poniedziałek, 12 października 2015

Pod niebem Paryża

Choć do niedawna byłam jedną z niewielu (na tej planecie) osób, "które jeszcze w Paryżu nie były", wielokrotnie wyobrażałam sobie, że spaceruję nad Sekwaną i delektuję się kawką, siedząc w jednej z tych urokliwych kawiarenek. Przeczytałam mnóstwo książek, których akcja rozgrywała się właśnie w stolicy Francji. Nieraz czułam się, jakbym tam była, jakbym miasto to doskonale znała. Choćby z opowieści rodziny, przyjaciół czy innych blogerów. Skrycie marzyłam, że wreszcie nadarzy się okazja, zwłaszcza, że już kiedyś miałyśmy z przyjaciółką bilety, ale z pewnych, niezależnych od nas przyczyn, musiałyśmy je zwrócić. Dlatego moja ekscytacja sięgnęła zenitu, kiedy w końcu wylądowaliśmy na lotnisku Beauvais. Nareszcie zobaczę Paryż (krzyczałam do siebie;)).


Zbyt długo się nie zastanawiając, ruszyliśmy (jakieś 15 minut na piechotę) w stronę pobliskiego McDonalda. Na jednym z blogów wyczytałam, że to niezła miejscówka do łapania stopa. Faktycznie, tuż obok znajduje się wjazd na autostradę. Kulejącym francuskim udało mi się wycyganić kawałek kartonu od kasjera w Macu. Dogorywającym flamastrem napisaliśmy PARIS. Daliśmy sobie godzinę, ale to aż zanadto;) Po zaledwie kilku minutach zatrzymał się pierwszy samochód - para (właśnie wracali z tygodniowego urlopu na Sardynii i wylądowali na tym samym lotnisku) zgodziła się zabrać nas do samego Paryża:) Choć z ich angielskim było średnio, okazali nam dużo życzliwości! Wysadzili nas w pobliżu naszego hostelu w 20-ej dzielnicy. W ramach wdzięczności daliśmy im małą Żubrówkę (specjalnie na tę okazję!), z której niesamowicie się ucieszyli;)

nasz autostop na trasie: Beauvais-Paryż (wjazd od 20dzielnicy, ok 100km)
Po smacznej kawce na rozbudzenie, nasz pierwszy paryski spacer (jeszcze z plecakami) rozpoczęliśmy od Cmentarza Pere Lachaise. Był najbliżej hostelu. W ten sposób połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. I tak nie mogliśmy zakwaterować się wcześniej, niż przed 14tą.
Lubię atmosferę cmentarzy, szczególnie tych starych, na których "poukrywane" są nagrobki wybitnych osób (jak w Wilnie czy we Lwowie). Jesień tylko dodaje im wdzięku!
Nad grobem Fryderyka Chopina czuwało już kilku Polaków...
jesienna alejka
Poza, obowiązkowym dla Polaków, grobem Chopina odwiedziliśmy też miejsca spoczynku Moliera, Jima Morrisona oraz Edith Piaf. Choć to oczywiście jeszcze nie wszyscy Sławni z Pere Lachaise. Po cmentarzu tym, można by włóczyć się bez końca. Udaliśmy się jednak do hostelu odespać zarwaną nockę... To już się staje naszą tradycją;) A może czas zacząć bukować popołudniowe loty?;)
Późnym popołudniem, już pełni energii, wróciliśmy do centrum na wieczorny rekonesans:) Katedra Notre Dame o zmierzchu prezentowała się bardzo dostojnie.

Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyły mnie rozmiary i odległości Paryża. Nie wiem czemu, ale byłam przekonana, że katedra Notre Dame oraz Wieża Eiffela są znacznie wyższe, natomiast nie spodziewałam się, że są od siebie tak oddalone. I że Luwr taki wielki! Na żywo wszystko wygląda inaczej! Całe szczęście, że zdecydowaliśmy się korzystać z rowerów miejskich. Plusem z pewnością były darmowe wstępy do świątyń oraz zniżki dla osób do 25 lat (chociaż my niezbyt muzealni...).
Wnętrze katedry robi piorunujące wrażenie. Decyzja o jej budowie zapadła jeszcze w XII wieku, jednak ukończono ją dopiero 200 lat później. Tyle łuków i witraży! Nic dziwnego!
esencja gotyku
rzeźbione portale
 Babska kawiarenka na wysokim obcasie;)
Pola Marsowe i nasze pierwsze spotkanie z Wieżą Eiffela:)
Nie mogłam się napatrzeć na te wszystkie kawiarenki pod markizami! W końcu, to przede wszystkim z nimi, od zawsze kojarzył mi się Paryż. Na każdym kroku przyciągały moją uwagę:)
Można by tylko przesiadać się z knajpki do knajpki;)
 I zajadać się tymi słodkościami (makaroniki), które niestety do najtańszych nie należą...
 My skusiliśmy się na francuskie eklerki - cytrynowego i czekoladowego! Jeszcze nigdy nie jadłam tak pysznego eklera, miodzio! A jeszcze w takim mieście, z widokiem na wieżę Eiffel'a:)
Tymczasem, wspinamy się na Montmartre!
dawna dzielnica paryskiej bohemy
W tych bocznych uliczkach panował jeszcze względny spokój...
Niestety, te główne oraz Place du Tertre oblężone zostały przez turystów (i artystów). Prawda jest taka, że kiedy człowiek po raz pierwszy przybywa do pięknego miasta, najpierw pragnie zobaczyć to, co wszyscy, czyli te najbardziej znane miejsca. Żeby poznać, żeby mieć ogólny obraz. Myślę, że kiedy wybierzemy się do Paryża po raz kolejny (a chcemy bardzo!), zejdziemy z utartych szlaków i zagubimy się w jego zakamarkach. Zresztą wciąż zostało wiele punktów, do których nie zdążyliśmy zajść. Paryż to stolica, którą wypadałoby odwiedzić na co najmniej miesiąc. By zrozumieć.
"W latach 1860-1920 Montmartre był miejscem nie mającego precedensu fermentu artystycznego. Ta paryska dzielnica poddała się czarowi wolności. Jej kawiarnie rozbrzmiewały odszczepieńczymi głosami impresjonistów; zwinne tancerki z Moulin Rouge inspirowały Toulouse-Lautreca; "świeżość" miejscowych dziewcząt oddawał zmysłowo Renoir. To tu Seurat po raz pierwszy zastosował naukowe zasady swego malarstwa, a ulice ożywiały plakaty Bonnarda. Montmartre widział van Gogha uczącego się rozjaśniać swoją paletę i nasycać każde pociągnięcie pędzla niezwykłymi emocjami (...)"
Paris Montmartre. Narodziny sztuki nowoczesnej 1860-1920
Choć ilość turystów trochę nas przytłoczyła (i szybko stamtąd uciekliśmy), Montmartre to zdecydowanie wyjątkowa dzielnica, którą, będąc w Paryżu zobaczyć warto:) Podejrzewam, że w styczniu, może być tam dużo przyjemniej (podobnie jak w styczniu w Rzymie).
Bazylika Sacre Coeur
Odpoczynek na skwerku, z widokiem na cały Paryż (to tutaj wciągnęliśmy nasze eklerki i wypiliśmy pierwszą butelkę wina). Z taką panoramą można się relaksować:)

"Paryż jest na tyle duży, żeby się zgubić, ale i na tyle mały zarazem, żeby móc coś dla siebie znaleźć"
Carlos Ruiz Zafon, Cień Wiatru

tłumy na Montmartre - zmywamy się stąd;) wracamy do centrum
Tutaj już znacznie spokojniej, nareszcie można odetchnąć:)
zabytkowy wiatrak Moulin de Radet
 Hmmm którędy by teraz pójść?;)
Paryżanie przesiadują w kawiarenkach chyba znaczną część swojego życia;)
U góry zza drzew wyłania się Moulin de la Galette (z 1604r). Jakieś 200 lat później przekształcono go w salę balową, którą malarz Renoir uwiecznił na poniższym obrazie.
źródło https://en.wikipedia.org/wiki/Bal_du_moulin_de_la_Galette
I my zdecydowaliśmy się przysiąść pod markizą Le Petit Cafe de Montmartre
Moulin Rouge (choć bilety drogie, postanowiliśmy, że następnym razem pójdziemy na wieczorną rewię!) znane jest dzięki skandalowi, który miał miejsce pod koniec XIX w. To tutaj odbył się pierwszy pełny striptiz, wykonany przez jedną z tancerek. Studentkę aresztowano i zamknięto w więzieniu, co bardzo wzburzyło jej kolegów. Studenci wyrazili swój sprzeciw barykadując się w Dzielnicy Łacińskiej. Walczyli o "artystyczną nagość". W powstaniu tym zginęło dwóch studentów.
na placu Pigalle (ciężko kupić kasztany;))
tłumy pod Luwrem

Paryżanie odpoczywający nad Sekwaną
Ukochana i znienawidzona, wizytówka Paryża, od której ciężko nam było oderwać wzrok. Ilekroć wyłaniała się na horyzoncie patrzyliśmy i napatrzeć się nie mogliśmy. Ona ma w sobie to coś...
nabrzeża Sekwany o zachodzie słońca
wschód księżyca nad Sekwaną
Dawny pałac królewski a obecnie jedno z największych muzeów na świecie. Nocą Luwr okazał się znacznie przyjemniejszy, bez tłumów turystów. Wreszcie mogliśmy się w spokoju zbliżyć;)
Najsłynniejsza Dama Paryża - po zmierzchu pięknie oświetlona.

"(...) Ten sobie ubliża,
Kto ma za co, a nie chce jechać do Paryża:
Uczą Pielgrzymkę odbyć światłe nasze wieki,
Polakom do Paryża, Turczynom do Mekki"
Julian Ursyn Niemcewicz, Pan Nowina

Wnętrze Galerii Lafayette - w tak pięknym centrum handlowym jeszcze nigdy nie byłam!
Coś niesamowitego! Naszym głównym celem był jednak jej dach z tarasem widokowym:)
panorama Paryża
 Montmartre widziane z tarasu widokowego Galerii Lafayette
"Między Londynem a Paryżem jest taka różnica, że Paryż jest dla cudzoziemców, a Londyn dla Anglików. Anglia zbudowała Londyn na swój własny użytek, a Francja zbudowała Paryż dla całego świata"
 Ralph Waldo Emerson
 przechadzając się po wyspie Il de dla Cite
samo serce miasta
Choć często używaliśmy rowerów, robiliśmy wiele przerw i generalnie unikaliśmy pośpiechu, trzeciego dnia ból stóp dawał się już ostro we znaki. W takich momentach gnaliśmy pod markizy;) Kolejny odpoczynek i smaczny deserek, w pobliżu niesamowitych instalacji Centrum Pompidou. 
mural przedstawiający Salvadora Dalego
Bogato zdobiony ratusz, będący siedzibą rady miasta
"(...)  Pod niebem Paryża aż do wieczora będą śpiewać
Hymn narodu zakochanego w swoim starym mieście
Niedaleko Notre-Dame czasem rozgrywa się dramat
Tak, ale w Paname wszystko może się ułożyć
Kilka promieni letniego nieba, akordeon marynarza
Nadzieja kwitnie na niebie Paryża (...)"

fragment piosenki Sous le ciel de Paris (Pod niebem Paryża)
przejażdżka po wyspie Świętego Ludwika
Nie każdy wie, że na wysepce tej znajduje się Polska Biblioteka (została założone jeszcze w XIX wieku), przy której funkcjonuje Muzeum A. Mickiewicza.
Jednym z najprzyjemniejszych wspomnień z Paryża jest dla mnie rejs po Sekwanie. Wybraliśmy jeden z mniejszych stateczków (mniej oblegany przez azjatyckie wycieczki). Było kameralnie, romantycznie i spokojnie. Zaopatrzyliśmy się też w wino i winogrona. Do tego słońce, widok na Paryż i pełen relaks!...:)
Czego chcieć więcej? Bez wahania znów bym powtórzyła!:)
Koszt takiego godzinnego rejsu to 15euro za osobę. Naprawdę warto poszukać mniejszego statku. Nasz nie był nawet w połowie zapełniony (choć pasażerowie i tak pstrykali fotki bez opamiętania, jeden pan, przez całą godzinę bez przerwy...). My skupiliśmy się na Paryżu i winie;) Pani przewodnik komentowała na bieżąco, gdzie akurat się znajdujemy (niepotrzebnie). Między jej objaśnieniami z głośników rozbrzmiewały stare francuskie piosenki - wtedy było najprzyjemniej!
Panteon (wewnątrz m.in. grobowiec Marii Skłodowskiej-Curie)
potężny gmach Sorbony
po zachodzie słońca
Piękny widok? A jednak, nawet Paryż nie jest idealny. Siedząc wieczorem na skwerku Montmartre (w pobliżu bazyliki) i popijając kolejne winko, zauważyliśmy szczury. Nie jednego, wiele. Zbliżały się do ławek, nie bały się ludzi. Były spore i obrzydliwe. Zmyliśmy się stamtąd. W zasadzie to pierwszy raz, zobaczyliśmy je w krzakach, kiedy byliśmy w tym samym miejscu za dnia, ale jakoś wówczas, aż tak nas to nie zmroziło. Nie spodziewałam się, ,że może się tak stać, a jednak: "romantyczne Montmartre wieczorową porą" kojarzy mi się głównie z ostrym zapachem moczu, nieustraszonymi szczurami i arabskim rapem, puszczanym z radia przez młodzież pod bazyliką... Do tego wojskowi, pilnujący bezpieczeństwa, co sugerowało raczej jego brak. Wielka szkoda.
"Spacerowałam alejami z sercem otwartym na nieznane,
Miałam ochotę powiedzieć "dzień dobry" byle komu, komukolwiek, i to byłeś Ty, powiedziałam Ci byle coś. Wystarczyło z Tobą porozmawiać, by Cię oswoić.

Na Polach Elizejskich, na Polach Elizejskich
W słońcu, w deszczu, w południe, czy o północy
Tam jest wszystko czego chcecie, na Polach Elizejskich"
fragment  piosenki Aux Champs Elysees
Dzięki zabarwionym liściom kasztanowców, było jesiennie i bardzo klimatycznie:) Ten zadrzewiony fragment Avenue des Champ-Elysee na zawsze utkwił w mej pamięci!
Dotarliśmy aż do Łuku Triumfalnego, który nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia.
Podobała mi się za to wystawa okładek magazynu Elle (Ona). Jakieś 50 lat wstecz aż do dziś. Mniej więcej po dwie z każdego roku. Ciekawie zaprezentowano, jak zmieniała się moda:)

"Bo Paryż często mody odmianą się chlubi
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi"
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz

 "Paryżanie nie czerpią nigdy ze swego miasta tyle przyjemności, ile daje ono prowincjuszom"
Louis Aragon
 
Paryż. Kto widział i zna, ma swoje odczucia Jedni go kochają, inni nienawidzą. Innych ekscytuje, nudzi, zawstydza, onieśmiela, zachwyca... Czy pozytywne czy też negatywne, wrażenia i emocje po odwiedzeniu francuskiej stolicy pozostają potężne. Nam się podobał i kiedyś z pewnością znów go odwiedzimy. Mam nadzieję, że na dłużej. Wciąż pozostaje nam wiele do zobaczenia. Przez cały wyjazd zastanawialiśmy się, czy lepiej wjechać na Wieżę Eiffel'a, czy też na szczyt katedry Notre Dame. Ostatecznie nie wjechaliśmy na żadną z nich, pozostawiając dylemat ten do rozwiązania, na następny raz. Nie chcieliśmy gonić od atrakcji do atrakcji. Wiedzieliśmy, że i tak nie ogarniemy wszystkiego podczas jednego pobytu. Zależało nam, by poczuć rytm miasta, powałęsać się to tu, to tam. Bardzo dużo jeździliśmy na rowerach - świetna sprawa, polecam!:) Niemal wszędzie płasko, wyznaczone ścieżki rowerowe oraz zrozumienie ze strony kierowców.
W przyszłości chciałabym zwiedzić Muzeum d'Orsay, zobaczyć Wersal i Giverny (dom Moneta) oraz powałęsać się po którymś z pchlich targów. Marzy mi się Paryż w styczniu czy lutym, okryty białym puchem:) Zobaczymy, w końcu wszystko jest do zrealizowania, wszystko jest możliwe!;)

Wskazówki:
-spaliśmy w dzielnicy 20-ej http://www.ee-rip.com/en/ w obrębie obwodnicy, - w hostelu (niedaleko cmentarza Pere Lachaise) było, czysto i porządnie, mieliśmy własny pokój z łazienką a w dzielnicy czuliśmy się bezpiecznie, mimo że zazwyczaj wracaliśmy z centrum po 22:00, dojazd metrem bez problemu. Koszta to 150 euro za 3 noce ze śniadaniami (rogale, płatki, kawa) za nos oboje.

-warto wypożyczyć rowery: trzeba zarejestrować się  na stronie http://www.velib.paris/ 
My byliśmy tylko 4 dni ale zarejestrowaliśmy się na tydzień, gdyż tak się bardziej opłacało . Koszt to około 8euro/osobę za tydzień. Trzeba mieć na karcie trochę euro, blokują kartę na 150euro i w razie gdybyśmy nie oddali rowerów/zniszczyli je to pieniądze te pobierają. Ważne, by odstawiać rower co pół godziny (można na każdej stacji a jest ich mnóstwo) bo inaczej nalicza się dodatkowe 1 euro za kolejne pół godziny. Raz czy dwa zdarzyło się nam, że stacje były przepełnione - nie mieliśmy gdzie rowerów odstawić i szukaliśmy następnych, więc nie zdążyliśmy na czas. Ale warto się zdecydować - mieliśmy dużo frajdy i znacznie więcej mogliśmy dzięki nim zobaczyć:)