poniedziałek, 7 listopada 2016

Road trip po Andaluzji. Startujemy z Malagi

Po czterech miesiącach intensywnej pracy sezonowej, doszliśmy do wniosku, że należy się nam porządny odpoczynek, a najlepiej jakaś przygoda. Bez większego namysłu, kupiliśmy bilet w jedną stronę do Malagi. Niech żyje spontan! Jedziemy zwiedzać Andaluzję i niech się dzieje co chce! Kiedy i jak wrócimy? Wyjdzie w praniu. Po raz pierwszy, zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu. Stwierdziliśmy, że w ten sposób zobaczymy znacznie więcej. W dodatku, dostaliśmy zaproszenie od koleżanki Eli- szczecinianki, która od niedawna na stałe mieszka w Sewilli:) Mimo, że do ostatniej chwili wahaliśmy się co do kolejności zwiedzania atrakcji, wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Pozostało zakupić przewodnik i przygotować się merytorycznie;)


Malaga przywitała nas wilgotną, ciepłą mżawką. Na szczęście, samochód na lotnisku wydano nam od ręki, dzięki specjalnemu voucherowi, załatwionemu wcześniej przez znajomą (nie posiadamy karty kredytowej, a karta płatnicza w przypadku wypożyczania auta nie załatwia sprawy). Poczułam ulgę, bo martwiłam się, czy opcja ta zadziała. Załadowaliśmy plecaki do bagażnika białego Polo, ustawiliśmy nawigację na pensjonat Calle Molino i pełni optymizmu ruszyliśmy ku nowym przygodom:) Znów doznaliśmy tego nieopisanego uczucia wolności. Brak daty powrotnej
odprężał, ekscytował, inspirował. A co najważniejsze, zostawiał duże pole do spontanicznych manewrów. Jednym słowem, świat czekał na nas z rozpostartymi ramionami...;) Buenos dias Andalucia!

Lokalizacja Andaluzji na mapie Hiszpanii
źródło https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Localizaci%C3%B3n_de_Andaluc%C3%ADa_Oriental.svg
Malaga już na samym wstępie zrobiła nam niespodziankę. Tylu pięknych murali w ogóle się nie spodziewaliśmy. Andaluzyjski, subtelny street art przyciągał uwagę i cieszył oczy:)
Plac nadziei. Napis ten wzbudził we mnie nowe pokłady nadziei. Że wszystko się uda i wrócimy zadowoleni, bez uszczerbków na zdrowiu;)
Dama Flamenco
Maszerujemy na starówkę, podziwiając dzieła sztuki ulicznej.
Każdy znalazł coś dla siebie;)
Imponująca katedra w Maladze (niestety akurat była zamknięta)
 Plaza de la Merced - plac, przy którym w 1881r urodził się Pablo Picasso
Co tam, że na horyzoncie zbierają się czarne chmury, z prowiantem w plecaku wspinamy się na Wzgórze Gibralfaro (w dole arena byków). Jak tam pachniało eukaliptusem...
Widok na port i promenadę. Przy dobrej widoczności, moglibyśmy ujrzeć stąd Afrykę...
Piknik na murach zamku Gibralfaro (XIV w) - winko i tapas;)
Nic nie było w stanie nas zniechęcić, a już na pewno nie mżawka! "Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, są tylko złe ubrania". W pełni zgadzamy się z tym powiedzeniem.
Widok na Alcazabę (fortyfikację wzniesioną przez Maurów w XI wieku) od strony nabrzeża. Zbudowany 300 lat później zamek Gibralfaro (położony wyżej), miał m.in. służyć obronie Alcazaby.


Nie poznaliśmy Malagi, tak dokładnie, jakbyśmy sobie tego życzyli, gdyż po zmroku dorwał nas rzęsisty deszcz i zniweczył plan nocnej włóczęgi po starówce. Bywa i tak. Ważne, że znaleźliśmy się na południu Europy, wręcz na jej krańcu, w południowej Hiszpanii. Andaluzji - krainie słońca (które dopiero następnego dnia miało nas powitać;)), namiętnego flamenco, mniej sympatycznych walk byków oraz orientalnej architektury w postaci po-mauretańskich pałaców.
Na 9 dni przenieśliśmy się w czasie... Trafiliśmy do regionu, pamiętającego konflikt dwóch wielkich religii. Z jednej strony podboje Maurów, którzy zdobyli znaczą część Półwyspu Iberyjskiego, odciskając na jego ziemiach wielkie, niemal 800-letnie, piętno. Z drugiej zaś rekonkwista, przejęcie władzy i żelazne rządy królewskiej pary katolików: Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego oraz polowania urządzane przez Świętą Inkwizycję. Co więcej, okres wielkich odkryć geograficznych - sukcesy, bogactwa, misjonarstwo, rzezie, a co za tym idzie, niszczenie całych cywilizacji Nowego Świata, jako efekt uboczny...
To tutaj wszystko się zaczęło. To tutaj niejedno się skończyło. To tutaj, u bram Afryki toczyły się przyszłe losy całej Europy. Podróż po Andaluzji zapowiadała się intrygująco...

2 komentarze:

  1. W MAladze byłam dwa razy, ale nie widziałam tych wspaniałych murali! Gdzie one się konkretnie znajdują? :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaleźliśmy je przez przypadek, szliśmy wąskimi uliczkami od naszego hostelu Calle Molino w stronę Plaza del la Merced i nagle się pojawiły:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz