czwartek, 31 października 2013

Cefalù

Już ponad miesiąc mieszkamy na  Sycylii, czas płynie jak szalony! Od początku wiedzieliśmy, że kilka osób planuje nas odwiedzić (w końcu zaprosiłam wszystkich przyjaciół i całą Rodzinę!) i całe szczęście - miło ujrzeć po takim czasie kogoś znajomego lub bliskiego! Pierwszymi gośćmi, którzy zapowiedzieli swój przyjazd, byli Weronika i Bartek :) W miarę tanio kupili bilety i postanowili, chociaż na chwilę, zachłysnąć się pięknem Sycylii :) I wcale im się nie dziwię! Podczas szybkiej narady, wymyśliliśmy, że dobrze byłoby spotkać się z nimi w jakimś ciekawym miejscu, mniej więcej w połowie trasy z Palermo do Mesyny.  Padło na miasteczko Cefalù, w którym ani oni, ani my jeszcze nie byliśmy. Ustaliliśmy termin, pozostało jedynie czekać...aż w końcu, we wtorek rano, ruszyliśmy na spotkanie stulecia! :)
trasa z Mesyny do Cefalù (ok 2 h pociągiem)
 Polecam sycylijską muzyczkę, dzięki której przyjemniej będzie się czytało i oglądało :)
dawno temu Fenicjanie nazwali to miasto Przylądkiem Herkulesa,
gdyż wg jednego z mitów, przybył on tu w 1238 r p.n.e.
i wybudował na wzgórzu świątynię na cześć Jupitera
urokliwa zabudowa nad samym brzegiem morza
stragan na kółkach
Lavatio Medievale, czyli średniowieczna pralnia publiczna.
Płynie tu tzw. podziemna rzeka Cefalino (źródło słodkiej wody).
 Koryta do prania wykute zostały w skale.
skaliste wybrzeże - dzięki niemu, woda tak mocno nie podmywa domostw
knajpka z widokiem na morze
miasteczko rybackie
Katedra wzniesiona została w 1131r, charakteryzuje się ciekawą mieszanką stylów:
bizantyjski, arabski, normański
Ufundował ją niejaki Roger II w podzięce,
za szczęśliwe przybicie do brzegu podczas silnego sztormu.
Wewnątrz katedry znajduje się mozaika, (XIIw) przedstawiająca
wszechwiedzącego i wszechwidzącego Chrystusa Pantokratora.
To zdjęcie akurat nie jest moje, pochodzi ze str. http://www.archidiecezja.warszawa.pl/homepage/rokwiary/?a=6220
Chaos! Czyli rodzice odbierają swoje pociechy ze szkoły :)
Nawet nie zauważyłabym, że tam jest jakaś szkoła!
Wejście jak do kamienicy!

Wyprawa bez wspinaczki nie byłaby dla nas wyprawą ;)
Kierunek La Rocca!
Dlatego właśnie czasem warto się pomęczyć!
W doborowym towarzystwie!:)
(szliśmy na górę prawie godzinkę, wstęp niestety bez zniżek - 4)
Panorama na drugą stronę wzgórza La Rocca (fot. Maciej)
(w dole: po lewej marina, nieco po prawej rudawy przylądek La Calura)
Zdobyliśmy dawną Fortecę - a raczej jej ruiny (270 m n.p.m.)
Niegdyś znajdował się tu ufortyfikowany bizantyjski zamek.
Ruiny megalitycznej świątyni Diany z V w p.n.e.
 Ciosane kamienie, które zostały użyte do jej
wybudowania wyglądały na dosyć ciężkie.
 Włochata kózka :)
Krajobraz miasteczka Cefalù widziany ze wzgórza La Rocca
Czerwone dachy starego miasta - wspaniałe!
w popołudniowym słońcu
łodzie na piaszczystej plaży
w zatoce Cefalù
Zapada zmrok...
Nie mogłam oderwać wzroku od tych niesamowitych domków,
z Morzem Tyrreńskim u stóp...
Kolacja na świeżym powietrzu :)

poniedziałek, 28 października 2013

Wyspy Liparyjskie

Spontaniczne decyzje są zawsze najlepsze! To oczywiste! Właśnie dlatego, zmęczeni (po węgierskim wieczorku u Anny) lecz podekscytowani, wstaliśmy wczoraj skoro świt i ruszyliśmy na stację. Nasz pociąg odjeżdżał o 7:10, innego nie mieliśmy, bo w niedzielę zawsze redukują połączenia. Dotarliśmy do Milazzo i udaliśmy się spokojnym spacerkiem do portu. To stamtąd, za następne 3 godziny odpływał nasz prom. Byliśmy strasznie niewyspani, więc rozłożyliśmy się na pobliskiej plaży i zasnęliśmy-oczywiście budziki zostały nastawione, żeby nie przegapić rejsu! Obudziliśmy się, zrobiliśmy małą wyprawę do sklepu po prowiant, w barze nieopodal wypiliśmy po kawce i wsiedliśmy na nasz statek! Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak szczęśliwa! Pogoda słoneczna,  temperatura wręcz gorąca - jak na ostatnie dni października, (tylko w czasie rejsu wiało), morze spokojne, a przed nami na horyzoncie, po kolei, wyłaniały się cudne Wyspy Liparyjskie! Cuda!
 Stromboli
Nazwa - Wyspy Liparyjskie pochodzi z greckiego słowa liparos  (żyzny), zaś Wyspy Eolskie – od władcy wiatrów, Eola, który w mitologii greckiej miał tam swą siedzibę. Archipelag  ten składa się z siedmiu głównych i dziesięciu mniejszych wysp, znajdujących się na Morzu Tyrreńskim. Wiedziałam już wcześniej, że w 2000r wpisano je na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co od razu sugerowało o ich wyjątkowości. Nie przypuszczałam jednak, iż ich widok wprost  zwali mnie z nóg!
 główne dane i lokalizacja archipelagu
Źródło. Wikipedia
Decydując się na tę wyprawę, musieliśmy wytypować, które z wysp najbardziej chcemy zobaczyć. Koszty rejsów łączonych są dosyć wysokie, nie ma co się oszukiwać, nie mogliśmy pozwolić sobie na odwiedzenie wszystkich. (Choć po wczorajszym dniu, marzy mi się to bardzo!) Ja osobiście, najbardziej pragnęłam doświadczyć wizyty na Wulkanie Stromboli. Ponadto, oboje z Maciejem byliśmy zgodni, że warto byłoby wybrać taki rejs, który pozwoliłby nam przyjrzeć się aktywności wulkanów po zmroku. Dlatego, w ostatecznym rozrachunku padło na Panareę i Stromboli. Po mimo ceny, która odrobinę przerażała, pomyśleliśmy:  raz się żyje, teraz albo nigdy! Jedźmy, bo potem będzie za późno! Muszę przyznać, że była to do tej pory (w czasie Erasmusa) nasza najlepsza, najbardziej niesamowita wyprawa, (a pieniądze najlepiej wydane)!  Nawet śniła mi się dzisiaj w nocy ;) Nasi węgierscy kompani od wojażów znów nas nie zawiedli. Klamka zapadła! W drogę!

środa, 23 października 2013

Połów ryb w Kalabrii


Po ponad trzech tygodniach na Sycylii, zdecydowaliśmy się dzisiaj opuścić naszą cudowną wyspę i przeprawić się promem (6,5 euro w dwie strony) na stały ląd włoski. Na początku, nieco dziwnie czułam się, patrząc na oddalającą się od nas Mesynę, obejmowaną jak zwykle przez Góry Pelorytańskie. Zdążyłam już zadomowić się w tym mieście i polubić je ogromnie! Później, spacerując promenadą Lungomare wzdłuż wybrzeża Kalabrii, pomyślałam, jak intrygująco jest (tym razem) spoglądać na naszą Wyspę Słońca z czubka włoskiego buta!

Swoją drogą, samo Reggio jako takie, nie ma w sobie nic, co sprawiło, że chciałabym ponownie je odwiedzić. No może poza cenami - odkryliśmy że są niższe niż na Sycylii. Jednak lody nie były tam tak smaczne jak w Mesynie. Miasto wydało mi się nudne i gdyby nie to, że pogoda znów nam dopisała, nie wiem, co moglibyśmy przez cały dzień w nim robić. Dlatego zawsze, gdziekolwiek by się nie jechało, towarzystwo odgrywa rolę pierwszorzędną! To ludzie, moim zdaniem, a nie miejsca kreują niezapomniane chwile i wspomnienia:) Udaliśmy się do Kalabrii wraz z Anną z Węgier i Christine z Francji. Zupełnie przypadkiem, dzięki naszej francuskiej towarzyszce (która strasznie chciała nauczyć się łowienia ryb na żyłkę), ta niewinnie zapowiadająca się wyprawa przeistoczyła się w prawdziwą lekcję wędkowania, w towarzystwie mieszkańców Kalabrii - panów wędkarzy ze stałego lądu:) Owi panowie, tak bardzo zaangażowali się (Włosi są zawsze otwarci i chętni do pomocy!) w nauczenie Christine sztuki łowienia, iż nagle staliśmy się lokalną atrakcją, oczywiście gwiazdą wydarzeń była Christine:) Udało mi się nakręcić dość zabawny filmik, upamiętniający te sympatyczne doświadczenia. A śmiechu i zabawy było przy tym co nie miara!;) Tymczasem zapraszam na dzisiejszą fotorelację!

wtorek, 22 października 2013

Mesyna nocą

Wieczorny spacer po Mesynie:) Tym razem udaliśmy się na nowe wzgórze, by spojrzeć na miasto z innej perspektywy :) Pełnia księżyca, ciepłe powietrze, zapach kwiatów, światła, w porcie jak zawsze zgiełk, w Cieśninie Mesyńskiej ruch, ludzie spacerują z dziećmi (nie ważne, że późno), jakaś para obcałowuje się namiętnie (jak na Włochów przystało) na ławce, klaksony trąbią, skutery śmigają, ktoś w biegu wcina foccacię, ktoś rozmawia przez telefon - niemal krzyczy... Miasto żyje... :)

 znów się wspinamy :)
widok na Piazza Duomo - plac katedralny
Cieśnina Mesyńska i Kalabria w tle
panorama portu - tam zawsze coś się dzieje!

sobota, 19 października 2013

Popołudnie w Torre Faro

 
Torre Faro to przylądek, znajdujący się na północ od Mesyny, w północno-wschodniej części Sycylii. Charakteryzuje się silnymi wiatrami i prądami morskimi, gdyż leży na styku dwóch mórz: Tyrreńskiego oraz Jońskiego. To właśnie w tamtym miejscu, Cieśnina Mesyńska staje się najwęższa, a odległość do Kalabrii redukuje się do około 3 km. My postanowiliśmy wybrać się tam przede wszystkim dla spokojnej - oddalonej od jezdni - i piaszczystej plaży na popołudniowy odpoczynek :)
Stąd do Kalabrii już najmniejszy dystans! Fale wzbierały prawie za każdym razem, gdy przez Cieśninę Mesyńską przepływał jakiś statek. Najgłębszy punkt cieśniny osiąga 250 m.
 atmosfera odprężenia
 Jeden z mijających nas, co jakiś czas, kolosów. Port - wielki i wciąż żywy - to kolejna rzecz, którą uwielbiam w Mesynie. Codziennie przypływają i cumują w nim łajby z niemal całego świata.
 Torre Faro to idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych! Ten pan musiał mieć niezłą frajdę! Muszę kiedyś tego spróbować! I to jeszcze w takiej scenerii...
Mieszkańcy Torre Faro wiodą znacznie spokojniejszy żywot niż mesyńczycy:)
 malutki porcik dla łodzi rybackich w Torre Faro
 miasteczko w promieniach zachodzącego słońca
Biało-czerwona wieża w tle, wysoka na 232 m (mniej więcej tyle co Pałac Kultury) jest jednym z tzw. pylonów mesyńskich. Drugi znajduje się w Kalabrii. Powstały one w  XX wieku jako podpory dla kabli linii energetycznej, łączącej wyspę z Italią. Później linię tę zastąpiono jednak  podwodnymi kablami.  Słupy uchowały się jako 'zabytek historyczny' ;)

środa, 16 października 2013

Mesyna - kadry z przeszłości

Chciałabym dzisiaj przybliżyć odrobinę historii miasta, w którym aktualnie mieszkamy Myślę, że całkiem rzeczowo zostało to ujęte w książce "Słodki jak miód, kwaśny jak cytryny". Postanowiłam zacytować pewien ciekawy, choć niekoniecznie wesoły fragment...

Nabrzeże w Mesynie przed trzęsieniem ziemi
fot. ze strony http://www.arkamedia.org/pics/messina/prima/MEprima.htm

Z posągiem Neptuna, którego widać na powyższej fotografii po prawej stronie, wiąże się szczególnie interesująca legenda. Podobno, to właśnie fala tsunami, licząca aż 12 metrów, przesunęła go i obróciła o 180 stopni, tak, iż obecnie stoi on kawałek dalej, odwrócony twarzą do morza...
Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Jednak mesyńczycy uparcie twierdzą, że właśnie tak było...


Port w Mesynie przed 1908r
fot. ze strony http://www.arkamedia.org/pics/messina/prima/MEprima.htm

"Mesyna opiera się o góry - pisał w XII wieku energiczny podróżnik, Ibn Dżubajr - i miał rację. Góry Pelorytańskie wznoszą się za Mesyną niczym ściana, a z przodu liże ją morze - miasto rozciąga się między morzem a górami, jakby wylegiwało się na brzegu. W centrum Mesyny nie ma jednak starej dzielnicy arabskiej z plątaniną wąskich uliczek, którą Ibn Dżubajr mógłby rozpoznać, nie ma zaniedbanej dzielnicy średniowiecznej, nie ma nawet barokowej wspaniałości. Całe stare miasto zostało zniszczone w kilka sekund w 1908 roku, kiedy to sto tysięcy ludzi zginęło w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami, które po nim nastąpiło. Przetrwał tylko jeden budynek: kościół pod wezwaniem Santissima Annunziata dei Catalani, który zbudowano na ruinach greckiej świątyni Posejdona, boga oceanów i trzęsień ziemi. Kościół istnieje do dziś, można podziwiać jego bizantyjską kopułę - zachwycające połączenie normańskiej solidności, romańskich blend i smukłych kolumn oraz mauretańskich motywów geometrycznych - tak, jakby historia Sycylii skupiła się niczym w soczewce w tej cudownej, zwartej strukturze.

ocalały kościół Santissima Annunziata dei Catalani, rok 1929
fot. ze strony http://shop.alinari.it/it/scheda-prodotto-44107

Po katastrofie miasto odbudowano, stawiając niskie domy i wytyczając szerokie ulice, aby zminimalizować ryzyko powtórzenia się kataklizmu na taką skalę. Mesyna jest niewątpliwie nowoczesna, zaprojektowana na planie równej siatki arterii i prostych ulic, co czyni ją wyjątkowo jasną i otwartą i zarazem nadaje jej prowincjonalny, spokojny, zacny, mieszczański charakter - dzisiaj miejski dynamizm, postęp i sukces kojarzy się raczej z wysokimi budynkami.

 Mesyna - dzień po trzęsieniu ziemi w 1908r
fot. ze strony http://cinquantamila.corriere.it/storyTellerGiorno.php?year=1908&month=12&day=29

Na nieszczęście dla Mesyny staranna urbanistyka sprzed stu lat została poważnie nadszarpnięta  przez naloty bombowe podczas drugiej wojny światowej oraz przez wysyp nieciekawie zaprojektowanych i źle zbudowanych pragmatycznych bloków, parkingów i biurowców, które wzniesiono, aby zapełnić dziury po bombach. Jednakże w całym mieście ukryte są budowle piękne i świetne niczym autentyczne klejnoty wśród tanich, kruszących się, teatralnych szkiełek - na przykład wspomniany kościół Santissima Annunziata czy dom w stylu art deco na Via Giordano Bruno, tuż przy Piazza Cairoli. Teraz mieści się tam elegancki sklep z ubraniami, Mucchio e Miele, Mech i Miód. Zastanawiałem się, co biedny Giordano powiedziałby na taki poruszający zmysły przybytek dekadenckiej działalności handlowej"
 Matthew Fort

Piazza Duomo - Plac Katedralny po trzęsieniu ziemi w 1908r
fot. ze strony http://www.scienzadellecostruzioni.co.uk/terremoto_di_reggio_e_messina.htm
 Aleja Vittorio Emanuele po trzęsieniu ziemi w 1908r
fot. ze strony http://www.scienzadellecostruzioni.co.uk/terremoto_di_reggio_e_messina.htm
 Nabrzeże Mesyny po trzęsieniu ziemi w 1908r
fot. ze strony http://www.scienzadellecostruzioni.co.uk/terremoto_di_reggio_e_messina.htm
 Mesyna, 1908r
 fot. ze strony http://www.scienzadellecostruzioni.co.uk/terremoto_di_reggio_e_messina.htm

Myślę, iż warto jeszcze wspomnieć o przyczynie, wyjaśniającej dlaczego śmierć poniosło aż tyle osób. Cała tragedia rozpoczęła się bowiem bardzo wcześnie, około 5 nad ranem i mimo, że wstrząsy trwały ledwie 37 sekund, większość ludzi, niczego się nie spodziewając, jeszcze smacznie spała w swoich łóżkach...Gdyby wydarzenie miało miejsce nieco później, choćby około 8 rano, znaczna część ofiar byłaby akurat w drodze do pracy, do szkół lub na zakupy (gdyż był to poniedziałek), czyli na zewnątrz - poza budynkami, co jest znacznie bezpieczniejsze w przypadku trzęsienia ziemi. Siła wstrząsów osiągnęła tamtego dnia 7,5 stopnia Richtera.

 epicentrum trzęsienia ziemi u wybrzeża Calabrii
fot. z Wikipedii

Jak podaje Wikipedia: "Trzęsienie ziemi w Mesynie w 1908 roku okazało się jednym z najtragiczniejszych w historii XX wieku. Port messyński całkowicie przestał istnieć, większa część miasta zamieniła się w wielkie gruzowisko. Wybuchły liczne pożary, miały miejsce eksplozje. Płomienie podsycała dodatkowo wielka nawałnica, jaka rozpętała się rankiem. W ciągu pierwszych godzin w mieście działy się dantejskie sceny: z rozbitych więzień uciekli skazańcy, rozpoczęły się brutalne gwałty, napady, rabunki, ludzie wpadli w panikę. Pomoc ofiarom trzęsienia ziemi niosły m. in. załogi okrętów Wielkiej Białej Floty i rosyjskiego pancernika Sława. Śmierć poniosły w samej Mesynie 83 tysiące ludzi – 55% mieszkańców. W Reggio było to 20 tysięcy, a w Palmi – 1000. Liczne wioski i miasteczka zniknęły, gdy uderzyły fale tsunami. Po katastrofie zorganizowano wielką światową pomoc."

Będąc świadomą wszystkich tych wydarzeń, muszę przyznać, że czasami ogarnia mnie stres, szczególnie, kiedy pogoda wariuje za oknem (jak np. teraz), w nocy grzmi a burze błyskają i walą piorunami lub kiedy wieje, jakby chciało nas zdmuchnąć z tego poddasza... Ciekawe czy rodowici mesyńczycy też miewają taki myśli... Mam nadzieję, że nie jestem sama w tym swoim strachu...