów (nawet do 600 osób). W XVIII wieku wybuchł pożar, w którym zginęło 54 więźniów. Aktualnie, w wieży znajduje się Międzynarodowe Muzeum Wina:) W związku z tym, że odwiedziliśmy Kinsale przed sezonem, muzeum było jeszcze zamknięte. Innym razem!
Nie obyło się bez "wspinania" i wałęsania po górkach.
I było warto, jak zawsze! Widok na porcik w Kinsale - usytuowany w podłużnej, naturalnej zatoce:)
Co bardzo mi się podobało i dlaczego pewnie nie raz jeszcze Kinsale odwiedzimy - mnóstwo przytulnych knajpeczek, pubów i kawiarenek, widać że miasteczko żyje!
By uczcić naszą udaną i pełną słońca wyprawę, udaliśmy się do pubu "Szary Pies" na lokalne piwko!
Piwko Kinsale :)
Zadowoleni i gotowi na więcej! Ciekawe, czy po tak intensywnej (pierwszej wspólnej) wyprawie, Mirek zdecyduje się na kolejne?:)

1 komentarz:

  1. "Szary pies","Żółty brzuszek",Irlandczycy mają poczucie humoru!
    Fajny pościk z faj ego miejsca! Szkoda,
    źe nam nie udało się tam dotrzeć,ale nadrobimy to.Szczególnie urokliwe klimaty marynistyczne,jednak i katedra robi wrażenie.Czy ten zamek można zwiedzać? Kocham zamki i opactwa.Już za nimi tęskni...Musisz kiedyś zrobić post na temat tych kolorowych witrynek i drzwi,są przecudne.Wam się już opatrzyły,ale dla nas to piękna ciekawostka..

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz