poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wspomnienia z Egiptu

Hymn do Nilu...
"Pozdrawiamy Cię Nilu, który wynurzasz się z ziemi, który przybywasz by dać życie ludowi Egiptu"
J.L.Hunt, 'The Nile'
"Na Nilu", www.mal-art.net
Jakoś nie było wcześniej okazji pisać mi o Egipcie. Pewnie dlatego, że nie mam z tego wyjazdu zbyt dobrych ujęć. To było równo rok po podróży do Kenii. Pierwsze aparaty cyfrowe, chyba miałam jakiś słabszej jakości, tylko hm...gdzie podziały się zdjęcia...? No cóż, zdjęcia to na szczęście nie wszystko, liczą się wspomnienia, a tych mam akurat całe mnóstwo! I zdecydowanie najlepiej zachował mi się w pamięci rejs po Nilu. Trwał kilka dni i teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się jakby to nie zdarzyło się naprawdę. Istna bajka. Płynęliśmy od Luksoru w górę rzeki aż do Asuanu. Krajobrazy nieziemskie. Wzdłuż potężnego, szerokiego Nilu wąski pas zieleni, natomiast dalej w tle złote pustynne wydmy. Nasz stateczek poruszał się leniwie, zupełnie mu się nie spieszyło, bo w sumie po co? W taki upał wszyscy zdawali się być otępiali i jakby zahipnotyzowani krainą, wcześniej znaną jedynie z lekcji historii i filmów przygodowych. Feluki, tradycyjne egipskie żaglówki kołysały się monotonnie po obu stronach rzeki, gorący wiatr od Sahary muskał, nasze ciemne już od słońca skóry, my zaś płynęliśmy dalej. Oczarowani Egiptem. Pamiętam, że cały ten rejs emanował spokojem i ciszą.  
Kolejnym wspomnieniem są piramidy w Gizie. Ktoś powie oklepane i przereklamowane, może... ale kiedy widzi się je po raz pierwszy, jak np. żyrafę na wolności podczas safari, wtedy robią ogromne wrażenie. Na mnie w każdym razie zrobiły piorunujące, to w końcu jeden ze starożytnych siedmiu cudów świata! :) Fascynowała mnie ich monumentalność. Wzbudzały szacunek, a nawet powagę. Już strasznie intrygował mnie ich widok z oddali, z dachu naszego wysokiego, kairskiego hotelu. Przez smog i zanieczyszczenia, a także drżące od gorąca powietrze, trzeba było mocno wytężyć wzrok, by je dostrzec. Wtedy wydawały się malutkie. Następnego dnia ujrzałam je z bliska, no i przyznam, że to było coś :) Do tej najmniejszej z trzech, tzn. Mekerynosa mieliśmy szczęście wejść i obejrzeć od środka. Moja mama, która ma klaustrofobię dość szybko wybiegła na zewnątrz. W środku był strasznie wąski korytarz zatłoczony ludźmi, musieliśmy iść gęsiego, cóż, moja mama zdecydowanie nie przepada za takimi miejscami:) Ale chociaż przez chwilę była wewnątrz :) Moim zdaniem to wyjątkowe przeżycie, pozostaje w pamięci na zawsze. 
Co jeszcze przychodzi mi na myśl? Na pewno całonocna podróż pociągiem z Asuanu do Kairu, niewyobrażalny upał w grobowcach w Dolinie Królów (ok 60 st. C!), prawdziwe mumie w muzeum (nie lubię za bardzo chodzić po muzeach, ale kairskie zdecydowanie polecam!), świątynie w Karnaku i Edfu także były piękne, a suk w Kairze - niebywałe doświadczenie! Naprawdę dużo zwiedziliśmy podczas tamtej podróży, potem, przez kolejne 10 dni nurkowaliśmy z maskami na rafie. Właśnie wtedy pokochałam arabskie klimaty, to był nasz pierwszy wyjazd w 'te' strony. Zarówno Mamę jak i mnie kultura ta już wówczas uwiodła. Do dziś nic w tej kwestii się nie zmieniło :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz