sobota, 30 listopada 2013

Etna Wszechmogąca

z 16 listopada...

I nadszedł dzień, na który czekałam od dawna... Nasza wyprawa na Etnę! Sycylia może poszczycić się wieloma pięknymi miastami, setkami cennych zabytków i krajobrazami zapierającymi dech w piersiach... Jednak Etna... Ona jest tylko jedna! Wyjątkowa. Majestatyczna. Wywołująca dreszcze. Wzbudzająca zachwyt i szacunek. Ciężko oderwać od niej wzrok! Ma w sobie coś, co sprawia, iż człowiek pragnie się w nią wpatrywać! Oczarowuje, uwodzi... Rzuca urok! Nawet Sycylijczycy, którzy przecież już dawno zdążyli się z Nią oswoić, mówią o Niej z nieukrywaną dumą w głosie.. Nieraz podczas naszych autostopowych wypraw, pytali się nas, czy już byliśmy na Etnie. Kiedy słyszeli odpowiedź twierdzącą i naszą ekscytację w głosie, mówili tylko: "Si si, Etna... bella", po czym zapadała chwila słodkiej zadumy i  kontemplacji nad tą Dostojną Damą... Etna dzierży siłami tworzenia i niszczenia. Od dawien dawna była obiektem kultu i inspiracji!
To na jej cześć nazwano rozprawę poetycką o wybuchach wulkanów, która powstała między 55r p.n.e. a 79r n.e! W dodatku, starożytni Grecy wierzyli, iż w jej wnętrzu znajduje się kuźnia Hefajstosa - boga ognia i kowali. Na swych zboczach Etna rodzi żyzne gleby, umożliwiając bujną uprawę winorośli i drzew cytrusowych. Zapewnia cenny budulec, z którego powstawały całe miasta (jak Catania czy Randazzo).
Z drugiej strony, zaledwie w jednej chwili może przekreślić życie setek tysięcy ludzi, odbierając im wszystko, co posiadają. W razie wybuchu, uratować ich może jedynie cud... Na ewakuację prawdopodobnie nie starczy czasu... W związku z tym, do dziś wiele osób pokłada nadzieję w Świętej Agacie Sycylijskiej - męczennicy i patronce Catani, która  - jak wierzą ludzie, nie raz już zapobiegła zalaniu miasta wrzącą lawą.  Sycylijczycy ufają, iż zapewnia ona ochronę przed klęskami żywiołowymi, między innymi trzęsieniami ziemi i wybuchami wulkanów. Cóż zresztą mogą uczynić, ja nie obdarzyć zaufaniem Świętą Agatę..? Co najwyżej, przenieść się w jakieś inne - bezpieczne miejsce. Tyle tylko, że nie chcą... Tkwią wiernie u stóp swej Wielkiej Pani i nie zamierzają jej opuścić. Przywiązanie? Lekkomyślność? A może Miłość? Oj tak, bezsprzecznie bezwarunkowa...
nasza trasa: Mesyna - Etna (około 110 km, 2h jazdy samochodem)
Wjeżdżamy do góry serpentynową drogą...roślinność ubożeje... pojawiają się jedynie wysokogórskie murawy i wszechobecna - zastygła lawa...
Zaraz przebijemy się przez chmury! :)
Etna jest obecnie najwyższym i największym czynnym stratowulkanem Europy, o wysokości aż 3323 m n.p.m. Wysokość ta wskutek wybuchów ulega zmianie.
  Powstała w czwartorzędzie - jest wciąż stosunkowo młodym wulkanem :) Zbudowana głównie z bazaltów... Jej obwód u podnóża ma 154 km.
Znaleźliśmy się w końcu na wysokości 1986 m n.p.m, skąd odchodzi kolejka linowa Funivia dell'Etna. Można się nią dostać jeszcze ok 500 m wyżej. Przyjemność taka, na którą się nie zdecydowaliśmy, kosztuje ok 30 euro w dwie strony. Postanowiliśmy eksplorować w okolicach schroniska Rifugio Sapienza, gdzie i tak już panował księżycowy krajobraz :) Z najwyższego stożka wydobywała się strużka dymu...
Co zabawne, z dołu, kiedy jeszcze wjeżdżaliśmy autem na górę, pogoda wydawała się nam niesympatyczna. Było mrocznie... Kiedy przebiliśmy się przez grubą warstwę chmur, przywitało nas słońce i zaskoczyła znakomita widoczność! Błękitne niebo stanowiło dla bazaltowej Etny mistrzowskie tło! Czułam się odrobinę jak w Alpach :) Naprawdę, nietrudno było się zakochać w tej Dostojnej Damie...
Dwie z najbardziej katastrofalnych erupcji miały miejsce w 1381 i w 1669 roku, w tej drugiej lawa dotarła do Catani i zniszczyła miasto. Od V wieku zanotowano 80 dużych wybuchów! W 1971 roku Etna zniszczyła kolejkę linową oraz obserwatorium astronomiczne. Powstał wówczas południowo-wschodni krater, który w ostatnich latach jest najbardziej aktywny.
Rodzinnie na Etnie :) Bezcenne przeżycia!
Co jakiś czas Etna wydawała z siebie niepokojące pomrukiwania ;)
zmierzamy do Krateru Silvestri
Etna, poza kraterem głównym, posiada jeszcze ponad 270 bocznych kraterów tzw. pasożytniczych.
panorama (fot. Maciej)
Jak dowiedzieliśmy się niedawno od Pana Strażaka, który podwoził nas autostopem, Etna wykazywała ostatnio tzw. aktywność strombolijską, czyli o wzmożonej częstotliwości, poprzedzaną zwykle niewielkimi - nieodczuwalnymi przez człowieka trzęsieniami ziemi. Można je uznać za sygnały ostrzegawcze... Po kilkunastu dniach tych mniejszych erupcji, doszło w końcu do większej, skumulowanej eksplozji - pisałam o tym w moje urodziny :) Działo się wtedy, oj działo! Polecam linka z tamtego niesamowitego dnia!
panorama (fot. Maciej)
Z kolei inna osoba - nasz gospodarz Fabio z Couchsurfingu, powiedział, że bardzo cieszy go fakt, iż Etna daje upust swoim emocjom i od czasu do czasu rozładowuje swoją energię. Dodał, iż dużo bardziej bałby się niepokojąco drzemiącego Wezuwiusza, który przecież nie jest wygasłym wulkanem! Jeśli kiedyś coś go przebudzi, i nie daj Boże rozdrażni (!) Wezuwiusz zmiecie z powierzchni ziemi całą Zatokę Neapolitańską!!! Oglądałam kiedyś program na ten temat, pokazywali tam komputerową wizualizację takiej eksplozji - nie zazdroszczę... Oby Pan Neapolu jeszcze długo spał... Nie chcemy powtórki z Pompejów!
Wtedy - 16 listopada, śnieg znajdował się jeszcze jedynie na szczycie (zalega on tam przez jakieś siedem miesięcy w roku), dziś - po około miesiącu od tamtej wyprawy, pokrywa on już większą część zboczy... Dzięki temu, Etna prezentuje się jeszcze piękniej i okazalej! Niektórzy odważni uprawiają na Etnie narciarstwo zjazdowe - zazdroszczę! Gdybym tylko miała ze sobą odpowiedni sprzęt... Nie wahałabym się ani chwili!
z Anną :) Zahipnotyzowane potęgą cudów natury :)
ponad chmurami - wspinamy się do kolejnego krateru :)
panorama (fot. Maciej)
Okrążyliśmy go dookoła. Nasze cienie odbijały się na jego dnie :)
Ciekawostka. Wraz z Anną i Maciejem byliśmy świadkami rzadkiego zjawiska optycznego -tzw. Widma Brockenu lub inaczej Mamidła Górskiego. Polega ono na zaobserwowaniu własnego cienia na chmurze, znajdującej się poniżej obserwatora, czyli w tym przypadku poniżej nas. Zdarza się, że cień ten, otoczony jest obwódką z tęczy - zwaną glorią. Wśród taterników istnieje przesąd, iż człowiek, który zobaczył Widmo Brockenu umrze w górach. Wymyślił go w 1925 roku i spopularyzował Jan Alfred Szczepański. Ujrzenie zjawiska po raz trzeci "odczynia urok", co więcej – szczęśliwiec może się czuć w górach bezpieczny po wsze czasy. Cóż, my zobaczyliśmy mamidło tylko po dwa razy... Oznacza to, że wciąż nie zostaliśmy odczarowani. Hm. Podobno wielu ludzi specjalnie jeździ w góry, by choć raz przeżyć to, co my zobaczyliśmy przez przypadek...
mój krótki filmik
Barwne skały wulkaniczne: rdzawe, żółtawe (siarkowe),
brunatne, pomarańczowe oraz ciemne bazaltowe. Magia.
Z mym ukochanym Podróżnikiem :)
Spędziliśmy na Etnie dobrych kilka godzin.
Chcieliśmy w pełni nacieszyć się Jej towarzystwem :)

piątek, 29 listopada 2013

Wybuchowe Urodzinki

Chciałam jeszcze raz podziękować Wszystkim bardzo serdecznie za pamięć i cudowne życzenia! Wszystkie! Znowu najwięcej było tych ściśle podróżniczych i związanych z odkrywaniem świata :) Naprawdę bardzo mnie to cieszy! :) To miłe, że wszyscy pamiętają, co najbardziej mnie kręci i życzą mi, bym mogła się w tym spełniać! Czego więcej mogłabym chcieć? :) Dziękuję też mojemu Ukochanemu za wspaniale zorganizowany dzień i cudowne prezenty! :) W przyszłym tygodniu czeka mnie jeszcze urodzinowa wycieczka ;) Nie mogę się doczekać!

 w pizzerii Vulcania ;)

Na koniec, chciałabym dodać, iż wczoraj o godzinie 18-ej (dokładnie o tej godzinie urodziłam się 24 lata temu - przypadek? ;)) wybuchła bardzo spektakularnie nasza kochana Etna :) Siła uderzenia była tak wielka, iż po około półtorej godzinie od eksplozji, na Mesynę spadły wulkaniczne popioły! Czegoś takiego nigdy wcześniej nie przeżyłam! I z pewnością zapamiętam ten dzień do końca życia!

Wracaliśmy akurat z Maćkiem z urodzinowego maratonu po mieście:
ja: Kurczę, coś mi wpadło do oka! Ale piecze!
(Aż zatrzymałam się na chodniku sprawdzić co jest grane. Po chwili, poczułam pieczenie drugiego oka...)
M: O cholera, ja też coś mam w oku!
(w tym momencie zauważyłam, że mijający nas na ulicy facet, też pociera swoje oko...)
ja: To jakby pada z nieba, czuję to na całej twarzy! 
M: Wiesz co, a może to Etna wybuchła? No bo co to niby miałoby być?!
ja: Ale to musiał być naprawdę silny wybuch, jeśli możemy odczuć to aż w Mesynie! Trzeba poczytać w sieci. (w drodze do domu dość mocno szczypały nas oczy - założyłam na głowę kaptur, a Maciek rozłożył nad nami parasol.)

Po powrocie rzuciliśmy się do komputera i faktycznie, okazało się że Etna wybuchła! I to jak! Co najlepsze, odległość między wulkanem a Mesyną to 80 km! Mimo to, popioły dotarły aż tutaj! Oto zdjęcia z wczorajszej eksplozji - znalezione w Internecie:
 Wybuchy trwały niemal 3 godziny!
Lotnisko w Katanii zamknięto na ponad godzinę.
Ujęcie z dalszej odległości - moje ulubione!
 widok z Katanii
widok z Randazzo
I od strony morza - piękna fotografia!
 Widok od południa - z Gozo (mała wyspa obok Malty) - z dystansu około 320 km
 Widok od północy - z Wysp Liparyjskich  - z dystansu około 155 km (z wyspy Vulcano)
Etna - fotka zrobiona dzisiaj do południa
Czas na kilka moich zdjęć :)
skutki widoczne w Mesynie - popiół na autach
 na szybie
 na roślinkach u nas w ogrodzie
 na naszym balkonie (dziś o 11 rano)
Nazbierało się tego!
Zaraz po uczelni poszliśmy dziś do jednego z ulicznych barów na cappucino. Przy okazji, Maciek zapytał się pana barmana-mesyńczyka, czy sytuacją należy się przejmować. Ten powiedział nam, że "nie, ależ skąd, takie rzeczy nie raz zdarzały się w przeszłości, i nigdy nie były to większe kawałki popiołu, niż ten co wczoraj i dziś". Także w porządku, nie ma powodów do paniki ;) Bardziej współczuję mieszkańcom Katanii, ci mają pewnie większe obawy...

środa, 27 listopada 2013

Wąwóz Alcantara

z 15 listopada...

Kolejnego dnia (po Dolinie Noto) wybraliśmy się do Wąwozu Alcantara, który znajduje się nieopodal miejscowości Francavilla. Całe szczęście, że mieliśmy samochód, gdyż tym razem pogoda nam nie dopisała... Nie chcieliśmy jednak siedzieć w domu i marnować cennego czasu! Rodzinka już za dwa dni wracała do Polski. Musieliśmy ruszyć się z Mesyny i zobaczyć coś ciekawego! Padło na rzekę Alcantarę, miasteczko Randazzo i wiejskie tereny z winnicami na zboczach Etny, gdzie właśnie zaczynała się jesień  :)

nasza trasa: Mesyna - Wąwóz Alcantara - Randazzo - Mesyna
Mesyna - Alcantara, około 70 km
Alcantara - Randazzo, około 20 km
 Wąwóz Rzeki Alcantara - park botaniczno-geologiczny
Na początek, wszystkim, którzy kiedykolwiek zdecydują się wybrać do Wąwozu Alcantary, chciałabym odradzić płacenie za wstęp - 8 euro za osobę. Kupowanie biletu w tym miejscu nie ma większego sensu, gdyż około 200 metrów dalej od kas, znajduje się bezpłatne wejście publiczne. Opłata za bilet obejmuje w zasadzie tę samą trasę, którą można zrobić za darmo, plus zjazd i wjazd specjalną windą. Świetna opcja dla osób leniwych i zamożnych ;) Ci, którzy wolą zaoszczędzić, mają do wyboru schody i te same widoki oraz doznania estetyczne ;) Zejście i wejście nie jest takie ciężkie, jakie mogłoby się wydawać (fot.) Polecam! :)
Bieg rzeki Alcantara (źródło.Wikipedia) Swoje źródła ma ona w Górach Nebrodi, uchodzi natomiast do Morza Jońskiego.
Wąwóz powstał na skutek wybuchu drugorzędnego krateru Etny - Moio. Strumień lawy płynął wzdłuż rzeki Alcantara aż wpłynął do morza. W międzyczasie woda rzeźbiła w lawie oryginalne wzory.
 Długość Alcantary to około 52 km.
 W 2001 roku utworzono tu regionalny park rzeczny - Parco fluviale dell'Alcantara - w celu ochrony doliny rzeki oraz  zjawisk geologicznych. Jego powierzchnia to około  1927 ha.
 W deszczu, który towarzyszył nam tego dnia, 
ciemne bazaltowe skały wąwozu wydawały się wręcz surrealistyczne!
 Co ciekawe, odcinek 200 metrów wąwozu można przejść pieszo w specjalnych wysokich kaloszach. Woda jednak, niezależnie od pory roku, zawsze jest w nim lodowata. Organizuje się też spływy kajakowe pod okiem przewodników, gdyż wyprawy te podobno nie należą do bezpiecznych...
 Cali mokrzy ale jakże zadowoleni! :)
Ściany wąwozu mają wysokość od 20 - 50 m. Jego długość to natomiast 48 km. To malownicze i wyjątkowe miejsce!
Pomału wracamy przez park do samochodu
i ruszamy dalej - w głąb wyspy :)
 No i po około 40 minutach jazdy dotarliśmy do Randazzo! Cisza, spokój, deszczowa atmosfera i brak turystów - coś w sam raz dla naszej ekipy! :)
To urokliwe średniowieczne miasteczko, położone około 16 kilometrów od szczytu Etny. Spacerując po jego uliczkach, można poczuć się trochę jak w Anglii :) Wszyscy mieliśmy właśnie takie odczucie! Jedynie świadomość o dominującej nad nami Etnie, przypominała nam, gdzie rzeczywiście się znajdujemy :)
 Pierwsze wzmianki o Randazzo, pochodzą jeszcze z XII wieku, kiedy przybyli Lombardczycy. Żyli tu przez długi czas, rozbudowując i fortyfikując miasto.
 Gotycka bazylika Santa Maria zbudowana z bloków lawy (XIII wiek)
 Zabudowania Randazzo ucierpiały w czasie trzęsienia ziemi w XVI wieku, a także później, w czasie Drugiej Wojny Światowej.
 Spacer po parasolem również może być przyjemny :)
 Na szczęście zachowała się chociaż odrobina czarujących, średniowiecznych zakątków :)
 jesień na zboczach Etny
winnica u stóp Etny

To na jej szczyt właśnie, wybieraliśmy się w planach ostatniego dnia pobytu mojej Rodzinki... cdn!