czwartek, 12 grudnia 2013

Na schodach w Caltagirone


Po dwóch dniach u Fabia w Piazza Armerina, które zresztą minęły nam za szybko, nadszedł czas by ruszyć dalej. Naszym kolejnym celem było Caltagirone i z takim właśnie napisem ustawiliśmy się na wylotówce z miasta, przy drodze szybkiego ruchu. Czekaliśmy nie dłużej niż 20 minut, kiedy zatrzymał się samochód. Sympatyczna para jechała do Caltagirone, by odwiedzić krewnego w szpitalu. Zabrali nas ze sobą :) To było dopiero nietuzinkowe małżeństwo! W średnim wieku, wystrojeni, wypachnieni, serdeczni i roześmiani - przekrzykiwali się (bardziej ona jego;)) przez całe 30 km, chcąc jak najwięcej opowiedzieć nam o Sycylii i jej pięknych zakątkach ;) Najwyraźniej dystans ten okazał się niewystarczający. Kiedy przyszło nam szybko pożegnać się i na światłach (oni jechali trochę dalej, my musieliśmy odbić w lewo i wspiąć się do centrum) opuścić ich auto, szanowna dama wciąż jeszcze wykrzykiwała w euforii o świątecznych zwyczajach Sycylijczyków, poczciwy zaś małżonek uciszał ją i odciągał od nas ręką, chcąc ułatwić nam tym samym sprintową ewakuację. Z uśmiechem na ustach i my dołączyliśmy się do pokrzykiwań, wykrzykując eleganckie "Grazie mille" i "Buona Giornata", po czym opuściliśmy wehikuł i już nas nie było. Cóż począć, nie nagadała się kobiecina ale prawdę mówiąc, nie wiem czy dłuższy dystans coś by tu zaradził...;) Tak czy inaczej, byliśmy na miejscu! W jednym z ośmiu, zniszczonych niegdyś przez trzęsienie ziemi i odbudowanych w stylu późnobarokowym Miast Doliny Noto, słynącym ponadto z wyrobów ceramicznych i pewnych wyjątkowych schodów... Co więcej, była niedziela 8 grudnia i akurat w najlepsze trwały obchody Święta Niepokalanego Poczęcia. Rozstawiono jarmarki świąteczne i małe lodowisko, wszędzie podziwiać można było bożonarodzeniowe szopki z ceramiki, a w powietrzu rozbrzmiewały świąteczne piosenki... :) Najpierw jednak ruszyliśmy do parku na śniadanie...

Nasza trasa: Piazza Armerina - Caltagirone (ok 30 km na stopa)
Idziemy na piknik do parku :)
W takim otoczeniu śniadanie smakuje sto razy lepiej, nawet, jeśli to tylko chleb z konserwą!
La Villa di Caltagirone - czyli podobno jeden z najpiękniejszych (po Palermo) ogrodów Sycylii,
gdzie zieleń urozmaicono detalami z ceramiki i terakoty
Podium muzyczne Il Palco della Musica - tęczowy pawilon w stylu mauretańskim.
Z widokiem na teatr (obecnie także i kino). W parku tym znajduje się także Regionalne Muzeum Ceramiki, my postanowiliśmy jednak pooglądać ceramikę w sklepikach na starym mieście.
Warto dodać, iż tradycja produkcji majoliki (ceramiki pokrytej nieprzezroczystą polewą ołowiowo-cynową o bogatej kolorystyce) w tym mieście sięga ery neolitycznej, natomiast rozkwit rzemiosła ceramicznego przypisuje się czasom, kiedy na Sycylii panowali Arabowie.
To podobno właśnie dzięki Arabom, Caltagirone zawdzięcza swoją nazwę
"Kalat al Giarun", czyli Wzgórze Waz.
W całym mieście na każdym kroku zauważyć można ceramiczne elementy architektoniczne:
tablice informacyjne, balustrady, mosty, fasady budynków, latarnie czy kapliczki.
Przykładowy sklep z ceramiką - w mieście jest bardzo wielu rzemieślników,
zajmujących się wyrobami i produkcją ceramicznych pamiątek. Niestety wszystko strasznie drogie!
Szopka z ceramiki :)
Zbliżamy się do starówki
Na Moście Świętego Franciszka
No i trafiliśmy na świąteczne jarmarki z sycylijskimi smakowitościami :)
Postanowiliśmy zatem wesprzeć lokalnych przedsiębiorców :)
Nabyliśmy czerwone pikantne pesto i oliwki - mniam!
I tak, maszerując dalej, trafiliśmy pod słynne Schody Świętej Maryi Górskiej. Jest ich w sumie ponad 140, trzeba się trochę namęczyć, by wspiąć się na sam szczyt, ale uwierzcie - warto! Widok rekompensuje wszelkie trudy!
Wykonano je z czarnej skały wulkanicznej w 1606 roku. Zostały ręcznie ozdobione barwną ceramiką o różnych motywach, inspirowanych sztuką muzułmańską i katalońską - jak podaje mój przewodnik
Prowadzą z placu ratuszowego, nad którym dumnie wznosi się katedra, aż do kościoła Świętej Marii Górskiej. Wysokość wzniesienia, na którym je zbudowano to w sumie 50 metrów.
 Krótki filmik mojego autorstwa. Pogoda tego dnia była cudna! 8 grudnia a tak ciepło! Usiedliśmy na schodach i podziwialiśmy panoramę miasta. Z pobliskiego sklepiku dolatywały nas dźwięki świątecznych piosenek. Wczuwając się w klimat, relaksowaliśmy się w słońcu;)
Warto dodać, iż w lipcu podczas święta św. Jakuba - Santo Giacomo,
na schodach odbywa się spektakl La Scala Iluminata :)
Przygotowania do ceremonii trwają prawie miesiąc!  I wtedy schody prezentują się tak... :)
ceramiczna mozaika na szczycie schodów
Przed kościołem pod wezwaniem Świętej Marii z Gór
Stojąc na szczycie... :)
Kapliczka z ceramicznymi ozdobnikami
wieża zegarowa jednego z kościołów
Patrząc na drugą stronę miasta -  z Mostu Św. Franciszka
Ceramiczne dekoracje na moście
Ostatnie spojrzenie na kopułę katedry...
I czas ruszać w stronę superstrady z tabliczką Catania / Messina :)

Muszę przyznać, że miałam poważne obawy tego dnia, czy uda nam się cokolwiek złapać. Była niedziela, ruch na drogach mizerny. Przeszliśmy ładnych kilka kilometrów, zanim dotarliśmy do miejsca, w którym łączyły się drogi i jeździło więcej aut. Cóż, chyba muszę bardziej zaufać Sycylijczykom. Kiedy staliśmy już w tym "lepszym" punkcie, podwózka znalazła się szybciutko :) Zabrał nas młody chłopak, może nie do samej Catanii ale już znacznie jej bliżej. Wyrzucił nas przy jeszcze bardziej ruchliwej trasie, więc o kolejny transport aż tak się nie martwiliśmy. Zależało nam jednak, by złapać stopa zanim się ściemni. Czekaliśmy przy sadzie pełnym drzew pomarańczowych z widokiem na Etnę. W takiej scenerii mogłabym czekać i dłużej. Ale nie trzeba było. Nagle zatrzymał się facet, jadący z naprzeciwka  (w odwrotnym kierunku niż my) i zapytał dokąd się wybieramy. Odpowiedzieliśmy, że do Mesyny, ale Catania też nam pasuje. Kazał nam chwilę zaczekać i pojechał zawrócić. Po chwili już siedzieliśmy w jego aucie. Okazało się, że minął nas kilka minut wcześniej, ale nie zauważył naszej tabliczki i nie miał gdzie się zatrzymać. Specjalnie dla nas się cofnął! I ku naszej olbrzymiej radości, okazało się, że zmierza do Milazzo... a że do Milazzo jedzie się przez Mesynę... Przewiózł nas w sumie 130 km! :) A ile historii i legend o wyspie po drodze opowiadał..! Mieliśmy naprawdę szczęśliwy dzień i bardzo udany weekend! :) W dodatku, zaprzyjaźniliśmy się z Fabiem!, zobaczyliśmy wszystko, co chcieliśmy, pogoda dopisała, a my nie wróciliśmy spłukani, jak to po wycieczkach niekiedy się zdarza ;) Couchsurfing i Autostop to znakomite wynalazki! Pozwalają na bliższy kontakt z Miejscowymi i zawieranie ciekawych znajomości! Cóż może być lepszego dla nas podróżników?!

Trasa powrotna do domu: Caltagirone - Mesyna, 170 km (autostop)
Łączna ilość kilometrów na stopa tego dnia? 200!

2 komentarze:

  1. Kolejny piękny post..Podoba mi się rodowód nazwy Caltagirone i jego tłumaczenie. To świetnie oddaje ceramiczny zawrót głowy nie tylko w tym regionie,ale i na całej wyspie. Wszechobecne sklepy i kramy z ceramiką i moje ulubione szyszki! Gdyby jeszcze cena nie zwalała z nóg..A na koniec powtarzam:Sycylio,wróć!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Caltagirone to zdecydowanie jedno z piękniejszych miast Sycylii! a przy tym wyróżnia się wśród innych tymi oryginalnymi schodami! Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz