niedziela, 16 sierpnia 2015

Galway. Stolica Buskersów


Ludzie, ludzie, wszędzie ludzie! To pierwsze, co rzuciło się nam w oczy, gdy po pierwszej nocce w Galway (spaliśmy u Bartka, kolegi z czasów Erasmusa - jeszcze raz dziękujemy!:)) wyszliśmy na miasto. Tym razem ludzie - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I nie, że tylko turyści (choć fakt, wielu ich tam). Ludzie młodzi. Ludzie z różnych stron świata (wielu studentów). Ludzie uzdolnieni. Ludzie śpiewający, grający i rzeźbiący! Ludzie kreatywni. Ludzie o duszach artystów:)
Towarzyszyli nam na każdym kroku. W czasie naszych spacerów, wielokrotnie przystawaliśmy, obserwowaliśmy, zasłuchiwaliśmy się... Przy pewnej grupce buskersów (grajków ulicznych) niemal mowę nam odjęło. Nie chciało się nam stamtąd odchodzić! Grali tak pięknie, że ich melodie do dziś przelatują mi przez głowę (dobrze, że mamy płytki - z muzyką tradycyjną i filmową). Już chyba zawsze będą mi się kojarzyły z tamtymi stronami...
Swoją drogą uwielbiam przypisywać muzykę/piosenki/melodie do wyjazdów, destynacji i okresów wakacyjnych. Później, kiedy grają w radiu jakiś znany mi dobrze kawałek, myślę... Jak pięknie było wtedy w Grecji.. Albo: Ach! Jeździliśmy akurat autostopem po Sycylii Zachodniej... Czy Wy też tak macie?!;) Chyba każdy wyjazd z jakimś utworem mi się przyjemnie kojarzy. Tymczasem, zapraszam na nasz urozmaicony pokazami, spacer po Galway:)

 lokalizacja na mapie
 Pyszna, poranna kawka w Jungle Cafe, która postawiła nas na nogi:)
 Mirek na wczasach;)
 Ktoś miał świetny pomysł z tą tropikalną knajpeczką!
 pełen życia i ludzi skwer Eyre w centrum Galway:)
Choć jest to trzecie, co do wielkości miasto Irlandii, trzeba przyznać, że posiada "duszę miasteczka" i wydaje się niezwykle kameralne! Uwielbiam miejscowości, które uderzają swym temperamentem!:)
W pobliżu kościoła św. Mikołaja, przypadkowo natknęliśmy się na weekendowy bazar. Mówi się, że w świątyni tej modlił się Krzysztof Kolumb, zanim wyruszył przez Atlantyk "do Indii".
 Warto zwrócić uwagę, że kolegiata św. Mikołaja jest największym zachowanym kościołem w Irlandii z okresu średniowiecza.
Maszerujemy, a z wszystkich stron dobiegają nas dźwięki muzyki!
Ze względu na liczne pokazy, pomyślałam sobie, że Galway to takie centrum kultury na wyspie. Centrum, które aż wibruje od wydarzeń, które mają tu  miejsce w ciągu roku. Liczne koncerty,  intrygujące festiwale o różnej tematyce (sztuki/ostryg/filmów/teatrów ulicznych/literatury), słynne wyścigi konne, występy grup folkowych...
Murale na jednym z budynków w centrum - barwne kolory kamieniczek i sklepowych witryn dodatkowo potęgują artystycznego ducha miasta. Tak, jakby Galway każdego dnia świętowało;)
Galway to miasto uniwersyteckie - na ulicach widać głównie młodzież:) Studenci to jedna czwarta populacji miasta!
starówka w irlandzkim wydaniu:)
spacerujemy po dzielnicy łacińskiej - najstarszej części miasta
Hiszpański Łuk - fragmentu starych murów miejskich z XVI w. To tutaj rozładowywano towary m.in. beczki wina oraz rumu.
wędrując wzdłuż rzeki Corrib
zbliżamy się do katedry
marmurowe wnętrza z błękitną kopułą
rockowy street art
A ten artysta, przez jakieś 3 godziny rzeźbił z piasku świnię z prosiętami;) Zdziwilibyście się, ile przez ten krótki czas zarobił. Sami byliśmy w szoku, ludzie wrzucali mu mnóstwo kasy! 
My jednak natknęliśmy się na swych faworytów nieopodal. Ujrzeliśmy nagle dziewczynę z harfą. Tego instrumentu nie widuje się zbyt często. Artystka akurat zrobiła sobie przerwę. Postanowiliśmy zaczekać. Ta harfa nas zaciekawiła. Kiedy zaczęła grać melodię z filmu "Amelia" (towarzyszyli jej chłopaki z akordeonem oraz cajonem (z hiszp.) oraz kontrabasista), myślałam że padnę. Nazywają się "Harfa, akordeon i brzydal";) Czasem grają we dwoje, czasem nawet w szóstkę. Niesamowity klimat. Staliśmy tam a oni zagrali kilka świetnych kawałków z muzyki filmowej! Teraz słuchamy ich w samochodzie;)
Szczerze polecam posłuchać:)

To kim tak w zasadzie są ci buskerzy? To zwykle ludzie młodzi - artyści uliczni, którzy żyją "z dnia na dzień". To ich sposób na życie. Lubią to co robią, dlatego grają nie tylko dla zarobku (zresztą z zarobkami tymi różnie bywa - trzeba być naprawdę dobrym muzykiem, by mieć stałe dochody) ale także po to, by uszczęśliwiać ludzie. To ich pasja, praca, styl życia. To co zarabiają z występów, wydają na przeżycie a także alkohol, używki czy imprezy. Kochają wolność. Można by porównać ich do hippisów. Kiedy znudzi im się w jednym miejscu, jadą dalej. Kolega nam opowiadał, że latem w Galway buskerzy często śpią na plaży (a jak nie to gdzie się da). W teorii buskerzy wspierają się nawzajem, można by rzec, iż żyją w pewnego rodzaju wspólnocie. W praktyce bywa różnie, jak to w życiu. Ale słyszeliśmy, że buskerzy z Galway raczej trzymają się (imprezują;)) razem.

Bez wahania stwierdzam - dla mnie Galway to najciekawsze, najbardziej ekscytujące oraz najbardziej przyciągające, wśród miast, które do tej pory w Irlandii odwiedziliśmy. Mam duży niedosyt. Ledwie liznęliśmy tamtejszych klimatów. Co najlepsze - z jednej strony nieustannie coś się tam dzieje, z drugiej zaś, ani wielkość miasta ani liczba mieszkańców nie przytłaczają. To stolica młodych dusz. Dusz artystycznych i inspirujących! Teraz już wiem, gdzie w Irlandii chciałabym pobyć dłużej, wczuć się w atmosferę, a wręcz pomieszkać:) 

1 komentarz:

  1. Cudowne miejsce,co za klimat (i nie mam tu na myśli pochmurnej pogody),podoba mi się!!! Ciekawa jestem tego festiwalu ostryg-ha,ha,mniam,mniam:))
    A ci uliczni muzycy...bomba.
    Jedziemy do Galwey!

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz