wtorek, 10 maja 2016

Łodziami wśród gór, czyli niedziela po wietnamsku

Po dwóch dniach spędzonych w zatoce Ha Long, wyjechaliśmy wypoczęci i zadowoleni. Wszystko szło zgodnie z planem, a naszym kolejnym celem były malownicze góry w prowincji Ninh Binh. 


Zaczęło się od pewnej fotografii, na którą całkiem przypadkowo natrafiłam w necie. Zdjęcie przedstawiało malowniczą dolinę - lekko meandrującą rzekę, otuloną złotymi polami. Po obu jej stronach widniały majestatyczne, porośnięte zielenią góry. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i wiedziałam, że będąc kiedyś w Wietnamie, muszę cuda te zobaczyć!



Kadr, który zainspirował mnie do odwiedzenia prowincji Ninh Binh :)
źródło http://north-vietnam.com/ninh-binh/
 Nasza trasa: Hajfong - Tam Coc (140 km, busem ok 5h)
Tam Coc - miasteczko, w którym zatrzymaliśmy się na dwie noce. Stąd zaczynają się wycieczki dla zagranicznych, po drodze przepływa się przez 3 jaskinie. Rejs trwa wówczas około 1,5h. Dowiedzieliśmy się jednak, że istnieje inna, nieco bardziej wymagająca ale za to dużo ciekawsza opcja. No a że my ludzie ambitni, nie omieszkaliśmy zaryzykować. Jak zwykle, warto było!;)

Następnego dnia po przybyciu, zerwaliśmy się rano i bez śniadania (!), pobiegliśmy wypożyczyć skutery. Udaliśmy się na nich, około 15 km na północny-zachód, do miasteczka Trang An. Stamtąd również wyruszały łodzie, tyle, że z wietnamskimi turystami na pokładzie. Rejs dla miejscowych trwał ponad 3h i uwzględniał przystanki w trzech, urokliwie położonych, świątyniach. Ponadto, przepłynęliśmy w sumie przez 9 jaskiń, a koszt takiej wycieczki był podobny do znacznie krótszego rejsu dla cudzoziemców. Jedynym minusem (który na początku odrobinę nas przeraził) okazał się tłum (dosłownie) miejscowych (tak wielu chętnych się nie spodziewaliśmy). Wystaliśmy się trochę w dwóch kolejkach (po bilety i do łajby), czekając aż wietnamskie rodziny wgramolą się na dziesiątki, czekających już łodzi (to był dopiero harmider, łodzie opróżniały się i zapełniały w zawrotnym tempie, a wszystko to pod czujnym okiem urzędników Socjalistycznej Republiki Wietnamu;)). Później, kiedy wreszcie i nam się udało, nikt nie chciał się do nas (białych twarzy) dosiąść. Teraz, zważywszy na to, co działo się później, wydaje mi się to strasznie dziwne...
Nasza trasa: Tam Coc - Trang An
(15km, jakieś pół godziny jazdy skuterami)
Na trasie do Trang An, zaczęło nam już burczeć w pustych żołądkach, dlatego zatrzymaliśmy się w jakiejś wioseczce, gdzie zamówiliśmy po zupie i zostaliśmy potraktowani wyjątkowo miło. Chyba spodobałam się synowi właściciela, bo obdarował mnie dość dziwacznym prezentem (słoikiem z plastikowym konfetti - może w Wietnamie to coś znaczy?). A tak serio, chłopak totalnie rozczulił mnie tym gestem (widać było, że razem z ojcem żyją bardzo skromnie, prowadząc kameralną stołówkę, a i tak postanowił coś mi wręczyć). Okropnie żałowałam, że nie mam w zamian czegoś z Polski, choćby pocztówki... Niech to będzie nauczką na przyszłość!. Mam nadzieję, że robiąc sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie, pokazałam, że doceniam ich serdeczność... 
A zupa Pho, jaką nam przygotowali była pyszna!
Obiecujące widoki w drodze do Trang An
Stąd wypłynęliśmy:)
źródło http://vietnamdiscovery.com
Stojąc w kolejce...
Nareszcie płyniemy! Nie sami, dosiadła się do nas (cóż za odwaga!) Wietnamka z dwójką dzieci;)
Krajobrazy zapierały dech w piersiach!
Postój przy pierwszej świątynce
Wszechobecne kadzidełka
I nagle się zaczęło... Niczego nie podejrzewając, przechadzaliśmy się spokojnie przy pierwszej pagodzie (nasz pan wioślarz kazał zapamiętać nr łodzi i dał nam 15 min czasu wolnego;)), aż nagle rzuciła się na nas gromadka wietnamskich nastolatków, prosząc o wspólne zdjęcia;)
Tego dnia wiele razy czuliśmy się jak gwiazdy filmowe;) Poza nami, widzieliśmy jedynie pięciu innych Europejczyków, musieliśmy więc wzbudzać niemałą ciekawość:)
Dziwiło nas, że proszą o fotografowanie naszym aparatem (co oni z tego mają? myśleliśmy). Później dowiedzieliśmy się, że w ich kulturze, zrobienie sobie zdjęcia z białym przynosi szczęście:)
Płyniemy dalej:)
Pamiętam, że kiedy na początku zobaczyłam ilość łodzi na rzecze, miałam ochotę stamtąd uciekać. Dopadły mnie poważne obiekcje: czy dobrze zrobiliśmy wybierając ten nieturystyczny rejs? Czy i dla nas znajdzie się tu miejsce?! Czy będziemy w stanie się zrelaksować? Na szczęście, dzięki uśmiechom i entuzjastycznemu nastawieniu miejscowych, moje wątpliwości szybko się rozwiały:)
 Nasi współtowarzysze:)
Z panem wioślarzem w tle;) Na szczęście, w każdej łodzi znajdowały się dodatkowe wiosła i każdy, kto chciał, mógł pomóc przy wiosłowaniu. Maciek i Mirek dzielnie wspierali naszego pana wioślarza:)
Przepływamy przez jaskinię - najdłuższa miała 250m!
Uśmiechy i pozdrowienia wewnątrz jednej z grot:)
Wypływamy z drugiej strony, a naszym oczom ponownie ukazują spektakularne wapienne szczyty
Docieramy do drugiej pagody (tym razem nasz wioślarz-przewodnik dał nam ponad pół godziny czasu wolnego)
Kiedy my odkrywamy zakątki drugiej świątyni, wioślarki i wioślarze odpoczywają w cieniu drzew
 Na miejscu grała klimatyczna muzyka, Wietnamczycy spacerowali, odpoczywali, zajadali lody i pstrykali zdjęcia. Co niektórzy modlili się w świątyni. Wyglądało na to, że przypadkowo załapaliśmy się na niedzielny piknik w wietnamskim stylu:)
W pagodzie przywitały nas Wietnamki w tradycyjnych strojach:)
Sesji z wietnamskimi turystami ciąg dalszy:)
Choć o fotkę poprosił ten pan w jasnej czapeczce, obok Mirka ustawili się wszyscy dookoła;) A co!
Jakby nie patrzeć, dzięki ich otwartości, teraz także i my mamy miłe pamiątki! I wiele wesołych wspomnień:)
 W 2014r zespół krajobrazowy okolic Trang An został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wcale mnie to nie dziwi!
 Meandrom rzeki nie ma końca...
 Kiedy ręce zmęczone, można wiosłować i tak!
Krótki postój w ostatniej pagodzie
Pisząc tego posta i oglądając po raz setny zdjęcia, wspominam ten dzień z wielkim sentymentem. I tęsknię!
 Pomału wracamy do stacji w Trang An 

Następnie udaliśmy się w stronę pagody Bai Dinh. Wspaniale było tak jechać przed siebie, wśród pól ryżowych i gór, w promieniach popołudniowego słońca.. Bez konkretnego celu...
 Ciężkie prace na polach ryżowych
Na horyzoncie widać już pagodę Bai Dinh
Mój ulubiony kadr:)

Po rejsie, wszyscy już bardzo zgłodnieliśmy i znów postanowiliśmy zatrzymać się w jakiejś knajpce. Jej właściciele (pewna rodzinka) byli kompletnie zaskoczeni (na szczęście pozytywnie i z uśmiechem na twarzach, jak to w Wietnamie:)), że do ich jadłodajni przybyli jacyś cudzoziemcy. Nie znali angielskiego, więc nie wiedzieliśmy nawet jak i co zamówić. W końcu przypomniało mi się, że w telefonie mam zdjęcia potraw, które jadaliśmy podczas wyprawy. Zadziałało! Dostaliśmy po wielkiej porcji pysznego dania z makaronem, mięsem i warzywami!
 Ależ jakie to było smaczne!
 A ta przemiła pani (prawdopodobnie nestorka rodziny), kiedy tylko zobaczyła wysokiego Maćka, wybuchnęła śmiechem i kazała sobie zrobić z nim zdjęcie;) Fakt, wyglądali razem komicznie;)
 Jej córka z wnuczką:) Co ciekawe, nasz obiad ugotowali panowie!
Wracamy na skuterach do Tam Coc'u, podziwiając zachód słońca nad górami i polami ryżowymi. Nigdy nie zapomnę tych niezwykłych, dla mnie wciąż bardzo egzotycznych widoków...

7 komentarzy:

  1. To był chyba jeden z piękniejszych dni w Waszej cudownej podróży. Krajobrazy,przyjaźni weseli ludzie i ta serdeczna atmosfera podczas rejsu. Zresztą widać po minach,że dobrze się bawiliście.Egzotyczna niedziela na medal!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Było wspaniale! Powtórzyłabym z Wami:)

      Usuń
  2. Nie będę wpisywał komentarzy dopóki będzie ta dziwna kontrola z obrazkami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie było kontroli więc piszę: fajne foty z Wietnamczykami:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka cudowna wyprawa! Myślę, że to jeden z takich dni, które będziecie wspominać do końca życia :) Zdjęcia cudowne, nie dziwi mnie, że Twój ulubiony kadr jest ulubionym, choć znalazłabym jeszcze kilka konkurencyjnych ;) Wietnamskie nastolatki chcące robić sobie zdjęcia ze szczecińskimi gwiazdami po prostu mnie rozczuliły... Uroczy, interesujący post kochana! buziaki, Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana za te miłe słowa:) Masz racje, będziemy pamiętać ten dzień na pewno! Mam nadzieję, że następnym razem wybierzemy się do Azji razem (ostatnio byłyśmy już tak blisko)! Całuję :*

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz