poniedziałek, 15 maja 2017

Maroko - kosztorys i podsumowanie

Kosztorys i podsumowanie wyprawy do Maroka

Termin 21.10 - 3.11. 2016 roku

Ilość dni na miejscu: 13

Odwiedzane po kolei miasta oraz ilość dni w każdym z nich: Tanger (1) - Chefchaouen (1) - Fez (2) - Meknes (1) - Rabat (1) - Marrakesz (1) - Essaouira (2) - Ouarzazate (1) - Studio Filmowe Atlas i ksar Ait Bin Haddou (1) - Oaza Skoura (1) - Marrakesz (1)

Przybliżona ilość kilometrów, którą przejechaliśmy: 1765 km
*średnio 135 km na dzień, ale zdarzały się dni bez przejazdów

Koszt biletów:
130 euro za nas oboje za bilety z Berlina do Malagi (Ryanair)
73 euro za bilety promowe z Tarify do Tangeru (HSC Maria Dolores)
240 euro za nas oboje za bilety z Marrakeszu do Berlina (Norwegian)
Łącznie 443 euro za bilety w obie strony za nas oboje.

* do Maroka dostaliśmy się z sąsiedniej Andaluzji, a nie z Polski czy Berlina.
**z drugiej strony, gdybyśmy lecieli z Berlina bezpośrednio do Marrakeszu i z powrotem, wyszłoby prawdopodobnie taniej, jak to często bywa, gdy bilety kupuje się w obie strony na te same lotniska.
*** bilety powrotne wyszły nas dość drogo, gdyż kupowaliśmy je na ostatnią chwilę...
Średnia dzienna ilość wydatków na parę: 70 euro (z wszystkim)

Łączna suma za noclegi: 276 euro za nas oboje
Średnie koszta noclegu: 276 / 13 nocy = 21 euro za noc za nas oboje

*spanie w riadach - charakterystycznych arabskich gościńcach z orientalnymi wnętrzami.

Riady, w których się zatrzymaliśmy (ceny po stargowaniu - nie ma lekko):
Tanger - 7 euro za noc - Hotel Agadir - dlaczego go nie polecamy? Zajrzyj tutaj.
Chefchouen - 20 euro za noc - Riad Assilah
Fez - 30 euro za 2 noce - Riad Dar Assia
Meknes - 20 euro za noc - Riad Dar El Meknassia
Rabat - w stolicy drogo, tutaj nie spaliśmy
Marrakesz - 46 euro za 2 noce - Riad Wardate Rita
Essaouira - 69 euro za 3 noce - Riad Nakhla
Ouarzazate - 84 euro za 3 noce - Hotel Azoul

Patio w Riadzie Dar Assia
 Nasz pokój w Riadzie Dar El Meknassia
Patio w riadzie Dar El Meknassia
Śniadanko w Riadzie Nakhla

Średnie dzienne wydatki w knajpkach: 232 / 13 dni = 17,8 euro
 Couscous z warzywami to koszt ok 2-4 euro za porcję - często zamawialiśmy np. po talerzu zupy a do tego jedną porcję couscousu z warzywami i tadżinu na spółę - wystarczało aż nadto;)
 Tadżin kefta (z klopsikami) to ok 2,5-5 euro za porcję
 Kawa i herbata na dachu w Fezie
 Arabskie ciasteczka w zalewie miodowo-sezamowej

Średnie dzienne wydatki na zakupy (pamiątki + spożywka): 165,5 / 10 dni =16,5 euro
* W Maroku raczej jadaliśmy w knajpkach - było niedrogo, czasem kupowaliśmy przekąski np. wypieki, słodycze, świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej lub granatu
** Znaczna część tej sumy poszła na pamiątki, w Maroku są tak piękne, że ciężko się opanować;) Miałam ochotę kupić wszystko!
*** Targujcie się, u nich wypada, to część kultury:)
****Najlepsze ceny i najprzyjemniejsi handlarze w Meknes!

 Baboshe na straganie w Meknes- stargowaliśmy do 10 euro za parę
Marokańskie przyprawy - niestety dosyć drogo sobie za nie liczą
 Ouarzzazate i najlepsze oliwki jakie w życiu jedliśmy!
 Lokalna knajpka w Essaouirze
Sok z trzciny cukrowej z imbirem i limonką - pychotka!

Łączne koszta za transport za nas oboje: 185,5 euro
Średnie dzienne koszta transportu za nas oboje: 185,5 / 13 dni14,3 euro
*uwaga odnośnie autobusów - przy kupnie biletów, bagaże ekstra płatne. Ok 1 euro za sztukę.
**w pociągach nie było z tym problemu - bagaż w cenie biletu.

Mkniemy przez prownicję
Dworzec kolejowy w Fezie

Wstępy: 37 euro przez 10 dni za nas oboje (znacznie niższe ceny atrakcji niż w Europie)
Średnie dzienne koszta wstępów do atrakcji: 2,8 euro za nas oboje


Twierdza Mogador w Essaouirze - wstęp 10 dirhamów od osoby



Waluta (MAD): 10 dirhamów to około 1 euro


Wiza: Bezpłatna, stempel wbili nam na w porcie w Tangerze


Inne pierdoły: 1,3 euro dziennie


Koszta nadprogramowe: tym razem brak (poza dość wysoką ceną za bilety powrotne)

Suma wszystkich wydatków na parę za 13 dni w Maroku w październiku 2016: 

913,5 euro

UWAGA - podana kwota nie obejmuje lotów i promu!

Wspomnienia z wyprawy: BEZCENNE!:)

Oaza Skoura

Bezpieczeństwo: 
Nie ukrywam, że przed wjazdem na teren Maroka miałam mnóstwo obaw. Niestety, sytuacja w Afryce Północnej, na Bliskim Wschodzie, a teraz nawet i w Europie nie wygląda zbyt kolorowo. Bałam się jak diabli. Ale kto nie ryzykuje ten nie ma... Uspokoił mnie dopiero nasz kolega z Maroka, Hicham, z którym spotkaliśmy się w Grenadzie. Zapewnił mnie, że prawdopodobieństwo ataku jest niższe niż w dużych europejskich miastach. 

Inna sprawa, że na miejscu, trzeba naprawdę uważać na wiele aspektów:
*Na każdym kroku napotykaliśmy naciągaczy, przewodników-oszustów i złodziei. Ufać należy tylko sobie. Mapa i GPS w telefonie to podstawa! Nie łaźcie za podejrzanymi typkami, którzy chcą Wam pokazać "coś niesamowitego". Co prawda, zwiedziliśmy w ten sposób garbarnię w Fezie, do której ciężko trafić, potem jednak musieliśmy ostro kłócić się o napiwek dla pseudo-przewodnika.

** Kobiety szczególnie powinny mieć się na baczności. Szczerze mówiąc, bez faceta w życiu nie zdecydowałabym się na samodzielną wyprawę do arabskiego kraju. Spojrzenia, zaczepki, wiadomo. Ubierać też należy się stosownie, zwłaszcza w mniej turystycznych miejscach.

*** Lepiej nie szlajać się po zmroku. Zdarzało nam się, ale staraliśmy się tego unikać.

**** Trzeba uważać na to, co się je. Tutaj dużo łatwiej o zatrucie pokarmowe. Zęby myliśmy wyłącznie wodą butelkowaną. Popełniliśmy błąd, nie zabierając leków na biegunkę (i pomyśleć, że cała, niewykorzystana w Azji, paczka NIFUROKSAZYDU została w Polsce...), która postanowiła zaatakować mnie w niedzielny poranek, w autokarze, w drodze do Ouarzazate. Powinniśmy byli unikać sałatek warzywnych z kolendrą, ale były tak pyszne, że nie mogliśmy się opanować. Do każdego posiłku piliśmy zimną colę, która w tym przypadku wyżera bakterie i działa leczniczo.

Soczyste ostrygi w Essaouirze, którymi teoretycznie też mogłam się zatruć;)

Podsumowanie:
Maroko okazało się doskonałym pomysłem na kontynuację wycieczki po Andaluzji. Tematycznie wszystko super nam zagrało i zamknęło się w jednej klamrze (wyeksponowane ślady po kalifacie arabskim, które w Andaluzji podziwiać można w postaci architektonicznych pamiątek po Maurach, uhonorowaliśmy dokładnym zgłębieniem współczesnego Maroka, które fascynowało mnie od lat). Od dawna chciałam pojechać z Maćkiem do jakiegoś arabskiego kraju, żeby i on poczuł tę niezwykłą atmosferę medyny, posłuchał muezina, przeszedł się kolorowym sukiem, podziwiał pustynne krajobrazy... Udało się, choć niestety, swoją zachłannością, mieszkańcy doprowadzali go do szewskiej pasji i bardzo nadszarpnęli przyjazny obraz kraju. Straszna szkoda, to w końcu napotkani w drodze ludzie mają ogromny wpływ na odbiór nowych miejsc. 

Z pewnością, warto dodać, że Maroko wydało nam się dosyć drogie. Przyznaję bez bicia, że spodziewaliśmy się cen, które wspominaliśmy z wyprawy po Azji. Człowiek podświadomie wyobraża sobie, że Afryka musi być jeszcze tańsza, a tu proszę, niekoniecznie. Wiem na pewno, że w ostatnich latach Maroko bardzo podrożało. Porównuję to z opiniami znajomych sprzed 6-8 lat. Na pewno tańsza jest północna część kraju (mają też lepszą kawę, na południu podają raczej mleko z kawą...). Noclegi w riadach można tam spotkać w cenie do 20 euro za parę za noc. W Rabacie nie zostaliśmy na noc właśnie dlatego, że nie znaleźliśmy noclegu w przyzwoitej cenie. Czym dalej na południe, tym było już tylko gorzej, w zasadzie wszędzie powyżej 20 euro za pokój za noc. Na szczęście cena zazwyczaj obejmuj śniadanie (bułeczki, dżem, kawa, herbata, sok z pomarańczy), które podawane jest w hotelowym patio lub na dachu z widokiem - uwielbiałam nasze leniwe poranki! Większość riadów dysponuje naprawdę pięknymi pokojami - jadąc do Maroka nie mieliśmy aż tak wysokich oczekiwań co do warunków noclegowych! Niemal jak u sułtana na komnatach;) No i na południu, a już szczególnie na prowincji, ludzie okazali się znacznie przyjemniejsi!

Podczas podróży po Maroku, spełniłam dwa wielkie marzenia. Pierwszym bez wątpienia był pobyt w medynie starego Fezu, po której dachach skakaliśmy niemal jak Aladyn. Drugim wielkim przeżyciem okazały się odwiedziny w zabytkowym ksarze Ait Bin Haddou, stanowiącym jeden z najlepszych przykładów glinianej architektury saharyjskiej, charakterystycznej dla południowej części Maroka. Oba miejsca z listy UNESCO, choć łącznie w Maroku odwiedziliśmy ich aż sześć. Do przyjemnych niespodzianek, mogę z pewnością dopisać trekking przez Oazę SkouraKazbę Al Udaja w Rabacie oraz wizytę w Studiu Filmowym Atlas, gdzie zwiedzaliśmy znane plenery filmowe.

Medyna w Fezie
Ksar Ait Bin Haddou
Studio Filmowe Atlas

Ciekawym jest fakt, że przez całą podróż po Andaluzji i Maroku, nieustannie towarzyszyły nam filmowe scenerie, chwilami mieliśmy wręcz wrażenie, że podróżujemy śladami Gry o Tron;)

Bez wątpienia, Maroko to barwny, egzotyczny kraj, który warto odwiedzić! Jeśli lubicie arabskie klimaty - medyny, bazary, cały ten chaos, to na bank wrócicie zachwyceni. Weźcie tylko poprawkę na ludzi, którzy potrafią zepsuć humor. Przygotujcie się do wyjazdu, opracujcie choćby zarys trasy. Są dostępne szczegółowe mapy, które na telefonie działają w trybie offline. Zabierzcie leki na problemy żołądkowe. Poczytajcie o kraju, religii, historii i kulturze. Targujcie się w sklepikach! Ubierajcie się stosownie do obyczajów (to, że oni rozbestwili się w Europie, nie znaczy, że my też mamy ich naśladować), nie łaźcie po zmroku po szemranych zaułkach i nie ufajcie pseudo-przewodnikom, a wrócicie zafascynowani. Zdrowy rozsądek to podstawa!


Koszt 3-tygodniowej wyprawy: 2246,5 euro za nas oboje 
*w tym: Andaluzja 890 euro + Maroko 913,5 euro + transport (loty, prom) 443 euro

10 komentarzy:

  1. Pamiętam, że kiedy ćwierć wieku temu temu podróżowałam z mężem po Maroko wszystko było bardzo tanie, niektóre miejsca mało zalane turystami. Ciekawa jestem, jak bardzo zmieniło się od tego czasu, post przyda mi się, aby zaplanować wycieczkę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co piszesz, to dosyć mocno się zmieniło (ceny szczególnie), na szczęście wciąż fascynuje i zachwyca:) Ja się zakochałam!

      Usuń
  2. Kiedyś chodził mi po głowie, więc może kiedyś :) Świetny plan, piękne zdjęcia oddające klimat Maroka i życia w nim się toczącego i pyszności kulinarne. Dziękuję za te podróż i pozdrawiam serdecznie z Wietnamu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za te przemiłe słowa a do Maroka szczerze polecam się wybrać:) Naprawdę warto! Zazdroszczę Wietnamu, chętnie bym tam wróciła, choćby dla samej zupy Pho;)

      Usuń
  3. Świetne podsumowanie. Szkoda,że kiedyś, jadąc do Maroka na takie nie trafiłam. Aż chce się tam wrócić i zgłębić ten kraj po raz drugi,mądrzej,śmielej i z większą dozą szleństwa(szemrane zaułki wieczorem pomijamy oczywiście:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mamo, zawsze możecie tam jeszcze wrócić!:) Najlepiej z nami!:)

      Usuń
  4. Maroko to najpiękniejsze miejsce jakie widziałam choć nie upieram się, że tak jest bo pewno są jeszcze inne fajne miejsca a mnie jeszcze tam nie było. Ale w Maroku, a latam tam już od 7-8 lat i zawsze mam co robić i gdzie jechać. Ja zresztą lubię takie klimaty. Co do ludzi to się nie wypowiadam wychodzę z założenia, że ludzie dzielą się nie na kolorowych, muzułmanów, katolików czy hindusów tylko na mądrych i głupich i tyle. U nas w kraju też jest dużo idiotów,tak jest też w innych zakątkach świata więc, tylko jesteśmy do tych obrazów przyzwyczajeni i nie robią one na nas takiego wrażenia. I te jęczenie, że zaczepiają, wciskają produkty na siłę żeby kupić itd... to już nonsens, my robilibyśmy dokładnie tak samo jeśli nasz kraj utrzymywałby się jedynie z turystyki. Kultura inna więc co tu gadać trzeba znaleźć pozytywy i zrozumieć dlaczego tak jest... no ale jesteśmy rozleniwionymi europejczykami jeśli chodzi o własne myślenie, łatwiej jest nam wysłuchać korespondenta w telewizji niż wyciągnąć wnioski samemu. I cały czas podkreślam ludzie dzielą się na mądrych i głupich.
    Maroko i jeszcze raz Maroko.
    Polecam wszystkim:)))


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obszerny komentarz:) To prawda, że na ich miejscu nie byłoby nam łatwo. Mnie osobiście, zachowania miejscowych aż tak nie męczyły. Odwiedziłam wcześniej kilka arabskich krajów i zdążyłam się przyzwyczaić do ich sposobu bycia. Gorzej odebrał ich mój Maciek, który można powiedzieć, 'zderzył się z ich kulturą', zwłaszcza, że to on zazwyczaj musiał się targować. Byliśmy też świadkami kilku niesympatycznych sytuacji. Ale fakt, że uważać trzeba i u nas, w Europie. To inny świat, ale można spróbować go zrozumieć (czytając książki, reportaże), a nawet polubić. Sama zakochałam się już dawno temu i z radością wrócę w tamte strony.

      Usuń
  5. Świetny tekst, bardzo szczegółowy kosztorys. Mimo to i tak bym się chyba nie odważyła tam teraz pojechać :-) Podziwiam za odwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się:) Oby był przydatny! Rozumiem Cię, sama, bez faceta też nie pojechałabym w tamte strony, ba, nawet z nim miałam pewne obawy zw. z sytuacją w krajach arabskich, ale cieszę się, że ryzyko się opłaciło i że wróciliśmy cali i zdrowi:) Pozdrawiam!

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz