czwartek, 12 listopada 2015

Pierwszy rok na emigracji. Podsumowanie.

Właśnie mija nasz pierwszy rok na emigracji. Nie wiadomo kiedy to zleciało. Pamiętam nasze pierwsze, niepewne kroki na irlandzkiej ziemi. Tyle się od tego czasu zmieniło! Dość szybko znaleźliśmy prace i już po dwóch miesiącach się usamodzielniliśmy, kupiliśmy pierwszy samochód, który dzielnie służy nam do dziś (a przez osiem miesięcy przejechaliśmy nim 12 tysięcy kilometrów po całej wyspie!) i zaczęliśmy odkładać na podróże. Czyli wszystko zgodnie z planem;)

 Nasz widok z balkonu na rzekę Barrow - bezcenny;)

Nie był to jednak łatwy rok. Opuściliśmy bliskich i przyjaciół a co jakiś czas dopadały nas chwile zwątpienia i słabości (mnie częściej, pewnie dlatego, że jestem kobietą). Przebywając tak długo poza ukochanym krajem (nie państwem), człowiek tęskni za wszystkim. Za odgłosami i harmiderem miasta rodzinnego, za polską przyrodą i krajobrazami (szczególnie za polskim latem!), za ogródkiem i lasem, za śniegiem, za opóźnionymi pociągami, za podśmierdującymi pks'ami, za wszystkim, co od dzieciństwa znane i oczywiste. Na szczęście za narodowymi potrawami tęsknić nie musimy (w okolicy są trzy polskie sklepy i jadłodajnia). Poza tym, gdzie nie pójdziesz, usłyszysz polską mowę;) Dopiero na emigracji uświadomiłam sobie, że jestem patriotką. Wcześniej nie miałam pojęcia.

Nuży nas coraz bardziej życie w małym miasteczku. Z początku myślałam, że to takie urocze mieszkać na prowincji. Jakże się myliłam... Doskonale sprawdza się tutaj powiedzenie Polak Polakowi wilkiem. Wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. Wszyscy plotkują i obgadują. Dla mnie - miastowej, cały ten brak anonimowości jest okropnie męczący. Trzeba uważać co i komu się mówi. Mam oczywiście na myśli Polaków a nie Irlandczyków. Większość z nich za granicą przeistacza się w zawistne bestie. Irlandczyk zawsze się przywita, zawsze się uśmiechnie, zawsze zapyta co słychać:) Polak zaś obdarzy cię nieszczerym, nieco złośliwym uśmieszkiem... Wiem, że nie można generalizować (żeby nie było - poznaliśmy też wspaniałych przyjaciół!:)), ale nasi rodacy za granicą stają się jacyś dzicy (choć podobno u Litwinów i Węgrów jest podobnie, również oni na obczyźnie zmieniają się w rywalizujące wilki). Straszna szkoda.
Co się dzieje, pytam. Odbija nam, jako narodowi, przez wyższe zarobki i dobrobyt? Bo bez problemu stać nas na samochód, wygodne mieszkanie i przyjemności? Czyż lepszy standard życia, nie powinien wpływać na wewnętrzny spokój, a co za tym idzie ocieplenie stosunków międzyludzkich? Skoro lepiej zarabiamy i nie musimy martwić się o jutro, nie musimy uczestniczyć w całym tym wyścigu szczurów, nie powinniśmy wyluzować? Więcej się uśmiechać? Trzymać sztamę z braćmi-rodakami w emigracyjnej niedoli? Nie wiem czy to przyjdzie z czasem czy jak. Byle kiedyś przyszło.

mglisty poranek nad rzeką Barrow

Na szczęście emigracja to także wiele zalet! Bo to w końcu dla nich tu przyjechaliśmy - dla plusów:) Mam akurat to wielkie szczęście, że moja Rodzina dość często może nas odwiedzać. W przeciągu roku objechaliśmy z nimi niemal całą wyspę. Nasz region, czyli południowo-wschodni Leinster znamy już jak własną kieszeń;) W sierpniu dotarliśmy do Irlandii Północnej. Odwiedzili nas również przyjaciele:) Do osobistych sukcesów dołączam opanowanie jazdy po lewej stronie;) Wiosną byliśmy w średniowiecznym Edynburgu, natomiast pod koniec września w Paryżu. Odkładamy też  na naszą wielką wyprawę;) Planów oraz pomysłów na ich realizację na szczęście nie brakuje. Co jeszcze przyniesie los? Czas pokaże:) Oby następny rok w Irlandii był jeszcze ciekawszy, obyśmy urzeczywistnili  wszystkie nasze projekty - nie tylko te wyjazdowe!

Czego emigracja uczy mnie każdego dnia? Pokory i wytrwałości w dążeniu do celów. Dla mnie to prawdziwa szkoła przetrwania. Codzienne zmagania z tęsknotą za krajem i bliskimi. Wewnętrzna szamotanina między priorytetami. Zostać czy wracać? Setki razy zadawałam sobie pytanie: "Dziewczyno! co ty tu do cholery robisz? Wracaj do domu! Czy nie tego potrzebujesz?" Tak, potrzebuję. I to bardzo. Ale chcę też spełniać marzenia, poznawać świat. A tutaj zdecydowanie łatwiej i szybciej zebrać na to fundusze. Życie jest tylko jedno. Gdybym wygrała w totka, natychmiast wyruszyłabym w podróż dookoła świata. A potem? To proste. Wróciłabym do Polski:) 

 z Rodzinką w Kinsale, wrzesień
 Kiedy nie pracujemy, zwiedzamy!

13 komentarzy:

  1. mi całkiem niedawno stuknął rok w Wielkiej Brytanii... też nie wiem kiedy to zleciało, czas tak szybko biegnie ;). Mam podobne odczucia co Wy do bycia na obczyźnie... tęsknota jest najgorsza, ale jest też dużo plusów, w szczególności jak ktoś lubi podróżować (o wiele łatwiej odłożyć z tutejszej pensji niż polskiej ;) ), ja już się nie mogę doczekać kolejnego wyjazdu, czekam tylko na urlop ;D

    Pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to miło jak ktoś rozumie, co dokładnie mam na myśli:) Tęsknota jest najgorsza, to prawda. Na szczęście nikt nie zmusza nas by zostać tu na zawsze! Dokąd teraz się wybierasz???:)

      Usuń
    2. a ja tym razem planuje Lofoty, pozazdrościłam Wam zorzy polarnej i trzeba nadrobić zaległości he he ;))) a potem jeszcze Włochy i kto wie co jeszcze ;)

      Usuń
    3. Super, gratuluję!:) Jeśli potrzebujesz jakichś informacji, pisałam magisterkę o turystyce na Lofotach;) Wystarczy, że podasz mi maila;) Pozdrawiam i życzę udanego wyjazdu, podziel się wrażeniami po powrocie!!!:)
      PS A Włochy...Włochy są jedyne w swoim rodzaju...;)

      Usuń
    4. matuszak88@gmail.com ;) jak sie uda to na pewno się podzielę wrażeniami ;)

      Usuń
  2. KochanI, ciesze się,ze jesteście szczęśliwi i się realizujecie:) tęsknota jest zawsze,pewnie jak wróci cie do kraju to się okaże, że tęsknocie za Irlandia;) mocno Wam kibicuje o z całych sił ściskam, Justyna Hreho

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany Hrehorku dziękuję za komentarz i duchowe wsparcie!;) Może tak być, że jak kiedyś opuścimy Irlandię to szybko za nią zatęsknimy... Mam nadzieję, że odwiedzicie nas kiedyś z bratem i mężem!;) Buziaki i uściski dla Was!

      Usuń
  3. Generalnie nie tęsknię za Polską, a jak już się zdarzy, to wakacje w polskich górach, w Krakowie czy Gdańsku raz na jakiś czas całkowicie mi wystarczają. Ale poza tym mogę się podpisać pod wszystkim, o czym wspomniałaś w tym wpisie. Sama prawda. Tak czy inaczej - bardzo się cieszę, że przyjechaliście!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Tomku! My za to bardzo się cieszymy, że poznaliśmy Ciebie i Twoją rodzinkę:) Ty już jesteś niemal emigranckim weteranem;) Pewnie przy dłuższym pobycie na obczyźnie człowiek trochę zmienia podejście, przyzwyczaja się a nawet zaczyna czuć się jak w domu - dla mnie za wcześnie na takie myślenie. Mam nadzieję, że nasze wiosenne campingowe plany zostaną zrealizowane!:)

      Usuń
  4. Kochani,podziwiam Was.Ja nie doświadczyłam emigracji,no może raz za licealnych czasów,2 lata w Libii,prehistoria. Ale z rodzicami,to co innego..Dziś tęsknię za Afryką,mam do niej sentyment,właśnie przez pryzmat tamtej młodości i wszystkiego co się z nią wiąże..Wasze bycie na obczyźnie ma inny wymiar. Wiem jednak,że dzięki temu,iż jesteście razem,wszystko da się wytrzymać. I tego się trzymajcie. Choć tęsknię,zdaję sobie sprawę,że to świetna szkoła życia i wspólnego bycia..Dlatego nie krzyczę:wracajcie! Wołam :przybywam!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wsparcie Mamo! To jest najważniejsze dla nas!:) A poza tym wrócimy, jak tylko powałęsamy się trochę po świecie;) Buziaki xxx

      Usuń
  5. Hej Dariu,
    czytam Twoj wpis i odnajduje w nim wiele wspolnego, tesknota za krajem, przyjaciolmi i rodzina na "wyciagniecie reki", chec podrozowania.. czytajac Twoje refleksje widze, ze motyw, WSPOLNY motyw podrozowania i odkrywania swiata dodaje Wam sily by pozostac tam gdzie jestescie. Dobrobyt to swoja droga. Jest na pewno latwiej. Ale to jednak wasze wspolne plany Was umacniaja i dodaja sily na nastepne dni. Poczucie jednosci w tym co robicie jest po prostu piekne.. dodaje nie tylko Wam skrzydel ale i kopa mnie!!! za co dziekuje, bo czasami zbaczam z drogi myslac ile stracilam nie widzac ile zyskalam..Noemi i Filip to najpiekniejsze co mi sie w zyciu wydarzylo!! bez nich to juz nie to samo zycie..mimo iz czasami chcialoby sie usiasc i plakac!
    Doswiadczenie z Polakami jak na razie mam niewielkie, ze wzgledu na to iz spedzilam duuzo czasu z Noemi przez ostatni rok i malo go mialam dla siebie. Teraz pomalu zaczyna sie to zmieniac. Na szczescie, czuje wielka przeogromna potrzebe zadbania o swoje potrzeby..
    Moje wnioski z tyluu zmian w moim zyciu to na pewno UZYWAC ZYCIA ILE SIE DA; POKI SIE DA NICZEGO NIE ZALOWAC BRAC GARSCIAMI SZANUJAC INNYCH, JESC ZDROWO; SMIAC SIE, SZUKAC POWODOW BY BYC SZCZESLIWYM I DAWAC; DAWAC DAWAC A DOBROC BEDZIE WRACAC WSZYSTKIMI DRZWIAMI :) buziaki i trzymajcie sie cieplow!! brrr..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za piękny i przemiły komentarz, taki od serca... Czytałam go po kilka razy! Rzeczywiście wielkie pragnienie podróżowania umacnia nas w pozostaniu tu, choćby tymczasowym (nic na siłę, jak stwierdziliśmy). Też zdarza mi się zapominać o korzyściach jakie płyną z tego jakże wygodnego życia, a wtedy dopada mnie chęć użalania się nad sobą plus przeogromna tęsknota. Ale muszę być silna. Mamy wyznaczone cele i chcemy je pomalutku realizować. Jak stwierdzimy, że mamy dość to trudno, wracamy. Trzymaj się koniecznie swoich postanowień! Dbaj o swoje potrzeby! Nie zapominaj o małych i większych przyjemnościach, gdyż to z nich składa się życie;) Postaram się robić tak samo! Pozdrowienia dla F. i N. oraz moich ukochanych Włoch! Buziaki!!!:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz