środa, 25 października 2017

Transylwania - przystanek w Alba Iulii

Na wylotówkę dojechaliśmy miejskim autobusem. Czekaliśmy w pełnym słońcu przy wjeździe na autostradę, łapiąc stopa i opaleniznę. Po niecałych 20 minutach zatrzymał się dostawczak, z którego wysiadł uśmiechnięty Rumun. Powiedział, że zabierze nas do samej Alba Iulii, ale  musimy zatrzymać się po drodze w Sebesz, gdzie miał do załatwienia interesy. Po standardowym wstępie i przedstawieniu naszych skromnych osób, okazało się, że nasz kierowca dużo lepiej niż angielskim posługuje się włoskim. Super! Jechaliśmy wśród pól, a Florin beztrosko "parlał" nam o swoim życiu rozwodnika, synu mieszkającym z ex żoną w Hiszpanii, pracy no i oczywiście o samej Rumunii. 

W końcu dotarliśmy na targowisko w Sebesz. Za namową Florina, postanowiliśmy rozprostować nogi i zrobić szybki obchód po straganach. Woleliśmy nie oddalać się jednak od środka transportu, w którym co by nie mówić, znajdował się nasz cały ruchomy dobytek. Zakupiliśmy owoce i warzywa i czekaliśmy, a Florina jak nie było tak nie było. Miał wrócić po 20 minutach, nie było go niemal godzinę. W końcu nadszedł a nam kamienie spadły z serca. Niepotrzebnie się niepokoiliśmy. Nasz towarzysz zagadał się ze znajomym a w ramach rekompensaty przyniósł nam domowej roboty mięsiwa - kabanosy i kiełbaski - pychota. 

Ruszyliśmy dalej, niestety już po chwili okazało się, że gdzieś na trasie do Alby zawaliła się droga i  utworzył się wielki korek. I pewnie jadąc z innym kierowcą zmarnowalibyśmy wiele cennych godzin, jednak Florin obiecał, że na to nie pozwoli. Wyjął CB radio, porozumiał się z innymi członkami ruchu, zamaszyście zakręcił i znów mknęliśmy wąską drogą przez wioski i pola słoneczników. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, trasa okazała się niezwykle malownicza. Po godzinie wysiadaliśmy na dworcu w Albie, żegnając i grzecznie dziękując naszemu towarzyszowi. Zostawiliśmy tobołki w przechowalni, po czym skierowaliśmy się do cytadeli.


I teraz ważne pytanie - czy warto odwiedzić Albę Iulię? Jeśli jesteście miłośnikami historii, owszem. Jej korzenie pochodzą jeszcze z czasów rzymskich, kiedy legioniści założyli tu swój obóz Apulum. Później naprzemiennie panowali tu Tatarzy, Węgrzy i Turcy. Wizytę w Alba Iulii można tez śmiało odpuścić. Fakt, to kolebka rumuńskiego patriotyzmu, pełna symboli, pomników i znaczących budowli. To tutaj zaczęła tworzyć się rumuńska tożsamość. Tutaj, w 1918r po Pierwszej Wojnie Światowej uchwalono przyłączenie Transylwanii do Rumunii (na jakiej podstawie podjęto tę decyzję, pojąć nie potrafimy - to z pewnością jakaś polityczna zagrywka - przecież znacznie więcej czasu władali na tych ziemiach Węgrzy...). Bezsprzecznym atutem miasta są niższe ceny, nastawione na rumuńskich patriotów - pielgrzymów. Niestety, na dłuższą metę może znużyć.

czwartek, 19 października 2017

Transylwania - z Biertanu przez Mediaș do Sybinu

Prosto z Biertanu udaliśmy się do Mediasz. Stopa łapaliśmy dłużej ale trudno łapać, kiedy praktycznie nic przez wioskę nie jedzie;) W końcu zabrał nas młody chłopak, który co prawda po angielsku nie mówił, słuchał za to niesamowicie klimatycznej muzyki. Żegnając się z nim nie wytrzymałam i zapytałam o nazwę zespołu. Manele - odpowiedział, wzruszając ramionami.

Po powrocie do Polski sprawdziłam i okazało się, że jest to gatunek muzyczny popularny w Rumunii oraz krajach ościennych. Treścią przypominający nasze disco polo, w rytmach jednak znacznie bardziej orientalny, cygański... No zakochałam się! Przemierzając Transylwanię stopem i nieśmiało podrygując do skocznego Manele czułam się we właściwym czasie i miejscu.

Dotarliśmy do Mediasz i zrobiliśmy rundkę po mieście. Usiedliśmy na zimne piwo i lemoniadę (bardzo zresztą w Rumunii popularną, niemal w każdej knajpie się nią delektowałam!) żeby podładować baterie od aparatu i telefonu, a przy okazji złapać jakieś wifi. Wreszcie ruszyliśmy w stronę wylotówki i kiedy tylko wystawiliśmy kciuki, zatrzymał się naburmuszony dziadek. Fakt, zabrał nas wprost do Sybiu i do dziś nie mogę pojąć, dlaczego się na to zdecydował. Przez całą drogę milczał, dając nam odczuć, iż nie jesteśmy w jego aucie mile widziani. Dziwak.

 Przystanek w Mediasz
 Przekraczamy bramę i wkraczamy do zamku miejskiego (castelul). To tutaj, w XVI wieku, w obecności polskich posłów Stefan Batory zaprzysiągł pacta conventa i tym samym zasiadł na polskim tronie, tworząc unię z Transylwanią.
 Kolorowe kamieniczki
Nad starówką dominuje wieża kościoła św. Małgorzaty z XV/XVI w

poniedziałek, 9 października 2017

Transylwania - Biertan i podróż w czasie

Poranek w Biertanie należał do tych idealnych... Spanie na dziko jest moim zdaniem znacznie bardziej energetyzujące, niż spanie w łóżku. Świeże powietrze i odgłosy natury koją wszelkie stresy, pozwalają wkroczyć w tę najgłębszą fazę snu. Człowiek budzi się zrelaksowany, z uśmiechem na ustach, a przede wszystkim budzi się wcześniej. Kiedy wyszliśmy z namiotu, resztki porannej mgły wciąż unosiły się nad doliną. Słońce oświetlało wieżyczki warownego kościoła a miasteczko pomału budziło się do życia. Przygotowaliśmy prowizoryczne śniadanko (w formie pikniku), wyciągnęliśmy ­­­­­opróżnioną już do połowy butelkę wina i w tak idyllicznych okolicznościach przyrody siedzieliśmy, obserwując miasteczko z góry i nasłuchując. 



I znów, jak wieczorem, psy prześcigały się w szczekaniu, a owady w bzyczeniu. Wilgotna trawa łaskotała nas po nogach. Pachniało łąką, krowami i latem. Gdzieś z oddali dobiegał nas śmiech cieszących się wakacjami dzieciaków. Warkot samochodów praktycznie nie zakłócał naszej sielanki. Umilało je za to muczenie krów, pianie kogutów, dzwonki wędrującego nieopodal stada owiec oraz stukot wozów konnych. I znów ogarnęło nas to osobliwe, budzące sentymenty uczucie. Ponownie cofnęliśmy się w czasie. Dzisiejsza Rumunia wielokrotnie przypominała nam „kraj lat dziecinnych”. Czasy, kiedy w każdej wolnej chwili biegało się po podwórku... 

sobota, 7 października 2017

Cytat na październik

"Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw? – Trzeba tylko umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"

George Bernard Shaw

Jesień w zamku Johnstown, Irlandia 2015