sobota, 7 maja 2016

Kadry z Zatoki Ha Long

Tyle już napisano o Zatoce Lądującego Smoka, że chyba nie ma sensu za bardzo się rozpisywać. Zapewne, kiedy słyszycie nazwę Ha Long, oczami wyobraźni widzicie turkusową wodę, utkaną setkami wapiennych wysp o rozmaitych kształtach. Jedno jest pewne, to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Niezaprzeczalny cud natury - pomnik przyrody, który ku własnemu nieszczęściu, znajduje się w pobliżu najważniejszego wietnamskiego portu, Hajfongu. Co w przyszłości grozi zatoce i jej mieszkańcom, nietrudno się domyślić. Chyba, co niektórzy zapomnieli, że to wyjątkowe miejsce już w 1994 roku trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i powinno podlegać całkowitej ochronie. Wielka szkoda, że w dzisiejszych czasach ponad wszelkimi wartościami stoją pieniądze...



Przejdźmy jednak do konkretów. Na początek wskazówka. Jeśli myślicie o rejsie jednodniowym, unikajcie tych, sprzedawanych w Hanoi. Choć nazywane są całodniowymi, w rzeczywistości trwają około czterech godzin. Do tego dochodzi dojazd (po 2h w każdą stronę), co ostatecznie daje Wam 4 godziny podróży i 4 godziny rejsu. W dodatku ceny w biurach są sporo wyższe a i z jakością takiej wycieczki różnie bywa. Dużo lepiej wykupić pakiet na miejscu, już w samej zatoce u miejscowych (oczywiście pod warunkiem, że się tak bardzo nie spieszycie). Nasza wycieczka odbyła się w miłym, kameralnym gronie (mniej niż 20 osób na pokładzie). Mieliśmy też godzinę pływania kajakami w towarzystwie kapitana i wielki, smaczny obiad (ryby, sajgonki i wiele innych pyszności). Gdyby było cieplej, przewidywano także czas na kąpiel. Na koniec zatrzymaliśmy się na urokliwej Wyspie Małp. A to wszystko w cenie 15 euro za osobę. I choć słońce nie zaszczyciło nas tego dnia swoją obecnością (nie ta pora roku), nasz 8-godzinny rejs (wykupiony u właściciela hoteliku Alibaba’s) w pełni spełnił wszelkie oczekiwania:) 

Poza widokami, największe wrażenie zrobiły na mnie pływające wioski. Na łodziach oraz w drewnianych domkach (na tratwach) żyje dziś nieco ponad 1,5 tysiąca mieszkańców. Zajmują się głównie handlem oraz hodowlą ryb. To naprawdę wytrwali ludzie! Jeśli ktoś chciałby zgłębić temat, polecam odcinek Życie na wodzie Martyny Wojciechowskiej z cyklu Kobieta na Krańcu Świata. A tymczasem zapraszam Was do oglądania zdjęć z naszego rejsu:)

 nasza łajba
Kapitan wita załogę;)

Odpływamy i natychmiast mijamy pływające wioski...
Zbieraczka ostryg:)
Zatoka z perspektywy kajaka
I ta przejrzysta, lazurowa woda...

W drodze powrotnej co niektórzy przysnęli. Ukołysały nas fale;)

Dopływamy na Wyspę Małp...
Natury nie oszukasz;)

Wracamy do hoteliku na Cat Bę, znów obserwując życie miejscowych....

I najsmutniejsze... Tak wyglądają niestety okolice Zatoki Ha Long. Strach pomyśleć, co będzie dalej..

1 komentarz:

  1. No tak,świata nie zbawisz ale dobrze,że pokazujesz też negatywne aspekty. Natury nie oszukasz:)
    A urok tego miejsca powala bez względu na porę roku!!!

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz