poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Transylwania - autotopem do zamków Bran i Rasznow

Jeszcze wieczór wcześniej, a dokładniej w pociągu do Braszowa, postanowiliśmy przenocować w hostelu The Rolling Stone - noc zapowiadali deszczową, nie chcieliśmy zaczynać przygód od rozbijania się po ciemku, no i ta kusząca  wizja porannego prysznica po 20 godzinach spędzonych w drodze... Pierwszy poranek, jaki przywitał nas w Transylwanii był szary, a jednak zwiastował jakąś rześką aurę. To właśnie w niedzielę odetchnęliśmy pełną piersią. Wakacje. Wolność. Wyprawa w okolice Braszowa. Ogarnęliśmy się możliwie jak najprędzej, plecaki zostawiliśmy w przechowalni na dworcu (znów 10zł od bagażu za dobę), zakupiliśmy prowiant i już staliśmy na wylotówce w stronę Zamku Bran, z kartonem w ręku i kciukiem wystawionym w górę. Jak kiedyś!;)


Zbyt długo nie postaliśmy. Kilka minut uśmiechania się do mijających nas samochodów i znów mknęliśmy przed siebie. Trafiliśmy na całkiem sensownego kierowcę, który przez 30km opowiadał nam ciekawostki o regionie i kraju. Podwiózł nas pod samą warownię, która jak się szybko okazało, do kameralnych nie należała. Wokół niewielkiej, upiększonej wieżyczkami i basztami twierdzy, roiło się aż od turystów, straganów i pensjonatów (przypominających te z naszych polskich Karkonoszy). Wokół nas malownicze Karpaty, lokalne domki też niczego sobie. Ale nie. W takim hałasie i tłumie zwiedzać nie będziemy. Postanowiliśmy poszukać miejscówki "z widokiem" i właśnie tam wypić nasze pierwsze na tej wycieczce i jakże zasłużone wino, w które wcześniej nie omieszkaliśmy się zaopatrzyć;) Idąc podzamczem, zauważyliśmy biały krzyż, ustawiony samotnie na wzgórzu po drugiej stronie potoku. Nagle cel wydał się oczywisty. Szybka wspinaczka, mała zadyszka i już siedzieliśmy, niemal jak na tronie z widokiem na XIV - wieczny zamek domniemanego Draculi;)

 Nasza trasa: Braszów - Zamek Bran, ok 32 km (40 minut autostopem)
 Podziwiamy krajobrazy w towarzystwie czerwonej jak umorusana gęba ukontentowanego wampira (za dużo wina!) Feteaski Neagry;) Każdy powód do świętowania dobry! Oblewamy pierwsze chwile w Siedmiogrodzie, pierwszy w Rumunii udany autostop, pierwszą butelkę;)
 Nastroje dopisują!
 Bran - komercyjna wersja twierdzy Poenari. Zamek, w którym ani Dracula, ani nawet jego pierwowzór, Vlad Palownik (władca Wołoszczyzny) nigdy nie mieszkał. Reszta to legendy;)
 Jeśli dobrze się przyjrzycie, zauważycie krzyż na skale. Oto nasza miejscówka:)
 Komercyjne miasteczko turystyczne, które wyrosło u stóp Zamku Bran.
 Wymarzony domek:)

Gdy już nacieszyliśmy oczy karpackimi pejzażami oraz urokliwą architekturą pseudo-wampirzej rezydencji a w międzyczasie butelka została opróżniona, uznaliśmy, że czas ruszać dalej. Jeszcze tylko podeszliśmy do bramy, by obejrzeć twierdzę z innej perspektywy. Do środka nie wchodziliśmy, bowiem z kilku źródeł dowiadywaliśmy się, że nie warto - zamek rozmiarem nie grzeszy, wewnątrz świeci pustkami a i wstęp do najtańszych nie należy. Ustawiliśmy się przy drodze. Już po  3 minutach wiózł nas uroczy jegomość, z którym z braku innych możliwości, porozumiewaliśmy się mieszanką podstaw angielsko-rumuńskich z domieszką gestów i uśmiechów. Jak człowiek bardzo chce, to zawsze się dogada;) Kwestia wprawy. Całe szczęście, pomimo złośliwych pogłosek jakie krążą w świecie o Polakach, za każdym razem, gdy wyjaśnialiśmy, że nasz kraj to Polonia (Poland bywa mylone z Holland), towarzysze kierowcy uśmiechali się do nas z zaciekawieniem a konwersacje nabierały rozpędu;) Jegomość wysadził nas tam, gdzie poprosiliśmy i odjechał. My zaś rozpoczęliśmy wspinaczkę na wzgórze. Naszym kolejnym celem był zamek chłopski w Rasznowie.

W drodze
Tajemnicze Karpaty
 Nasza trasa: Bran - Rasznow, 11,5km (ok 15 min autostopem)
I znów na szczyt. Celowo ignorujemy kolejkę linową i rozpoczynamy wspinaczkę.
Dla takich widoków warto! A będą nawet lepsze.
Charakterystyczne dla tej części Europy podłużne domy, ustawione prostopadle do ulicy. Do każdego przylega podwórze, do którego wchodzi się przez potężną, zwykle bardzo zdobioną bramę. Nasza przyjaciółka z Węgier, Anna, wychowała się w identycznym.
Panorama
I nareszcie, dotarliśmy do wrót. Zamek Chłopski w Rasznowie jest jednym z kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu mieścin o charakterze obronnym w Transylwanii. Z uwagi na dawne najazdy Tatarów i Turków, społeczności okolicznych wioseczek musiały sobie radzić. Dlatego kościoły wraz z zabudowaniami mieszkalnymi i pomieszczeniami gospodarczymi otaczano grubymi murami (czasem budowano ich po kilka pierścieni), które chroniły przed mordami i gwałtami.
W zasięgu murów z Karpatami w tle
Uwielbiam okienka, a zwłaszcza to, co kryje się za nimi;)
Przechadzając się po uliczkach zamku chłopskiego
Przyroda. Architektura. Błogostan;)
 Twierdzę odrestaurowano i wpisano na listę UNESCO.
W dole nowsza część Rasznowa
Co ciekawe, wodę czerpano tu ze studni, której głębokość sięga 146m !
Szalenie podobały mi się te wszystkie folkowe bluzeczki, niestety ich ceny zwalały z nóg.
Czas wracać w stronę Braszowa
Nasza trasa: Rasznow - Braszów, ok 16km (20 minut autostopem)

Na nocleg postanawiamy oddalić się Braszowa, które co by nie mówić, jest miastem raczej sporym. Wsiadamy do pociągu i udajemy się do miasteczka Prejmer, gdzie następnego dnia znów będziemy zwiedzać kolejną ciekawą wioskę - twierdzę, która stanowiła azyl w czasie oblężenia.
 Koleją do Prejmer - czas szukać miejscówki pod namiot
 Nasza trasa: Braszów - Prejmer, 17km (ok 20 minut pociągiem)
Sielska rumuńska chałupa
Aby nikomu nie wadzić, oddalamy się od domostw i zbaczamy z polnej drogi
W takich okolicznościach przyrody, ciężko skupić się na rozkładaniu namiotu!
Pierwsza dzika miejscówka, jak się okaże rano - na owczym pastwisku;)
Rozmowy przy winku;)
Dobranoc! Ciąg dalszy niebawem:)

2 komentarze:

  1. Bajka!Widoki,otoczenie,biwak na dziko...Pięknie tam. I moja Świtezianka w wianuszku z polnych kwiatków...Żyć nie umierać:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny wyjazd kochana :) Spanie na dziko na owczej łączce musiało być bardzo przyjemne! No i piękne zdjęcie z wiankiem na głowie :) Buziaki, Agata

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz