wtorek, 11 kwietnia 2017

Essaouira. Krzyk mew nad oceanem

Do położonej nad Atlantykiem Essaouiry dotarliśmy po zmierzchu. Nie zrobiliśmy żadnej rezerwacji i znów przez 1,5 godziny szwendaliśmy się po mieście z plecakami, szukając dogodnego miejsca na nocleg. Chcieliśmy zakotwiczyć tu na dłuższą chwilę, zwolnić tempo, nacieszyć się zapachem oceanu, szumem fal... W końcu udało nam się stargować cenę za 3 noce w Riadzie Nakhla i po szybkiej ocenie pokoju, w zasadzie natychmiast padliśmy ze zmęczenia.


Następnego dnia wdrapaliśmy się na dach, gdzie miało czekać na nas śniadanko (uwielbiałam w Maroku te poranne śniadanka na tarasowych dachach!). Zastał nas tam widok bezcenny - na pierwszym planie minaret, tuż za nim biało-szare dachy medyny (znajdującej się na liście UNESCO), krzyk mew w porcie rybackim (gdzie, kręcili niektóre sceny do Gry o Tron;)), ciepły wietrzyk, zapach soli morskiej i szum Atlantyku, który migotał na horyzoncie... Czego można chcieć więcej?! Uwielbiam atmosferę rybackich miasteczek – chyba właśnie tego potrzebowaliśmy na czas relaksu:)

Nasza trasa: Marrakesz - Essaouira (171 km, ok 2,5 godziny jazdy autokarem)
Poranny widok na miasto z naszego riadu
Chyba bardziej sielsko już być nie może;)
Trafiła nam się tak cudowna miejscówka z oceanem na horyzoncie, iż grzechem byłoby nie przedłużać śniadań (no dobra, były tylko 2;)) w nieskończoność. Kocham takie poranki... 
Ruszamy zaopatrzyć się w bilety powrotne (dowiedzieliśmy się, że za 2 dni może być miejsc w autokarze) i lecimy w miasto, które natychmiast nas oczarowuje!
Mury medyny. I te palmy:) Uwielbiam palmy daktylowe!
Na plaży pustka, niewiele osób spacerowało nad samym brzegiem. Woda trochę za zimna na kąpiele, ale wieczorem wybraliśmy się na spacer i chociaż pomoczyliśmy stópki;)
Trzeba przyznać, że Essaouira nas bardzo pozytywnie zaskoczyła! Władze zadbały tu o wszelkie detale estetyczne - miasto jest czyste jak żadne wcześniej, wokół medyny zbudowano eleganckie alejki spacerowe, trwają prace nad budową promenady oraz ulepszeniem plaży. Co najważniejsze, Miasto Wiatrów nie traci przy tym tego swoistego arabskiego klimatu. Martwi mnie tylko, że kiedy prace zostaną ukończone, Essaouira może przemienić się w turystyczny kurort, przypominający komercyjny Agadir. Szkoda by było...
Maszerując przez souk pełen barwnych tkanin
Sklepik w zaułku
Miasto przyjazne rowerom:)
Nasza ulubiona trasa spacerowa - wzdłuż murów medyny (chodziliśmy tam nawet 3 razy dziennie, tak nam się podobała;)) - tuż za murami fale Atlantyku rozbijały się o skały. 
Zbliżamy się do portu rybackiego - coraz więcej mew;)
Spojrzenie na Mogador lub też Wietrzne Miasto - jak mówi się o Essaouirze
Imponująca panorama Essaouiry
Z perspektywy Mewki;)
Fortecę wznieśli Portugalczycy jeszcze w XVI w. Nazwano ją wówczas Castelo Real de Mogador. Urokliwa twierdza wraz z medyną znajdują się na Liście UNESCO.
Praca w porcie wre - nawet łodzie tu powstają
Chwila zadumy
Zwiedzamy twierdzę Mogador - wspaniale widać z niej medynę miasta
Pracowici rybacy
Codziennie przy nabrzeżu rozstawia się targ rybny. Można tu zakupić świeże owoce morza, które na miejscu wrzucą Wam na ruszt i już po chwili będziecie delektować się smakiem
U tego pana bywaliśmy codziennie - ostrygi i jeżowce to moja miłość
Uwielbialiśmy chodzić do portu i przyglądać się jego dynamice - krzyki mew, nawoływania rybaków, zapach soli i świeżych owoców morza, hałasy dobiegające z kutrów...
Każdemu należy się chwila odpoczynku;)
Panowie oporządzają 
Wędrując przez medynę
Wszechobecne sklepiki
Uliczki Essaouiry - dzielnica żydowska
Spacer wzdłuż murów
Pastelowy meczet Ben Youssefa wraz z charakterystycznym minaretem (który podziwialiśmy codziennie rano podczas śniadania z hotelowego dachu), znajduje się w samym sercu miasta i sanowi swego rodzaju punkt orientacyjny. Widać go z większości zakątków miasta.
Placyk z kawiarenkami
W międzyczasie zaglądamy na nasz hotelowy dach, sprawdzić, czy nie można napić się tam jakiejś herbatki. Niestety bar okazuje się zamknięty i znów wracamy na miasto;) 
Mieszkanka Essaouiry
W oczekiwaniu na zachód słońca
Po odpoczynku w kafejce postanawiamy przejść się wreszcie szeroką, piaszczystą plażą
Atlantyk o zachodzie słońca
Marokańska rodzinka
Wracamy do portu popatrzeć na rybaków
Znajomi na plotach;)
Rybacy z Mogadoru
Marokańskie dzieciaczki na tle malowniczej Essaouiry
Zapada zmierzch i muezin znów wzywa do modlitwy
Stoisko z oliwkami - najlepszymi jakie w życiu jedliśmy
Kolejny dzień - spacerów ciąg dalszy;)
I po co ja tu wlazłem?
Brama meczetu
Przemierzając Wietrzne Miasto
Udajemy się na souk ale ceny przypraw nas przytłaczają, drożej się chyba nie da. Udaje nam się za to stargować piękne poszewki na poduszki, Po długich pertraktacjach handlarz schodzi z ceny o niemal 70%, po czym obraża się na nas;) Następnie idziemy na obiad.
Uliczka gastronomiczna - tutaj spotkacie tylko miejscowych i nielicznych, rozsmakowanych w świecie przyjezdnych. Też się skusiliśmy:)
Takiej smacznej sałatki jak tu, nie jadłam nigdy wcześniej!
Na deser sok z trzciny cukrowej z imbirem - rewelacja!
Sklepik z tkaninami
Portugalska twierdza Mogador z XVI w
A w trzecim sezonie Gro o Tron - "Zatoka Niewolników" źródło tutaj;)
Setki mew w porcie
Nie możemy się oprzeć - siadamy na wysokim falochronie i znów przyglądamy się mieszkańcom. W pewnym momencie muezin zaczyna wzywać do modlitwy - życie zamiera. Mężczyźni klękają i zaczynają wznosić modły. Niektórzy na chodniku, inni na skałach.
Choć nie leżeliśmy plackiem na plaży, to właśnie w Essaouirze wypoczęliśmy za wsze czasy. Całodzienne, nieśpieszne spacery okazały się bardzo relaksujące. Szwendaliśmy się po wszystkich zakątkach medyny. Chłonęliśmy atmosferę miasta i jego portu, cieszyliśmy się wszystkimi jego aspektami - zapachami, smakami, pastelowymi kolorami;)
Te kolory...czyżby zbierało się na burzę?  

Jeśli chcecie odsapnąć w Maroku, koniecznie wybierzcie się nad ocean (można też do El Jadida, my już nie zdążyliśmy ale też mieliśmy w planach). Essaouira staje się co prawda coraz bardziej turystyczna, ale dzięki sąsiedztwu Atlantyku i obecności portu, nie traci na atrakcyjności i wciąż emanuje kameralną atmosferą. Choć turystów napotkaliśmy wielu, nie było to tak uciążliwe jak w Marrakeszu. Chyba nadmorskie miejscowości mają to do siebie, że człowiek natychmiast się rozluźnia i już nic mu nie przeszkadza:) Warto zgubić się w medynie Wietrznego Miasta, warto przejść się dzielnicą żydowską i "naszą trasą" wzdłuż murów, a już najbardziej warto przysiąść w porcie na zwojach sieci i popatrzeć na tutejszych rybaków. W ogóle to w Essaouirze wiele rzeczy warto... Nie zapomnijcie jej odwiedzić, gdy będziecie podróżować po Maroku:)

10 komentarzy:

  1. Piękne widoki ;) Jeszcze nie byłam w Maroku ale widzę że naprawdę warto

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale kolory! Cudo.. te dywany, talerze, owoce, warzywa! Uwielbiam te barwy i zapachy, a smak kompletnie nie porównywalny z tym co dociera do nas...

    OdpowiedzUsuń
  3. Maroko :-) pokochałam je podczas jednej z wypraw wspaniały klimat dobre potrawy i bardzo przyjazny klimat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, też jestem zakochana w tych klimatach arabskich i krajobrazach... :)

      Usuń
  4. Ja bym chyba nie mogła odejść od stoiska z oliwkami, które po prostu kocham, ubóstwiam i uwielbiam jeść:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie odeszłabyś! Najlepsze jakie w życiu jedliśmy! Soczyste, aromatyczne, niebo w gębie! Natomiast, jeśli chodzi o zadowalający smak oliwek na terenie Europy to polecam Sycylię (szczególnie okolice Trapani);)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz