wtorek, 14 marca 2017

Chwila wytchnienia w Meknes

Do kolejnego na naszej trasie królewskiego miasta, dotarliśmy koleją. Cóż za miła odmiana! W porównaniu do wlokących się bez końca autobusów, podróż pociągiem okazała się szybka (około 50 minut), przyjemna i równie niedroga. Ani się obejrzeliśmy a już wysiadaliśmy na dworcu w Meknes. Jeśli tylko istnieje taka możliwość, polecamy w Maroku wybierać kolej. Zaoszczędzicie mnóstwo czasu i nerwów (te same odległości, busy pokonują w znacznie dłuższym tempie a w dodatku się spóźniają!). Chociaż, z drugiej strony wówczas ominie Was lokalny folklor;) 


Meknes przywitało nas zachmurzonym niebem i pastelowymi kolorami. Miejsce na nocleg (jak zwykle w riadzie) znaleźliśmy po około godzinie pukania do efektownych bram, kryjących zapierające dech w piersiach pałace z pokojami gościnnymi. W końcu udało się stargować cenę za orientalną komnatę na poddaszu gościńca Dar El Meknassia, do którego przylegał wielki taras z widokiem na miasto. Po szybkim prysznicu ruszyliśmy na wstępny rekonesans i drugie śniadanie, albowiem z naszych brzuchów zaczęły wydobywać się już niepokojące dźwięki... ;)

Nasza trasa: Fez - Meknes (64 km, ok 50 min pociągiem)
Wysiadamy w samym centrum, tuż przy placu Lalla Aouda
Spojrzenie na dachy miasta z naszego tarasu :)
Wnętrza naszego riadu - wygląda na bogato, ale uwierzcie, ceny standardowe ok 20 euro za nas oboje, droższych pałaców nie wybieraliśmy!;)
Patio dla gości - ja się w nim zakochałam!
Tak to można spać;) Kiedy pomyślę o Przybytku Agadir w Tangerze... dreszcze mam!
Klimatyczna lampa w naszym pokoju;)
Dumę miasta Meknes - bramę Mansura o trzech łukach datuje się na XVIII w, kiedy to miasto stanowiło królewską stolicę Maroka. Mówi się, że z uwagi na obecność spalin w powietrzu, ceramiczne zdobienia bramy ściemniały, przez co nie jest ona już tak okazała. Warto zwrócić uwagę na kolumny, które zostały "pożyczone" ze stanowiska archeologicznego w Volubilis.
Ażurowa ornamentyka - architekt sułtana miał wyobraźnię 
Przechodzimy przez rozległy plac i zanurzamy się w tłumie miejscowych. To, co rzuca się nam w oczy, to zdecydowanie spokojniejszy charakter miasta i mniejsza ilość turystów
Biedny osiołek. Wszystkich stworzonek wykorzystywanych w calach rozrywkowo-turystycznych mi żal. Ale w Marrakeszu pod tym względem było jeszcze gorzej... 
Kuszące pamiątki z ceramiki w postaci naczyń do tadżinu
Skórzane szafranowe babooshe, które do dziś nosimy po domu;)
Włóczymy się po medynie, która w 1996 r została wpisana na Listę UNESCO. Mimo to, wciąż zachowuje kameralną atmosferę, dzięki której można odsapnąć po harmiderze Fezu.
My też postanawiamy zwolnić tempo i porozglądać się w sklepikach z pamiątkami, zwłaszcza, że tego dnia wiele zabytków pozostaje nieczynnych do zwiedzania.
Kamieniczki w Meknes
Moje klimaty architektoniczne;)
Niby zwykła brama do domostwa. Ale jakże dostojna!
Docieramy również na bazar
I wraz z miejscowymi buszujemy po straganach z mydłem i powidłem;)
W końcu znajdujemy miejscówkę z widokiem na plac i zamawiamy miętową herbatę
 W krajach arabskich to raczej faceci przesiadują godzinami w barach czy kawiarniach..
Rzeczywiście, brama Mansour z oddali wydaje się nieco przygnębiająca, zwłaszcza w taki pochmurny dzień, jak ten. Straszna szkoda, że jej kolory tak się zmieniły i wyblakły.
Już wiadomo skąd w Andaluzji tyle płytek azulejos;)
Mury, wszędzie mury. Muszą skrywać cuda. Niestety, zobaczenie wnętrz pałaców czy ogrodów królewskich graniczy w Maroku z cudem. Szliśmy labiryntem, otoczeni niepokojąco wysokimi ścianami, wybudowanymi na rozkaz Mulaja Ismaila, który podobno kazał wmurowywać w nie swych nieposłusznych niewolników. Jedyne co udało nam się zwiedzić, to królewskie stajnie.
Romantyczne okolice pałacu;) Gruzy na opustoszałym, miejscami zarośniętym boisku
Spokojne popołudnie w Meknes
Zwiedzamy ruiny stajni królewskich, które dawniej zapewniały schronienie wielu koniom. Mówi się nawet o 12 tys. Do tego spichlerze na zboże oraz zbiornik na wodę - na wypadek oblężenia, przecież ktoś to całe towarzystwo musiał wykarmić;) W ogóle, Ismail był władcą z polotem - ponoć aspirował o rękę francuskiej księżniczki! Tak, został odrzucony;)  Podobno, jego armia liczyła 40 tysięcy niewolników, których pozyskiwał z Sudanu. Co prawda Mulaj Ismail był tyranem, a  jednak bardzo rozwinął gospodarkę państwa, wzniósł wiele budowli m.in. pałace i te wielkie obwarowania. Niestety, swoimi rozrzutnymi pomysłami, doprowadził skarbiec do ruiny. Ale co by nie krytykować, przynajmniej został zapamiętany!;)
Przemierzając stajenne boksy
Okrążamy rezerwuar i wracamy w stronę medyny. Po drodze, kupujemy popcorn od młodego chłopaka - 10 dirhamów za średniej wielkości paczkę. Pycha, uwielbiam;)
Tymczasem w centrum... ;)
Zaułek w ciekawej tonacji 
Kiedy wróciliśmy na plac, okazało się, że mieszkańcy bawią się w najlepsze;) Wieczorem, miejsce wydało się nie do poznania. Chyba wszyscy przybyli tu po pracy! Muzyka disco, liczne stoiska z przekąskami i z sokiem z trzciny cukrowej oraz inne atrakcje. Czyżby festyn?;)
Nad Meknes zapada zmierzch a my po raz kolejny zauważamy bociana!
Zaczyna kropić, żal nam biedaczka, wydaje się nieswój.
Po zmierzchu wybieramy się na imieninową kolację - 25.10 święto wszystkich Darii;) Tradycyjnie zamawiamy lokalną zupkę Harirę
Oraz, za namową znajomego - Hichama, próbujemy chicken pastila - dziwna sprawa. Ciasto słodkie, typu francuskiego z kurczakiem, cynamonem i cukrem pudrem. Porcja trochę za mała, na zimno ale całość choć nieco dziwna, to smaczna. Zawsze to coś nowego:)
Wygłodniały towarzysz Kot;) Chleb pałaszował jak szalony...
Minaret Wielkiego Meczetu, z którego akurat zaczął nawoływać muezin
Odchodzimy, a towarzysz Kot natychmiast rzuca się na resztki chleba;)

Muszę przyznać, że choć nasz pobyt w Meknes niczym szczególnym się nie wyróżnił, mam z tego miasta same przyjemne wspomnienia. Nigdzie nie pędziliśmy, odpoczęliśmy, zaopatrzyliśmy się w część pamiątek, obeszliśmy z grubsza wszystko, co wydało się nam ważne. Wyjechaliśmy zadowoleni i z czystym sumieniem stwierdzamy, że przy dłuższych wyjazdach ważne, by zrobić sobie czasem taki, z pozoru szary, niezobowiązujący dzień;) Nam taka chwila wytchnienia bardzo się przydała!

14 komentarzy:

  1. Chociaż nigdy nie ciągnęło mnie w tamte strony, tak Twój wpis pobudził we mnie nutkę zainteresowania. Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  2. Patio dla gości przecudowne! :) Posiedziałabym tam na kawce, mega klimat :) POdoba mi się też Maciek ze swoim ulubionym zwierzakiem...kurą :P I Wasze kapcie <3 Mega zdjęcia ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana, uwielbiam te arabskie klimaty, ozdoby, rozwiązania architektoniczne i w ogóle całą atmosferę. Myślę, że Tobie też by się spodobało! :* Niedługo pokażę Ci album;)

      Usuń
  3. No tak..w urokliwym Meknes każdy znajdzie coś dla siebie : Daria-architektoniczne perełki i zupę,Maciek kurę na ulicy i kota na kolacji :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Mamo, Ty jako artystka na pewno też być znalazła coś dla siebie:) Najlepsze w Meknes jest to, że nie jest takie komercyjne.

      Usuń
  4. Bardzo mi się podoba że dodałaś dużo zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow!!! Niezwykle urocze, klimatyczne miejsce z wieloma perełkami architektonicznym i zwykłym codziennym życiem toczacym się na uliczkach :) Jestem zachwycona zdjęciami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę, że post się podoba:) A do Meknes, ba, do całego Maroka polecam się wybrać! Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Te uliczki... Normalnie żywcem wyjęte z filmu akcji (pierwsze skojarzenie: Jason Bourne ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała wyprawa, a zdjęcia zachwycają!! Aż zapragnęłam tam jechać :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie mi miło, gdy czytam tyle pozytywnych słów na temat posta:) Bardzo dziękuję, motywują do pisania kolejnych relacji! A do Maroka jechać warto i to jak najbardziej na własną rękę, choć w towarzystwie faceta chyba bezpieczniej:) Pozdrawiam!

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz