sobota, 26 kwietnia 2014

Podróżnicze brzmienia

Polecam dziś klimatyczną nutę dla wszystkich Podróżników - "W  drogę"! Czerwonych Gitar ;)



W drogę! Żegnajcie, chłopcy!
W drogę! Już na mnie czas!
Dokąd poniosą oczy ...
W drogę!

W drogę! Z bagażem zdarzeń,
Chociaż w kieszeni wiatr.
Może wspomnicie czasem.
Może ...
Do przejścia mam tak wiele lat
Drogami, które ledwie znam.
Nim wpiszę je po stronie strat,
Swoją prawdę chciałbym znaleźć sam.

W drogę! Bez drogowskazów!
W drogę! Po własny los.
"Kłamiesz!" powiedzieć światu -
W drogę!

Do przejścia mam tak wiele lat
Drogami, które ledwie znam.
Nim wpiszę je po stronie strat,
Swoje miejsce chciałbym znaleźć sam.

W drogę! Żegnajcie, chłopcy!
W drogę! Już na mnie czas!
Słońce dla wszystkich wschodzi.
W drogę!

 ponad chmurami :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Artykuł "Nasze sycylijskie dolce vita"


Moja pierwsza publikacja, do poczytania (poniżej skanów) polecam.
Pozdrawiam i życzę miłej lektury!

 




Wersja do czytania:


Sycylijskie Dolce Vita
Jak to zwykle w życiu bywa, decyzja o wyjeździe na Erasmusa zapadła spontanicznie. Była to zresztą nasza (moja i chłopaka) ostatnia szansa, by skorzystać z wymiany studenckiej. Wybraliśmy Sycylię, największą wyspę Morza Śródziemnego, przede wszystkim ze względu na klimat i niepowtarzalną egzotykę tego regionu Włoch. Pragnęliśmy przeżyć coś niezwykłego, przeżyliśmy znacznie więcej!
Od pierwszego dnia nastawieni byliśmy na poznanie Sycylii w każdym jej wymiarze, chłonęliśmy jak gąbki. Wszystko! Język, kulturę, Arancini (uliczna przekąska), widoki, uśmiechnięte twarze Sycylijczyków i lokalne ciekawostki. Z początku, w chwilach przerwy od zajęć na uniwerku, zwiedzaliśmy, jeżdżąc pociągiem. Popłynęliśmy też promem na magiczne Wyspy Liparyjskie, gdzie podziwialiśmy wybuchy wulkanu Stromboli. Szybko jednak zrozumieliśmy, że podróżując w ten sposób, zbankrutujemy jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Nie wynikało to jednak z zawyżonych cen kolei, o nie. My po prostu chcieliśmy zobaczyć wszystko. Postawiliśmy zatem na autostop oraz Couchsurfing, a świat powitał nas otwartymi ramionami - ramionami Sycylijczyków. Gdziekolwiek jechaliśmy, spotykaliśmy się z ich niebywałą życzliwością, ciepłem i hojnością. Nie raz zabierano nas po drodze na kawę, nie raz nadkładano dla nas drogi, byle tylko jak najdłużej sobie pogadać, nie raz oferowano nam własne numery telefonów, tak na wszelki wypadek, gdybyśmy czegoś potrzebowali. Czasami zerkaliśmy na siebie oszołomieni, nie wierząc własnym uszom i zastanawiając się, czy na pewno wciąż jesteśmy na tej samej planecie.
W ten właśnie sposób przejechaliśmy autostopem ponad 1500km. Naszą pierwszą wyprawę odbyliśmy do Savoki, urokliwej górskiej wioseczki, położonej zaledwie 40km od Mesyny, w której kręcono Ojca Chrzestnego. Chcieliśmy po prostu zobaczyć, czy się uda. Po całodniowych przygodach, cappuccino wypitym w słynnym Barze Vitelli oraz pierwszym bliskim kontakcie z rozgadanymi Wyspiarzami, wróciliśmy podekscytowani i zachwyceni. Kolejna podróż była już poważniejsza. Postanowiliśmy odwiedzić dwa piękne miasta w głębi wyspy: Piazza Armerina z antyczną rzymską posiadłością (Villa Romana del Casale na liście UNESCO) oraz Caltagirone - zniszczone niegdyś prze wielkie trzęsienie ziemi, odbudowane następnie w barokowym stylu, podobnie jak pozostałe siedem miast Doliny Noto (wszystkie osiem miast na liście UNESCO). Spaliśmy wówczas na Couchsurfingu u Fabia - wyjątkowego Sycylijczyka, władającego językiem polskim, który ugościł nas niemal honorowo, przygotował dla nas kolację, a następnego dnia oprowadził po swoim miasteczku. Każdy taki przejaw sycylijskiej gościnności, każda dobroć, która nas spotykała, wzbudzały w nas motywację do kolejnych wyzwań. Przestaliśmy na dobre jeździć pociągiem. Pragnęliśmy jak najwięcej kontaktów z Tubylcami i nowych przygód. Zdarzało się, że nie musieliśmy czekać, aż ktoś nas zabierze, ludzie sami proponowali przejażdżki. W grudniu udaliśmy się autostopem do Palermo na spotkanie z rodziną, która przyjechała odwiedzić nas na święta. Po czterech godzinach – dwóch podwózkach, wysiedliśmy rozradowani w stolicy wyspy. Pociąg jedzie 3,5 godziny i kosztuje 11 euro.
Ale nie tylko podróżami żyliśmy przez ostatnie pięć miesięcy. Sycylia to wyspa, na której potęga sił natury jest wszechobecnie odczuwana. Ryzyko, w jakim ci ludzie żyją każdego dnia, wywołuje gęsią skórkę. Etna. Największy i najbardziej aktywny wulkan Europy, wybucha praktycznie codziennie. Czasami na tyle mocno, iż popiół, niesiony przez wiatr, spada na pobliskie miasteczka. Jakież było nasze zdziwienie, gdy pewnego wieczoru, idąc przez Mesynę zaczęły szczypać nas oczy. Nie mogliśmy uwierzyć, że to się dzieje naprawdę! Sycylijczycy jednak nie wyglądali na specjalnie poruszonych. Oni wydają się być wręcz dumni z  sąsiedztwa tej „rozkapryszonej damy”. Gdy podczas naszych wypraw, poruszaliśmy temat Etny, słyszeliśmy zazwyczaj nostalgiczne: „Si, Si, Etna… Bella, bellisima”, po czym zapadała chwila zadumanego milczenia.
Innym razem, nad ranem około piątej, obudziło nas trzęsienie ziemi. Natychmiast zerwaliśmy się z łóżek i wybiegliśmy z domu. Byłam przerażona i spodziewałam się zobaczyć na ulicach tłumy. Gdzie tam, poza nami budynek opuściła tylko jedna rodzina z dzieckiem oraz pewna para. Zauważyłam, że podobnie jak my wyszli na zewnątrz w pidżamach, trzymając pod ręką jedynie torebki z dokumentami. To tyle. Całe miasto spało, nikt się nie przejął. No może psy przeraźliwie szczekały i wszędzie wyły samochodowe alarmy. Dla nas, Polaków, był to szok. Ludzie jednak spali. To ciekawe, mając na uwadze fakt, iż w 1908r w Mesynie, w wielkim trzęsieniu ziemi zginęło aż 80 tysięcy osób. Miasto zostało doszczętnie zniszczone a następnie zalane dwunastometrową falą tsunami. Co prawda, tamto trzęsienie było o wiele silniejsze, ówczesne budynki zaś nie tak trwałe. Mimo wszystko, samo wspomnienie wywołuje dreszcze. Po tamtym zdarzeniu, przez kolejne dwa miesiące, nie spałam na Sycylii już tak spokojnie…

Po zdanych egzaminach, na naszą ostatnią eskapadę, wybraliśmy się na zachód wyspy. Nie sądziłam, że mogę zakochać się w Sycylii jeszcze mocniej. Po spacerze promenadą w Trapani i zachodzie słońca nad salinami w Marsali nie było już dla nas ratunku. Oczarowani bogactwem jej zakątków, pakowaliśmy się do Polski w ponurych nastrojach. Jak my będziemy teraz funkcjonować, z dala od naszej Sycylii? Z dala od jej pozytywnie nastawionych mieszkańców, wyśmienitej kuchni, niefrasobliwych profesorów, intrygujących przyjaciół z całego świata, autostopowego stylu życia, beztroskich przygód, słońca...? Jedno jest pewne! Już zawsze będziemy z przyjemnością i nostalgią wspominać nasze sycylijskie Dolce Vita.

sobota, 12 kwietnia 2014

Marzenia się spełniają!

Tylko czasem trzeba odrobinę im pomóc, pragnąć mocniej niż zwykle, uprzeć się, zawalczyć:) Po pierwsze, już od 2 tygodni mamy kupione bilety lotnicze na lipiec i jest to fakt, który napawa mnie ogromnym szczęściem! Pomógł podnieść się na duchu w momentach, kiedy symptomy po-sycylijskie dawały się ostro we znaki. Nic tak nie poprawia nastroju jak wizja kolejnej eskapady!!!

kwietniowa okładka Gazzetta Italia

Ponadto, pierwsze podróżniczo-dziennikarskie sukcesy za mną! Niby małe, a jednak dla mnie jakże ogromne! Po pierwsze, wystąpiliśmy z Maćkiem na "Wieczorach z Podróżnikami" (Tydzień Ziemi na WNoZ Uniwersytetu Szczecińskiego) i opowiedzieliśmy o naszych sycylijskich przygodach. Były fotografie, była regionalna muzyczka, a nawet małe "wulkaniczne" nagrody dla publiczności! Prezentacja trwała prawie godzinę, mieliśmy tremę ale podobno wyszło bardzo ciekawie i się podobało:) Nie spodziewaliśmy się tak licznej widowni i takich oklasków, jeszcze raz dziękuję Wszystkim, w imieniu Maćka i swoim za przybycie! To było kolejne pozytywne doświadczenie!

 Wieczory z Podróżnikami 2014, edycja VI
Każde z nas otrzymało podziękowania :)

Co więcej, od wczoraj w Empiku można znaleźć polsko-włoskie pismo Gazzetta Italia z moim artykułem "Nasze sycylijskie dolce vita". Zdjęcie, które znajduje się na okładce, zrobiłam w październiku podczas rejsu na Wyspy Liparyjskie. W samym środku, znajdziecie jeszcze więcej fotografii, które powstały podczas naszego Erasmusa :) Czuję się bardzo szczęśliwa i spełniona, zwłaszcza iż okazało się, że moja współpraca z Gazzettą na tym tekście się nie skończy... ;) Dla mnie, jako podróżniczki, autorki bloga i przy tym wszystkim początkującej pisarki, jest to niesamowite wyróżnienie i całkiem niezły start! Dziękuję zatem Wszystkim, którzy wspierają mnie w stawianiu pierwszych kroków i spełnianiu marzeń!:)

 Zachęcam do kupna najnowszego numeru Gazzetta Italia! :) Już w Empiku!

wtorek, 8 kwietnia 2014

Cytat na kwiecień

"Jakość podróży mierzy się w liczbie poznanych przyjaciół, a nie w przejechanych kilometrach"
Tim Cahill, pisarz podróżniczy

The Best Sicilian Travel Team :)