czwartek, 20 kwietnia 2017

Droga do Ouarzazate, czyli o tym, jak o mały włos nie sfajdałam się w spodnie...

Nadszedł dzień, w którym przyszło nam pokonać 400 km, z czego ponad połowę przez Góry Atlas. Trasa niezwykle malownicza, kręta i chwilami niebezpieczna, zwłaszcza, że kierowca nic nie robił sobie z ograniczeń prędkości. Zerkając od czasu do czasu przez okna autobusu, nie mogłam wprost uwierzyć, że zmierzamy w stronę Ouarzazate (czyt. łarzazat), który miał być naszą bazą wypadową podczas kolejnych dni zwiedzania.


Niestety więcej niż zerkać nie dałam rady. Tego poranka, ledwo wyjechaliśmy za rogatki Essaouiry, już złapała mnie zemsta Tutenchamona, czy innego Hassana. Tak, w autokarze, po 20 minutach od rozpoczęcia podróży. I weź jedź 6 godzin, gdy jedyne o czym marzysz to kibelek. Gdy modlisz się, by nic nie popuścić. Dosłownie. Gdy nie masz żadnego wpływu na swój stan fizjologiczny. Z grymasem na twarzy zaczęłam wspominać sałatki z ostatnich 3 dni. Postanowiłam jednak, że TO wśród ludzi stać się nie może. Zawzięłam się na tyle mocno, iż na mojej biało-zielonej (z osłabienia i stresu) twarzy, wystąpiły olbrzymie krople potu...

wtorek, 11 kwietnia 2017

Essaouira. Krzyk mew nad oceanem

Do położonej nad Atlantykiem Essaouiry dotarliśmy po zmierzchu. Nie zrobiliśmy żadnej rezerwacji i znów przez 1,5 godziny szwendaliśmy się po mieście z plecakami, szukając dogodnego miejsca na nocleg. Chcieliśmy zakotwiczyć tu na dłuższą chwilę, zwolnić tempo, nacieszyć się zapachem oceanu, szumem fal... W końcu udało nam się stargować cenę za 3 noce w Riadzie Nakhla i po szybkiej ocenie pokoju, w zasadzie natychmiast padliśmy ze zmęczenia.


Następnego dnia wdrapaliśmy się na dach, gdzie miało czekać na nas śniadanko (uwielbiałam w Maroku te poranne śniadanka na tarasowych dachach!). Zastał nas tam widok bezcenny - na pierwszym planie minaret, tuż za nim biało-szare dachy medyny (znajdującej się na liście UNESCO), krzyk mew w porcie rybackim (gdzie, kręcili niektóre sceny do Gry o Tron;)), ciepły wietrzyk, zapach soli morskiej i szum Atlantyku, który migotał na horyzoncie... Czego można chcieć więcej?! Uwielbiam atmosferę rybackich miasteczek – chyba właśnie tego potrzebowaliśmy na czas relaksu:)

środa, 5 kwietnia 2017

Starcie z Marrakeszem

Marrakesz od pierwszych chwil nie przypadł nam do gustu. A może inaczej, to jego mieszkańcy nas rozczarowali. W przeciągu niecałej godziny, zrazili nas do siebie i wywołali chęć natychmiastowego odwrotu. Pogmatwane to miasto. Przez cały nasz pobyt na okrągło wzbudzało we mnie sprzeczne uczucia. Niby od dawna chciałam je odwiedzić i na własne oczy zobaczyć słynny Plac Jemaa el-Fnaa jednak, kiedy w końcu nadarzyła się sposobność, coś nie zagrało... 

Tłumy turystów, mieszkańcy maksymalnie nastawieni na kasę, wszechobecni naciągacze (tutaj to dopiero trzeba się było mieć na baczności), namolni i niezbyt przyjemni sprzedawcy (naszym zdaniem wszelkie zakupy pamiątkowe lepiej zrobić poza Marrakeszem - ciężko się targowało, w porównaniu np. do Meknes), umęczone zwierzęta (w tym te pełzające, których nie znoszę) stanowiące żywą "atrakcję", nieuważni kierowcy skuterów pędzący na oślep wśród pieszych... 

Z drugiej strony rdzawo-pomarańczowa medyna z pięknymi zabytkami (medresa Ben Youssefa, oraz meczet Kutubijja z minaretem, który stanowił model dla budowniczych sewilskiej Giraldy), sąsiedztwo Gór Atlas i dużo bardziej niż na północy, wyczuwalna egzotyka..


Zauważyłam, że pora przyjazdu do nowego miejsca, przynajmniej w naszym przypadku, ma znaczący wpływ na jego odbiór. Nocą wszystko wydaje się obce i mniej przyjazne. Macie podobne odczucia? Do bram medyny dotarliśmy po 22 i szukając właściwego Riadu Wardate Rita (gdzie mieliśmy rezerwację), przez 40 minut błądziliśmy w labiryncie uliczek (że też przytrafiło nam się to akurat w Marrakeszu), na próżno. Postanowiliśmy zapytać o drogę, co szybko okazało się nie najlepszym rozwiązaniem. Zaprowadzono nas co prawda do właściwego hostelu i zgodnie ze zwyczajem, wręczyliśmy w zamian napiwek. Ale, jak zwykle w Maroku, był niewystarczający. Wywiązała się kłótnia z naszym pseudo-przewodnikiem, bardzo nieprzyjemna, zważywszy na późną porę i mało nam znaną lokalizację. Ostatecznie chłopak odpuścił, ale nie omieszkał nas wcześniej zwyzywać od najgorszych. To spotęgowało nasze odczucia – jutro się stąd zmywamy...

sobota, 1 kwietnia 2017

Cytat na kwiecień

"Najciężej jest ruszyć. Nie dotrzeć, ale ruszyć. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść."
W. Myśliwski
 Maroko 2016