środa, 18 maja 2016

Sajgon i Delta Mekongu. Pożegnanie z Wietnamem

Naszym ostatnim przystankiem w Wietnamie był Sajgon, zaś ostatnią atrakcją wycieczka na Deltę Mekongu (jakoś sporo rejsów odbyliśmy w tym Wietnamie;)). Wykupiliśmy go jeszcze w Hoi An w biurze Sinh Tourist (koszt 10$ za osobę). Tym razem, postawiliśmy na opcję typowo komercyjną. Niestety nie zostało nam wystarczająco czasu, by planować coś na własną rękę (czy też ryzykować, że coś nie wypali lub z czymś nie zdążymy). Następnego dnia mieliśmy (opłacony już) autobus do stolicy Kambodży, Phnom Penh. Nasz pobyt w Wietnamie skończył się zdecydowanie zbyt szybko, podobnie jak ten w Laosie (te dwa kraje szczerze nas oczarowały, więc było do przewidzenia, że ostatniego dnia będzie nam trochę smutno). Postanowiliśmy jednak cieszyć się do samego końca!


Do Sajgonu przylecieliśmy około północy i choć podróż trwała tylko godzinę, czuliśmy się już mocno zmęczeni (przez pół dnia spacerowaliśmy po Hoi An, później wieczorem po Da Nang). Taksówka z lotniska (pewnie zabrzmi po burżujsku ale w Wietnamie taryfy są niedrogie) zawiozła nas pod adres biura Sinh Tourist, skąd rano miała zacząć się nasza wycieczka na Deltę. Chcieliśmy znaleźć nocleg przy tej samej ulicy, żeby potem o świcie nie martwić się o kolejne dojazdy. Pomysł okazał się świetny. Kiedy po pięciu godzinach zadzwonił budzik (zbyt szybko!), wystarczyło szybkie ogarnięcie i już byliśmy na dole, skąd odjeżdżał nasz bus.

Wycieczka, jak przypuszczaliśmy, okazała się typowo turystyczna. Program wyliczony co do minuty, angielskojęzyczny przewodnik (starający się wszystkich rozbawić), rejs, przystanek w wytwórni cukierków kokosowych (gdzie dobrze byłoby coś zakupić), przerwa na posiłek, krótki pokaz muzyczny, dalszy ciąg rejsu, a na koniec pół godziny czasu wolnego i powrót do Sajgonu. Nie był to może rejs idealny, ale jedzenie nam smakowało a widoki na Delcie wynagrodziły wszystko inne;)

Muszę jednak tu wspomnieć o jednym niedopowiedzeniu. Okazało się, że istnieją dwa różne pakiety jednodniowego rejsu po Delcie Mekongu, więc zwracajcie uwagę, który wybieracie. Mi, marzyło się pływanie łodziami wśród bujnych, zielonych liści tych węższych kanałów. Wiedziałam, że któryś z programów zawiera tę opcję. Niestety nie nasz;) Przez cały czas miałam w głowie wspomnienie pewnego zdjęcia z Delty Mekongu, co ciekawe, jeszcze z podręcznika szkolnego (takie fotki nie raz wyzwalały we mnie podróżnicze pragnienia;)). Dlatego kiedy nasz szanowny pilot stwierdził, że "wszystkim dziękuje, bo rejs właśnie odbiegł końca", miałam niemal łzy w oczach (dopiero teraz mnie to bawi;)). Poleciałam do niego, pokazać mu owe ujęcie na łodziach wśród liści, on zaś zdziwiony odparł, że to przecież w innym pakiecie jest taka opcja... Żebyście widzieli moją minę!;) 

Owe inspirujące ujęcie;) 
Źródło http://www.govietnam.info/news/mekong-delta.htm
Nasza trasa: Da Nang - Sajgon (godzina lotu)
Jest wcześnie rano a my ruszamy w stronę Delty:)
Poranny Sajgon (obecnie Ho Chi Minh) właśnie budzi się do życia

Kilka kadrów z rejsu po Delcie Mekongu
Nasz hojny posiłek - rybka była przepyszna!
Po obiedzie występy;)  Piosenki ludowe:)

Do Sajgonu wróciliśmy tuż przed zachodem słońca. Tego wieczoru mieliśmy umówione spotkanie z moją koleżanką, która przebywała akurat w Wietnamie (przyjechała tu na wymianę z Niemiec). Byłyśmy obie na drugim krańcu świata i aż żal byłoby się nie zobaczyć! Zresztą, gdyby nie Aneta, pewnie nie skusilibyśmy się na frykasy, na które nas zabrała;) Sami popatrzcie!
Widok z hotelowego dachu
Szalony ruch uliczny Sajgonu
Zabytkowy budynek poczty - jedna z kilku pamiątek po Francuzach. Mieliśmy szczęście, Aneta i jej chłopak oprowadzili nas po mieście i opowiedzieli dużo ciekawostek:)
Przepyszne ślimaki! Ślinka mi cieknie na samą myśl...
Wietnamskie spotkanie po latach;)
Miło było posiedzieć i wymienić się wrażeniami z Wietnamu;)
Oczywiście, tylko przy lokalnych trunkach!;)

PS  Będąc w Azji, najwięcej szczurów widzieliśmy właśnie w Sajgonie...

3 komentarze:

  1. Dobra jeszcze tutaj dodam komentarz! :P szczury..masakra! I z tym rejsem straszna lipa, takie marzenia dziecięce były tak blisko.. Ale w ogóle podziwiam Cię, że zapamiętujesz jakieś kadry z książek i później to realizujesz :) No ale taki duch podróżnika idzie w genach, już od Babci (moja ulubiona Pani Babcia tak swoją drogą :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe dzięki Werciu, Babcia na pewno się ucieszy jak to przeczyta;) Fakt, miałam łzy w oczach jak ten pilot powiedział, że to już koniec wycieczki;) Ale takie jest życie, to była tylko jedna z przygód - mam przynajmniej dobry powód, by znów odwiedzić Wietnam! Może tym razem z Wami i Tadziem?:)

      Usuń
  2. A mnie się Wasz rejs podobał. Fajnie było poobserwować prawdziwe życie Wietnamczyków i to z wody. Ta druga opcja to chyba spływ kajakowy przez zarośla ?:) Następnym razem..
    Spotkanie z Anetą w Azji - super,my z Jagodą cieszyłyśmy się bardziej od Was:)) Cukierki kokosowe z delty Mekongu-hit spotkań towarzyskich w Szczecinie :))

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz