niedziela, 13 listopada 2016

Road trip po Andaluzji. Kameralnie w Kordobie

Następnego dnia ruszyliśmy w dalszą drogę. Z rana podjechaliśmy po Asię, która, jak już wcześniej wspominałam, postanowiła wybrać się z nami (taka okazja mogłaby się już nigdy nie powtórzyć!). Z niemałym smutkiem pożegnaliśmy w duchu Grenadę i obraliśmy kierunek na Kordobę.


Po raz kolejny zdecydowaliśmy się na mniej obleganą - widokową trasę z zamieram zatrzymania się po drodze w jakimś miłym miasteczku:) Ostatecznie zrobiliśmy nawet dwa przystanki - pierwszy w Alcala la Real z fortecą na wzgórzu, drugi w Baenie, gdzie napiliśmy się kawy.
Do Kordoby dotarliśmy ok 13-ej (auto zostawiliśmy na darmowym parkingu, czyli jeszcze przed rzeką i mostem Puente Romano, przy Calle San Jose - polecam, to tylko kilka minut od historycznego centrum!).

Już od pierwszych kroków, Kordoba wydała mi się kameralna i dużo spokojniejsza niż Grenada. Choć w gruncie rzeczy powinno być na odwrót, żyje tu znacznie więcej ludzi. Jasny kamień, z którego zbudowano kamieniczki, nadawał jej ciepłą, przytulną barwę. Kiedy dotarliśmy nad rzekę Gwadalkiwir i ujrzeliśmy panoramę miasta z dominującą nad dachami La Mezquitą, wiedziałam, że czeka nas kolejny dzień pełen odkryć i wrażeń:)

Nasza trasa: Grenada - Kordoba 200 km (ok 3h jazdy autem z przystankami w Alcala la Real oraz na kawę w miasteczku Baena)
Chmury w dolince, czyli widoki w drodze do Kordoby
Wzgórze (1033 m n.p.m.) Alcala la Real - w tle góry Sierra Nevada
Urokliwa Baena 
Mniej znane miasteczka mijane po drodze
Dotarliśmy do celu!
Już tylko rzeka Gwadalkiwir dzieli nas od zabytkowej Kordoby
Spotkać przyjaciółkę z podstawówki w Alhambrze i zabrać ją następnego dnia na zwiedzanie Kordoby? Bezcenne! Tuż za naszymi plecami słynna La Mezquita!
I to właśnie do niej wybieramy się w pierwszej kolejności. Choć przygotowywałam się przed wyjazdem i co nieco o Andaluzji poczytałam, ogrom świątyni rzucił mnie na kolana. Co innego czytać, wyobrażać sobie czy oglądać zdjęcia, co innego obserwować detale i chłonąć całość własnymi oczyma. Są miejsca, które po prostu trzeba zobaczyć na żywo! Najwyraźniej muzułmanie od zawsze budowali z rozmachem, jak nie Alhambrę to Mezquitę...
Do Mezquity wchodzi się przez ogród, zwany Dziedzińcem Drzewek Pomarańczowych. Bardzo wyciszające miejsce. To tutaj stały misy z wodą, w której muzułmanie mogli oczyścić się przed modlitwą.
Płacimy po 8 euro za bilet (WARTO!) i przekraczamy wrota... Nie po raz pierwszy w czasie tej wyprawy, odniosłam wrażenie, że przenieśliśmy się do innego świata. Naszym oczom ukazała się imponująca sala 856 kolumn, stanowiących podporę dla podwójnych, pasiastych łuków w kształcie podkowy - w stylu zapożyczonym jeszcze od Wizygotów! Osobiście, największe wrażenie zrobiło na mnie światło, wpadające gdzieniegdzie przez niewielkie okienka. To ono tworzyło niepowtarzalny nastrój we wnętrzu świątyni!
La Mezquita (na Liście UNESCO) powstał na fundamentach rzymskiej świątyni Janusa, przekształconej następnie przez Wizygotów w bazylikę św. Wincentego. Kształtem przypomina wielki prostokąt - zarówno meczet jak i dziedziniec z ogrodem otoczone są potężnymi murami. Jego początki sięgają VIII wieku. Jakieś 500 lat później, Ferdynand III Święty zdobył Kordobę i wydał rozkaz, by "symbol potęgi Islamu", przekształcić w katedrę. Wielkie szczęście, że nie kazał zniszczyć sali kolumnowej, przecież i tak się działo w przeszłości! Do dziś, w centrum świątyni podziwiać można bogato zdobioną nawę katedry chrześcijańskiej! Niewiarygodne, symboliczne wręcz połączenie. Wymuszony rozejm między dwoma, odwiecznie walczącymi ze sobą religiami...
Nawa katedry w sercu meczetu
Najstarsza część Mezquity - rzymskie kolumny i wizygockie rzeźbione kapitele. Ciekawostką jest fakt, że kiedy po raz pierwszy muzułmanie przybyli do Kordoby, wcale nie wydarli siłą praw do wizygockiej bazyliki. Poprosili jedynie o udostępnienie im jej części - pod budowę swego meczetu. Nieco później, odkupili pozostały fragment. Pokojowo to rozegrali.
Od meczetu - katedry ciężko oderwać wzrok!
To dokąd teraz?
Jeden z wielu, zachęcających do odpoczynku, dziedzińczyków ! W Kordobie, co roku odbywa się konkurs na najpiękniejsze patio w mieście. Zajrzeliśmy do kilku, bo przyciągały wzrok niczym magnes. Kolorowe kwiaty, zieleń, fontanny, podcienia, balkoniki, nisze wyłożone płytkami azuejos, wygodne fotele, stoliczki wołające do nas "siadaj i zamawiaj kawę!".
W konkursie bierze udział aż 50 dziedzińców!
 Knajpka przy murach miejskich
Synagoga z XIV w - jest jedną z trzech znajdujących się obecnie Hiszpanii.
 Po obejrzeniu głównych atrakcji, zejdźcie z utartych szlaków i dajcie się ponieść!
Nie pożałujecie. Zresztą, celebrujcie ten zwyczaj we wszystkich andaluzyjskich miasteczkach. Mile Was zaskoczą. No i może zobaczycie coś, czego innym się nie uda. Warto ryzykować:)
Nie każdy zdaje sobie sprawę (sama nie wiedziałam!), że w X wieku Kordoba stanowiła największą  jednostkę miejską świata. Liczyła milion mieszkańców! "Miasto odzwierciedlające architektoniczne, intelektualne, społeczne i estetyczne osiągnięcia wszystkich cywilizacji ówczesnej ludzkości. System sztucznego nawadniania sprawił, że metropolia ta pomimo gęstej zabudowy przypominała wielki ogród. Do publicznego użytku służyło około 300 meczetów, 300 łaźni, 20 bibliotek (w tym Biblioteka Al-Hakama posiadająca w swoich zbiorach ponad 400.000 manuskryptów), liczne szkoły oraz 17 uczelni wyższych. Co ciekawe wstęp do niego mieli wtedy również wyznawcy dwóch innych, stojących w opozycji do islamu religii: chrześcijanie oraz Żydzi" 
fragment ze strony http://hiszpania-portal.pl
Wałęsając się po uliczkach Kordoby
Plac Źrebaka, na którym niegdyś odbywał się targ końmi i bydłem
Balkonik w Kordobie
Na jednym z wielu placyków opijamy hiszpańskie spotkanie:)
Barze Santos skusiliśmy się na pyszne ziemniaczane tortille (nie idźcie tam w czasie sjesty, między 12-15 ustawiła się ogromna kolejka, bar cieszy się dobrą opinią w Internecie)
To świetny pomysł na szybki, pożywny lunch:) Usiedliśmy oczywiście pod murami Mezqzuity, skąd mogliśmy obserwować uliczny zgiełk i ostatnie promienie słońca.
Most Rzymski o 16 łukach (brał udział w filmie Gra o Tron:))
Zbudowany przez muzułmańskich kalifow i rozbudowany przez chrześcijańskiego króla - Alfonsa XI, pałac Alkazar. My postanowiliśmy jednak odwiedzić pałac Alkazar w Sewilli.
Po zachodzie słońca

Po południu czas złośliwie przyśpieszył i już, nagle trzeba było żegnać się z Asią, która musiała zdążyć na autobus powrotny do Grenady (gdzie przebywa aktualnie na praktykach). My tymczasem, wybraliśmy się na jeszcze jedną przechadzkę po Kordobie, chcąc obejrzeć ją także w nocnych szatach. Ciepły, księżycowy wieczór sprzyjał spacerowi. Koło 20-ej wystartowaliśmy w stronę Sewilii, gdzie już czekała na nas Ela;) Cdn.

2 komentarze:

  1. Po przedświątecznych porządkach z ogromna przyjemnością przeniosłam się do Cordoby...Co za miejsce,a meczet jest nieziemski.Za oknem 0 st. ,a tu trochę letniego powiewu..Lato wracaj!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo już tęsknię za tym letnim powietrzem... I ciepłem słońca!

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz