niedziela, 23 lutego 2014

W Erice czas płynie inaczej

W poniedziałek udaliśmy się do Erice - małego średniowiecznego miasteczka, położonego na Górze św. Juliana skąd rozpościera się panorama na  całą Sycylię Zachodnią. Trzeba przyznać, że znów mieliśmy sporo szczęścia z autostopem:) Po kilku minutach czekania, zatrzymał się sympatyczny pan, który zgodził się przewieźć nas 10 km. Do Erice mieliśmy około 40-tu, ale oczywiście zgodziliśmy się - dobre i tyle! Przynajmniej nie staliśmy w miejscu. Na Sycylii jednak ludzie bywają nieprzewidywalni. W trakcie tej krótkiej podróży, okazało się, że nasz kierowca jest lokalnym śpiewakiem i nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, uraczył nas prywatnym koncertem, pełnym romantycznych, sycylijskich ballad...:) Widząc, jaką sprawił nam frajdę pierwszą piosenką, podśpiewywał i nucił dalej, aż z 10 km, które miał nas podrzucić, zrobiło się 30. Nasz pieśniarz tak się cieszył, że może sobie pośpiewać i z nami pogawędzić, że najzwyczajniej w świecie postanowił spędzić z nami trochę więcej czasu! Wysadził nas w Trapani, u stóp Wzgórza Św. Juliana, Na koniec dał nam swój numer telefonu i przepraszając, że nie może spędzić z nami całego dnia, zaprosił nas do siebie: "Kiedy tylko będziecie w Marsali, dzwońcie spędzimy trochę czasu razem, pokażę Wam ciekawe miejsca". Sycylijczycy! Tacy właśnie są:) A nie żadna mafia i gangsterzy! (tzn. mafia oczywiście też istnieje, ale nie tyka się turystów, którzy stanowią źródło dochodu). Ale o mieszkańcach tej cudownej wyspy napiszę trochę więcej w osobnym poście, już niedługo:) 

Po dość późnym śniadaniu w Cafe Rossa i małych zakupach w supermarkecie, ruszyliśmy pod górę, mając nadzieję, że po drodze znów ktoś nas zgarnie. Kolejka linowa Funivia i tak była tego dnia nieczynna. Widoki, jakie towarzyszyły nam podczas marszu pod górę, wynagradzały zmęczenie:) Tylko ruch na drodze wydawał się znikomy. Przez pomyłkę wybraliśmy mniej uczęszczaną trasę. Jednak nie ma co narzekać. Wszędzie pachniało śródziemnomorską roślinnością, co mi i Annie bardzo przypominało pobyty w Grecji . Ostatecznie, trzy samochody podrzuciły nas (po kawałku) na szczyt, aż do samej bramy głównej. Kiedy tylko ją przekroczyliśmy, natychmiast przenieśliśmy się w czasie ;)

"Nigdzie może na Sycylii nie panuje tak głęboka cisza. Ludzie, nawet gdy wychodzą z domów, poruszają się jakby na palcach, ocierają się o mury i szybko znikają". 
Gustaw Herling Grudziński

Nasza trasa: Marsala - Erice (ok 40 km)
 Autostop w sielankowej scenerii:)
 Za nami Trapani oraz Wyspy Egadzkie
 Brama miejska z XII wieku

,,Erice, góra Pana zaprasza Cię do fascynującej podróży przez wieki sztuki i historii zamkniętej w wyjątkowym muzeum - kościołach Erice"

Okolica inna niż na wschodzie Sycylii: płasko, zielono, do tego winnice i saliny :)
 Lokalny, świeży ser pecorino (najlepszy jaki jadłam w życiu, do dziś wspominam!),
salami Milano, oliwki i białe winko (musujące) frizzante. Same pyszności!
Piknik w średniowiecznym miasteczku, z koszami na śmieci w tle;)
W starożytności, na miejscu obecnej zabudowy, znajdowało się sanktuarium, które z początku poświęcone było fenickiej bogini płodności Astarte, następnie greckiej - Afrodycie i w końcu rzymskiej Wenerze. W XII wieku rozpoczęła się dominacja normańska.
 Całe Erice ma taką biało-szaro-kamienną tonację
 Zamek Wenery z balkonem widokowym - jak dla mnie najpiękniejszy zakątek miasteczka!
 z ukochanym mym :)
  Erice to nie tylko cicha oaza z urokliwą zabudową. Erice to także krajobrazy!
 widok na przylądek San Vito lo Capo
panorama (fot. Maciej)
 Kontemplujemy, podjadamy i relaksujemy się:)
 Balkon księżniczki - ten zakątek przypominał mi trochę San Marino
 Brukowana uliczka
 Warto dodać, iż całe Erice objęte zostało specjalnym programem MEMS. Jego ideą jest tzw. muzeum otwarte - coś jakby skansen, które charakteryzuje się tym, iż dzieła sztuki znajdują się swoim w naturalnym środowisku. Piękna idea! Tylko w sklepikach dosyć drogo.
 Kameralna Katedra Królewska z XIV wieku z dzwonnicą u boku. Niestety, podobnie jak inne kościółki była akurat zamknięta... Wielka szkoda.
 W samym Erice nie mieszka wielu ludzi. Turystów spotkaliśmy ledwie kilku. Zauważyliśmy, że wiele budynków zostało wystawionych na sprzedaż. W miasteczku trwały również intensywne prace restauracyjne i pielęgnacyjne, związane z przygotowaniami do następnego sezonu.
Swojskie podwórko :)
Posklejane kamieniczki
Pogoda  dopisała! Słońce grzało i piekło nas, w już i tak opalone policzki ;) W związku z tym Maciek postawił się odprężyć...Czemu nie?
 Prawdopodobnie poszedł za przykładem tutejszych mieszkańców;)
 dzika dróżka pamiętająca czasy Normanów
 Cały ten bruk, kamienne uliczki i szarawa kolorystyka nadawały miasteczku wyjątkowego klimatu. Podobno bardzo często Erice chowa się w chmurach... Nie było nam dane tego zobaczyć;)
 Ogrody Giardino del Balio
 Wieże Zamku Wenery i Zamku Popoli
panorama (fot. Maciej)
Spojrzenie na miasteczko z ogrodów miejskich
 Warto dodać, że w Erice znajduje się także centrum kultury Ettore Majorana, które gości często międzynarodowe seminaria (m.in. fizyki atomowej), a także przedstawicieli wielu uczelni.
 Egady - wspaniałe! 
Kolejny cudny zachód słońca się zbliża!:)
 Zamek Wenery w pomarańczowym, niczym sycylijskie pomarańcze, świetle :)
 Doczekaliśmy się
 Zaraz się schowa! A w dole półwysep Trapani i Trzy Siostry Egady :)
I koniec tego przecudnego dnia i pomału naszej wyprawy.
 Nazajutrz powrót do Mesyny... Szybko minęło!

Zostając w Erice do zachodu słońca podjęliśmy pewne ryzyko. Autobusów brak, kolejka linowa nieczynna. Łapać stopa po ciemku jest strasznie ciężko, trzeba mieć farta. Naszej trójce chyba jednak go nie brakowało. Mówią, że grunt to pozytywne nastawienie;) Szliśmy spokojnie serpentyną w dół ...pod gwiazdami.... Drogę rozjaśniały nam światła Trapani, położonego niemal u naszych stóp. GPS w telefonie wyliczył, że maszerować będziemy około godzinę. No dobra, nie jesteśmy przecież mięczakami! Nie liczyliśmy na nic. Nagle jednak, zatrzymał się samochód. Młody chłopak stwierdził, że chętnie nas podrzuci. Co więcej, okazało się, że jest policjantem i jedzie w tym samym kierunku co my, do Marsali! Za pół godziny machaliśmy mu na pożegnanie pod domem naszego Gospodarza Remo ;) Jak widać, szczęścia naprawdę chodzą parami!
 Wybrzeże Sycylii zachodniej o zmroku

Tak przy okazji, wspominałam już, że trzy noce w Marsali spędziliśmy na Couchsurfingu, nie pisałam jednak zbyt wiele o Remo. Głównie dlatego, że prawie się nie widywaliśmy;) Remo przez cały nasz pobyt był strasznie zalatany (pracuje jako kucharz w 3 knajpach, a jeszcze dodatkowo nadzoruje remont domu, który dał nam na ten okres do własnej dyspozycji. Panowała tylko jedna zasada: "Nie dotykać ścian!" Bo mokre;)). Nie przeszkadzało nam to specjalnie, byliśmy przynajmniej niezależni. Bądź co bądź, Remo uratował nas w ciężkiej chwili i okazał nam wiele sycylijskiej życzliwości. O pieniądzach, które zaoszczędziliśmy na spaniu, chyba wspominać nie muszę!?

Co do powrotu do Mesyny, który niestety (nie chciało nam się wracać z tego raju) w końcu musiał nastąpić, w miarę daliśmy radę. Złapaliśmy cztery podwózki, dzięki którym dostaliśmy się aż do Cefalu. To w sumie połowa drogi, około 170 km. Z Marsali do Trapani podjechaliśmy z dwoma mięśniakami z Rumunii, którzy puszczali MUZĘ na cały regulator... Umca Umca... Następnie do Alcamo zabrali nas businessmani - ojciec z synem. Potem sympatyczna pielęgniarka aż do Palermo, na koniec śpiewak (znowu śpiewak!) operowy Mario, aż do Cefalu:) Miał nas przewieźć kawałeczek, na wylotówkę z Palermo, ale tak mu się dobrze z nami gadało, że nadłożył specjalnie dla nas ze 100km:) Co tam! I jeszcze na kawę nas zabrał! Kocham Sycylijczyków! No i na tym, szczęście nasze tego dnia się zakończyło. Kolejne dwie godziny łapania w Cefalu, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Złapaliśmy stopa do centrum i ruszyliśmy z winem na plażę. Tak też zaczekaliśmy na pociąg. Do Mesyny dotarliśmy po 22.

 z naszym kierowcą Mario

Cała wycieczka była wspaniała! A Sycylia Zachodnia? Nie mam już naprawdę słów! Wszystko nam dopisało, widzieliśmy to, co zaplanowaliśmy:) Zaoszczędziliśmy kupę pieniędzy a przygody mnożyły się na zawołanie!:) To był dopiero podróżniczy deser na końcówkę Erasmusa!;)

2 komentarze:

  1. Przepiękna fotorelacja! Chcę do Erice,chcę na Sycylię! Te widoki mnie powalają! Ciesze się,że ostatni wypad tak wam się udał i wszystko zagrało (włącznie z tablicą rejestracyjną waszego kierowcy:DS) Teraz pakowanko i wkrótce się widzimy !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jenyyv, ale cudo! "Nigdzie może na Sycylii nie panuje tak głęboka cisza. Ludzie, nawet gdy wychodzą z domów, poruszają się jakby na palcach, ocierają się o mury i szybko znikają". Tak chcę!
    Aśoka

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz