piątek, 22 listopada 2013

Spotkanie w Catanii

W związku z pewnymi problemami technicznymi (które przedstawię w dogodnym momencie, póki co nie chcę psuć sobie tym humoru), dopiero teraz nadrabiam zaległości z ostatniego, wypełnionego wojażami tygodnia :) Krok po kroku, opiszę na dniach nasze najnowsze wyprawy.  Na początek Catania :)
z 9 listopada...


Wstaliśmy wcześnie rano, lekko nieprzytomni (po domówce u E. i P;)) i szybko posprzątaliśmy chałupkę. Musieliśmy się spieszyć, bo już około 10 odjeżdżał nasz pociąg! Byłam ogromnie podekscytowana! To właśnie tego dnia, po 6 tygodniach na catańskim lotnisku lądowała moja Rodzinka :)

W drodze do Catanii, gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać, studiowałam dokładnie w przewodniku rozdział, na temat, tego drugiego, co do wielkości miasta Sycylii. Pogoda napawała optymizmem, Etna zaś, widoczna była na za oknem wagonu przez większość naszej trasy. Majestatyczna, imponująca... Podziwiałam z zachwytem tę olbrzymią Górę, która nie raz w przeszłości dała okolicznej ludności do wiwatu...

Wysiedliśmy na stacji Catania Centrale i ruszyliśmy przed siebie. Na początku, udaliśmy się do historycznego serca Catanii, na charakterystyczne Piazza Duomo. Warto dodać, że place katedralne znajdują się tutaj we wszytskich większych miastach :)

Muszę przyznać, iż moje pierwsze wrażenia z Catanii były raczej negatywne. Miasto to, na samym początku, mocno mnie zawiodło. Czułam się przytłoczona ilością ludzi, intensywniejszym niż w Mesynie hałasem oraz wszechobecnymi, nachalnymi żebrakami. Ponadto, ciemne budynki z wulkanicznej skały, pomimo swych barokowych zdobień, wydawały mi się przygnębiająco ponure. Chciałam stamtąd uciec. Jedyną pociechę stanowiło zbliżające się popołudniowe spotkanie z Bliskimi. Co zabawne, odczucia Maćka na temat Catanii były całkowicie odwrotne! No ale w końcu o gustach się nie dyskutuje! :)

Postanowiliśmy zatem wydostać się z tego niepokojącego spędu turystów (który w Mesynie zdążył już przycichnąć, zważywszy na porę roku) i poszliśmy spacerekiem w stronę antycznego teatru. Co prawda, za wstęp trzeba bvło zapłacić, ale przynajmniej było warto! Wciśnięta między współczesne, urbanistyczne zabudowania, ta dobrze zachowana, grecko-rzymska scena z około IV wieku p.n.e miała swój niepowtarzalny urok, a w dodatku emanowała ciszą i spokojem. Nie licząc kilku przelotnych turystów, spędziliśmy tam sami prawie godzinę...

I nagle natchnęło mnie dziwne, choć przyjemne uczucie. Czym bardziej oddalaliśmy się od tłocznej Piazza Duomo, tym bardziej przekonywałam się do Catanii. Maszerując po jej przestronnych ulicach (odbudowywanych wielokrotnie po trzęsieniach ziemi i wybuchach Etny), podziwialiśmy po drodze ruiny fundamentów rzymskiego odeonu, liczne barokowe świątynie i kamienice, czy też elegancki wydział prawa (przypominający pałac), aż w końcu dotarliśmy do ogrodów publicznych wielkiego włoskiego kompozytora operowego - Belliniego. Odpoczęliśmy tam w słońcu z widokiem na czcigodny wulkan. Następnie przeszliśmy się Viale Etnea - podobno najdłuższą ulicą całej Sycylii, po czym odbiliśmy w jedną z jej bocznych przecznic, by zupełnie przypadkiem natrafić na rozległy targ pod gołym niebem. W ten sposób, włócząc się i szwandając, przybyliśmy na jeden z placów, na którym znajduje się współczesny teatr Massimo Belliniego. Niestety zamknięty, prawdopodobnie z powodu strajku...

Było już późne popołudnie, kiedy wróciliśmy na strojną Piazza Duomo. W ostatnich promieniach słońca podobała mi się znacznie bardziej niż w południe. Na naszych drogich Gości, zdecydowaliśmy się zaczekać wewnątrz katedry, którą akurat otwarto. Łatwo można się domyśleć, że kiedy w końcu doszło do spotkania, powitaniom i radości nie było końca;) Do Mesyny spieszyć się nie musieliśmy, teraz, z wypożyczonym autem czuliśmy się wolni i niezależni. Czekał nas zatem wieczorny spacer po Catanii... ;)

nasza trasa: Mesyna - Catania (ok 100 km)
 na Piazza Duomo
Po prawej Katedra św. Agaty - patronki miasta.
miejscowe rękodzieło
krzesełko z Triskelionem - symbolem Sycylii
 w antycznym teatrze
Budowla ta, wklejona między współczesne kamienice, jest niesamowita!
 panorama z góry (fot. by Maciej)
panorama z dołu (fot. by Maciej)
 Pierwotnie mieściło się tutaj około 7 tysięcy widzów!
Poza widownią z wapiennej skały, do dzisiaj zachowały się jeszcze
orchestra z marmurową podłogą oraz podtopiona scena.
 Na zdjęciu widać Amenamo, czyli podziemną rzekę, płynącą pod miastem.
Pojawia się ona tylko w kilku punktach m.in. w miejscu sceny tego magicznego teatru :)
maszerując w stronę parku... 
Szerokie ulice Catnii - po wielu tragicznych kataklizmach z przeszłości,
architekci tak zaplanowali odbudowę miasta, by w razie ponownych katastrof
mieszkańcy mieli większą swobodę ucieczki i możliwości ratunku...
 starożytny odeon rzymski
 Zabytek ten zdecydowanie nie pasuje do nowoczesnego otoczenia!
 niestety uchowały się tylko skrawki jego fundamentów
 catańska uliczka
Wydział Prawa w Catanii
 Odpoczynek w Parku Belliniego.
 Mieszkańcy przychodzą tu zaczerpnąć powietrza, kontemplować,
czytać książki i pogawędzić z przyjaciółmi :)
Viale Etnea - najdłuższa i bardzo elegancka ulica Sycylii
 W odwiedzinach u Pana Rzeźnika :)
 wielki targ z niezwykle szerokim asortymentem
 świeże rybki z rannego połowu
współczesny Teatr Massimo imienia Vincenzo Belliniego
fasada teatru
 aktualny repertuar
 ostatnie promienie słońca nad placem katedralnym
 Grobowiec Vincenzo Belliniego w katedrze.
Co ciekawe, dopiero w 40 - lecie śmierci kompozytora, przeniesiono jego zwłoki do rodzinnej Catanii.
Wcześniej ciało Belliniego spoczywało w mauzoleum w Paryżu.
wieczorna przechadzka

Na koniec, chciałabym jeszcze przypomnieć, iż Catania jest jednym z ośmiu późnobarkowych miast Doliny Noto, wpisanynych na Listę UNESCO w 2002 roku. Kojeny post już wkrótce! Zapraszam :)

6 komentarzy:

  1. z powodu braku pieniędzy w Teatrze Wielkim w Catanii spektakle się nie odbywają ;) pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda... na budynku teatru wisiał jakiś transparent dotyczący strajków...

      Usuń
  2. Z łezką w oku czytałam i oglądałam twój nowy post. To było tak niedawno..czuję lekki niedosyt tego miejsca,byłam tak podekscytowana spotkaniem z Wami,że nie mogłam się w pełni skupić na kontemplowaniu tych pięknych budynków,parków i uliczek..Ale może to jeszcze nadrobimy w grudniu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadrobić możemy zawsze, ale z drugiej strony tyle jeszcze do zobaczenia przed nami! :)

      Usuń
  3. Super zdjęcia :) Pięknie, pięknie..tęskni mi się za ciepełkiem, ale może w styczniu, kto wie :))

    P.S. Pan Sting przywiózł kubek z Łotwy, ten jest cudny!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AAAAAAAA dziękuję za kolejny kubek!!!! :) Powiedz Stingowi, że wymiata! ;) A co do ciepełka, to wiesz, Rzym czeka.... ;)

      Usuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz