środa, 16 lipca 2014

Artykuł "Tydzień Ziemi, czyli nasze studia mają klimat"

Ukazał się kolejny artykuł, którego jestem współautorką (wraz z Kariną Tessar), tym razem w Przeglądzie Uniwersyteckim :) Trochę inna tematyka, ale stwierdziłyśmy z Kariną, że wyszło dobrze ;) Życzę Wszystkim miłej lektury!


Tekst do poczytania:
Tydzień Ziemi, czyli nasze studia mają klimat!
Tydzień Ziemi to coroczne wydarzenie na Wydziale Nauk o Ziemi i jednocześnie, jego wielka chluba. W tym roku w kwietniu świętowaliśmy już szóstą edycję tego podróżniczo-ekologicznego, trwającego od soboty do piątku, festiwalu. Projekt obfituje w różnorodne stałe (już) eventy jak akcja „Kwiat za grat”, konkurs fotograficzny „Nasze studia mają klimat”, „Dzień Geografa”, „Bal Ziemianina” oraz coś, co podbiło serca naszych gości. Coś, na co miłośnicy mniejszych wpraw i większych ekspedycji czekają przez 365 dni w roku - „Wieczory z Podróżnikami”. Ale o tym za moment.  
5 kwietnia w sobotę – pierwszego dnia festiwalu, spotkaliśmy się na Jasnych Błoniach. To tam mieszkańcy naszego miasta w ramach ekologicznej akcji „Kwiat za grat”, zanosić mogli wszystkie stare, niepotrzebne już i często zapomniane sprzęty (czajniki, lodówki, żelazka, telefony) i wymieniać je na kolorowe kwiatki do ogrodu.
Następnie, podczas „Dnia Geografa”, gościliśmy na Wydziale Nauk o Ziemi uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych oraz licealnych, dla których przygotowaliśmy wiele geograficznych niespodzianek! Nasi młodzi goście wzięli udział w warsztatach laboratoryjnych, gdzie pod okiem specjalistów przeprowadzali ciekawe eksperymenty. Wraz z przewodnikiem zwiedzili wydziałowe Muzeum Geologiczne, a także uczestniczyli w Quizie Geograficznym i Teleturnieju „Familiada”, gdzie odpowiadali na pytania związane ze Szczecinem, geografią  i turystyką. Uczniowie wykazali się dużą wiedzą w tym zakresie. Na pamiątkę spotkania i kilkugodzinnej zabawy otrzymali miłe upominki.
Należy dodać, iż z edycji na edycję w ramach Tygodnia Ziemi pojawiają się także nowe przedsięwzięcia. W tym roku, na szczególną uwagę zasługuje projekt „Trzy Wieże” - szczecińskie debiutanckie wyścigi kolarskie. Ich pomysłodawcą i organizatorem jest Bartosz Licznerski, student piątego roku Turystyki i Rekreacji, który sam prawdopodobnie urodził się na rowerowym siodełku. Pierwszy z trzech etapów kolarskiej rywalizacji miał miejsce w Lasku Arkońskim w pobliżu Wieży Quistorpa. Kolejny odbędzie się już 22 czerwca w okolicy Wieży Gocławskiej. Ostatni zaś we wrześniu, przy Wieży Baresela. Do kibicowania zawodnikom zapraszamy wszystkich sympatyków jazdy na dwóch kółkach! Szczegóły w Internecie.
Ale nie tylko z rowerami jesteśmy za pan brat! Oczekiwanie przy szosie, machanie kciukiem, spanie w namiotach oraz rozkoszowanie się mielonką turystyczną także mamy w genach! Nieprzyjazne warunki atmosferyczne, utrudnione korzystanie z „cywilizowanych łazienek” czy bratanie się z kierowcami TiR’ów przyjmujemy z uśmiechem i dystansem do świata! Czym więcej przygód i nowych doświadczeń, tym lepiej! Dlatego właśnie, od zeszłego roku, wydział nasz organizuje Rajd Autostopowicza. Zabawa trwa średnio 3 dni i polega na tym, że na wybranej przez organizatora trasie, uczestnicy w parach ścigają się do celu. Zasady są proste: przemieszczamy się wyłącznie autostopem, wykonując po drodze nietypowe zadania. Tym razem, w maju, trawersowaliśmy ze Szczecina do Wetliny (jakieś 1000km). W punkcie docelowym czekała na zawodników zabawa przy ognisku w bieszczadzkiej scenerii. I oczywiście rozdanie nagród!
Wróćmy jednak do gwoździa programu – Festiwalu Podróżników, który z roku na rok przyciąga coraz więcej widzów – miłośników podróży. Na te wyjątkowe wykłady wstęp mają wszyscy. Trwają zwykle w godzinach 17-21, wydawałoby się dość długo... Pomimo stosunkowo późnej pory, w sali wykładowej Wydziału Nauk o Ziemi wcale nie wieje pustką, wręcz przeciwnie – pomieszczenie wypełnia się po brzegi! Przychodzą osoby w różnym przedziale wiekowym, niekiedy zmęczeni po całym dniu pracy. Byle tylko posłuchać o ciekawej wyprawie, choć na moment przenieść się w egzotyczny świat, poza rzeczywistość dnia codziennego. Dla widzów, którzy z różnych przyczyn sami, nie mogą pozwolić sobie na wojaże, impreza ta odgrywa szczególną rolę. Słuchając opowieści i podziwiając fotografie dzielnych globtroterów, sami też odbywają pełną przygód podróż. Prezentacje, utkane niekiedy filmikami, walorami dźwiękowymi czy skromnymi degustacjami, wywołują wiele emocji. Niekiedy bawią, innym razem wzruszają, zdarza się, że zapada pełna grozy cisza. Niemniej jednak, wszystkie opowieści na długo zapadają w pamięć. Oby jak najczęściej zachęcały do wytyczania własnych szlaków i motywowały do spełniania wycieczkowych marzeń.
Co ciekawe, do przedstawienia swych przygód zapraszani są zarówno doświadczeni globtroterzy, jak i amatorzy wędrówek. Tym razem, na każdy wieczór przypadły aż 4 prezentacje. Pierwszego dnia wystąpili sami studenci Wydziału Nauk o Ziemi (z kierunków Turystyka i Rekreacja oraz Geografia), opowiadając o swych przeżyciach związanych z wymianami studenckimi, mieszkaniem w regionach, rządzonych prawami Południa, autostopem oraz Couchsurfingiem. I tak właśnie, w sposób niebezpośredni, słuchacze doznać mogli szoku kulturowego w Turcji, wybrać się na trekking w gruzińskie góry, doświadczyć trzęsienia ziemi  i wybuchów Etny na Sycylii, czy też odkryć piękno portugalskich plaż.
Następnego dnia, znany z realizacji projektu „Afryka Nowaka” podróżnik Piotr Sudoł, zabrał nas do Wenezueli na wspinaczkę na najwyższy wodospad świata. Z Dominkiem Zawadzkim nurkowaliśmy w Oceanie Indyjskim na Zanzibarze, z miłośnikiem przyrody – Andrzejem Ziółkowskim pływaliśmy kajakiem po dzikich rzekach kilku kontynentów, zaś z Robertem Erdowskim kilkakrotnie skoczyliśmy ze spadochronem. Wciąż mało?
Ostatniego wieczoru również nie zabrakło atrakcji. Wybraliśmy się na rejs jachtem w okolice Bieguna Północnego, spojrzeliśmy na Zlot Wielkich Żaglowców z innej perspektywy po czym, na sam już deser, dowiedzieliśmy się co można (poza degustacją lokalnych trunków) robić w Mołdawii. Na wszystkich słuchaczy czekały nagrody dla publiczności.
Ani się obejrzeliśmy, a Tydzień Ziemi dobiegł końca. Nikt nie wie kiedy, nikt nie wie jak, ale skończył się i czekać musimy do kolejnej edycji. Tymczasem, nikt nie ma już chyba wątpliwości, dlaczego studia na Wydziale Nauk o Ziemi mają tak wyjątkowy klimat ;)

niedziela, 13 lipca 2014

Holenderskie wiatraki


Przyszła niedziela i tym samym nasz ostatni dzień wyprawy (lecz jeszcze nie koniec atrakcji!). Mieliśmy przed sobą jeszcze ostatnią ważną misję - zobaczyć holenderskie wiatraki! Nad ranem opuściliśmy naszych drugich hostów z Couchsurfingu (od których dostaliśmy zresztą dokładną mapkę pełną wskazówek;)) i ruszyliśmy z plecakami w stronę wylotówki z Antwerpii. Po drodze, rzuciliśmy jeszcze ostatnie spojrzenie na drugi w Europie, największy port przeładunkowy, którego terytorium, rozciągało się aż po horyzont. Z racji tego, że wszystko inne było zamknięte, postanowiliśmy wzmocnić się śniadaniem i kawą w Mac'u. A potem, zaraz obok, zaczęliśmy łapać stopa z tabliczką: Breda/Rotterdam. Na początku zatrzymała się muzułmańska rodzinka, która przekrzykując się nawzajem przez kilka minut tłumaczyła Maćkowi, że mogą nas zabrać ale nie tam gdzie chcemy ;) No zdarza się, ale i tak miło z ich strony! Na szczęście, niedługo później miła pani (jadąca na zakupy do Holandii - tam jest, jak mówiła, wszystko 20% tańsze) zabrała nas wprost do Holandii, w okolice Bredy:)
Co mile nas zaskoczyło, powiedziała że była w Polsce w Puszczy Białowieskiej, nad jeziorem (gdzieś tam w okolicy) oraz w Malborku. Chcieli zobaczyć prawdziwy pierwotny las oraz pokazać synowi jeden z największych zamków krzyżackich :) Ależ nam się fajnie zrobiło!

 mapka Holandii
nasza trasa: Antwerpia (Belgia) - Kinderdijk (Holandia), 97km na stopa

Dzień V - (6.07) Holandia


 łapiemy stopa z tabliczką: Breda/Rotterdam
Już w Holandii! Misja: zobaczyć wiatraki!
W tym miejscu pani nas wysadziła, czas łapać dalej, kierunek Rotterdam i okolice!
Potem mieliśmy jeszcze 3 podwózki: jedno holenderskie małżeństwo, jednego młodego chłopaka i jedną starszą panią, która zawiozła nas już do samego celu!
Co jest piękne? Każdy mówi tam po angielsku!
Zbierało się na deszcz, ale to nie miało znaczenia.
Dotarliśmy, gdzie nam się marzyło! Zostawiliśmy bagaże na przechowanie w sklepiku, wypożyczyliśmy rowery a nasze szczęście mogło już spokojnie sięgać apogeum;)
Kolejna misja zakończona sukcesem!!! :)
Cudne, romantyczne, stare wiatraki w Kinderdijk - Elshout...
Śmigamy wśród wiatraków po polderze
(osuszonym terenie), położonym w depresji - jakieś 5m p.p.m. ;)
 przerwa na lunch - Maciek szykuje kanapki ;)
W takiej scenerii, chleb tostowy z serem topionym oraz parówki z puszki smakują lepiej, niż można by kiedykolwiek przypuszczać - i właśnie takie chwile potem się najlepiej zapamiętuje!
Wiatraków w tym miejscu jest w sumie 19
i stanowcza ich większość pochodzi z XIX wieku
To ponoć największe ich takie skupisko w całej Holandii. Zarówno wiatraki jak i wały, wybudowano w celu zapobiegania powodziom. Wiatraki przepompowywały wodę z kanałów do specjalnych zbiorników retencyjnych.
od 1997r cała grupa wiatraków widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO
Cudownie było tak wśród nich jeździć!
Później w sklepiku oglądaliśmy zdjęcia, z których wynika że zimą, kiedy woda w kanałach zamarza, ludzie przychodzą tu pojeździć na łyżwach :) a przynajmniej robili tak w przeszłości :) Zazdroszczę!
Wciąż mam ten widok przed oczami :)
Co ciekawe, niektóre z wiatraków są zamieszkałe
- wówczas znajdują się przy nich zadbane ogródki :)
Mieszkać w takim wiatraku, to by było coś! :)

Po cudnej przejażdżce w Kinderdijk, udaliśmy się jeszcze na całe popołudnie do Rotterdamu :)
 charakterystyczne, kubistyczne zabudowania w okolicy portu
 nabrzeże starego portu z bardzo drogimi knajpkami
 historyczne zdjęcie nabrzeża portowego Rotterdamu,
tuż sprzed bombardowań w maju 1940 roku
zachowana część starego portu - Oude Haven
 już trochę zmęczeni, ale bardzo zadowoleni!!! :)
Bardzo spodobał się nam Dworzec Kolejowy - wielki, przestronny, jasny o ciekawej architekturze.

To stąd udaliśmy się po zmierzchu już pociągiem do Eindhoven, gdzie z braku zajęć (była noc, wszystko z dworcem i portem lotniczym na czele zamknięte) i dla zabicia czasu (lot mieliśmy dopiero o 8 rano) przeszliśmy 10 km na piechotkę z centrum na lotnisko (przynajmniej było nam ciepło, zresztą taki nocny 3h spacer z ciężarami czasem dobrze człowiekowi robi;)). Mijający nas czasem rowerzyści (tak, Holendrzy nawet w nocy jeżdżą na rowerach, ale mają ścieżki, wiec jest bezpieczniej) dziwnie się nam przyglądali... Kiedy dotarliśmy, wciąż była jeszcze godzina do otwarcia, siedząc na ławce obserwowaliśmy króliki/zające (?), śmigające po lotniskowym parkingu;) Czy to był sen??? O 4:30 nareszcie otworzyli lotnisko... I w ten sposób dotarłam do końca relacji z naszej niesamowitej wyprawy do Europy Zachodniej... :) Dziękuję za uwagę!

sobota, 12 lipca 2014

Bruksela


Dziś mija tydzień, jak odwiedziliśmy stolicę Belgii. W Antwerpii już od rana lało - dzień zapowiadał się deszczowy i szary, w związku z czym postanowiliśmy udać się do Brukseli pociągiem. Nasz host  pożyczył nam 10-przejazdowy bilet, dzięki czemu podróż wyniosła nas odrobinę taniej (10 euro w 2 strony). Ogólnie rzecz biorąc... Bruksela nie zachwyciła nas. Po urokliwej Gandawie czy romantycznej Brugii, nasze wymagania były już chyba mocno wygórowane. Oczywiście, nie można zapominać, iż stolica Belgii ma zupełnie inny charakter niż wyżej wspomniane miasteczka. To wielka, nowoczesna metropolia, pełna biurowców oraz gmachów, mieszczących siedziby międzynarodowych organizacji (w tym UE, NATO), z bardzo nieciekawą panoramą. My z kolei, jesteśmy zwolennikami sielankowych pipidówek i klimatycznych starówek. W dodatku ten demotywujący deszcz... Cóż jednak mogliśmy zrobić, na pewno nie zamierzaliśmy siedzieć w domu. Nie jesteśmy z cukru! I dobrze, że mieliśmy takie nastawienie, opatrzność nam wynagrodziła smacznymi goframi, podniosłą atmosferą mundialu (tego dnia Belgia grała z Argentyną) a także krótkimi prześwitami słońca;)

Dzień IV - (5.07) Bruksela
jeden z tych kilku prześwitów słońca, o których już wspomniałam,
dość ładna uliczka w okolicach Wielkiego Placu (Grand Place)
w parczku
Nasi tu byli!
Kibice holenderscy na Grand Place
(tego dnia był też mecz Holandia - Kostaryka) 
No i słynny Grand Place - historyczne centrum miasta.
Rynek ten, otoczony jest kamienicami z XVIII w.
Od 1998r Wielki Plac znajduje się na Liście UNESCO.
Akurat kiedy dotarliśmy na plac, dość mocno się rozpadało. I był to idealny moment, by wybrać się na świeże, pyszne gofry! (z których także słynie Belgia ;)) Mają nawet 2 rodzaje tych wafli:
te po lewej są typowe dla miasta Liege (mają owalny, nieregularny kształt), po prawej zaś- typu brukselskiego - przypominają te "nasze" - czworokątne gofry, choć są odrobinę większe. A wszystko to świeże, chrupiące, z ciepłą belgijską czekoladą i owocami - palce lizać!
Z takim widokiem i pysznymi goframi w brzuchach chętniej przeczekuje się deszcz ;)
kącik kibica ;) Belgowie szaleli tego dnia, szkoda że przegrali...
sklepik z goframi
Symbol miasta - Manneken Pis - tego dnia ubrany w strój belgijskiej reprezentacji;)
Malec podobno ma aż 789 różnych strojów, które oglądać można w Muzeum Miasta Brukseli.
Współczesne graffiti przedstawiające siusiającego chłopca :)
Z jego postacią wiąże się wiele legend!
snujemy się uliczkami
świeże owoce morza, w tym lokalne "mule" :)
gotycka katedra,w której wisiało zdjęcie Jana Pawła II a także fotografie ze ślubu pary królewskiej
(ustrój polityczny Belgii to monarchia konstytucyjna)
Zasłużona przerwa na pyszne piwko!
słynny Budynek Europarlamentu
to wielkie przeszklone gmachy, w których obraduje obecnie 766 europosłów
pałac królewski
ten lepszy widok na miasto 
(wcześniej oglądaliśmy panoramę przy sądzie i jedynie nas zniechęciła)
co ciekawe,  podczas wcześniejszych dni na ulicach słyszeliśmy głównie język niderlandzki, z kolei w Brukseli zdecydowanie dominował francuski
belgijscy kibice - tu już niestety - smutni po meczu
Atomium - słynny model cząsteczki żelaza, powiększony aż 165mld razy
Powstał z okazji światowej wystawy EXPO w 1958r i ma za zadanie symbolizować ówczesne osiągnięcia techniczno-naukowe.
W srebrnych kulach mieszczą się wystawy, w najwyższej zaś taras widokowy.

To tyle jeśli chodzi o Brukselę a jednocześnie drugą część naszej wyprawy ;) Już niedługo ciąg dalszy i wpis z naszego intensywnego dnia w Holandii :) Zapraszam serdecznie!