poniedziałek, 9 września 2013

Emilia-Romagna po naszemu

Region Włoch Emilia-Romagna to na szczęście nie tylko głośne i pełne tłumów oraz leżaków wybrzeże (jak Rimini, Cattolica, Riccione). To także, nie tylko, ojczyzna sosu pomidorowego z mięsem al ragu ze stolicą w Bolonii. Wystarczy pojechać nieco w głąb lądu, by oderwać się od kurortu (plaż, hoteli, komercji, zawyżonych cen i  centrum rozrywek), który co roku przyciąga całe mnóstwo uczestników turystyki masowej. Szkoda, że zjawisko to dotyczy też innych miejsc na świecie. Niestety jest ich coraz więcej, zbyt wiele...
Jednak, wystarczy odrobinę oddalić się od tego nadmorskiego zgiełku i można ujrzeć Emilię-Romagnę w zupełnie w innym świetle. Niezmienionym na pokaz, nie pod turystów. Już w tamtym roku, kiedy pierwszy raz byłam w odwiedziny u M. (bo tam pracował), odpychało mnie wręcz od zapchanego, anty-atrakcyjnego wybrzeża. Jego na szczęście też. Woleliśmy spokojne, nieodkryte, górskie miasteczka, które jak się okazało, były na wyciągnięcie ręki. Często jechaliśmy przed siebie, bez planu. Zarówno w tamtym roku jak i w tym, wybieraliśmy jakieś wzgórze widniejące na horyzoncie i zmierzaliśmy w jego kierunku. W ten sposób odkrywaliśmy wschodnią część regionu: urokliwe Montefiore Conca - z zabytkowym zameczkiem, artystyczne Saludecio - z muralami na ścianach, spokojne Castel di Mezzo z wieżą widokową, malowniczą Fiorenzuola di focara - z klifami, zaskakujące Mondaino - otoczone murami oraz niewielkie Montegridolfo z  małymi wąskimi uliczkami na wzgórzu. Odwiedziliśmy też (teraz zresztą już drugi raz) nieco bardziej znaną, aczkolwiek wciąż czarującą Gradarę. Wracając z San Marino, zawitaliśmy do San Leo na kolację.

Każde nowe, ukryte gdzieś, nieznane miasteczko budziło w nas zachwyt. Spacerowaliśmy wieczorami po brukowanych alejkach lub podziwialiśmy widoki z naszych górek, siedząc na ławce. To całe odkrywanie bardzo nam się podobało. Nie zawsze mieliśmy przy sobie aparat, niektóre z tych miejsc pozostaną tylko w naszych wspomnieniach. I to też jest piękne:) Postanowiłam jednak choć odrobinę przybliżyć tę drugą, naszym zdaniem znacznie szlachetniejszą stronę regionu Emilia-Romagni. Zapraszam na włoską przejażdżkę:)

 uliczka w Montefiore Conca
 niewielka enoteca, gdzie można skosztować lokalnych win:)
 zamek w Montefiore Conca
 urokliwy zakątek
 Snujemy się po uliczkach - na horyzoncie Adriatyk i wybrzeże, od którego z przyjemnością uciekliśmy;)
 Kolejny dzień, kolejne miasteczko. Wspinamy się do Gradary
 widok z zamku na mury i gród:)
 małe restauracyjki
 A wieczorem do Saludecio - miasteczka artystów. Każdego roku, podczas festiwalu, na którejś ze ścian domalowywane są nowe murale:)
 Obrazki te przedstawiają różne scenki rodzajowe, przedmioty, pojazdy lub kadry z bajek:) Pomysł wydaje mi się genialny!
jeden z moich ulubionych-baletnice :)
  Odkrywanie co rusz to nowych dzieł było dla nas nie lada atrakcją :) 
 Od zeszłego roku zdążyły pojawić się już nowe wizerunki! :)
 San Leo
 Bolonia - widok na dachy miasta z Torre Asinelli
mapka regionu ze stolicą w Bolonii

4 komentarze:

  1. Ach Emilia,Emilia..urocza z ciebie kraina..patrząc na te fotki nabieram chęci do zmiany kierunku kolejnych podróży. Czując atmosferę południa zamymam oczy i nie myślę o zbliżającej się jesieni.. :

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Daria :-) Aż miło popatrzeć, że nie siadasz w miejscu. Bo ja siedzę i zazdroszczę... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Dziewczyny za sympatyczne słowa :) Nie ma co się za dużo zastanawiać, życie jest za krótkie, proponuję zabukować jakiś tani lot w urocze miejsce i wyruszyć gdzieś nawet na kilka dni, na weekend :) Czasem trzeba oderwać się od rzeczywistości, wzbić ponad chmury... No, wiecie co mam na myśli! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bogu dzięki za aparaty fotograficzne, dzięki ktÓrym mogę podziwiać takie miejsca. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz