niedziela, 26 lutego 2017

Skacząc po dachach jak Aladyn... w Fezie

Arabskie kraje fascynowały mnie od dziecka. Oglądając w kinie skaczącego po dachach Aladyna, wiedziałam, że kiedyś chcę czmychać po dachach jak on lub też fruwać na perskim dywanie nad wąskimi uliczkami miasta Agrabah. Będąc kilkuletnią dziewczynką, wykreowaną przez Disneya rzeczywistością - animowanymi krajobrazami oraz muzyką - zostałam dosłownie oczarowana.  Wiedziałam, że kiedyś sama muszę udać się do kraju z podobną, a najlepiej identyczną architekturą. Okazja po raz pierwszy pojawiła się, kiedy skończyłam 14 lat. No, może nie żeby od razu hycać po dachach, ale przynajmniej doświadczyć zgiełku w starej dzielnicy Kairu;) Mój zachwyt tylko pogłębił się kiedy spacerowałyśmy z Mamą po medynie Damaszku, Wielkim Bazarze w Stambule czy innych muzułmańskich miastach.


O samym Maroku nasłuchałam się wielu opowieści od członków rodziny i znajomych. Wszyscy podkreślali, jaki to barwny i względnie bezpieczny kraj. Któregoś dnia natknęłam się na film dokumentalny, a moją uwagę przykuł Fez, miasto, które wydało mi się kwintesencją arabskiej medyny. Program tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że muszę się do Maroka się wybrać i to jak najszybciej, a jeśli tylko plan się uda, to z obowiązkowym przystankiem w Fezie. Bardzo chciałam, by także Maciek poczuł ten klimat. Kiedy w październiku postanowiliśmy wybrać się do Andaluzji, pomysł, by przedłużyć i uzupełnić ją o Maroko okazał się strzałem w dziesiątkę!;)

czwartek, 9 lutego 2017

Chefchaouen - błękitny zapach pieniędzy

Jak sprawić, by do niewielkiego (dawniej prawie nieznanego) miasteczka, położonego gdzieś na zboczach pasma górskiego Rif, zaczęli napływać turyści z gotówką (lub może raczej gotówka z turystami)? Wystarczy pomalować fasady domków na niebiesko. Ot, cały przepis na sukces. W zasadzie to nie tylko ich ściany. Warto pomyśleć także o okiennicach, drzwiach, wycieraczkach, schodach, łukach, sklepieniach, ławkach, doniczkach, latarniach, koszach na śmieci, świątyniach, budynkach rządkowych, a nawet przydrożnych kamieniach. Przemalować cały labirynt uliczek medyny. Im więcej błękitnych detali, tym lepiej. Czym bardziej niebieski zaułek, tym większa szansa, że pojawi się w nim jakiś zbłąkany turysta i zasili mieszczące się w pobliżu sklepiki. Być może na jego obecności skorzysta także pobliski bar z tajinem a przy okazji fryzjer lub złotnik. A może i uśmiechnięty, lekko szczerbaty handlarz dywanami, jego dzieci i wnuki? Dzięki "boskiemu" pigmentowi, każdy rodzinny business, znajdujący się w obrębie Królestwa Niebieskiego ma większą szansę na zarobek.

Pierwotnych motywów malowania ścian miasteczka doszukałam się kilku. Przede wszystkim, tradycję zapoczątkowali żydowscy uchodźcy z Hiszpanii, którzy w XV wieku skryli się tu przed prześladowaniami. Błękit kojarzył się im z niebem i rajem. Innym uzasadnieniem może być sztuczka na przenoszące malarię komary, którym niebieski przypomina taflę wody, co skutecznie je odstrasza. Mieszkańców, kolor ten podobno relaksuje, dając wytchnienie oczom w upalne, słoneczne dni. Czytałam też wersję, że niegdyś miejscowe kobiety zebrały się z nudów, by nadać medynie nowy wyraz, ale akurat do tego motywu przekonana nie jestem. Ciężko powiedzieć, który z czynników przechylił szalę, Dzisiaj nie ma to już większego znaczenia, gdyż z roku na rok błękitnych fasad przybywa, a starsze są na bieżąco i bynajmniej nie z pobudek filozoficzno-praktycznych odświeżane. Niespodziewanie, błękit stał się dźwignią lokalnej turystyki a co za tym idzie, handlu i źródłem dirhamów.

piątek, 3 lutego 2017

Przez Cieśninę Gibraltarską do innego świata

Z motylami w brzuchu (przynajmniej w moim przypadku;)), z biletami w jedną stronę na trasie Tarifa-Tanger (po 37 euro/osobę), wsiedliśmy na pokład promu HSC Maria Dolores. W trakcie rejsu sprawnie wypełniliśmy druczki wizowe. Dla Polaków wiza do Maroka jest bezpłatna i oznacza raczej kolejny stempelek w paszporcie. Angielską pogodę i samochodowe kłopoty z Gibraltaru zostawiliśmy za plecami. Płynęliśmy w stronę słońca, w stronę lepszego humoru i nowych, tym razem afrykańskich przygód. Do Maroka - kolejnego kraju o którym od tak dawna marzyłam i którego, zważywszy na obecną sytuację polityczną, trochę się lękałam. Mimo to, z ekscytacją patrzyłam, jak na horyzoncie wyłaniają się szczyty afrykańskich gór.


Odwiedziłam już wiele arabskich krajów i szczerze uwielbiam tę ich szczególną atmosferę. Architekturę miast, smaki, zapachy przypraw, zgiełk bazarów, uliczny chaos, nawoływania Muezina z minaretów, wyraziste kolory i suchy, pustynny klimat. Niby jestem do tego wszystkiego przyzwyczajona, ale tym razem

środa, 1 lutego 2017

Cytat na luty

"Gdy zaczniesz podróżować, podróż nigdy się nie kończy, ale rozgrywa na okrągło w najcichszych zakątkach umysłu, ponieważ ten nie jest w stanie uwolnić się od podróżowania"
Pat Conroy
 Właśnie mija rok od naszej podróży po Azji Południowo-Wschodniej, a we mnie wciąż kotłują się te przyjemne emocje. Wystarczy, że zamknę oczy i znów tam jestem. Tęsknię Azjo!