poniedziałek, 16 maja 2016

Skuterami do świątyń Mỹ Sơn

Będąc przez kilka dni w Hoi An, postanowiliśmy zrobić sobie wypad do pobliskich ruin dawnego sanktuarium Mỹ Sơn. Nazwa ta oznacza Piękną Górę i rzeczywiście, świątynie znajdują się u stóp wzgórza, które podczas naszych odwiedzin, raz po raz wyłaniało się zza chmur. Między IV a XIII wiekiem naszej ery, ziemie te należały do Królestwa Champa (jego zasięg obejmował środkową i południową część dzisiejszego Wietnamu). Chamowie wyznawali hinduizm i żyli w zgodzie z kulturą hinduską. W tamtym okresie, sanktuarium Mỹ Sơn, zwane niekiedy Małym Angkorem, stanowiło niezwykle ważny ośrodek polityczno-religijny (choć przez swój rozmiar może wydawać się mało prestiżowe, w środowisku archeologów porównywane jest do takich  kompleksów świątynnych jak Borobudur w Indonezji, Bagan w Birmie, czy też Ayutthaya w Tajlandii).


Do kompleksu Mỹ Sơn wybraliśmy się na skuterach. Jak zwykle! Poza jedzeniem, nic nie sprawiało mi w Azji większej radości, niż śmiganie na jednośladach!;)

Za każdym razem gdy szliśmy wypożyczyć skutery, odzywał się we mnie prawdziwy zew przygody;) Samo sanktuarium jest naprawdę kameralne. Otulone soczyście pachnącą dżunglą, ukołysane śpiewem ptaków, przyklejone do zielonego wzgórza. Na miejscu natknęliśmy się tylko na jedną grupę turystów. Spacer wśród ruin okazał się bardzo relaksujący. Padał nawet lekki kapuśniaczek, który tylko wyostrzył aromaty otaczającego nas lasu. Zieleń, mżawka, przeplatający się z ciszą trel ptaków, zapachy,  przyjemne lekko duszne powietrze... i podróż w czasie do Królestwa Chamów. Przepis na dzień idealny;)

Obok kas biletowych (wstęp 150 000 dongów = 6 euro) znajduje się ciekawe, choć nieduże muzeum.

Nasza trasa: Hoi An - Sanktuarium Mỹ Sơn
(niecała godzina jazdy skuterem)
Nie ma to jak skuterki!
Dotarliśmy na miejsce:)
Wałęsamy się wśród świątyń, które zostały poświęcone kultowi Śiwy (hinduistycznemu bogu o 1008 imionach)
Sanktuarium już od 1999r widnieje na  Liście UNESCO 
 Także tutaj wsławił się polski konserwator zabytków, Kazik Odnowiciel, o którym wspominałam już wcześniej w postach dotyczących cytadeli w Hue oraz miasteczka Hoi An:)
Kontemplujemy;)
Oto jak zwiedzała grupa Azjatów;)
Co ciekawe, w czasie wojny wietnamskiej, na terenie sanktuarium stacjonowały oddziały komunistyczne Wietkongu. W związku z tym, świątynie zostały zbombardowane przez siły Stanów Zjednoczonych. Dlatego zachowało się ich tak niewiele (ledwo 4 fragmenty), kiedy na początku XXwieku było ich jeszcze 70... Do dziś, tuż przy świątyniach widać kratery po bombach...
Rzeźby w sanktuarium Mỹ Sơn
 
Oto jak dżungla pochłania sanktuarium:) Moim zdaniem, tutaj widać to nawet lepiej niż w Świątyniach Angkoru w Kambodży, być może ze względu na soczystą i bujną zieleń.
Ależ tam było wyjątkowo! Zdecydowanie warto się wybrać:)
U stóp Pięknej Góry, która wyłoniła się zza chmur:)
 Na koniec załapaliśmy się nawet na występy, które zostały przygotowane dla grupy zorganizowanej.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o dwie knajpki (trzeba było pochłonąć dzienną dawkę mojej ukochanej zupy Pho;)). Pierwszą w wiosce nieopodal sanktuarium, gdzie odwiedziliśmy też targowisko, na którym okazaliśmy się prawdziwą atrakcją dla miejscowych;) Kupowaliśmy owoce jak normalni ludzie i grzecznie się targowaliśmy (bo to nawet wypada), a wietnamskie handlarki pokazywały nas sobie palcami i chichotały pod nosem. Taki już nas - białych los w Azji;) Ale za to jak artystycznie obrały nam przepyszne ananasy!?
Drugą już na obrzeżach Hoi An, gdzie siedzieli sami mężczyźni - jedli i popijali bimber (oczywiście bacznie nas przy tym obserwując;)). Choć chętnie byśmy się przyłączyli, chłopaki prowadzili skutery i nie mogliśmy skorzystać z oferty. Poprosiliśmy więc o bibmerek na wynos. Przelali nam go do wielkiej butli po 7Upie i byli w wielkim szoku, kiedy Maciek (bez sprzeciwu i bez negocjacji) zgodził się na ich (naszym zdaniem bardzo symboliczną) cenę, to jest aż 4 euro za 1,5 litra lokalnego, wietnamskiego bimberku;) Wszyscy byliśmy ukontentowani. A jaki wieczór potem był wesoły!;)

4 komentarze:

  1. Ten wieczór z tańcami i śpiewami na uliczkach Hoi An? Faktycznie, było wesoło-widziałam filmik:) A sanktuarium jak z baśni,i te soczyste kolory...Szkoda tych zniszczonych przez Amerykanów świątyń..Wyobrażam sobie jak imponująco musiały się prezentować. Wojnie mówimy zdecydowanie:NIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ta straszliwa wojna to już historia... Te kratery po bombach robiły okropne wrażenie!

      Usuń
  2. Podoba mi się zwłaszcza zdjęcie tancerek :) Fajnie, że masz tyle inspiracji na nowe wpisy! Ciekawa jestem gdzie Cię znowu poniesie :) Buziaczki, Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki kochana:) :* Nic mnie tak nie inspiruje jak podróże;) Oby jak najdalej i jak najczęściej!!!

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz