poniedziałek, 12 stycznia 2015

Nieodzowny Towarzysz Podróży

Lubię podróżować we dwoje, lubię też w większym gronie (z rodziną, przyjaciółmi). Zdecydowanie nie jestem typem samotnego podróżnika (chyba byłoby mi zbyt smutno). Przyznaję bez bicia, że nie czuję się wystarczająco odważna, by podjąć się takiej samotnej eskapady. Cieszę się, kiedy mogą dzielić przygody z bliskimi lub ukochanym. Wtedy nabierają one dla mnie większego znaczenia. Miło jest później wspólnie wspominać wyjazdy, szalone przygody, a nawet razem oglądać zdjęcia.
Ciężko powiedzieć, czy sama zdecydowałabym się na Erasmusa na Sycylii (choć z całego serca kocham podróże,wyjeżdżając na długo, cholernie tęsknię za domem - istnieje zresztą pewien cytat, który doskonale określa taką przypadłość: Dalekie trzeba podejmować podróże, kochając swoje domostwo). Nie wiem, czy bez mojego Guliwera dotarłabym do tych wszystkich miejsc, w których razem byliśmy. A jeśli nie, to z rodzinką, z przyjaciółmi, sama? Szczerze mówiąc, nie jestem pewna. Choć raczej ciężko byłoby mi usiedzieć w jednym miejscu. Na szczęście, nie muszę się nad tym zastanawiać! Trafił mi się doskonały kompan! Na życie i do podróży:)

Mój towarzysz podróży jest wytrwały i dociekliwy, nigdy nie marudzi, chętnie zgadza się na większość moich zwariowanych pomysłów, potrafi spacerować i zwiedzać całymi dniami, polubił autostop i Couchsurfing, z ochotą wybiera dłuższe, niż krótsze ścieżki, jest elastyczny - raz jedziemy gdzieś sami, kiedy indziej odkrywamy zakątki w większym gronie. Coraz częściej wdaje się w rozmowy z nieznajomymi tubylcami, lubi próbować nowych smaków, zdarza mu się zapragnąć odpoczynku na plaży/łące/miejskim skwerku. Bywa wybredny, ale ma to swoje plusy. Nie lubi robić zdjęć, nieustannie powtarza, że wystarczą mu wspomnienia. Szanuję to.
W tym związku to ja dbam o fotki do przyszłych albumów (kocham własnoręcznie je wyklejać, wypisywać wspomnienia, przyklejać bilety, pocztówki i inne papierowe pamiątki) oraz o zdjęcia na bloga - bardzo mi to pasuję:) Idealnie się dopasowaliśmy. Mam wrażenie, że z wyprawy na wyprawę mój kochany kompan coraz bardziej otwiera się na świat i ludzi. Przecież jeszcze ze dwa lata temu nie nazwałabym go obieżyświatem, wędrowcem, autostopowiczem... a jednak!

Podobno, nigdzie nie poznasz nikogo tak dobrze, jak w podróży. Czasami nawet tej najkrótszej. Chcąc nie chcąc, wówczas przebywacie ze sobą 24h na dobę. W różnych sytuacjach, różnie się ludzie zachowują, różnie reagują, mniej lub bardziej się irytują. Zdarzają się nieprzewidziane okoliczności, które jedni biorą na klatę, innym zaś puszczają emocje. Po takich zdarzeniach najczęściej wie się od razu, czy kiedykolwiek wyruszy się jeszcze z daną osobą w podróż. Na szczęście, w czasie studiów, wraz z Maćkiem zmontowaliśmy grono przyjaciół, z którymi wiemy, że wyjedziemy jeszcze nie raz (można na nich polegać, są elastyczni, uśmiechnięci, gotowi na wszystko!). Również w gronie rodzinnym mamy takie osoby. Poza tym, chętnie jeździmy sami. Wtedy jesteśmy niezależni i możemy polegać tylko na sobie. No właśnie, dobrze to czy źle?

Myślę, że podróże we dwoje dobrze służą związkowi. Są niczym naturalne lekarstwo, zawierające łyżeczkę adrenaliny, zastrzyk entuzjazmu i syropek romantyzmu. Znam osoby, które po kilku miesiącach/latach związku zaczynają się sobą nudzić. Kiedy pierwsze motyle opuszczają żołądek, a do relacji wdziera się monotonna rzeczywistość, niektórzy najzwyczajniej odpuszczają. Pojawiają się pierwsze kłótnie, kryzysy, nieporozumienia... Nie będę się o tym rozpisywać, to nie jest blog psychologiczny, nie jestem terapeutką i nie zamierzam się wymądrzać. Przedstawię Wam po prostu, swój punkt widzenia. Coś, co moim zdaniem świetnie działa. Nic poradzić nie można, jeśli dwie istoty dobrały się niewłaściwie, wtedy prędzej czy później upadek nastąpi. Jeśli jednak chodzi wyłącznie o nudę, może warto by coś z tym zrobić? Tak się składa, że mam sprawdzony sposób.

W podróży wszystko robi się oraz przeżywa we dwoje. Poczynając od planowania, organizacji i przygotowań do wyprawy. Następnie wspólne zakupy i pakowanie. To jedne z moich ulubionych momentów, wypełnionych przyjemnym, wspólnym oczekiwaniem.
Później, już w samej podróży, spędzając razem czas, rozmawia się niekiedy dniami i nocami (bo podróże do tych rozmów w sposób naturalny stymulują, dostarczają tematów). Każdy wyjazd to odkrywanie siebie nawzajem. Człowiek myśli, że już tak dobrze zna drugą osobę, a na wyjeździe zauważa coraz to nowsze detale. Gada się o życiu, przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, planach, marzeniach, przygodach, smakach, zapachach, o tym co się akurat widzi czy czuje. Gada się też o wspólnych problemach, nagle znajduje się rozwiązania, które nie przyszły nam na myśl w miejscu zamieszkania. To wszystko dzięki dystansowi i świeżemu spojrzeniu. Na wyjeździe na wszystkie sprawy zaczyna się spoglądać z innej perspektywy. Czasem też podziwia się niemożliwie piękny widok i najzwyczajniej w świecie, milczy we dwoje.
Każda podróż to również kompromisy, umiejętność, której warto się nauczyć. Potem, już po powrocie do domu, dużo łatwiej prowadzi  się dyskusje (zamiast kłótni), a konflikty rozwiązuje się bardziej pokojowo - szybciej, skuteczniej, grzeczniej (człowiekowi odechciewa się fochów, w podróży nie ma na nie czasu). Każdy wyjazd daje kopa pozytywnej energii, rozluźnia i uspokaja (to ważne, w dzisiejszym, pełnym stresów życiu, które najczęściej bywają przyczynami kłótni), pozwala na chwile uniesienia, podrzuca całą serię romantycznych momentów oraz ciekawych pomysłów.

Co więcej, podczas wycieczek, wspólnie uczycie się rozmawiać o pieniądzach oraz zarządzać nimi (to też przydaje się w codziennym życiu). Gdy kasa nie stanowi tematu TABU, gdy poznajecie swój wzajemny stosunek do niej, gdy okazuje się że nie jest ona taka ważna (jak wspólne chwile), naprawdę łatwiej się potem dogadać, gdy przychodzi nagle do kupna telewizora czy nowej komody. W podróży nie jesteście już wyłącznie słodką parką gołąbeczków. Stajecie się przyjaciółmi, partnerami, którzy nie mają dużego wyboru - muszą sobie pomagać, muszę się wspierać (w trudnych, nieoczekiwanych sytuacjach), muszą sobie ufać. Wspólne wyjazdy poszerzają horyzonty, wzbogacają i wzmacniają związek. Przygody, wspólna zabawa, inspirujące inicjatywy, nowe przyjaźnie oraz cała gama rześkich tematów do przegadania. Po powrocie czekają na Was wspólne wspomnienia, opowieści ze zdjęciami, kolejne plany i szersze spojrzenie na rzeczywistość. Każdy wyjazd stymuluje następny. Zawsze chce się więcej. To takie zamknięte koło, ale jakże przyjemne, uzdrawiające, uszczęśliwiające. Pełne wzruszeń, uniesień, zbliżeń i uśmiechów.
Oczywiście pojmuję, że nie każdy człowiek ekscytuje się wyjazdami. Szanuję domatorów, gdyż jak już pisałam, sama częściowo nim jestem (kurde, czy to się aby nie wyklucza?!?!). To mój własny punkt widzenia, oparty na osobistych doświadczeniach, wnioskach. Po prostu, jeśli nie wiecie jeszcze na jakiej wspólnej pasji oprzeć swój związek, jeśli nie wiecie w jaki sposób można spędzać razem czas, rozważcie kupno biletów w atrakcyjne dla Was miejsce - lećcie w świat. Albo spakujcie plecaki i idźcie na całodniową wędrówkę. Zaskakujące przyjemności i mile spędzony czas - gwarantowane ;)

 Sycylia 2013/2014

7 komentarzy:

  1. Kochana, ale fajny post :) Zgadzam się z Tobą praktycznie we wszystkim, cudownie jest razem podróżować, czy to z mężczyzną swojego życia czy to z przyjaciółmi, rodziną. Każda wycieczka jest inna i przynosi nam nowe doświadczenia, wnoszą coś do naszego życia powodując czasem zmiany w nas samych :)
    Tak jak dzisiaj rozmawiałyśmy, fajnie otaczać się ludźmi którzy lubią podróżować. Miałam kilka razy okazje sama coś pozwiedzać i to też nie jest najgorsza opcja, raz na ruski rok można, jest wtedy czas żeby zastanowić się nad wszystkim i czuje się kompletną wolność - tylko chwilową, bo później cudownie jest wrócić w ramiona ukochanej osoby :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam,że bycie domatorem nie wyklucza bycia podróżnikiem.Dzięki dwoistości natury pełniej można przeżywać życie.A to dlatego,że bardziej kochamy toczego nie ma blisko i wtedy potrafimy docenić fakt ich posiadania ,gdy są już w naszym zasięgu.Tzw.koło życia napędza nas do poznawania nowego ale i zawraca ku miejscom znanym już i kochanym:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za bogate i sympatyczne komentarze Dziewczęta :) Było mi przemiło czytając je, fajnie że post się podoba :) Tak mnie natchnęło coś. To fakt Wercia, czasem dobrze jest pobyć samemu, pozbierać myśli, wyciszyć się ;) choć ja nawet wtedy gadam, tyle że do siebie :P Ty też Mamo masz racje, po długiej nieobecności w domu, potem dużo bardziej się go docenia, nawet w święta to zauważyłam :) Ściskam Was i buziaki ślę :) :* :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Daria, cieszę się, że Cie poznałam! Jesteś rowna babka, do tego bardzo dojrzała i inteligentna. Trzymam za Was kciuki i Wasze podroze, wiesz, ze jestescie moja ulubiona para...:)) Justyna Hrehor:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Hrehorku za takie ciepłe słowa :* Mam nadzieję, że pewnego dnia nas tu odwiedzicie :) Buziaczki!!! :*

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz