piątek, 30 marca 2018

Kolonialna Puebla

Puebla, kolejny cel na naszej trasie. Kolonialna perełka, wybudowana w XVI w przez Hiszpanów. Nie sposób nie zauważyć tu andaluzyjskich wpływów, które emanują z fasad niewysokich kamieniczek. To czwarte największe miasto w kraju, jednak ma w sobie coś odprężającego. Po pobycie w tak wielkim molochu, jakim jest stolica, ocienione uliczki Puebli dały nam wiele wytchnienia. Mogliśmy się tak szwendać bez końca.

Miałam wręcz wrażenie, że duch Puebli szepcze do nas: Zwolnijcie, nie śpieszcie się, eksplorujcie, spacerujcie… Macie czas… Mnóstwo czasu…


Co nas w Puebli zauroczyło!?
Bez wątpienia platany rosnące w uliczkach, miejscowy targ rękodzieła, oraz kolonialne budynki poprzetykane mieszanką fantazyjnych stylów: renesansowego herreresco oraz barokowego churrigueresco. Ceny przystępne, niewygórowane. Zjedliśmy przepyszne tacos de canasta z dużą ilością kolendry oraz smażonego banana na słodko aż wreszcie coś, czego nie można nie spróbować podczas odwiedzin w Mieście Aniołów – potrawę w czekoladowym sosie mole poblano. Palce lizać! Wstąpiliśmy też do kilku kościołów oraz do starej biblioteki Palafoxiana. Dziś, z rozkoszą wspominam naszą nieśpieszną włóczęgę po centrum historycznym i przysiadanie na osłonecznionych placykach. Nie dziwię się, że w 1987 r starówkę wpisano na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zasłużyła bez dwóch zdań!

Nasza trasa: Miasto Meksyk - Puebla (ok 2h autobusem)

Do Puebli dotarliśmy z Meksyku autobusem linii Estrella de Oro, który wyrusza z dworca San Lazaro i jedzie nieco ponad 2 godziny. Busy na tej trasie kursują często. Na miejsce dotarliśmy około 13:00 i zaraz po zakwaterowaniu się w hotelu Posada Guadalupe, ruszyliśmy na miasto:)

Nareszcie jesteśmy! Puebla przywitała nas słońcem:)
Widok z naszego balkonu w samym sercu miasta 
Szybkie spojrzenie na plan i ruszamy!
Najpierw udajemy się do kantoru, który mieści się w galerii a la mediolańskiej;)
Kafejki przy Zocalo - aż chce się usiąść!
Zadrzewiony plac Zocalo, to miejsce, gdzie mieszkańcy chowają się w cieniu
Ruszamy przed siebie jedną z uliczek
I docieramy do foodcourt'u;)
Przepyszne tacos de canasta, zakupione na ulicy u starszej pani:)
Zwiedzamy halę targową
Smażone banany na słodko
Mhmmm ale to pyszne!
Uliczki starej Puebli ułożone są prostopadle, na zasadzie siatki
Spacerując po mieście, warto czasami zadzierać głowę do góry;)
Pod nogi również - można trafić bowiem na takie barykady! A to nic innego, ja podpórka dla przechylającej się ściany;) Co tam, że zagraca pół ulicy:)
Soczyste, świeże i niedrogie owoce - żal ich w Meksyku nie jeść!
Wreszcie docieramy na targ rękodzieła. Meksyk ma się czym chwalić. Nigdzie indziej (no może jeszcze poza Marokiem) nie spotkaliśmy tak cudownych wyrobów! Wszystko lokalne!
Niestety, na tym etapie nie kupowaliśmy ich jeszcze w ilościach hurtowych, nie chciało nam się potem tego wozić i dźwigać, zakupy zostawiliśmy na deser (już po powrocie z Jukatanu). Trochę szkoda, gdyż to tutaj wybór okazał się największy, a ceny zaskakująco niskie!
Tęczowe piniaty podwieszone pod sufitem - podczas urodzin, jubilat wraz z gośćmi uderzają w nie kijami, kiedy uda im się piniatę uszkodzić, z wnętrza wypadają słodycze;)
Jedna z wielu urokliwych uliczek, ach, w Puebli ciężko się nie zakochać!
Wpływy hiszpańskie w postaci azulejos
Antykwariat pełen skarbów
Przysiadamy na piwko
I przyglądamy się mieszkańcom. Wbrew pozorom, turyści w Puebli wcale nie dawali nam się we znaki. Mijaliśmy nielicznych. Kilka par, ze dwie grupy. A tak to spokój.
Sjesta trwa, na ulicach niemal pustki
Przypadkowo trafiamy do raju, jakim okazuje się Biblioteka Palafoxiana
Zabytkowe posadzki poprzetykane kafelkami
I ten niepowtarzalny zapach starych książek!
Na dziedzińcu podziwiamy plakaty znanych sportowców lucha libre
Stylizowane na stare, tramwaje z czasów Fridy;)
Kafelkowa fasada jednego z dziesiątek kościołów
Kino w kolonialnym stylu
Lokalna jadłodajnia
Charakterystyczne dla Meksyku wycinanki, wieszane z okazji rozmaitych świąt
Z katedrą o najwyższych wieżach w kraju (69 m wysokości). 
Kaplica różana w kościele Św. Dominika słynie z bogatej złotej sztukaterii oraz anielskich głów
Dzień pomału się kończy, a po zachodzie słońca, temperatura natychmiast spada. Nic dziwnego, miasto położone jest na ponad 2 tyś. metrów.
Czas na kolację! Na przystawkę pyszne guacamole
Kurczak w czekoladowym sosie mole poblano - to danie, to wizytówka Puebli!
Renesansowa katedra wieczorową porą

Dobranoc Pueblo! Zauroczyłaś nas i odprężyłaś;) Rano lecimy dalej... Spodobał Ci się ten post? Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!:)

6 komentarzy:

  1. Piękne miejsce, cudowne zdjęcia i pewnie niezapomniane chwile ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie taka podróż z pewnością zamieniła by się w podróż kulinarną :) Świetne zdjęcia, niezapomniane chwile...

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialna fotorelacja! Aż chciałoby się tam być... <3

    OdpowiedzUsuń
  4. bylismy, zwiedzilismy, zakochalismy sie. jak w calym meksyku

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaa banany na słodko! Uwielbiam! No i Biblioteka Palafoxiana... Coś niesamowitego, chciałabym zobaczyć na własne oczy i osobiście dotknąć książek w tym miejscu. Buziaki, Agata

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz