wtorek, 27 czerwca 2017

Ekspresowy wypad na Dolny Śląsk, czyli majówka 2017

Bardzo chcieliśmy się gdzieś wyrwać w tym roku na majówkę, pogoda zaś upierdliwie postanowiła pokrzyżować nam szyki. Zresztą nie tylko nam, chyba większości Polakom. Wyszła z tego dziwaczna wyprawa, która trwała, zaledwie 48 godzin, z czego około 18 spędziliśmy w pociągach. Wyruszyliśmy wcześnie rano w sobotę i wróciliśmy w nocy, z niedzieli na poniedziałek. W gruncie rzeczy wszystko się udało, po prostu z przyczyn niezależnych, wypad skróciliśmy do minimum. Ale może zacznę od początku...


Późnym sobotnim popołudniem, po dwóch przesiadkach i wielu godzinach czytania w trzech różnych pociągach (już nawet ta część wyprawy była niezwykle przyjemna), dotarliśmy do Świebodzic Śląskich. W przydrożnym Tesco zaopatrzyliśmy się w szeroko pojęty prowiant i ruszyliśmy w kierunku Książańskiego Parku Krajobrazowego.  

Chcieliśmy:
1. Spędzić noc w Książańskim Parku Krajobrazowym
2. Nie dać się złapać ani ukarać
3. Przetrwać i nie zamarznąć
4. Napić się piwka Książ z widokiem na Zamek Książ
5. Odwiedzić któryś z Kościołów Pokoju

To, co wydawałoby się banalne, okazało się wyzwaniem. Nie zdążyliśmy jeszcze rozbić namiotu, a już zaczęło padać. W nocy temperatura spadła do zera. Jakimś cudem zasnęłam. Śnił mi się barwny orszak królewski, który wraz z całą świtą i strażą Książańskiego Parku Krajobrazowego, odkrył naszą nielegalną miejscówkę i przymaszerował, by w imieniu Boga, Honoru i Ojczyzny, zgarnąć nas do aresztu. A co tam. Koło 5:00 obudził nas głośny świergot ptaków. Nie chciało nam się dłużej spać. Podziwiając wschód słońca nad zamkiem Książ, wsunęliśmy po mielonce turystycznej z chlebem (podskakując przy tym z zimna jak jakieś dziwolągi), zapakowaliśmy wilgotne manatki i rozpoczęliśmy poranny trekking Wąwozem Rzeki Pełcznicy (rezerwat przyrody Przełomy pod Książem koło Wałbrzycha). 

Już po kilku minutach marszu wiedzieliśmy, że sprawiliśmy sobie wielką niespodziankę. Wąwozu w planach nie mieliśmy, o tak wczesnej porze, nikt przy zdrowych zmysłach by nie miał. Całe szczęście, że nie jesteśmy do końca normalni, bo baśniową scenerię mieliśmy wyłącznie dla siebie. Przebijające się wśród gałęzi drzew słońce, parująca ziemia, zapach wilgotnego lasu, radosne trele ptaków i odgłosy szemrzącego potoku... Same dobrodziejstwa Matki Natury. Przemierzyliśmy szlak, który biegnie dookoła zamku i przez ponad dwie godziny nie spotkaliśmy żywej duszy. Dopiero koło 9-tej, kiedy popijaliśmy pierwsze piwo (no co, majówka zobowiązuje!) na zwieńczającym trasę, punkcie widokowym, zaczęli schodzić się pierwsi zaspani turyści;)

Świebodzice Śląskie
W drodze do zamku
Słynna stadnina zamkowych Ogierów
Nareszcie jest!
Spacerując po tarasach
i zamkowych dziedzińcach
Śniadanko z widokiem na zamek:)
Zamek Książ o wchodzie słońca (zimno było, brrr)
Miejscówka z widokiem:)
Rozpoczynamy trekking
Trekking nad samą Pełcznicą
Momentami stromo i ślisko
Okrążamy fortecę, widok z innej perspektywy
Wędrujemy
Szczęście (czy też szaleństwo) wypisane na twarzach;)
9:00 rano. Zasłużony odpoczynek
 W drodze do Świdnicy
 Odpoczynek przy torach;)
 Nasz ostatni cel - dotarliśmy:)
Kościół Pokoju w Świdnicy (UNESCO)
 Uwielbiam architekturę szachulcową!
Drewniane, barokowe wnętrze

Po przejściu wąwozu, udaliśmy się do Świdnicy, jakieś 10 km na piechotkę, przez wsie, lasy i pola. Przy szosie złapaliśmy stopa i podjechaliśmy do celu. Po obiedzie w barze mlecznym, odwiedziliśmy piękny kościół pokoju, który jest podobno największą drewnianą barokową świątynią na świecie:) Warto było, wstęp 10 zł. Na tym kończy się moja opowieść, Dolny Śląsk nas zachwycił, z pewnością wrócimy!

2 komentarze:

  1. Ogromnie podobała mi się Swiątynia Pokoju w Świdnicy , ale nie mniej warta odwiedzin jest restauracja na Starym Rynku z uroczym patio - jej kucharz to prawdziwy artysta z bogatą kulinarną wyobraźnią, no i ceny są dość przyjazne. A niedaleko, w Wojsławicach jest absolutnie cudowne arboretum Uniwersytetu Wrocławskiego - czysta magia, wspaniałe czereśnie, które można zrywać do woli; no i zgrzeszyłabym, gdybym nie wspomniała o pieszczącej podniebienie zupie dyniowej w tamtejszej restauracyjce.pozdrawiam KK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz Pani Kasiu, miło się czyta takie słowa:) Niestety nie dotarliśmy w miejsca, o których Pani pisze ale z pewnością nadrobimy w przyszłości bo nasz apetyt na Polskę znacznie ostatnio wzrósł i zamierzamy poznać ją lepiej:) Pozdrawiam serdecznie!

      PS Na samą myśl o zupie dyniowej cieknie mi ślinka:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz