niedziela, 11 marca 2018

12 miejsc, które warto odwiedzić w Mieście Meksyk

Meksyk, miasto wobec którego nie da się pozostać obojętnym. Trafia człowieka niczym grom z jasnego nieba, zaciska się niczym pętla na szyi, przygniata jak lawina i nawet jeśli zaboli, ukłuje lub poddusi, pozostawia w duchu ślad fascynacji. Mi również zawrócił w głowie. Od powrotu do Polski, nie pozwala o sobie zapomnieć, wciąż mam je przed oczami. Zdecydowanie częściej, niż inne odwiedzone przez nas miejsca, a przez 3 tygodnie trochę się ich przecież uzbierało! Tak naprawdę, sympatią do wielkich miast zapałaliśmy dopiero podczas podróży po Azji, wcześniej nie robiły na nas wrażenia. Bo jak tu polubić takiego kolosa? Wielkie toto, przeludnione, zanieczyszczone, głośne, mówi się, że niebezpieczne. Całe szczęście, ktoś u Góry czuwał nad nami i nawet trzęsienie ziemi, które miało miejsce tydzień po naszym wyjeździe, nas nie tknęło.


Miejsca, które w Meksyku odwiedziliśmy, to jednocześnie te, które najbardziej polecamy. Może poza Placem Garibaldi, który okazał się kompletnie przereklamowany i komercyjny, zero romantyzmu i drożyzna jak sto choler! Odradzamy, są znacznie lepsze miejsca, by posłuchać muzyki mariachich! W stolicy spędziliśmy w sumie 4 dni (2 na początku i 2 na końcu) i już teraz mogę powiedzieć, to zdecydowanie za mało! Czuję, że miesiąc by nie starczył. Mam ogromny niedosyt...

Pomyślałam, że w przypadku dużych miast znacznie lepszy odbiór mają posty z atrakcjami wypunktowanymi.  W ten sposób łatwiej opanować chaos w relacji;) Wobec tego prezentuję


12 miejsc, które warto zobaczyć w Mieście Meksyk. Voila! 


1. Zocalo wraz katedrą - serce stolicy i główny rynek miasta, jeden z największych placów na świecie o wymiarach 195 x 240m. Wytyczyli go jeszcze w XVI wieku konkwistadorzy, a katedrę metropolitarną postawili na zgliszczach azteckiego miasta-państwa Tenochtitlan. Wówczas znajdowało się ono na wyspie, na środku jeziora Texcoco, które później przez lata było osuszane. Obecnie, odbywają się tu celebracje z okazji świąt państwowych i religijnych, mają miejsce protesty oraz manifestacje a niemal wszystkie place i placyki w meksykańskich miastach przyjęły umowną nazwę Zocalo. 
Katedra metropolitarna (wstęp darmowy)

2. Ruiny miast Tenochtitlan i Tlatelolco - dwóch bliźniaczych, sąsiadujących ze sobą miast. Do dziś zachowały się jedynie fundamenty azteckich pałaców i piramid, które w obu przypadkach można obejść dookoła. Nieopodal Zocalo (za katedrą po prawej stronie) można podziwiać Plaza Mayor - centrum miasta Tenochtitlan, dawnego imperium Moctezumy.
Stąd metrem (jakieś 3 stacje dalej) dostać się można na Plac Trzech Kultur, gdzie oglądaliśmy pozostałości drugiego miasta - Tlatelolco. Tamtejsze ruiny otoczone są socjalistycznymi blokowcami i sąsiadują z Kościołem św. Jakuba - z czasów konkwisty. Zestawienie elementów azteckich, hiszpańskich oraz tych z czasów współczesnych robią niesamowite wrażenie oraz tłumaczą nazwę placu. Człowiek uzmysławia sobie, jakim nikłym jest stworzeniem na kartach historii. Warto dodać, że na Placu Trzech Kultur w 1521r rozegrała się ostateczna bitwa Azteków z najeźdźcami. Doszło do masakry, w której Hernan Cortez wraz z żołnierzami wymordowali około 40 tysięcy Indian. Zabytki zniszczono, świątynie rozkradziono, kultura praktycznie przepadła. W 1968r, kiedy rząd postanowił stłumić studencką manifestację, plac ponownie spłynął krwią...
 Ruiny dawnego Plaza Mayor w Tenochtitlan - w tle katedra
 Ruiny Tlatelolco na Placu Trzech Kultur

3. La Torre Latinoamericana - swojego czasu najwyższy budynek w mieście (wraz z anteną wieża ma 204 m). Przypomina nieco nowojorski Empire State Building. Sukces architektoniczny na skalę światową. Pierwszy drapacz chmur, który wybudowano na tak silnie sejsmicznym terenie. W 1985r przetrwał trzęsienie ziemi o magnitudzie 8,1 w skali Richtera, kiedy większość okolicznych budynków się zawaliła. 
To punkt absolutnie obowiązkowy! Bilet kosztuje około 6 dolarów, na wejściu dostajecie opaskę na rękę z którą można wsiąść do windy więcej niż raz, stąd też udało nam się podziwiać stolicę zarówno w dzień jak i w nocy. Widok na wszystkie 4 strony świata absolutnie niesamowity! Spędziliśmy tam chyba z godzinę, nie mogliśmy się napatrzeć. Dopiero tam, na własnej skórze, poczuliśmy w jak wielkim mieście jesteśmy! Na wieży w kawiarni można coś zjeść lub wypić.

Torre Latinoamericana widziana z Placu Zocalo - ruszamy na punkt widokowy!
 w dole po lewej Pałac Sztuk Pięknych
Niegdyś największe miasto świata (pod względem populacji), dziś, w zależności czy doliczymy przedmieścia, czy nie, dwunaste lub dwudzieste któreś. To znaczy, uściślę. Gdy wpisałam w google po polsku - "największe miasta świata", miasto Meksyk wyskoczyło na drugim miejscu. Kiedy wpisywałam po angielsku "largest cities in the world" Hmmm;)
Spowita smogiem katedra przy Placu Zocalo
Nie mogłam oderwać się od krat;)

4. Muzeum Antrpologiczne - miejsce, którego nie można ominąć będąc w stolicy! Powtarzała moja Babcia, wtórowała jej Mama. Obie miały rację. Kolekcja zbiorów imponująca - od ludzi pierwotnych, przez wszystkie prekolumbijskie kultury Mezoameryki aż do czasów współczesnych. Przed zwiedzaniem, warto poczytać cokolwiek o historii Meksyku. Wewnątrz podziwiać można m.in słynny Piedra del Sol. W muzeum spędziliśmy ponad 4 godziny.

 Przed wejściem
Dziedziniec muzeum z ciekawą fontanną
 Odtworzona Piramida Quetzalcoatla z Teotihuacan
Maciek z olbrzymią olmecką głową;)
Meksykanie - obraz w drewnie

5. Spacer w Lasku Chapultepek (co znaczy koników polnych) - po wyjściu z muzeum warto przejść się po parku. W niedziele odbywa się tam jarmark, rozkładają się stragany z przekąskami i zabawkami, z uwagi na tłumy, mniejsze dzieci są prowadzone na smyczach;) Panuje wrzawa i radosna atmosfera:) Można podpatrzeć jak Meksykanie spędzają czas wolny. Co ciekawe, nie spotkaliśmy tam praktycznie żadnych turystów!

Tłumy na jarmarku
Rodzinny piknik po meksykańsku
Zamawiamy koktajle owocowe
Rowery wodne czekają na chętnych:)

6. Dom Fridy w Dzielnicy Coyoacan. Kahlo i Rivera - artyści, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Fridomania opanowała świat, stąd też tłumy przed niebieskim domem w Dzielnicy Coyoacan - nigdzie indziej w Meksyku nie staliśmy w takiej kolejce, ba, nigdzie indziej w Meksyku nie widzieliśmy takiego zagęszczenia Japończyków! Ponadto, cena za wstęp ok 11$, a pstrykanie fotek wewnątrz dodatkowo płatne (hallo, bez przesady!). Nagle okazuje się, że starożytne kultury schodzą na drugi plan. Winę bez dwóch zdań ponoszą Salma Hayek i Alfred Molina. Mimo wszystko, mi się podobało, Maćkowi mniej ale on, ani za Fridą ani za Diegiem nie przepada. Wewnątrz nie spodziewajcie się słynnych na cały świat obrazów - to tylko namiastka, w zamian raczej szkice, fotografie, cytaty, stroje, protezy, łóżko z lustrem, ciekawe wnętrza i piękne patio. A w sklepiku pocztówki, koszt jednej to 5 dolarów. Frida się skomercjalizowała a biznes się kręci.

 Niebieskie patio
Napis głosi, "Frida i Diego żyli w tym domu w latach 1929-1954"
Jedynie początek kolejki...
 W Dzielnicy Coyoacan można poczuć się jak w osobnym, małym miasteczku, które pewnego dnia zostało wchłonięte przez metropolię. Mają tu świetny bazar z rękodziełem, niska zabudowa daje wytchnienie. W okolicy od czasu do czasu pomieszkuje Wojciech Cejrowski.

7. Freski Diego Rivery w Palacio Nacional. Wracamy na Plac Zocalo i przekraczamy mury jednego z najbardziej reprezentacyjnych budynków miasta. Wstęp darmowy, trzeba jednak zostawić przy wejściu dokument a w szatni wszelkie bagaże podręczne (dlatego najlepiej nie zabierać ze sobą nic, pracownicy nieogarnięci, omal nie wydali naszego plecaka innym ludziom "bo podobny a naklejka z numerkiem gdzieś odpadła". Wróciliśmy w samą porę, już trzeba lecieć do ambasady po tymczasowy paszport). Sam pałac ma wiele ciekawych zakamarków, jednak największą furorę robią freski Diego Rivery, męża Fridy. Są ogromne i bardzo dokładnie prezentują kulturę i historię kraju. Nie da się nie zauważyć nawiązań do komunizmu. Murale cechują się wieloma symbolami i metaforami, warto więc co nieco wcześniej poczytać.

 Jeden z dziedzińców w Palacio Nacional
 Ogrom detali, ich przyswojenie wymaga czasu
 Jest i Frida

Jeśli w tym momencie poczujecie niedosyt artystycznego romansu, wybierzcie się do Pałacu Sztuk Pięknych (w niedziele bezpłatny) oraz do Muzeum Fresków Diego Rivery. Tam też ujrzycie jego dzieła, nam już nie starczyło czasu.

8. Kolonialne perełki Meksyku - budynek poczty głównej ze złotą windą, Casa Azulejos (dom z andaluzyjskich kafelków) oraz ponownie Pałac Sztuk Pięknych. Stanowią swoisty wehikuł czasu, wystarczy zajrzeć do środka, by cofnąć się do XVIII - XIX wieku... Co ciekawe, budowle zaobserwujecie w oskarowej bajce Coco!:) Przy okazji polecam!

Hall poczty głównej
 Wnętrze domu z płytek
Fioletowe drzewo przy Pałacu Sztuk Pięknych

9. Calle Regina - imprezowy deptak z barami - dotarliśmy tu dopiero ostatniego dnia, więc wypiliśmy obowiązkowy toast za szczęśliwy powrót do domu. W knajpkach dostaniecie również inne meksykańskie trunki - od tequili, przez pikantną micheladę po pulque. W Meksyku do napojów często przynoszą gratisowe przekąski.

Studenckie klimaty na Calle Regina

10. Targi i bazary. Coś, czego nie sposób ominąć podczas wizyty w Meksyku. Doskonałe miejsce, by zaopatrzyć się w pamiątki oraz prezenty dla rodziny i przyjaciół. W szczególności polecamy Mercado Artesnias La Ciudadela ale także ten w Dzielnicy Coyoacan. Jeśli chodzi o jedzenie, odwiedziliśmy Mercado San Juan, gdzie dowiedzieliśmy się, że targi o tej samej nazwie są trzy. Chcieliśmy kupić prażonych mrówek, ale te stołeczne okazały się równie turystyczne jak robale w Tajlandii. Trzeba było kupić w Puebli, gdzie sprzedawali na wagę z wielkich koszy.

 Na targu La Ciudadela
Niekończące się stoiska
 Trzy gwiazdki Michelina na targu San Juan
Ostryga z krewetką, przyprawami, sokiem z limonki i chilli

11. Pływające Ogrody Xochimilco. Kiedy w XVI wieku Hiszpanie przybyli do Miasta Meksyk (wówczas jeszcze azteckiego imperium Tenochtitlan - wracamy do punktu nr 2), ujrzeli prawdopodobnie widok jak na poniższym obrazie z muzeum antropologicznego.

Fot. Wikipedia

Jezioro Texcoco, na środku wyspa, na wyspie dwa państwa-miasta z okazałymi piramidami, pomiędzy nimi dziesiątki kanałów, bujne ogrody, mieszkańcy przemieszczający się łodziami. Istna Wenecja. Tak mówią naukowcy, więc pewnie co nieco zbadali w tej sprawie. Po pokonaniu Azteków, konkwistadorzy zaczęli osiedlać się, rozmnażać (przy udziale miejscowych kobiet) i osuszać teren - z biegiem lat coraz więcej ziem potrzebowali. Ponadto, jezioro stanowiło główne źródło wody pitnej. Wreszcie, niemal zniknęło z powierzchni ziemi. W jego miejscu, wśród gór, znajduje się dziś jedno z największych miast świata. Choć ogrodów i kanałów pozostała ledwie namiastka, te kilka godzin spędzonych na łodzi, należy do moich najpiękniejszych wspomnień z wyjazdu. Kolorowe trajinery (łodzie), serenady mariaczich (bez porównania staranniej zaśpiewanych niż na Placu Garibaldi, no i jakieś 4 razy tańszych), rodziny Meksykanów radujących się weekendem, spożywających na łodziach swój lunch. Poza tym, wodni sprzedawcy i nasz pijany wioślarz, który zaczepiał wszystkich dookoła, rozśmieszał, niemal zgubił jedyne wiosło i w ogóle przypominał nam trochę takiego wiejskiego pajaca:) - ale rejs wspominać będziemy po wsze czasy!

 Barwne trajineras napawają optymizmem:)
 Meksykańska sobota na łodzi
 Podróż poślubna, czyli mąż zamówił serenadę dla żony:)
 Pijemy pulque zakupione u "wodnych handlarzy"
 Miasto się bawi:)
Jest i on, najzabawniejszy kapitan świata;)

12. Sanktuarium Matki Boskiej z Guadelupy (wstęp darmowy). Matka wszystkich Meksykanów. Ta, która ukazała się Indianinowi Juanowi Diego i, co za tym idzie, pomogła hiszpańskim misjonarzom nawrócić pogański naród. Cud, legenda, czy manipulacja? Nie będziemy się nad tym rozwodzić. Grunt, że Madonna stanowi niepodważalny pierwiastek meksykańskiej kultury - symbol wiary, zjednoczenia, miłości. Wzbudza szacunek a jednocześnie pozwala iść z duchem czasu. Podobnie jak Frida Kahlo, z roku na rok staje się coraz bardziej komercyjna. Istnieje nawet specjalny targ przy sanktuarium, gdzie poza dewocjonaliami (w szokująco niskich cenach), można nabyć koszulkę, torbę lub magnes z Madonną (I uwierzcie, nie jest to atrakcja pod zagranicznych turystów). Jest przy tym czczona z najwyższą estymą. Nikt sobie tu żartów z masówki nie robi. Panienka z Guadelupy objawia się  w XXI wieku jako część meksykańskiego folkloru, czym jeszcze szczerzej przemawia do swego ludu. Nie daje o sobie zapomnieć. Wydaje się  istotą wszechobecną.

Byliśmy ciekawi, więc pojechaliśmy. Poza przyjrzeniem się świątynnemu kompleksowi z bliska (stare i nowe sanktuarium, rozmaite kaplice, klasztor, park, fontanna), doznaliśmy łaski zobaczenia najpiękniejszego zachodu słońca podczas całej podróży. A także skosztowania smacznych lodów. Polecamy Guadelupę!

Święty obraz
Wnętrze nowego sanktuarium
Starsze sanktuarium jest już mocno przechylone
Wspinamy się wyżej i czekamy na zachód
Miasto Meksyk podziwiane ze Wzgórza Tepeyac
Pomalutku chowa się za górami...
I wreszcie mówi dobranoc!

Jeśli dysponujecie większą ilością czasu, oprócz wyżej wymienionych, warto z pewnością:
  • odwiedzić muzeum tequili i mezcalu (tuż przy Placu Garibaldi)
  • zajrzeć do zamku Chapultepec, który wznosi się nad parkiem  (dla widoków)
  • pójść na pokaz narodowego sportu Lucha Libre (a już mieliśmy iść...)
  • zwrócić uwagę na miejski street art (niesamowite graffiti na każdym kroku)
  • wybrać się do jednej z miejscowych kantyn (np. przy ul. Uruguay) 
Spodobał Ci się ten post? Polub mój profil na facebooku, a zawsze będziesz na bieżąco:) 

6 komentarzy:

  1. Mam wrażenie,że nie widziałam jeszcze tych zdjęć...Są absolutnie genialne.A ten Twój wianuszek..-nawiązanie do ślubnego?No tak,to podróż poślubna..Niestety nie byłam w kilku miejscach z listy ale fajnie to opisałaś,może kiedyś jeszcze tam wrócimy,kto wie...Piękne zdjęcia na łodziach ,czuje się ten klimat!No i zatęskniło się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mamo, bardzo się cieszę:) Niedługo znów je razem obejrzymy! Zawsze jeszcze możecie do Meksyku wrócić (mnie tam ciągnie...), ale znając Was, pewnie znów pojedziecie do Waszej ukochanej Grecji;) a wianuszek faktycznie nawiązuje trochę do ślubu :)

      Usuń
  2. Wróciliśmy 4 dni temu ale już żałuję,że nie czytałam tego wpisu przed wyprawą. Fantastyczne zdjęcia i trafnie wyszukane opisy.My objechaliśmy Od Panamy po Meksyk 8 państw, stolicę Meksyku trzeba zwiedzać osobno jednak.Nie da się jej zobaczyć w 5 dni. Dziękuję,świetna praca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Pani Jolanto, ogromnie mi miło, kiedy czytam takie słowa;) Aż chce się pisać więcej i więcej... Zazdroszczę niesamowitej przygody, myślę, że kiedyś też się zdecydujemy na tamten region. Marzą mi się wulkany Gwatemali:) Pozdrawiam i zapraszam ponownie:)

      Usuń
  3. Hej kochana, cieszę się, że tak cudownie spędziłaś czas :) Fajne elementy najprawdziwszej podróży poślubnej - uroczy wianuszek oraz serenada miłosna zamówiona przez ukochanego! Na pewno ciekawie było zobaczyć dom Fridy, chociaż szkoda, że tak skomercjalizowany... Cóż, ludzie na wszystkim będą próbowali zarobić! Buziaki, Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :* Musimy się jeszcze umówić na opowieści okraszone zdjęciami - jak będziesz na dłużej to koniecznie :*

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz