wtorek, 20 marca 2018

Teotihuacan - Aleją Zmarłych do Piramidy Księżyca

Przez 3 tygodnie jeżdżenia po Meksyku, odwiedziliśmy wiele ośrodków kultu ludów Mezoameryki, głównie majańskich i azteckich, więc nie moglibyśmy nie wstąpić do miasta Kultury Teotihuacan. Od dawna marzyłam o przejściu Aleją Zmarłych, chciałam na własne oczy ujrzeć te słynne, majestatyczne piramidy, o których tyle czytałam i słyszałam od bliskich - 30 lat wcześniej, byli tu moi Dziadkowie, 19 lat po nich do Teotihuacan dotarła moja Mama. Podróż ich śladami zapowiadała się jeszcze bardziej intrygująco!

Miasto bogów lub też "miejsce, w którym ludzie stają się bogami". Jego ekspansję datuje się na rok 250 n.e, kiedy powstały najwspanialsze konstrukcje - piramidy Słońca, Księżyca i Węża Pierzastego  - Quetzalcoatla. Apogeum rozkwitu przypadło na 500-700 r. To w tym okresie nakreślono Aleję Zmarłych - główną arterię miasta a dla około 200 tysięcy mieszkańców wytyczono dzielnice rezydencjonalne. Metropolia na wyżynie (2300 m n.p.m) - w jaką z czasem Teotihuacan się rozrosło, wiodła prym aż do pożaru w 725 r.  Od tamtej pory, mówi się o jej powolnym upadku, aż wreszcie ok 900 r zostało całkiem opuszczone...


Kolejna, niepowtarzalna cywilizacja opuściła swoją siedzibę, stolicę, miejsce kultu... Natychmiast przychodzą mi na myśl inne ludy - Khmerów z Angkoru, Tajów z Ayutthaji i wielu innych, których  potężne królestwa przez lata zarastały gdzieś w dżungli.
Niegdyś byłam pewna, że Teotihuacan należało do Azteków, kiedy jednak przed wyjazdem zaczęłam pogłębiać wiedzę, okazało się, że to osobna kultura. Można podciągnąć ich jednak pod azteckich przodków, posługujących się językiem Nahuatl. 

Nasza trasa: Miasto Meksyk - piramidy w Teotihuacan (ok 1,5h jazdy busem)

To tyle tytułem wstępu. Kiedy wreszcie nadszedł dzień, w którym postanowiliśmy wybrać się do piramid, nie mogłam opanować ekscytacji. Jak zwykle wstaliśmy przed świtem i szybko się przyszykowaliśmy. Metrem dotarliśmy na dworzec Autobuses del Norte, gdzie złapaliśmy autobus i już 1,5 godziny później byliśmy przy wejściu (nie tym głównym, tylko tuż obok Piramidy Węża Pierzastego). Koszt wstępu to 70 peso (czyli ok 3,5 $ od osoby).

Ruszamy w korkach stolicy
Jedna z bram na teren wykopalisk
Teotihuacan od 1987 r znajduje się na liście UNESCO
Ale najpierw kawka i zastrzyk wiedzy merytorycznej;)
Wizerunki Węża Pierzastego na Piramidzie Quetzalcoatla
Malutcy na szczycie;)
Widok z Piramidy Quetzalcoatla na pozostałe piramidy - zaraz ruszamy je zdobyć
Spojrzenie w przeciwną stronę
Dookoła susza - wzywamy boga deszczu Tlaloca!
Prawda jest taka, że w rzeczywistości susza ta i ciepełko bardzo nam odpowiadały. Wreszcie poczuliśmy się jak w Meksyku!:) Kaktusy, sukulenty, żółta trawa, cykady i cisza:)
Ilość turystów na taki terenie dość fajnie się rozkłada, wystarczy zejść z głównego szlaku i podążać wzdłuż Alei Zmarłych, a inne ścieżki ma się do własnej dyspozycji:)
Podziwiając okolice
Mój kochany operator kamery;) W Teotihuacan nikt się jakoś o statyw nie czepiał, dopiero na Jukatanie strażnicy robili nam dziwne problemy;) Ale im uciekaliśmy.
Jest i ona, majestatyczna Piramida Słońca - druga największa na Ziemi:)
Zgłębiamy system kanalizacji i odpływu wody
Przed wejściem na szczyt idziemy do sklepiku po wodę, przy okazji zakochując się w drewnianej kopi Piedra del Sol - będzie pamiątka na ścianę!:)
Wspinaczkę czas zacząć. Sporo schodów pokonaliśmy tego dnia;)
Uff nareszcie można odpocząć! Nie ma to jak kolejne spełnione marzenie:)
Podziwiamy Piramidę Księżyca z pułapu 75 metrów wysokości. Wszystkie tutejsze budowle zbudowano przy użyciu suszonej cegły i ziemi, przez co niemal stapiają się z górami.
Cały świat u naszych stóp
W takich miejscach pragnie się jedynie, by czas stanął w miejscu, by móc nasycić oczy widokami, które wcześniej oglądało się jedynie na pocztówkach lub w Internecie... 
Podniszczony fresk przedstawiający jaguara
Nawet sprzedawca pamiątek musi czasem odsapnąć;)
Sfory dzikich psów pomieszkująca na terenie Teotihuacan
I kolejna piramida zdobyta! No, może nie do końca, na Piramidę Księżyca można wejść tylko do pewnego momentu. Wyższa partia schodów jest mocno podniszczona.
Niech ten dzień się jeszcze nie kończy...  Z widokiem na Plac Księżyca. To właśnie dotąd zmierzały procesje, prowadzące jeńców wojennych. To tutaj, podobno, jeszcze na żywca wyrywano im wciąż jeszcze bijące serca i odprawiano rytuały, których my dzisiejsi pewnie nigdy nie pojmiemy.
Pałac Quetzalpalotla z wizerunkami ptako-motyli
Pałacowe dziedzińce
Płaskorzeźby ptakomotyli
Okoliczna przyroda tylko podkreślała atmosferę Teotihuacan. 
Pomału kierujemy się do wyjścia, chcąc jeszcze w drodze do stolicy zatrzymać się na w Sanktuarium Matki Boskiej z Guadelupy. A odwiedziny w Teotihuacan wszystkim polecamy!
Przyklejone do gór slamsy otaczają całą stolicę. Zrobiły na nas ogromne wrażenie.

Spodobał Ci się ten post? Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!:)

2 komentarze:

  1. Przeniosłam się w to niesamowite miejsce razem z Wami!Jakby nie minęło te 12 lat ..Słyszę cykady,czuję zapach wyschniętej trawy i wtapiam się w tą atmosferę chłonąc widoki całą sobą. Przepiękny dzień w Teotihuacan!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mamo, ja też się tam często przenoszę myślami... Wróciłabym!:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz