sobota, 23 kwietnia 2016

Wycisnąć Vang Vieng jak cytrynę!

Jak już pisałam, pobyt w Laosie mocno nam się wydłużył i i chcąc nie chcąc, w drodze powrotnej z Luang Prabang do Wientianu (wciąż planowaliśmy oblężenie wietnamskiej ambasady), postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miasteczko. I choć nastawieni byliśmy sceptycznie (Vang Vieng to laotańska imprezownia, która słynie przede wszystkim z zakrapianego spływu na oponach), pragnęliśmy jak najlepiej wykorzystać dni, które L(a)os ofiarował nam w prezencie;)


Nie było tak źle, gdyż Vang Vieng szczyci się zachwycającym otoczeniem - położone nad rzeką, wśród niesamowitych azjatyckich gór, które kryją wiele niespodzianek w postaci grot i wodospadów. I może balangami do białego rana nie byliśmy specjalnie zainteresowani (bo wieczorami padaliśmy na twarz po całym dniu wrażeń), ale dlaczego by nie zgłębić okolic? Klamka zapadła. Bez skuterów się nie obędzie. Wyciśniemy z Vang Vieng wszystko, co najlepsze!


Nasza trasa:  Luang Prabang - Vang Vieng
(4h jazdy busem po fatalnej drodze)
 Chwila przerwy:)
Podczas przystanku na siku, zaskoczył nas peleton rowerzystów. Wyglądało to jak poważne zawody a nagle dotarło do nas, że to dzieciaki wracają ze szkół. Były ich naprawdę setki!
Dzień 1
Widok, jaki ujrzeliśmy po wyjściu z busa. Byliśmy zmęczeni i wytrzęsieni, a jednak poczuliśmy nieopisaną ulgę. Co za góry! Czyżby Vang Vieng okazało się strzałem w dziesiątkę?!
Nad rzeką Nam Song
Wielu backpackersów przybywa tu głównie po to, by chłonąc procenty, poleżeć w hamaku nad rzeką. Jak kto woli.
W tym upale, nawet my skusiliśmy się na drinka nad samą wodą. Po tak dziurawej i krętej drodze, każdemu się należało! Sączyliśmy w słoneczku, mocząc przy tym nogi, aż nagle swą obecnością zaszczyciła nas laotańska Mućka;)
A że my hiperaktywni, zaraz po relaksie ruszyliśmy na spacer do jednej z okolicznych jaskiń (tzw. Lusi Cave)
Od dziecka kochałam "Mulan" (tak, wiem, że to w Chinach ale krajobrazy zbliżone) a wędrując po Vang Vieng, czułam się jak w bajce!
Miała być jaskinia, a przypadkiem wdrapaliśmy się na punkt widokowy Pha Pouak (do ostatniej chwili, nie byłam pewna, czy wrócę żywa)
Zapada zmierzch! Następnego dnia skuterki:)

Dzień 2
Nasza skuterowa trasa - pętla nr 1 do wodospadu i powrót przez góry. Następnie z powrotem przez miasteczko i dalej, pęta nr 2 w stronę błękitnej laguny a potem powrót przez wioski wśród gór.
Wstaliśmy wcześnie rano, wypożyczyliśmy jednoślady i postanowiliśmy zrobić dwie wielkie pętle po okolicy. Nie wiedzieiśmy, czy zdążymy aż dwie, ale ostatecznie nie było problemu:)
Na rozgrzewkę krótsza trasa - pierwszym punktem był wodospad Kaeng Nyui, do którego szło się przez, żyjącą własnym życiem, dżunglę:)
Teraz, pisząc posta, zastanawiam się: czy to zdarzyło się naprawdę!?
Chociaż europejska jesień i zima to najlepszy czas, by wyruszyć do Azji Południowo-Wschodniej, termin ten nie sprzyja m.in. wodospadom. Spodziewaliśmy się głośnego huku, a tymczasem, gdyby nie strzałki, moglibyśmy mieć problem z odnalezieniem tego, mizernego cieku;)
Na szczęście, zieleń, zapachy i odgłosy tropikalnego lasu wynagrodziły nam straty moralne;)
Wracając do skuterów, napotkaliśmy inny wodospad, do którego chłopaki z radością wskoczyli. Ja zaś oddałam się obserwowaniu motyli, które pokochały żółty odcień mojej bluzki;)
Dalsza droga wiodła przez góry...
Nie spotkaliśmy tam żadnych innych turystów!
Za to wielu miejscowych machało nam na powitanie:)
 Zatoczyliśmy pierwsze koło i rozpoczynamy rundę drugą...
Tutaj widoki okazały się jeszcze bardziej spektakularne!
 Dokąd jeszcze poniesie nas L(a)os!?
Wnętrze jaskini Poukham - imponująco wielkiej! Aby wejść do środka, trzeba trochę się powspinać (i spocić) ale warto! Choćby po to, by uciec od tabunu turystów, zażywających kąpieli w błękitnej lagunie, położonej u stóp wzgórza (nie dajcie się naciągnąć na obowiązkowe i płatne wypożyczanie czołówek w sklepiku obok laguny- my eksplorowaliśmy jaskinię przy świetle latarek z telefonów).
 Speleologia w praktyce - eksplorujemy!
To, co w Laosie kochałam najbardziej - znów jedziemy przez wioski!
Uczennica z Laosu:)
Góry, góry, wszędzie te góry!
 Prawdziwie wiejskie klimaty - świnie, kaczki, kury i inne gospodarcze zwierzaki biegały bez przeszkód po drodze i w ogóle, wszędzie, gdzie się dało;) A w tle dzieciaki wracały ze szkół...
Szczęśliwa rodzinka:)
Czas na przerwę - w jednej z wiosek zatrzymaliśmy się na deserek:)
Laotańska prowincja już na zawsze pozostanie w mej pamięci...
Zbliża się zachód słońca - żeby się nie zgubić oraz uniknąć jazdy w ciemnościach (po wertepach), pomału kierujemy się do Vang Vieng
Co ciekawe, tego dnia byliśmy świadkami kilku zachodów słońca! Już myśleliśmy, że to koniec promyków na dziś, a po chwili, kawałek dalej, słońce znów oświetlało nam drogę. Jechaliśmy po krętej trasie, a ono uśmiechało się do nas co rusz zza innej, nieco niższej góry, pod innym kątem. A później znowu i znowu. Aż w końcu nas pożegnało;)
Prace w polu
Nawigator sprawdza mapę;)
Nigdzie na świecie nie zaznałam takiego pyłu, jak w Laosie! Brudzącego, pomarańczowego i często duszącego kurzu, który pokrywa większość krajowych dróg. Nieutwardzone szutrówki polewa się wodą, żeby choć na chwilę, pył przestał doskwierać mieszkańcom wiosek i kierowcom... Uwierzcie, to przynosi ulgę!
Ostatnia prosta do Vang Vieng a za nami kolejny wspaniały dzień!

9 komentarzy:

  1. Pięknie tam...Cóż więcej mogę napisać? Nie ma to jak wiejskie klimaty! Ale te jaskinie i wodospady z odgłosami dżungli w tle na pewno dodały pikanterii całej eskapadzie. Fajne świnki-krzyżówka z dalmatyńczykiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był jeden z ciekawszych dni! Kocham Laos:)

      Usuń
  2. Dariaaaa, jakie piękne zdjęcia!!! Ale zmartwię Cię... to, co chciałaś zatuszować 'brakiem entuzjazmu' zdradziło Cię - przyznaj się, że do Vang Vieng wybraliście się własnie skuszeni nęcącym zakrapianym spływem :D Buziaczki, Agata

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprawka, podpis miał wyglądać tak: Detektyw Nie Da Sobie W Kaszę Dmuchać Agata

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dzięki Aguś!!!;) Masz rację, w rzeczywistości udaliśmy się tam tyko dla imprez i słynnego(%)spływu :D Ty to jesteś Sherlock! xxx

      Usuń
  4. Marzy mi się taka podróż! Piękne widoki, inna kultura, tyle nowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) To prawda, dlatego życzę, aby się udało! To wbrew pozorom nie takie trudne! My się w Azji zakochaliśmy...powodzenia!:)

      Usuń
  5. Wow, przecudowne widoki! Co prawda do odkrywania przeze mnie Azji jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie, ale wiem, że ten moment w końcu nastąpi. Zresztą... Marzenia nie spełniają się same - marzenia się spełnia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Fakt, widoki były jak z filmu "Malowany welon" <3 Życzę Ci, abyś i do Azji dotarła, tylko uważaj - łatwo się uzależnić!;) Co do marzeń w pełni się zgadzam - sami musimy brać nasze szczęście - własny los w swoje ręce! Pozdrawiam!:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz