piątek, 15 kwietnia 2016

Za Mekongiem. Popołudnie w laotańskim zaścianku

Jedno z moich ulubionych wspomnień z Luang Prabang, to przeprawa przez Mekong do wioski po sąsiedniej stronie. Byliśmy strasznie ciekawi tego, co zastaniemy na drugim brzegu. Wsiedliśmy na prom (a raczej pływającą kładkę) i popłynęliśmy się przekonać...

 Przeprawa przez rzekę trwa kilka minut.
 Odpływamy!
 Nie tylko my wybraliśmy się na przejażdżkę;)
 Panorama miasteczka Luang Prabang
 Czy to już przystań (?;))
 Mekong - królowa azjatyckich rzek
 To niewiarygodne, że płynęliśmy tylko kilka minut, a  nagle znaleźliśmy się w całkiem w innym świecie...
 Handlarka z Laosu
 Pierwsze, na co trafiliśmy, to oczywiście miejscowy targ. Chcieliśmy zjeść tam jakiś posiłek, ale tym razem nawet na migi nie udało się nam dogadać, cóż, bywało i tak;)
 Dzieciaczki z Laosu
Drewniane chaty Laotańczyków
 Odkąd wjechaliśmy na teren Laosu, z każdym dniem, coraz bardziej zapominaliśmy, czym jest europejski pośpiech. Żyliśmy w rytmie słońca i księżyca;) Tego dnia, postanowiliśmy przejść się dalej i zobaczyć, co znajduje się za wioską. Nie pożałowaliśmy...
 W pewnym sensie przenieśliśmy się do tego, "prawdziwego" Laosu (choć czytaliśmy, że na południu kraju jest jeszcze bardziej "dziko" i nieturystycznie - następnym razem!)
 Drogo, dokąd nas zaprowadzisz?
 Pola uprawne na tle majestatycznych gór
 Laotańskie gospodarstwo
 Własnymi ścieżkami - w Azji bydło pasie się samo, na własną rękę;)
Zachód słońca nad laotańską prowincją - czas wracać w stronę rzeki
 Maluchy z Laosu - idąc przez wieś, wzbudzaliśmy duże zainteresowanie i sporo radości;) Wszyscy się do nas uśmiechali, wszyscy się przypatrywali! Ciekawość była wzajemna!
 Jeszcze taki młody, a już wie, czego chce;)
W Królestwie Miliona Słoni to zupełnie normalne, że starsze rodzeństwo opiekuje się młodszym (na wózku jechał jeszcze jeden malec). Rodzina trzyma się razem!
 Śliczna dziewczyna z Laosu - kupiliśmy od niej pączki
 Ścieżka, która biegnie bliżej rzeki została utwardzona. Z pewnością dociera tu coraz więcej turystów.
 Chatka nad Mekongiem
 Rower może być babski i różowy, ale ważne, że jest i sprawia radość!
 We wsi nie zabrakło i kameralnej świątynki
Zmierzch nad Mekongiem

4 komentarze:

  1. Od takiej brunetki to pączki pewnie lepiej smakują :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje zdjęcia w pełni oddają atmosferę laotańskich wiosek. Czuje się sielski spokój i przyjazne nastawienie mieszkańców. Nie wiem skąd u nas przekonanie o wrogości miejscowych i niebezpieczeństwach rodem z horroru u anakondzie...Patrząc na to widzę nasze wiejskie klimaty ,tylko oprawa inna..Za to dzieciaki rozkoszne jak wszędzie:) Chce się tam być...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mamo, mam nadzieję, że kiedyś uda się Wam tam pojechać, naprawdę warto!:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz