wtorek, 12 maja 2015

Bez pubów nie byłoby Irlandii

Tożsamość Irlandczyków zakorzeniona jest w pubach. To nie stereotyp, lecz fakt. Bez nich, naród ten byłby obrazem tak niepełnym, jak pusta pinta po piwie. Nie miałby się gdzie podziać.
To w pubach bowiem skupia się całe życie Wyspiarzy. To w pubach dyskutuje się o interesach, analizuje warunki pogodowe (jeden z tutejszych ulubionych tematów), czy też wymienia najnowsze ploteczki (w tak niedużych miastach i miasteczkach, jakimi dysponuje Irlandia, zazwyczaj wszyscy wszystko wiedzą i jeszcze do tego wszyscy wszystkich znają). To w pubach spożywa się z rodziną niedzielne obiady (Tak, pokościelne a nawet "po komunijne" obiady! Z dziadkami, dziećmi, wnukami, kuzynami, wujkami czy ciotkami), to tam spotyka się z przyjaciółmi, to tam opowiada się żarty, to tam się randkuje, to tam się tańczy, to tam się śpiewa, to tam słucha się muzyki (granej zwykle na żywo), to tam wyprawia się: urodziny oraz wieczory panieńskie czy kawalerskie. To tam spędza się przedświąteczne Christmas Party w kolorowych sweterkach w renifery i bałwanki.

To pub, a nie dom, jest miejscem do którego Irlandczycy ciągną w piątek po pracy (w czwartki i piątki przychodzi najczęściej cotygodniowa wypłata). To właśnie tam owe wypłaty się przepija;) To właśnie tam zagrać można w bilard czy rzutki lub wziąć udział w karaoke. To tam, a nie przed telewizorami, spędzają czas emeryci (osoby niepełnosprawne również). Niekiedy wręcz, to oni sami stanowią główną atrakcję wieczoru, zabawiając innych gości grą na instrumentach.

Puby, puby, puby. Gdzie w Irlandii nie pójdziesz, natkniesz się na puby. Ba, puby pełne stałych bywalców. Puby pełne przyjezdnych z całego świata. Puby są wszechobecne. To często, zaraz obok kościoła, najważniejszy punkt wsi czy miasteczka. Nie wiem ile pubów jest w samym Dublinie, ale często się nad tym zastanawiam. Setki, tysiące? Tak samo jak nad tym, czy ktoś już kiedyś zliczył wszystkie puby Republiki. Tyle ich jest, lecz każdy inny, o niepowtarzalnej atmosferze oraz pomysłowym, przytulnym wystroju. Do tych ulubionych człowiek chce regularnie wracać, choć jednocześnie marzy mu się odkrywać te nieodwiedzone... Zresztą co tu robić, jeśli akurat za oknem pada? Gdzie podzialiby się Irlandczycy w deszczowe poranki, dni czy wieczory?! Zaprawdę powiadam Was, bez pubów nie byłoby Irlandii...

The Grey Hound - Szary Pies w Kinsale  (ten, z bardzo krzywym barem)
Matts and Millers w Kilkenny (z tajemniczym obrazem)
The Hub w Waterfordzie  (świetna muzyka)
W Dublinie u O'Connella podczas św. Patryka
Pub Hollywood Inn w miasteczku Hollywood;)
Po prawej na wzgórzu (pewnie ledwo widoczny bez powiększenia) - napis Hollywood jak w USA;)
 Tradycyjna muzyka na żywo w pubie Darkey Kelly's w Dublinie
 tłumy turystów w Temple Bar w Dublinie
 dzielnica Świątyni Pubów w Dublinie
 wieczór panieński w Vat House w Dublinie
umówiona randka w Vat House;)
Lokalne instrumenty i piosenki w Marine Bar, okolice Dungarvan
 domowy niemal wystrój w Bolg Bui (w Żółtym Brzuszku;))
i oczywiście nieśmiertelny Corcorans w New Ross;) Wciąż mój ulubiony!

2 komentarze:

  1. Zapomniałaś o " Żółtym brzuszku"w New Ross.Pamiętasz te loże urządzone każda w innym stylu(pokoik,biblioteczka,salonik)? No i pyszny Guinness z pianką o smaku cappuccino...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dodane Mamo :) Następnym razem odkryjemy kolejne puby! Buziaki:)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz