Przez Cieśninę Gibraltarską do innego świata

Z motylami w brzuchu (przynajmniej w moim przypadku;)), z biletami w jedną stronę na trasie Tarifa-Tanger (po 37 euro/osobę), wsiedliśmy na pokład promu HSC Maria Dolores. W trakcie rejsu sprawnie wypełniliśmy druczki wizowe. Dla Polaków wiza do Maroka jest bezpłatna i oznacza raczej kolejny stempelek w paszporcie. Angielską pogodę i samochodowe kłopoty z Gibraltaru zostawiliśmy za plecami. Płynęliśmy w stronę słońca, w stronę lepszego humoru i nowych, tym razem afrykańskich przygód. Do Maroka - kolejnego kraju o którym od tak dawna marzyłam i którego, zważywszy na obecną sytuację polityczną, trochę się lękałam. Mimo to, z ekscytacją patrzyłam, jak na horyzoncie wyłaniają się szczyty afrykańskich gór.


Odwiedziłam już wiele arabskich krajów i szczerze uwielbiam tę ich szczególną atmosferę. Architekturę miast, smaki, zapachy przypraw, zgiełk bazarów, uliczny chaos, nawoływania Muezina z minaretów, wyraziste kolory i suchy, pustynny klimat. Niby jestem do tego wszystkiego przyzwyczajona, ale tym razem
 uderzył mnie sam "moment przejścia". Z Europy do innej czasoprzestrzeni. Po 10 dniach w cywilizowanej Andaluzji, doznaliśmy niemal szoku kulturowego. To właśnie ta, zaledwie 45-minutowa przeprawa promowa na odcinku kilkunastu kilometrów okazała się przełomem i dała mi nieźle do myślenia. Niby od zawsze wiedziałam, że Hiszpanię dzieli od Maroka ledwie wąska cieśnina, ale dopiero po pokonaniu jej, zdałam sobie sprawę, w jak niewielkiej odległości, położone są dwie odrębne rzeczywistości.

Postawiliśmy stopy na Czarnym Lądzie i przenieśliśmy się do marokańskiego świata. Świata, w którym wszyscy bacznie Was obserwują (zwłaszcza kiedy stanowicie parę europejskich turystów z plecakami). Świata, w którym z higieną krucho i na każdym kroku trzeba się mieć na baczności. Świata, w którym biali (tym bardziej w dzisiejszych czasach) nie powinni wałęsać się po nocach. Świata, w którym podporządkowane mężczyznom kobiety muszą odpowiednio się ubierać, aby nie kusić. Świata, w którym nie kupisz alkoholu na ulicy. Świata, w którym żeby nie zostać oszukanym, lepiej się targować. Świata, w którym nie wszystko wydaje się logiczne ale jednak funkcjonuje. Mimo to, szalałam z radości, że udało nam się dotrzeć aż do Maroka. Nie pozostało nam nic innego, jak pewne fakty zaakceptować i zaaklimatyzować się w nowym środowisku.

Trasa promu: Tarifa (Hiszpania) - Tanger (Maroko)
Żegnaj Hiszpanio, żegnaj Europo!
Przed nami wyłania się afrykański ląd. Z portu udaliśmy się na poszukiwania noclegu. Podobnie jak w Azji, chodziliśmy od hostelu do hostelu i pytaliśmy o ceny.
Popołudniowy spacer po Tangerze
Wszechobecne minarety o bogatej ornamentyce
Czas na przerwę - Plac 9-ego kwietnia w Tangerze
To właśnie tuż obok skusiliśmy się na nasz pierwszy posiłek w nowym kraju - z racji tego, że do Maroka przybyliśmy w piątek, postanowiliśmy zamówić couscous. Hicham, nasz marokański kolega z Sycylii, podpowiedział, że wszyscy muzułmanie jadają go własnie w ten, święty dla nich dzień. Do tego przepyszne gotowane warzywka i cola (w Maroku piliśmy ją codziennie. Nie przepadam za gazowanym, ale w krajach arabskich to napój niemal zdrowotny. Ma zbawienny wpływ na żołądek, który może polec w starciu z tamtejszą florą bakteryjną. Warto stosować, nam raczej pomagała).
Bissara - lokalna zupa krem z suszonego bobu (dobra, ale dziwnie pachniała;))
Spacerując po starówce

W Tangerze zemściła się na nas chęć przesadnego oszczędzania na wszystkim. Hostel Agadir, w którym się zakwaterowaliśmy, kosztował co prawda 8 euro za nas oboje, ale okazał się najbardziej obskurnym miejscem, w jakim przyszło nam spać. Kiedy za dnia oglądaliśmy pokój, może i wydawał się biedny, ale cieszyliśmy się z niskiej ceny. Wykończeni gibraltarskimi kłopotami, zostawiliśmy plecaki i poszliśmy na miasto coś zjeść. Kiedy wróciliśmy wieczorem, ujrzeliśmy naszą noclegownię w całkiem innym świetle. Wybredna nie jestem, jak na kobietę mogę naprawdę dużo znieść, jednak w takim syfie nie miałam okazji nigdy wcześniej spać. Ponieśliśmy sromotną porażkę - we wspólnej dla piętra łazience brzydziliśmy się umyć. Nasza pościel śmierdziała - chyba od dawna nikt jej nie prał. W dolnej części drzwi, dało się zauważyć dziwne wyżłobienia.. co prawda szczurów nie widzieliśmy, ale to nie znaczy, że gdzieś tam się nie chowały...  Ściany okropne, podłoga krzywa. Zaduch. W nocy prawie nie spałam. Patrzyłam w sufit, zastanawiając się jakie robactwo wiedzie żywot w moim materacu. Krzyki za oknem rozlegały się niemal do rana. Masakra, byle przetrwać do wschodu słońca - myślałam. Kiedy zadzwonił budzik, z ulgą się stamtąd zabraliśmy a w każdym kolejnym mieście na trasie stawialiśmy na wyższy standard. W Afryce nie wolno oszczędzać na spaniu - nauczka na przyszłość. Co zabawne, hostel ten należy najprawdopodobniej do całej sieci podobnych mu przybytków, gdyż już później, kilkakrotnie mijaliśmy (szerokim łukiem) bliźniacze obiekty.


Spodobał Ci się ten post? Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!:) Niebawem ciąg dalszy!

Komentarze

  1. Sieć hoteli"Agadir"być może przeznaczona jest dla afrykańskich backpackersów:) Małe potknięcie na początku ale reszta w moim klimacie również.Uwielbiam i trochę tęsknię już za zapachem i kolorytem bazarów,nawoływaniem muezina i smakiem prawdziwego kuskusu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mamo, to w końcu Ty zaraziłaś mnie tą miłością do arabskich klimatów, to Ty zabrałaś mnie kiedyś do Egiptu, a później do innych krajów Bliskiego Wschodu. Cieszę się, że udało nam się zobaczyć Maroko, póki wciąż panuje tam względne bezpieczeństwo!

      Usuń
  2. Myślę, że z Waszym blogiem powinien się zapoznać każdy, kto planuje podróż w mniej oczywiste rejony :) Chętnie zobaczyłabym ten Hostel Agadir, w którym przyszło Wam spać, brzmi jak z koszmaru, cieszę się, że później z noclegiem było już tylko lepiej. Za to zupa krem z suszonego bobu sprawiła, że nabrałam apetytu :>Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa:) Staramy się wybierać interesujące destynacje, choć z drugiej strony, jestem przekonana, iż każdy kraj oferuje mnóstwo różnorodnych atrakcji - wartościowych za równo pod względem kulturowym, jak i przyrodniczym:) Hotel Agadir w Tangerze powinien nauczyć się rozpoznawać każdy przyjezdny, by móc trzymać się z daleka;) Natomiast zupka z bobu była smaczna, choć bardziej do gustu przypadła nam harira. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na nowe posty!

      Usuń
  3. My byliśmy calkiem niedaleko od Gibraltar, ale nie udalo nam sie odwiedzic Maroko. Co za miejsce ten hotel, tez bym chyba nie spala w takich warunkach🤔 Dziekuje za ciekawy opis wyprawy i czekam na cdn😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz:) Hotel faktycznie był okropny, ale już samo Maroko nie, na szczęście:) Bardzo się cieszę, że przedłużyliśmy wyprawę po Andaluzji i uzupełniliśmy ją jeszcze o ten afrykański kraj - jeśli będziesz miała kiedyś okazję, polecam z całego serca! Te krajobrazy, miasta, kolory... bajka! Pozdrawiam i zapraszam ponownie!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dobra, choć zupa harira smaczniejsza - naszym zdaniem:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz