wtorek, 26 kwietnia 2016

Wientian i PN Phou Khao Khouay. Pożegnanie z Laosem

Ponownie wróciliśmy do stolicy Laosu. Kończyły się obchody Chińskiego Nowego Roku, a my wreszcie mieliśmy załatwić wizę lądową do Wietnamu. Okazało się jednak, że nie ma szans, by w ambasadzie wydano nam ją w ciągu kilku godzin. Musielibyśmy czekać kolejnych kilka dni, co znów skróciłoby nam pobyt w Wietnamie. Nie mogliśmy (i nie chcieliśmy) sobie na to pozwolić, więc postanowiliśmy polecieć do Hanoi samolotem (co oczywiście kosztowało nas więcej ale za to ominęła nas 24h podróż autokarem;)). Raz się żyje. Zaaplikowaliśmy o promesę na wizę lotniczą, przelaliśmy odpowiednią sumkę i kupiliśmy możliwie najtańsze bilety.
Pozostawało tylko jedno zasadnicze pytanie - co będziemy robić w Wientianie przez następne 3 dni!?

sobota, 23 kwietnia 2016

Wycisnąć Vang Vieng jak cytrynę!

Jak już pisałam, pobyt w Laosie mocno nam się wydłużył i i chcąc nie chcąc, w drodze powrotnej z Luang Prabang do Wientianu (wciąż planowaliśmy oblężenie wietnamskiej ambasady), postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miasteczko. I choć nastawieni byliśmy sceptycznie (Vang Vieng to laotańska imprezownia, która słynie przede wszystkim z zakrapianego spływu na oponach), pragnęliśmy jak najlepiej wykorzystać dni, które L(a)os ofiarował nam w prezencie;)


Nie było tak źle, gdyż Vang Vieng szczyci się zachwycającym otoczeniem - położone nad rzeką, wśród niesamowitych azjatyckich gór, które kryją wiele niespodzianek w postaci grot i wodospadów. I może balangami do białego rana nie byliśmy specjalnie zainteresowani (bo wieczorami padaliśmy na twarz po całym dniu wrażeń), ale dlaczego by nie zgłębić okolic? Klamka zapadła. Bez skuterów się nie obędzie. Wyciśniemy z Vang Vieng wszystko, co najlepsze!

piątek, 15 kwietnia 2016

Za Mekongiem. Popołudnie w laotańskim zaścianku

Jedno z moich ulubionych wspomnień z Luang Prabang, to przeprawa przez Mekong do wioski po sąsiedniej stronie. Byliśmy strasznie ciekawi tego, co zastaniemy na drugim brzegu. Wsiedliśmy na prom (a raczej pływającą kładkę) i popłynęliśmy się przekonać...

środa, 13 kwietnia 2016

Laos - skuterami nad wodospady Kuang Si

Podczas naszego kilkudniowego pobytu w Luang Prabang, postanowiliśmy wybrać się nad wodospady Kuang Si, które znajdują się jakieś 30 kilometrów od miasteczka w zielonym tropikalnym lesie. Już sama przejażdżka na jednośladzie i ciepły wiatr we włosach sprawiły nam mnóstwo frajdy! Po tym dniu, od skuterów niemal się uzależniliśmy;) Nie ma to jak swoboda ruchu!


Wodospad jak wodospad. W Królestwie Miliona Słoni odwiedziliśmy ich kilka. W upalne dni stanowiły doskonałą alternatywę dla morza, do którego Laos nie ma dostępu. Po wejściu do parku, pierwsze co dostrzegacie,to centrum ochrony niedźwiadków azjatyckich. Następnie, nieco dalej ujrzycie turkusowe groble (podobne do chorwackich Jezior Plitwickich), w których moczą się i wygłupiają turyści (robiąc przy tym sporo hałasu). Idąc wyżej, miniecie romantyczne lazurowe kaskady, którym kolor nadaje trawertyn (wapienna skała osadowa). Wszystko to, zwieńczone 60-metrowym spadem, który można obejść ścieżką, prowadzącą przez dżunglę. Podobno w czasie pory deszczowej efekt jest znacznie lepszy! Widoki, śpiew ptaków i zapach przyrody wynagradzają lekką zadyszkę. Zdecydowanie warto się wybrać nad Kuang Si, tylko niech nie przerażą Was tłumy ludzi, napalonych na skoki do wody;)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Luang Prabang. Idylla w Królestwie Miliona Słoni

Po całonocnej podróży sleeperem przez Laos (tym razem mocno nas wytrzęsło, laotańskie drogi pozostawiają wiele do życzenia), nad ranem zajechaliśmy do Luang Prabang, świętego miasta mnichów. Przywitał nas chłód, mgła, wilgoć i jakaś taka, mało zachęcająca szarość. Wywlekliśmy plecaki z autokaru i ruszyliśmy szukać jakiegoś lokum...


Zaraz po tym jak się odświeżyliśmy,  udaliśmy się do konsulatu i ręce całkiem nam opadły. Problemy z wizą do Wietnamu nie chciały nas opuścić. Tak jak pisałam wcześniej, wizę lądową mogliśmy załatwić dopiero za ponad tydzień, natomiast promesa i wiza lotnicza (plus bilet) wychodziły zbyt drogo. Nie stanowiłoby to wszystko aż takiego kłopotu (zmienilibyśmy trasę i tyle), gdyby nie fakt, że za 2 dni w Hanoi miał czekać na nas Luka - jeszcze jeden towarzysz tej wyprawy. Nie było zadowalającego wyjścia z tej sytuacji. Zapadła smutna decyzja - musimy się rozdzielić...

piątek, 1 kwietnia 2016

O tym jak w Laosie zakpił z nas podstępny Los...

Co za ironia, że piszę tego posta w Prima Aprilis (wtedy w Laosie marzyło się nam, żeby to wszystko okazało się jedynie głupim żartem)... Po całkiem wygodnej nocce w kuszetce (trochę kołysało ale na szczęście w ten przyjemny sposób:)), dotarliśmy do granicy z Laosem. Wysiedliśmy na stacji w Nong Khai i bez trudu przeszliśmy odprawę paszportową (czyli formalnie opuściliśmy Tajlandię), po czym zapakowaliśmy się z plecakami do kolejnego pociągu. W ten właśnie sposób, tocząc się po słynnym Moście Przyjaźni, przekroczyliśmy rzekę Mekong a tym samym granicę Tajlandii z Laosem. Jeszcze tylko formalności wizowe... 
Po tym, czego się naczytaliśmy, byliśmy pełni obaw. Niepotrzebnie! Co prawda wypełnianie wszystkich dokumentów zajęło nam ponad godzinę, jednak celnicy nie sprawiali żadnych problemów (do uzyskania wiz na przejściu granicznym potrzebne są: ważny paszport, zdjęcie paszportowe, dwa wypełnione formularze i 31 dolarów). Chwilę później byliśmy już oficjalnie w Laosie!:)


Następnie złapaliśmy minivana do centrum stolicy (oczywiście najpierw musieliśmy się ostro potargować z kierowcą;)) Wientian, w którym mieszka niecałe 700 tysięcy mieszkańców, skojarzył się nam raczej z prowincjonalnym miasteczkiem, niż stolicą państwa. Na ulicach cicho i spokojnie. Gdzieniegdzie buddyjska świątynia, turystów niewielu. Ruszyliśmy pędem na jakieś śniadanie:) Trzeba było szybko ogarnąć wizę do Wietnamu i zorganizować transport do Luang Prabang. Nie planowaliśmy zostawać tu zbyt długo. Najważniejszy był Wietnam... Jednak los bywa przewrotny i postanowił zaśmiać się nam prosto w twarz;) Wszystko się skomplikowało. Żeby nie było zbyt łatwo!

Cytat na kwiecień

"Dlatego podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie"
Tiziano Terzani
Dżungla w Laosie