niedziela, 1 stycznia 2017

2016 Rokiem Cygańskiego Życia

Cóż to był za rok! Chyba najbardziej podróżniczy w całym moim życiu! Jak do tej pory, oczywiście;) Trochę żal, że już się zakończył... Teraz naprawdę wiem, że wszystko, czego pragniemy może się ziścić! Wszystko zależy od nas i właściwego nastawienia! Dlatego spełniajcie marzenia moi drodzy!

Mimo, że pierwszą połowę stycznia spędziłam głównie na chorowaniu (upierdliwie ciągnące się przeziębienie, przywlokłam jeszcze z roku 2015), był to okres pełen ekscytacji i przygotowań do naszego wyjazdu. Większość wieczorów spędziliśmy na czytaniu przewodników i blogów, sporządzaniu notatek oraz pakowaniu  manatków;)

Drugiego lutego wyruszyliśmy w najpiękniejszą podróż naszego życia! 7 tygodni wolności, wiatru we włosach, słońca, pysznego jedzenia, uśmiechniętych twarzy i poczucia absolutnego spełnienia.
Gdy wspominam Tajlandię, Laos, Wietnam, Kambodżę, Singapur i Malezję, wciąż zalewa mnie nieopisane uczucie ciepła i ogromna tęsknota. O naszym spełnionym marzeniu o Azji napisałam mnóstwo postów.  Ciężko nam było opuścić ten fascynujący kontynent i wrócić do szarej rzeczywistości... Post dotyczący kosztorysu wyprawy cieszył się w 2016 największą popularnością:) 


Po powrocie z raju długo nie mogliśmy się pozbierać. Próba przeprowadzki na zachód Irlandii, zakończyła się dla nas samych dość nieoczekiwanie. Podjęliśmy decyzję o powrocie do Polski i spontanicznie, zakończyliśmy naszą 1,5-roczną emigrację. Najwyraźniej musieliśmy dojechać aż do Galway, by zrozumieć, że nasze miejsce jest w ojczyźnie. Tutaj znajdziecie kilka słów o tym, jak pożegnaliśmy Irlandię.

Następnie polecieliśmy do rodziny do Włoch, jednak najpierw zatrzymaliśmy się na kilka dni w Wenecji. Przez 4 dni włóczyliśmy się nad kanałami, popłynęliśmy też na wyspy Murano i Burano! Doskonały pomysł na długi, romantyczny weekend! Polecam każdemu!:)

Ostatecznie, otrzymaliśmy ofertę pracy i zostaliśmy we Włoszech na cały sezon:) Okres ten obfitował w jednodniowe wycieczki m.in. do Ravenny, Ferrary, Comacchio, Ceseny, Urbino, San Leo oraz po wielu mniejszych, okolicznych miasteczkach.  Letnie miesiące przeminęły z wiatrem i nagle okazało się, że nasze pracowite wakacje dobiegają końca...


Pod koniec września zapakowaliśmy plecaki i wsiedliśmy do autokaru, zmierzającego do Budapesztu. Pomyśleliśmy, że warto by wrócić do Polski przez Węgry i spotkać się w końcu z naszymi Bratankami. Kolejna trafiona decyzja i przemiły tydzień w iście węgierskim towarzystwie, uzupełniony o degustacje narodowych potraw znad Dunaju:)


Po powrocie z Węgier, nie zabawiliśmy zbyt długo w domowych pieleszach. W październiku polecieliśmy do Malagi z biletem w jedną stronę. Na lotnisku wypożyczyliśmy samochód i ruszyliśmy na podbój Andaluzji - Grenada (gdzie spotkaliśmy się z kolegą, Hichamem oraz przypadkowo natknęliśmy się na moją przyjaciółkę z podstawówki!!!), Kordoba, Sewilla (gdzie ugościła nas Ela:)), Kadyks, Ronda, Ruta de los Pueblos Blancos, a na koniec Gibraltar.  

Następnie wsiedliśmy na prom w Tarifie i popłynęliśmy do Maroka. Tam zaczęły się kolejne przygody i dalszy ciąg naszej podróży: Tanger - Szefszawan - Fez - Meknes - Rabat - Marrakesz - Essaouira - Warzazat - Ajt Bin Haddou - Oaza Skoura - Marrakesz. Wspaniała wyprawa i mnóstwo spełnionych marzeń (zwłaszcza w moim wymarzonym Fezie♡). 


Do Polski wróciliśmy na początku listopada, równo po 3 tygodniach i znów, po raz któryś w tym roku, zaczęliśmy się zagnieżdżać w nowych okolicznościach. Cygański żywot wiedliśmy przez niemal cały ubiegły rok (nie żeby mi nie pasowało^^), więc nadszedł czas, żeby trochę się ustatkować;) Co ważne, od listopada adres bloga pożegnał się z blogspotem i obecnie funkcjonuje pod własną domeną http://www.zew-przygody.pl/ 

W grudniu, poza przygotowaniami do Bożego Narodzenia, i zwyczajną codziennością, niewiele się działo. Za to po świętach odwiedził nas Sycylijczyk Fabio z Piazza Armerina, który gościł nas u siebie w 2013 roku podczas jednej z autostopowych wycieczek po Sycylii. Cieszę się, że mogliśmy się odwdzięczyć i dla odmiany pokazać mu nasze strony:) No, tak właściwie to M. mu je pokazywał, bo mnie znów rozłożyła choroba (sylwestrowe fatum!?), czyli skończyłam rok tak samo jak zaczęłam - z wirusem w łóżku...

Co by nie mówić, był to bez wątpienia bardzo intensywny rok! Ponad 7 miesięcy spędziliśmy poza Polską, z czego 3 z plecakami w drodze. Odwiedziliśmy 3 kontynenty, kilka nowych krajów i wiele atrakcji z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz mojej prywatnej Bucket List. Spełniliśmy od groma wspólnych marzeń (chwilami nie mogę uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się w ciągu JEDNEGO, JEDYNEGO roku) i obraliśmy kilka celów na przyszły rok. A najważniejsze że, podsumowania takie jak to, utwierdzają mnie w przekonaniu, że stąpamy po właściwej ścieżce życia:) Jednym słowem, tylko WIĘCEJ TAKICH - pełnych przygód - LAT życzę Wam, sobie i mojemu Towarzyszowi Życia;)

3 komentarze:

  1. Moja droga, cóż mogę rzec... Imponujący rok!! Godne podziwu, że w tak krótkim czasie udało Wam się spełnić tyle marzeń :) A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, też chwilami sama jestem w szoku;) Oby z każdym rokiem udawało się spełniać ich więcej... Tobie też tego życzę :*

      Usuń
  2. Tylko przyklasnąć i życzyć takich kolejnych!!! Brawo

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz