poniedziałek, 31 lipca 2017

Garść ciekawostek z Rumunii

Mija właśnie tydzień, jak wróciliśmy z wyprawy po Transylwanii. Niełatwo było zaaklimatyzować się na powrót w szczecińskiej rzeczywistości, ale proszę - oto jestem i zaczynam pisać! Zaległości mam potężne, a ostatnimi czasy, coraz trudniej siadać mi do kompa po ośmiu godzinach spędzonych przy biurku w pracy. Trochę zajmie nim nadrobię zaległości.

Rumunia bardzo pozytywnie nas zaskoczyła (może dlatego, że tyle tam pamiątek po Węgrach, których tak lubimy?;)) i muszę przyznać, dawno tak nie odpoczęliśmy (z własnej woli nie wzięłam żadnego z telefonów i z czystą świadomością odcięłam się od codzienności, swoją drogą każdemu polecam taki detox). Z wielkim sentymentem wspominamy autostopowe przygody, spanie na dziko w bajkowych sceneriach, wszechobecne Karpaty, średniowieczne miasteczka, urokliwe zamczyska, uśmiechniętych ludzi, smaczne jedzonko i ichniejszą, sielską rzeczywistość. Co zabawne, osoby postronne i znajomi bardzo się dziwili, kiedy pytali dokąd jedziemy lub skąd wracamy:

"Gdzie byliście!? W Rumunii?! A co tam jest ciekawego do oglądania!?"

Cudowna Sighisoara
No jak to co?! Mnóstwo (jak w każdym innym kraju) - odpowiadaliśmy i odpowiadamy po dziś dzień. Znalazłam cytat, że ludzie dzielą się na tych, którzy Rumunię kochają i na tych, którzy nigdy w niej nie byli. Sporo w tym prawdy. My i tak objechaliśmy ledwie jej fragment, zostawiając za plecami przełom Dunaju, Góry Maramuresz i Bukowinę... Wrócimy w przyszłości. Póki co, proponuję Wam garść ogólnych ciekawostek i naszych spostrzeżeń z Rumunii:)

Warowny kościół w Biertanie

1. W Rumunii, w zasadzie od pierwszych chwil czuliśmy się, jakbyśmy cofnęli się do Polski sprzed 15-20 lat, do czasów naszego dzieciństwa. Szczególnie na wsiach było nam wręcz błogo:)

2. Przed wyjazdem wyczytaliśmy, że w Rumunii za autostop się płaci. Straszyła nas również kumpela z Węgier. Nie wiem czy zadziałał nasz urok osobisty, czy serdeczność mieszkańców, ale po żadnej z 24 podwózek nie zostaliśmy poproszeni o pieniądze;) A może to nasz wygląd wzbudzał litość...

3. Pociągi w Rumunii są podobne do polskich, jeżdżą jednak w zawrotnym tempie 30-40km/h. I tak przykładowo, dystans 160km z Bukaresztu do Braszowa pokonywaliśmy przez 4 godziny. Podobnie z Braszowa do Sighisoary. W końcu postanowiliśmy całkiem olać kolej i już tylko korzystaliśmy z magii wystawionego kciuka. W ten oto sposób, z 1100 km przejechaliśmy na stopa około 750km, zaoszczędzając w ten sposób i kasę i nerwy. Ludzie byli przemili i pomocni, nieraz nadkładali dla nas drogi i starali się wysadzać nas w dogodnych miejscówkach. Dziękujemy!

4. Średni czas oczekiwania przy drodze na złapanie podwózki 2-3 minuty!

W drodze

5.  Język rumuński wydawał nam miksem języków romańskich i słowiańskich. Oto podstawowe zwroty, których nauczyliśmy się już pierwszego dnia i których używaliśmy na bieżąco. Uwierzcie na słowo, w ten sposób znacznie szybciej zaskarbialiśmy sobie sympatię miejscowych:)
da - tak
nu - nie
Mulțumesc - Dziękuję (chyba najczęściej przez nas używane słowo:))
Scuzați- Przepraszam.
Cu plăcere - Nie ma za co (odpowiadali nam często, gdy dziękowaliśmy za stopa:))
Salut! - Cześć! (nieformalne powitanie)
Servus - nieformalne pożegnanie w Transylwanii
Poftă bună - Smacznego!
Bună dimineața - Dzień dobry. (rano)
Bună ziua - Dzień dobry. (po południu)
Bună seara - Dobry wieczór.
La revedere - Do widzenia (pani).

6.  Tłumaczono nam, że trzy kolory rumuńskiej flagi oznaczają: niebieski - bezkresne niebo, żółty - łany zboża - głównie kukurydzy, z której robi się mamałygę oraz czerwony - krew, którą obywatele przelali za niepodległość kraju. W poszukiwaniu symboli, świadczących o silnej tożsamości narodowej Rumunów, udaliśmy się do cytadeli Alba Iulia.


7. Transylwania  należy do Rumunii od niemal 100 lat, czyli od około 1920 r, kiedy to po zakończeniu I Wojny Światowej została przydzielona do Rumunii w tramach Traktatu z Trianon. Nieco nas to dziwi, gdyż wcześniej, przez paręset lat region ten należał do Węgrów lub przynajmniej był im podporządkowany. Rządziło tu wielu węgierskich królów m.in. Janos Hunyady oraz jego syn, Maciej Korwin. W pełni rozumiemy rozżalenie naszych drogich Bratanków, mało który naród przebolałby utratę tak wartościowych terenów (niegdyś nieustannie najeżdżanych m.in. przez Tatarów, Turków i zazdrosnych sąsiadów, stąd też narodziła się tendencja do obwarowywania kościołów i wiosek, których w Transylwanii spotkać można całe multum, kilka nawet zwiedziliśmy).

Otoczony grubym murem, warowny kościół w Prejmer.

8. W Transylwanii po dziś dzień żyje wielu Węgrów. Mieliśmy okazję spotkać ich w dwujęzycznym miasteczku Rimetea - Torocko na Szeklerszczyźnie, gdzie zamieszkuje grupa etniczna Szeklerów, stanowiących zagadkowy odłam Węgrów. Ich korzenie nie są jednak do końca wyjaśnione, mówi się że mogą pochodzić od Hunów z Attyli, Awarów, Wołosów...

Wioska Rimetea -Torocko na Szeklerszczyźnie

9. Podobno nazwa regionu Transylwania oznacza „po drugiej stronie lasu”. Z kolei, jej polska wersja - Siedmiogród -  wywodzi się od niemieckiego Siebenbürgen oznaczającego siedem warowni, założonych tu przez niemieckich kolonistów (tzw. Sasów siedmiogrodzkich).  Pierwsze cztery z siedmiu miast mieliśmy przyjemność zwiedzić: Braszów (Kronstadt), Sighisoara (Schäßburg), Mediasz (Mediasch), Sybin (Hermnannstadt), Sebesz (Mühlbach), Bystrzyca (Bistritz) oraz Kluż Napoka (Klausenburg). Ich klimatyczne, średniowieczne starówki powaliły nas na kolana:)

Starówka w Braszowie

10. Z Siedmiogrodu pochodził polski król, Batory "Stefan, z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, kijowski, wołyński, podlaski, inflancki, a także książę siedmiogrodzki", który żył w XVI wieku. Za jego panowania Polska wraz z Siedmiogrodem tworzyły unię personalną. Podobno, jego pożycie z Anną Jagiellonką nie należało do udanych...

11. No dobrze, "A co z tym Draculą?". A no nic. Powieść o wampirze napisał w 1897r nie Rumun, a Irlandczyk - Bram Stoker. I mimo że żaden  krwiopijca w Transylwanii nie istniał (chociaż...), władca Wołoszczyzny (hospodar wołoski), którym inspirował się Stoker żył w XV wieku naprawdę. Wład III Palownik, zwany także synem diabła (Draculą), urodził się w Sighisoarze. Zyskał sławę wielkiego okrutnika. Przez wiele lat lawirował na granicy zaufania Węgrów i Turków.  Stosował tortury, palił żywcem i nabijał na pale... Jego życiorys, choć kontrowersyjny, przeczytać warto, mnie wciągnął! Dziś ikona popkultury, wizerunek hrabiego można spotkać na większości rumuńskich pamiątek. Wbrew tego, co sądzi większość turystów, do Włada należał zamek w Poenari, nie zaś Bran. Obie posiadłości dzieli 127km. Z braku czasu, dotarliśmy jedynie do urodziwej "fałszywki".

12. Ceny w rumuńskich sklepach (waluta to LEJE) podobne są jak u nas (mimo, że zarabiają gorzej). Zauważyliśmy, że nabiał i wodę mineralną są droższe. Nierzadko kupowaliśmy produkty w marketach lub owoce na targach i robiliśmy sobie pikniki. Do gustu przypadło nam lokalne winko Fetească Neagră - czerwone, z posmakiem czarnej porzeczki, wytrawne i w sam raz na każdą kieszeń.  Degustowaliśmy je z lubością w najlepszych transylwańskich miejscówkach;)

Degustując winko z widokiem na zamek Bran

13.  Obywatele Rumunii, do żebrzących Romów stosunek mają raczej niechętny. Spotkaliśmy się z plakatami, tłumaczącymi, że rozdawanie pieniędzy i pozorna pomoc nie rozwiązują problemu ubóstwa. A raczej lenistwa. Niestety, najczęściej żebrzą dzieciaki (a przyrost naturalny wśród Romów zauważyliśmy ogromny) oraz ludzie w sile wieku, którzy mogliby pracować, gdyby chcieli. Mieliśmy okazję przejeżdżać przez kilka cygańskich wiosek. Widok niesamowity, wszyscy na ulicach - dorośli rozmawiają, dzieciaki bawią się, grają w piłkę, biegają. Większość z nich mieszka w skromnych domkach. Podobno, w Rumunii żyje ponad pół miliona Cyganów, lecz co ciekawe, w Europie największą romską mniejszość spotkać można w Bułgarii. 


14. Podczas częstych przejazdów autostopem, zetknęliśmy się z Manele - lokalnym, bardzo melodyjnym stylem muzycznym (coś a ala nasze disco polo), w klimatach cygańskich zmieszanych z nutami serbskimi, bułgarskimi, albańskimi, greckimi, orientalnymi (tureckimi). Ja się zakochałam!

15. Ze spaniem na dziko w Rumunii nie mieliśmy żadnych kłopotów. Za każdym razem nocowaliśmy w bardzo urokliwych sceneriach. Nikt nas nigdy nie przepędził ani nie robił problemów. Dwa razy z sześciu dotarliśmy na pole namiotowe - na szczęście oba okazały się w porządku, gdyż z campingami w Rumunii oraz ich oznaczeniami na mapie wciąż bywa różnie. Ceny od 30-55zł za namiot i parę.

Jeden z poranków...

16. Rumunia pachnie świeżymi wypiekami. Gdzie nie spojrzysz - piekarnia (np. Gigi), gdzie nie pójdziesz - aromatyczne zapachy. Jedliśmy różne pyszności, zarówno na słodko jak i słono. Bryndza w różnych odsłonach króluje na salonach. Osobiście, nigdy nie zapomnę wiśniowych covrigi - okrągłych precli na słodko, nadziewanych świeżymi wiśniami. Pychotka, koszt ok 2,5zł.


17. Co nam się rzucały w oczy, to wszechobecne automaty z kawą (tak, oni to piją!) oraz salony z modą ślubną (czasami po kilka na jednej ulicy). Poważnie, pełno tego mają. Z drugiej strony, trafić na dobrą kawę w knajpce łatwo nie jest, udało nam się jedynie dwa razy...

18. Przemierzając Transylwanię, wielokrotnie kierowaliśmy się śladami... Makłowicza;) Tak tak, przed wyjazdem obejrzeliśmy wszystkie rumuńskie odcinki (robiłam nawet notatki, nie żartuję, zresztą z naszą Malezją było podobnie;)) i trzeba przyznać, że dzięki jego wskazówkom dotarliśmy do wielu fantastycznych zakątków. No i co się najedliśmy lokalnych specjałów, to nasze;)

 Pyszne sarmale z mamałygą

19. Poza miejscami, które wytyczyłam na mapie jeszcze w Polsce, mieliśmy okazję przeżyć burzę w Wąwozie Cheile Turzi oraz zwiedzić rewelacyjną kopalnię soli Salina Turda. Co ciekawe, w miejscowości Turda został podpisany pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej, traktat pokojowy, stanowiący o tym, że religie i kościoły są sobie równe, mogą być zatem budowane w  sąsiedztwie i współistnieć. A przynajmniej tak opowiadali nam gospodarze z campingu w Mihai Viteazu:)


20. Stolica Rumunii, Bukareszt ani nas nie zachwycił, ani nie zachęcił do ponownych odwiedzin. Nie jest to jednak jego wina, miasto ucierpiało w wyniku działań wojennych, silnych trzęsień ziemi oraz szaleństw komunistycznych Nicolae'a Ceausescu, który kazał wyburzyć spory kwartał zabytkowych kamienic oraz świątyń na rzecz swojego wyimaginowanego pałacu (podobno drugiego po pentagonie, największego budynku na świecie). I choć można w Bukareszcie znaleźć kilka miłych zakątków,  nam stolica Rumunii nie przypadła do gustu.

 Tylko malutki fragment komunistycznej rezydencji

21. Odkryliśmy w Rumunii sieć polskich supermarketów PROFI, do których często zaglądaliśmy ze względu na ceny. Wielka szkoda, że nasz polski rynek zdominowały niemieckie lidle, duńskie netto i portugalskie biedronki. Czemu nie możemy mieć PROFI !?

22. Kiedy w Polsce urzędnicy bez oporów wymyślają nowe podatki i zwiększają już te istniejące, rząd Rumunii (tak, tego "zaściankowego kraju znad Morza Czarnego" - ostatnio dwie kolejne osoby pytały mnie, czy w Rumunii jest bezpiecznie;)) obniża VAT, CIT, podatek dochodowy i składkę na ubezpieczenie społeczne oraz usuwa ponad 100 innych podatków (m.in. na psa, na telewizję). Efekt? Gwałtowny wzrost wpływów, nadwyżka budżetowa, rozkwit gospodarczy. Można? Jasne, że można.

PS Jeśli coś jeszcze sobie przypomnę, na pewno tu dopiszę! :)

1 komentarz:

  1. Fajny skrót-zachęca do rozwinięcia informacji.Ale przede wszystkim do odwiedzenia tego kraju..Jak mało o nim wiemy..Pewnie dlatego jest tam tak niewiele turystów ,a przez to dziko ,sielsko i anielsko...

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz