wtorek, 10 grudnia 2013

Piazza Armerina


Postanowiliśmy wybrać się na porządnego tripa w głąb wyspy. Miał być on moją urodzinową i naszą mikołajkową wycieczką :) Cel: Villa Romana del Casale, Piazza Armerina oraz Caltagirone. Zaplanowaliśmy ją odpowiednio wcześniej, gdyż tym razem zamierzaliśmy skorzystać z Couchsurfingu. Musieliśmy tylko znaleźć odpowiedniego Hosta :) Natrafiliśmy na Fabio. Pierwsze, co przykuło naszą uwagę, to języki, jakimi się posługuje. Był wśród nich Polski i to na poziomie średnio zaawansowanym! Włoch bez polskich korzeni, mówiący po polsku? Czy to możliwe? Możliwe! (Pamiętam, jak pierwszy raz rozmawialiśmy razem przez telefon, kiedy omawialiśmy szczegóły naszego przyjazdu - byłam niemal wstrząśnięta. On gadał jak najęty! ;) Szybko, płynnie i poprawnie! Maciek mi chyba nie wierzył, bo sam był w szoku kiedy spotkaliśmy się wszyscy na żywo ;)) Fakt ten wydał nam się tak ciekawy, iż z niecierpliwością wyczekiwaliśmy jego odpowiedzi. Ku naszej radości Fabio zgodził się ugościć nas u siebie w domu w miasteczku Piazza Armerina :) Towarzystwo i spanie mieliśmy zatem dogadane :) Przyszedł czas na transport - padło na autostop i autobus na najtrudniejszym odcinku Catania - Piazza Armerina. Pewnie latem, kiedy dni są dłuższe, moglibyśmy pozwolić sobie na czatowanie przy drodze oraz bardziej skomplikowane autostopowe manewry, ale nie w grudniu, kiedy dzień kończy się ok 17-ej... Chcieliśmy zaoszczędzić możliwie sporo czasu, by jak najwięcej zobaczyć :) Szykował się ciekawy weekend... 

 na trasie Mesyna - Catania z ośnieżoną Etną w tle...
Na początek klimatyczna sycylijska piosenka - polecam:)

Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. W piątek rano 6 grudnia ustawiliśmy się (z napisem Catania) przy wjeździe na autostradę, przed samą tablicą "Non autostop" - za tablicą już nie wolno, nie stać nas na noclegi, a co dopiero na kary! ;) Najwidoczniej szczęście nam dopisywało, gdyż już po 15 minutach zatrzymał się sympatyczny pan (przypominający aktora Alana Rickmana) i zabrał nas wprost do Catanii ;) No może nie wprost, najpierw zahaczyliśmy o jego firmę, w której pracuje jako księgowy i zostaliśmy poczęstowani pysznymi "ekologicznie produkowanymi" lodami ;) Pan Alan Rickman miał w sobie wiele ukrytego luzu. Z pozoru lekko spięty, nie przejął się zupełnie, zahaczywszy dwukrotnie swoim Mini o lusterka catańskich samochodów. Ba, nawet się nie pofatygował, by się zatrzymać... ;) Pożegnaliśmy się uprzejmie na dworcu autobusowym, podziękowaliśmy i nasz kierowca odjechał w siną dal. Kupiliśmy bilety do Piazza Armerina, zapakowaliśmy się do busa (który zresztą też idealnie nam podpasował) i za jakieś 1,5 godziny byliśmy już na miejscu... A oto fotorelacja z pierwszych dwóch dni - w Piazza Armerina :) Zostaliśmy u Fabia 2 noce.

nasza trasa: Mesyna - Catania (autostop 100 km) - Piazza Armerina (bus ok 100 km)
Dotarliśmy do celu!
Czas odszukać rzymską willę del Casale :)
Jak się okazało na miejscu, Villa Romana położona jest 5 km za miastem...
Cóż więc zrobić! Ruszyliśmy przed siebie z nadzieją, że znów złapiemy stopa :)
Muszę przyznać, iż byłam podekscytowana już podczas marszu przez Piazza Armerinę.
To malownicze miasteczko zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie!
Nie spodziewałam się takich widoków!
Na pacę, czyli kolejna podwózka! ;)
tajemniczy mostek
sycylijskie krowy i byczki - pozowały jak należy ;)
nowa towarzyszka podróży :)
Jesteśmy! Villa Romana del Casale - czyli nasz pierwszy cel!
 I znów weszliśmy za darmo, podając się za studentów architektury ;)
Po 7 euro w kieszeni! To jest coś! :)
Wpisana na Listę UNESCO, Villa Romana była niegdyś luksusową willą letniskową, należącą prawdopodobnie do Maksymiana - jednego z  ówczesnych tetrarchów Cesarstwa Rzymskiego.
Jej okres świetności przypadł na IV -V wiek n.e.
Fragmenty podłóg w łaźniach willi.  Jak mówią źródła, willa kilka razy zmieniała właścicieli. W XII wieku należała do Normanów. Następnie przykryta została zwałami ziemi, które osunęły się z pobliskiej góry. Ziemia ta ukryła ją i zakonserwowała na niemal siedem wieków.
W XVII wieku pojawiły się wzmianki na temat willi w publikacji Historia di Piazza (Armerina). Historyk G.P. Chirand pisał: "U podnóża wysokiej góry nazywanej Mangowe widoczne są ruiny domu, domu bez oficjalnej nazwy - miejscowi nazywają go Casale de Saraceni (Willą Saracenów)"
latryny
Główny dziedziniec willi z fontanną, otoczony z czterech stron kolumnami
Mozaiki pokrywają w willi 3,5 tysiąca metrów kwadratowych. Znajdują się w większości jej pomieszczeń. Są uznawane za najpiękniejsze i najbardziej okazałe wśród istniejących rzymskich mozaik. Podobno artyści, którzy je wykonali pochodzili z Tunezji, gdzie odkryto podobne posadzkowe dzieła.
Wizerunki przedstawiają m.in. ludzi i zwierząt, wzory geometryczne, bitwy, sceny z polowań,
scenki rodzajowe z życia domowników, sceny mitologiczne oraz erotyczne.
Ściany willi, pokryte w większości freskami, zbudowane były z piaskowca.
Wyczytałam również, że do stworzenia mozaik użyto aż 37 kolorów:
21 z nich to naturalne barwy marmuru i kamieni, pozostałe 16 to płytki szklane.
Figury ludzi i zwierząt tworzono z bardzo małych płytek, wzory geometryczne zaś z większych.
Cała willa składa się z ponad 60 pomieszczeń, na które składały się m.in.
łaźnie, sale gimnastyczne, apartamenty pana, jego rodziny  i gości, pokoje dla służby, atrium, bazylika - sala reprezentacyjna, kuchnia, studia, pokoje spotkań i bankietów.
Wszystkie te pomieszczenia znajdowały się wokół głównego dziedzińca.
 Pierwotnie, pomieszczenie to należało do służby. Później przekształcono je na gimnazjum córek właścicieli rezydencji. Na jego podłodze widać chyba najbardziej znaną mozaikę willi, która przedstawia dziesięć gimnastykujących się lub współzawodniczących ze sobą dziewcząt. Niektóre z nich biegają, inne grają w piłkę ręczną, jedna rzuca dyskiem, jedna ćwiczy z ciężarami a ostatnia sędziuje. Najbardziej dziwią tu dość nowoczesne, skąpe stroje kostiumów gimnastyczek, przypominające współczesne bikini! A to dopiero!
Jak podaje Wikipedia:
"Rozmiary willi, wielkość i charakter poszczególnych pomieszczeń, bogactwo i jakość wystroju świadczą o tym , że było to centrum jednego z największych latyfundiów".
w komnacie właściciela
Scena erotyczna w jednej z sypialni, ukazująca przystojnego młodzieńca i młodą półnagą kobietę
W największym pomieszczeniu, będącym później bazyliką, pan przyjmował swych gości.
Jak ktoś ma ochotę dokładniej przypatrzeć się wilii, polecam ten filmik, jest po włosku ale to nie ma znaczenia :) http://www.youtube.com/watch?v=_GBRBprFtxo
Choć oczywiście najlepiej wybrać się tam osobiście! :)
Późnym popołudniem, po dokładnym zwiedzeniu willi,
przyszedł w końcu czas na spotkanie z naszym drogim Gospodarzem! :)
Fabio okazał się uroczym, ciepłym człowiekiem i świetnym kompanem w ciekawych rozmowach, oczywiście nie w innym języku jak Polskim! :)
Ugościł nas wspaniale!
Pierwszego wieczoru przygotował dla nas przepyszną Empanadę zgodnie z recepturą jego mamy :)
Pamiątkowa fotka z naszym couchsurfingowym Gospodarzem :)
Następnego dnia Fabio oprowadził nas po swoim średniowiecznym miasteczku - Piazza Armerina.
Pogoda dopisywała, bo nie padało, czasem nawet zza chmur przedzierało się słońce...
ciekawie udekorowany hostel
Fabio przy swoim dawnym rodzinnym domu na placu katedralnym :)
uliczka
spacerujemy
i zawieramy przyjaźnie :)
Przed 1862 miasto to nazywało się po prostu Piazza. 
Rządy sprawowali tu Rzymianie, co widać już po istnieniu rzymskiej willi del Casale.
W XI wieku do miasta przebyli Normanie, następnie Lombardczycy.
Jak wiadomo z historii, Piazza Armerina (na swoje szczęście!), nie była nawiedzana przez żadne poważne trzęsienia ziemi. Dzięki temu zachował się jej średniowieczny układ urbanistyczny :) Bardzo podobała mi się  - w końcu inna niż barok - architektura, choć oczywiście i barokowe budowle można tutaj spotkać :) Przyjemnie spacerowało się po tym klimatycznym miasteczku!
Po jakimś czasie wyszło dla nas słońce!
dachy
z widokiem na Teatr Garibaldiego
snujemy się uliczkami wśród dziesiątek kościołów :)
Podobno dialekt, którym posługują się mieszkańcy Piazza Armerina, różni się odrobinę od dialektu sycylijskich sąsiadów - ma bowiem dużo naleciałości z języka używanego niegdyś przez Lombardczyków, dawnych kolonistów Piazzy, którzy przybyli tu z północnej części Włoch.
Czyżby to miasteczko należało tylko do nas? ;) Pustki!
Zrobiło się trochę zimno - czas udać się na kawę! ;)
Piazza Armerina położona jest w górzystej części (wschodnio-centralnej) Sycylii,
tu zawsze jest trochę chłodniej w przeciwieństwie do  np. nadmorskiej Mesyny :)
Cappuccino na rozgrzanie w świątecznie przystrojonej kawiarni :)
W międzyczasie wyszło słońce, więc znów powędrowaliśmy na Plac Katedralny.
Widok z placu na okolicę :)
Barokowa katedra w Piazza Armerina z XVII - XVIII wieku. Zbudowana została w miejscu kościoła, który znajdował się tu dwa stulecia wcześniej. W jej wnętrzu podziwiać można bizantyjską ikonę, ukazującą wizerunek Madonny Zwycięskiej. Jest zresztą i patronką tego miasta.
na starym mieście
Trzy seniorki w czerni :)
Tego wieczoru to, my ugotowaliśmy coś dla Fabia - padło na polski rosół :) Koniec dnia upłynął nam na równie interesujących i przyjemnych rozmowach :) Naprawdę, nie chciało się nam od niego wyjeżdżać! Mieliśmy jednak w planach jeszcze Caltagirone i powrót do Mesyny na stopa...co w niedzielę nie jest w cale takie proste, z uwagi na słaby ruch na drogach. Mimo to, te dwa urocze dni u Fabia, sprawiły, że postanowiliśmy za niedługi czas spotkać się znowu, a w przyszłości także i w Polsce :) Jeszcze raz dziękujemy Ci Fabio! Było rewelacyjnie! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz