wtorek, 3 grudnia 2013

Autostop !?

Nie wiedziałam kiedyś, że tyle będę podróżować autostopem! Kiedy byłam młodsza, miałam pewne zastrzeżenia i trochę się bałam... No bo jak, z kim i dokąd? Przecież to takie niebezpieczne - myślałam...No jasne, ryzyko zawsze istnieje i nie ma co tu dyskutować z tą kwestią. Ale jeśli człowiek, a w szczególności kobieta, zachowuje się odpowiedzialnie, ostrożnie i nie wybiera się w taką podróż na własną rękę...czemu nie?! Nie zamierzam tu pisać żadnych poradników - w Internecie jest ich całe mnóstwo (z czego zresztą korzystałam sama:)) Poza tym nie jestem ekspertką i dopiero się "wyrabiam" w tej sztuce... ;)

Pierwszy raz jechałam na stopa w Polsce, ale była to tylko krótka podwózka - jakieś 5 minut jazdy, byłam z kumpelą (K. :))i wracałyśmy nad ranem znad jeziora do miasta:) Kiedy indziej, zdarzyło się, że jechałam do Warszawy i nagle, 70 km przed stolicą zepsuł się pociąg...Tak...nasze kochane PKP... Po prostu stanął w polu i miał 4-ero godzinne opóźnienie. Wszyscy opuścili wagony - w tym i ja. Nie zamierzałam tam tkwić pośrodku niczego! Do Warszawy akurat mi się spieszyło, zdecydowałam się wówczas na autostop. Nie chciałam jednak jechać sama... i zaczepiłam dziewczynę (z tego samego pociągu), która już czatowała na stacji benzynowej przy szosie. Zabrałyśmy się razem - najpierw tirem, a potem osobówką :) Po 1,5 godzinie dotarłyśmy szczęśliwie do stolicy. Pamiętam, że Tata był dumny, że sobie poradziłam, Mama zaś przerażona ale podekscytowana (dowiedziała się po fakcie):) Czy dobrze zrobiłam? Zdania były podzielone, ale ja byłam zachwycona, że tak sobie dzielnie poradziłam ;)

Kiedy indziej, hitchhiking przytrafił mi się we Francji w czasie ćwiczeń terenowych. Wybrałyśmy się z Malwiną na całodniową wycieczkę do małego miasteczka Cagnes sur Mer. Nie mogłyśmy trafić do historycznego centrum. Podwiozła nas jakaś sympatyczna pani ;) I niech jeszcze ktoś mi powie, że Francuzi są zadufani i nie chcą gadać po angielsku... Chcą, tylko trzeba sympatycznie do nich podejść! - zacząć grzecznie od Bonjour i dużo się uśmiechać :) W drodze powrotnej spotkałyśmy Polaków, którzy zawieźli nas do naszego pensjonatu. To był zresztą niesamowity - deszczowy dzień :)

Kolejna autostopowa przygoda miała miejsce za kołem podbiegunowym północnym w Norwegii, a mianowicie na Lofotach. Zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem, darmowe podwózki, najnormalniej w świecie ratowały moją kieszeń. Transport w Norwegii jest piekielnie drogi. Pojedynczy przejazd autobusem to nieraz nawet 30 zł!!! Były to momenty, kiedy wybierałam autostop bardziej z konieczności, niż dlatego, że lubię :) Ale już wtedy zaczynało mi się to coraz bardziej podobać...

Wiele zmieniło się tutaj - na Sycylii! :) Odkąd mam idealnego Partnera - mojego kochanego Macieja!;), któremu autostop również sprawia przyjemność, z którym czuję się zawsze bezpiecznie i który świetnie mówi po włosku... grzechem wręcz byłoby stopem nie jeździć! :) Jasne, takie rozwiązanie zawsze poprawia stan konta i budżetu ;) Ale daje też dużo ogólnej - przygodowo - podróżniczej satysfakcji :) Ostatnio coraz bardziej się rozkręcamy :) Z naszych obserwacji wynika, iż najlepiej stać z tabliczką (z nazwą miasta). Jak ludzie widzą sprecyzowany cel wyprawy dwojga sympatycznie uśmiechających się studentów, jakoś chętniej się zatrzymują ;) Co jest najwspanialsze w tym wszystkim? Na pewno to, że mamy duży kontakt z mieszkańcami Sycylii :) Raczą nas zawsze ciekawostkami o wyspie z pierwszej ręki... :) Ostatnio, jeden Sycylijczyk po 100-kilometrowej podwózce, zabrał nas na darmowe lody, bo pracuje w firmie, która zajmuje się ich produkcją :) W jakiś sposób można się od autostopu uzależnić... Niedługo znowu ruszamy, więc trzymajcie kciuki! ;) Takie moje podróżnicze przemyślenia...

grafika z Internetu :)

 W drogę! :) :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz