środa, 31 sierpnia 2016

Strach przed podróżą

Ludzie myślą, że jak ktoś dużo podróżuje, to niczego się nie boi. Och, jakżebym chciała być taka odważna! Gdybyście wiedzieli, jak przerażające myśli kotłują mi się w głowie przed każdą wyprawą...  Zastanawiałam się nad tym ostatnio i wygląda na to, że boję się absolutnie wszystkiego...

  • przelotów samolotem, awarii, zestrzelenia, zniknięcia w otchłani
  • wypadków drogowych lub wodnych
  • że znajdziemy się w złym miejscu i czasie
  • ataków terrorystycznych (na lotnisku/w samolocie/w miejscu zwiedzania)
  • trzęsień ziemi, fal tsunami i innych katastrof naturalnych
  • węży (lub innych niebezpiecznych/wstrętnych zwierząt)
  • tropikalnych chorób
  • napaści (pobicia, porwania, gwałtu, śmierci)
  • że ktoś podrzuci nam narkotyki i skończymy w paskudnym więzieniu, gdzieś na krańcu świata
  • innych wypadków np. spadnięcia w przepaść przy okazji podziwiania kanionu
  • i najgorsze: że już nie wrócę do kochanego domku i nie zobaczę moich bliskich

Wiem, niektóre mogą wydać się absurdalne, a jednak nawiedzają mnie przed każdym wyjazdem. Żebyście zobaczyli mój strach, przed 7-tygodniową wyprawą do Azji Południowo-Wschodniej... A jednak pojechaliśmy. Bez problemu sprawdziliśmy się w nowych realiach i wróciliśmy cali i zdrowi (za co jestem ogromnie wdzięczna opatrzności). I choć wciąż się boję, nie zamierzam przestać podróżować, mimo, iż zdaję sobie sprawę, że w przyszłości pojawi się nowy strach: o nasze dzieci. 

Jak więc to w ogóle możliwe, że wciąż planujemy nowe wyjazdy? Nie lepiej byłoby zaszyć się w domu i nie wyściubiać nosa poza miasto rodzinne? Nie opuszczać własnej strefy komfortu. Na pewno wygodniej i z pozoru bezpieczniej. Ale przecież, w miejscu zamieszkania też może stać się nam krzywda. Też możemy zachorować, stracić nogę lub zginąć. A życie mamy jedno...

I to właśnie ONO jest moją siłą napędową
Bo chyba o to chodzi, by przeżyć je jak najlepiej, zgodnie z własnym sumieniem (nawet, jeśli czasem musimy podjąć ryzyko). By realizować swoje cele i marzenia. By pod koniec drogi mieć tysiące pięknych wspomnień (najlepiej dzielonych z ukochaną osobą:)). By móc pokazać swym dzieciom zdjęcia z egzotycznych wypraw. By siedząc przed kominkiem, opowiadać wnukom o tym, jak za młodu podbijaliście świat. By motywować ich do tego samego.


Czyż życie nasze, nie jest zlepkiem spełnionych i niespełnionych marzeń? Starajmy się, by więcej było tych spełnionych.

Życie to podróż! (napis ten zauważyłam na londyńskim Heathrow, tuż przed odlotem do Bangkoku i choć wciąż cała drżałam, ogromnie podniósł mnie na duchu przed 12-godzinnym lotem;))

4 komentarze:

  1. Doskonale Cię rozumiem i podpisuje się pod większością obaw. Ale przezwycięźam je i sunę do przodu jak krążek hokejowy,mając nadzieję na brak kontaktu z kijem:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty Mamo to zawsze masz super skojarzenia;) Lepiej nie można było tego ująć!

      Usuń
  2. Mój odważny Staś :) Motywujący wpis kochana, przypomina mi się nasza rozmowa a'propos karnawału Notting Hill, że poszłam w taki tłum - grunt to korzystać z tego, co nam oferuje życie :) Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki kochana:* Masz racje:) Korzystajmy ale w miarę możliwości z rozwagą! Buziaczki :*

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz