czwartek, 12 stycznia 2017

Road trip po Andaluzji. Kadyks na czterech łapach;)

W naszym jednodniowym wypadzie do Kadyksu nie byłoby niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nad ocean wybraliśmy się z Elą i jej czworonogiem;) Raisa spisała się na medal, zarówno w podróży samochodem, jak i w trakcie wałęsania się po mieście. Zdobyła nawet jedną wieżę! Biorąc pod uwagę wypełnione przygodami życie, jakiego na co dzień dostarczają jej właściciele, trudno się dziwić. To prawdziwa psia hippiska, która niejeden już dzień spędziła szalejąc na plaży w Tarifie i niejedną już noc przespała w surferskim busiku, zaparkowanym gdzieś na klifach. Dorzucając do tego ogniska pod gwiazdami w rozbawionym - ludzkim towarzystwie jej właścicieli... Mało który psiak, ba - mało który człowiek wiedzie taki sielski, godny pozazdroszczenia żywot:)


Kadyks powstał już w starożytności. Mówi się, że jest najstarszym miastem Hiszpanii. Jego atrakcyjna lokalizacja i dynamiczny rozwój wzbudzały powszechną zawiść i skłaniały do napaści, przez co miasto wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk. Pokojowo i agresywnie, dłużej lub krócej, w różnych odstępach czasowych, przesiadywali tu Grecy, Kartagińczycy, Rzymianie, Wizygoci, Maurowie, Hiszpanie, afrykańscy piraci, Holendrzy i Anglicy... Czytając o historii Kadyksu, można dosłownie złapać się za głowę. Z pewnością warto tu zajrzeć! Bo choć zgodnie stwierdziliśmy z Maćkiem, że sycylijskie Trapani
i Syrakuzy (miasta o bardzo podobnym położeniu i charakterze jak Kadyks) bardziej przypadły nam do gustu, nie można odmówić Kadyksowi hiszpańskiego uroku. Dominowały biel i błękit, promienie słońca niemal oślepiały, nad głowami latały zielone papużki a towarzystwo przemawiało (czy też szczekało) samo za siebie;)
Nasza trasa:120km (ok 1,5h samochodem w jedną stronę)
Nasza towarzyszka chłonęła widoki:)
Wjeżdżamy przez okazały most na mierzeję Kadyksu (to właśnie tuż za nim warto bezpłatnie zaparkować, potem piechotą ok 20 min. Bliżej historycznego centrum, drogi postój!)
Podziwiamy nowoczesne rozwiązania architektoniczne;)
Po spacerze przez nową część miasta, docieramy do Puerta de Tierra - starych obwarowań
I wbijamy się w klimatyczne, brukowane uliczki:)
Ratusz miejski w asyście zielonych palm;) Przy tym samym placu znajduje się punkt informacji turystycznej, gdzie możecie poprosić o plan miasta.
Przerwa na lunch na placu katedralnym - hiszpańskie kanapeczki z rozmaitymi dodatkami oraz napój tinto de verano (letnie/wakacyjne wino), czyli wino z wodą gazowaną lub lemoniadą.
Na sąsiednim, opuszczonym już przez klientów stole, gołębie ucztowały w najlepsze;)
Katedra (caedral nueva) - jedynie zajrzeliśmy do środka, wstęp płatny ok 5 euro, a nie był to "jakiś super ważny kościół". Próg świątyni można przekroczyć za darmo i tuż nad głową pani bileterki rzucić okiem na jej kolumnowe wnętrze.
Przerwa u wodopoju;) Psinka też się musi ochłodzić!
Papugi! To właśnie w Kadyksie ujrzeliśmy je po raz pierwszy na wolności:) Cieszyły oczy! Ela opowiedziała nam w jaki sposób zostały sprowadzone do Europy.
Wałęsamy się, głownie cieniem...
Wspinamy się na Torre Tavira
Zdecydowanie warto było spojrzeć na Kadyks z wysokości!
Choć ludzie dziwili się i uśmiechali pod nosem, czuliśmy wielką satysfakcję, że Raisa na wieżę wspięła się z nami!:) No dobrze, małe sprostowanie. Szklane schody okazały się dosyć śliskie, dlatego przez połowę drogi niósł ją do góry Maciek. Aż się bidulka zasapała;)
Nie ma spania! Wszyscy zwiedzają!:)
Na ulicach pustki...
Większość mieszkańców i turystów uciekła przed upałem na plażę
Wymarzona ekipa;)
Przechadzka po molo, tuż nad oceanem
Odpinamy smycz, żeby i Raisa miała chwilę wolności:)
Ups!
Wracamy w stronę katedry
Zadowolenie nie znikało z twarzy;) Tylko Raisa zamyślona
Stare miasto w Kadyksie
Stragany kwiatowe - tuż obok mieliśmy zjeść smażone owoce morza na wynos ale niestety się spóźniliśmy i po południu już nic dla nas nie zostało... 
To może kawa...? Jasne!:)
Pomału żegnamy się z Kadyksem
Ktoś tu się spieszy na lekcję flamenco
Odjeżdżamy kilka kilometrów za miasto i robimy piknik na plaży a w tym czasie szczęśliwe psisko hasa radośnie. Maciek poszedł w ślady Raisy i również zdecydował się na kąpiel w Atlantyku;)
Winko z kartonu na plaży? Przypominają się studenckie czasy;)
Zachód słońca nad Atlantykiem

Wieczorem, po powrocie z Kadyksu czekała na nas super niespodzianka - kolacja, którą przygotował Manuel, chłopak Eli. Takich pysznych ryb dawno nie jedliśmy!:) Następnego dnia pożegnaliśmy się z naszymi drogimi gospodarzami (jeszcze raz pięknie dziękujemy za wspaniały pobyt!) i ruszyliśmy w dalszą drogę. W następnym poście zabiorę Was na andaluzyjski Szlak Białych Miasteczek:) Zaglądajcie koniecznie!

6 komentarzy:

  1. Ale piękny wpis :D Raisa ściska i całuje gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też Was ściskamy! Pobyt u Was był wisienką na torcie w czasie tego wyjazdu! :) Dziękujemy!

      Usuń
  2. Jaka cudna psinka! Towarzystwa nic, tylko zazdrościć :) Zdjęcia śliczne, moje ulubione to to z młodą tancereczką. Buziaki, Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana, też je najbardziej lubię!:) Całusy!

      Usuń
  3. Pięknie opisany Kadyks. Chociaż chodziliście innymi ścieżkami niż my 6 lat temu,czułam się jakbym tam znowu była. Psina przerozkoszna. Elu,pozdrawiam Cię gorąco-pamiętasz trzęsienie ziemi na Sycylii? Wpadnicie do Szczecina!

    OdpowiedzUsuń
  4. Daria,zdjęcie z dziewczynką idącą na flamenco-bomba !

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz