piątek, 27 kwietnia 2018

Izamal. Więc chodź pomaluj mój świat...

Naszą przygodę na Jukatanie rozpoczęliśmy od miejscowości Izamal, do której dotarliśmy grubo po zapadnięciu zmroku i około 3 godzinach jazdy z lotniska. Na mapie naszych podróży widnieje już niebieskie miasto Chefchaouen, w Meksyku przyszedł czas na kolor słońca. Ktoś, kto kocha żółty tak mocno jak ja, nie powinien omijać tej uroczej mieściny o niskiej, kolonialnej zabudowie;)

Ktoś spyta, dlaczego akurat żółć...
Wszystko na cześć naszego Papieża, który 13 sierpnia 1993r zaszczycił Izamal swą osobą, a na dziedzińcu miejscowego klasztoru odprawił mszę. Z tej okazji, jeszcze przed przyjazdem Karola Wojtyły, władze Izamal zarządziły przemalowanie zabudowy w barwy Watykanu. Tym samym, nawet nasza klimatyczna hacjenda nie wyróżniała się z tłumu:) Już kiedyś o tym wspomniałam, ale to wprost niewiarygodne jak kolor starówki może wpłynąć na rozwój lokalnej turystyki. Nagle wzrasta zainteresowanie danym miejscem, wszyscy chcą je zobaczyć, cyknąć jakieś zdjęcie. Przy okazji zarobi sprzedawca lodów czy sklepik z pamiątkami.

Jak kontempluję te kolorystyczne zjawiska, nachodzą mnie myśli, że może warto byłoby przemalować szczecińskie Niebuszewo (to jedna z  dzielnic) np. na zielono lub pomarańczowo a nagle, zamiast na Wały Chrobrego turyści kierowaliby się na Niemierzyńską...;)

Nasza trasa: z Cancun do Izamal dotarliśmy późnym wieczorem (ok 250km)
Jan Paweł II w Izamal, 1993r źródło zdjęcia
Hotelik Hazienda Izamal, w którym się zatrzymaliśmy. Pomalutku wstaje dzień. Ptaki śpiewają jak szalone, powietrze pachnie, lepi się. Będzie burza?
 Nasz pokój - w Meksyku (ponoć podobnie jest w USA) w wielu hotelikach czekały na nas po dwa podwójne łóżka - jedno z nich służyło nam zwykle jako szafa;) Swoją drogą przemyślane - gdyby któreś z małżonków się zdenerwowało, zawsze może się przenieść na swoje;)
Jeszcze przed śniadaniem ruszamy na rekonesans
Miasteczka dopiero się budzi:)
Po kilku minutach docieramy do naszej pierwszej na Jukatanie piramidy Majów. Wyrasta przed nami nagle, gdzieś po środku miasteczka. Żadnych biletów wstępu, żadnych ograniczeń.
Z jej tarasów widać całą okolicę (oczywiście płasko)
Maciek wspiął się na szczyt, mi zabrakło do tego weny przed śniadaniem;)
 Na jednej z platform piramidy Kinich Kak Moo. To jedna z większych piramid na Jukatanie, co przemawia za tym, że Izamal było swojego czasu ważnym ośrodkiem religijnym Majów.  Wybudowano ją ku czci majańskiego Boga Słońca. Jej podstawa zajmuje powierzchnię 8tyś. m2 natomiast objętościowo cała struktura liczy sobie 700 tyś.m sześciennych!
Wracamy do pensjonatu - jedzonko powinno być już gotowe
 W takim otoczeniu nawet jaja smakują wybornie:)
 Jajecznica na boczku i obowiązkowo pasta z fasoli, chleb oraz owoce
 Prawdziwe śniadanko nowożeńców podczas miesiąca miodowego;)
 Czy to melon lub pomelo?
 Chwila relaksu nad basenem i szybki telefon do Polski:)
Najedzeni i pełni energii znów idziemy do centrum
Nawet bryczki i konie w barwach Watykanu;)
Wspinamy się do klasztoru św. Antoniego - na horyzoncie piramida
To właśnie tutaj odbyła się wielka msza z udziałem Jana Pawła II. Atrium szesnastowiecznego franciszkańskiego klasztoru Św. Antoniego z Padwy jest jednym z największych na świecie!
 Mniejszy dziedziniec
 Dookoła cele, w których do dziś mieszka część zakonników
 Widok na miasteczko z klasztoru
Ruszamy na targ w poszukiwaniu czegoś smacznego
Zaopatrujemy się w świeże soki owocowe - mniam! Samo zdrowie!
Wychodzimy z drugiej strony monastyru i kontynuujemy nieśpieszny spacer.
Izamal znajduje się na liście tzw. pueblos magicos - meksykańskich miast i miasteczek wyróżniających się pięknem, bogactwem kulturowym, tradycjami, folklorem, znaczeniem historycznym, kuchnią, rzemiosłem artystycznym i gościnnością. A wszystko z inicjatywy sekretariatu turystyki Meksyku, który pragnie promować magiczne doświadczenia.
Czułam się tam jak ryba w wodzie, żółty to mój ulubiony kolor;)
Trzeba sobie radzić!
W połowie spaceru przyczepiło się do nas psisko, które towarzyszyło nam do końca zwiedzania Izamal;) Nawet czekało aż zrobię zdjęcie, nie spuszczało nas z oczu;)
Główny placyk w sielskim Izamal - gdzie nie skręcisz gra jakaś klimatyczna muzyka
Kolejne fragmenty pozostałości po Majach - w miasteczku jest ich kilka, do tej nie mogliśmy się dostać. Najwyraźniej znajduje się w czyimś ogródku;)
Rodzinna przejażdżka po centrum
meksykańskie klimaty
Izamal okazało się doskonałym wyborem na początek objazdu po Jukatanie - pozwoliło nam wczuć się w tutejsze "pomału, spokojnie, powoli" i doświadczyć wspomnianej już magii meksykańskich kolonialnych miasteczek. Tutaj rządzi sjesta, którą wreszcie się zaraziliśmy:)
 Casa Antigua
 Czas ruszać dalej! 

Spodobał Ci się ten post? Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!:)

2 komentarze:

  1. Urocze miejsce-niesamowite,na każdym kroku piramida...Może i dobrze,że tak mało rozreklamowana,przynajmniej czuć prawdziwy klimat jukatańskich miasteczek.Papież wiedział gdzie się zatrzymać:)

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz