piątek, 27 grudnia 2013

Żywa szopka z Castanei

Nigdy bym nie pomyślała, iż w Górach Pelorytańskich nad Mesyną, w niewielkiej mieścinie zwanej Castanea di Furie, dzieją się takie cuda... Widziałam już kiedyś "żywą szopkę" na rynku w Toruniu. Była skromna. Składała się głównie ze zwierząt: osła, kóz i owiec. Ludzie byli tam figurami, czyli  no cóż, jakby nie do końca żywi... Ale będąc dzieckiem, człowiek się cieszył nawet z widoku tego małego stadka :) To, co zobaczyliśmy dzisiaj, przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Ulotka głosząca, iż w dniach 25 grudnia - 6 stycznia można zobaczyć tzw. Presepe Vivente (czyli żywą szopkę), mignęła mi na mieście raz czy może dwa. Nie było o tym zbyt głośno - a powinno być! Wiedzieliśmy jednak, iż coś takiego w naszych okolicach istnieje, gdyż temat został poruszony na przedświątecznych zajęciach z włoskiego. Pojechaliśmy więc sprawdzić, co  też w trawie piszczy...


Kiedy dotarliśmy na miejsce - jak się okazało - godzinę za wcześnie, przed bramą główną czekał już mały tłumek odwiedzających. Poszliśmy zatem przejść się po miasteczku. W międzyczasie zrobiło się ciemno. Kiedy wróciliśmy przed bramę, tłumek interesantów był już ze trzy razy większy. Skoro przyszło tyle osób - pomyśleliśmy, to chyba będzie ciekawie... Jak na Włochów przystało, wszystko rozpoczęło się z kilkuminutowym opóźnieniem. Wtargnęliśmy za bramę i nas zatkało... 

 takie kierunkowskazy wisiały w całym miasteczku :)
i faktycznie ułatwiły nam dotarcie z przystanku do celu
Castanea o zmierzchu

Naszym oczom ukazało się  miasteczko. Dróżka, niemal jak labirynt, prowadziła przez sam środek Betlejem, kilka razy zakręcała i wspinała się coraz wyżej i wyżej, aż do szopki, jaką znamy z opowiadań. Ale na początku, nie byliśmy jeszcze tego świadomi. Mijaliśmy jak urzeczeni kolejne domki, stoiska i stragany. Wszędzie wrzało od rozmów, śmiechów, nawoływań i powitań. W drewnianym wielkim młynie z obracającym się kołem chlupotała woda, w pobliżu słychać było brzdęki z kuźni kowala, zaraz dalej orientalną arabską muzykę, w powietrzu zaś unosił się zapach ogniska, kadzidła, pieczonego chleba i zwierząt wiejskich. Gdzieniegdzie małe dziewczynki częstowały orzechami lub pomarańczami. W innym miejscu spróbować można było pieczonych chlebków z sosem pomidorowym. Na każdym kroku coś zaskakiwało - Rzymianie na dworze Heroda, egzotyczne tancerki, czarni magowie, przekupki, piekarze, czeladnicy, Trzej Królowie, a nawet alfonsi i prostytutki - w końcu jak to mówią, najstarszy zawód świata ;) Szczegóły dopracowane zostały co do drobiazgu! Ilość osób, które zaangażowały się w przygotowanie tego nieziemskiego teatru, przekraczała spokojnie trzy setki. Wszyscy ubrani odpowiednio do swych ról, zachowywali się, jakby cały wieczór grali na scenie. A co najlepsze, wszystko to, przychodziło im bardzo naturalnie! Ci Włosi cały czas się bawili i widać było, iż całe to gigantyczne przedstawienie sprawia im wielką frajdę :) Ale nic dziwnego, była to już bowiem 24-ta edycja żywej szopki w tym miasteczku! Kiedy czasem ktoś nas zagadywał i Maciek przyznawał, że jesteśmy studentami z Polski, od razu padało pytanie, czy nam się podoba :) Cóż, nigdy w życiu czegoś tak oszałamiającego nie widzieliśmy! Przejście całego Betlejem (cały ten park ma w sumie 4000 metrów kwadratowych) zajęło nam w sumie z 40 minut. Tak nam się jednak podobało, że cofnęliśmy się i obeszliśmy je od nowa ;) Na koniec kupiliśmy sobie po pajdzie świeżego chleba z oliwą, solą i pieprzem - rewelacja! Poważnie zastanawiamy się, czy jeszcze za dwa dni znów się tam nie wybrać ;) Wstęp darmowy, ale zbierali datki, więc i my wrzuciliśmy coś od siebie :) Zapraszam na spacer po Betlejem!:)
 przed bramą już zbierają się ludzie
 panie szwaczki
 młyńskie koło
Plecione koszyczki - rodzinny biznes :)
 domek pań szwaczek
tu nawet dzieci tworzą mozaiki!
 koło gospodyń wiejskich :)
 mały artysta - a jaki skupiony!
 panowie kowale ;)
 Pani tkaczka
 Trzej Królowie
 egzotyczni tancerze u arabskiego szejka
 mój krótki filmik
mury miejskie w Betlejem
 rzymski dwór Heroda
leniwi Rzymianie :)
 tawerna
 zgiełk miasteczka - panowie bębniarze
 przekupki na targu
 wróżka prawdę ci powie...
swojski domek i pogaduchy
życie na wsi
kózka modelka :)
 uliczka w Betlejem
A na samym końcu naszej drogi...szopka :)
 Nawet dzieciątko było prawdziwe! :)
 Ale się rozpłakało, więc Józef z Marią musieli je ukołysać :)
Nie mogliśmy nie skusić się na pajdę chleba z oliwą, solą i pieprzem - palce lizać!

Oczywiście zdjęcia nie oddają klimatu jaki tam panował! Tego się nie da nawet dobrze opisać! Mogę jedynie zapewnić, że całe to Betlejem było lepsze od wszystkich cyrków, wesołych miasteczek, festynów i parków wodnych, w jakich kiedykolwiek byłam.Całe rodziny przybyły obejrzeć te cuda :) Jak dorosłym się podobało, to dzieci pewnie szalały z radości :)

czwartek, 26 grudnia 2013

Święta polsko - sycylijskie



Święta. W tym roku minęły jeszcze szybciej niż zwykle. Może dlatego, że były inne niż dotychczas. Wyjątkowe! Jeszcze przed naszym wyjazdem na Sycylię, zadecydowaliśmy, że w tym roku spędzimy je wspólnie na południu. W tym samym rodzinnym gronie tyle, że w innym otoczeniu. Palmy. Roślinność śródziemnomorska. 15 stopni na zewnątrz. I Święta. To wszystko nie do końca do siebie pasuje. Ale nam nie przeszkadzało. Zresztą, jak na polskie tradycje przystało, nie obyło się bez żywej choinki, kolęd i 12 potraw na stole. Nie zapomnieliśmy nawet o jednym dodatkowym nakryciu dla niespodziewanego gościa. Był opłatek i życzenia, barszcz z tortellini, ryba po grecku, kapusta z grochem, kapusta z grzybami i piernik. Upiekliśmy rybę miecznik (karpia tutaj nikt nie celebruje) w warzywach, był przepyszny! 

środa, 25 grudnia 2013

Acireale

Dzień przed powrotem mojej Rodzinki do Polski znów spędziliśmy wycieczkowo:) Najpierw wybraliśmy się do Sanktuarium Dinnammare (o którym pisałam już wcześniej), następnie zaś postanowiliśmy odwiedzić Acireale - nadmorskie miasteczko położone u stóp Etny. Był pierwszy dzień Świąt, na ulicach dosłownie pustki...  Spacerowaliśmy bez zbędnego pośpiechu i cieszyliśmy się pogodą...  Raz po raz zerkając na dymiącą Etnę... :)

Piazza Duomo - katedra w Acireale (dominuje barok sycylijski)
polecam sycylijską muzyczkę :) lepiej można się wczuć!
Miasteczko ma status uzdrowiska, znajdują się tu lecznicze źródła mineralne.
Acireale słynie także ze sztuk pięknych, znajduje się tu bowiem najstarsza akademia na Sycylii!
tajemniczy zaułek
Co roku, na początku marca, w Acireale odbywa się słynny karnawał. Wszyscy w barwnych przebraniach i z uśmiechami na twarzach wędrują po ulicach, świętują i bawią się na całego :)
Acireale nie raz cierpiało z powodu sąsiedztwa Etny, w przeszłości niszczone było zarówno przez wybuchy tej "Kapryśnej Damy", jak i silne trzęsienia ziemi. Z drugiej strony, kiedy Etna jest aktywna, można stąd po zmroku podziwiać jej lawowe - zmienne nastroje ;)
śródziemnomorskie klimaty
Idziemy w stronę morza! Chcieliśmy tego dnia zrobić sobie piknik na plaży...
...jak się jednak okazało, trafiliśmy na  wysokie skaliste wybrzeże, bez plaży ;)
Nacieszyliśmy oczy widokami i skierowaliśmy się do parku na lunch ;) Następnie ruszyliśmy w stronę Taorminy, by popatrzeć na zachód słońca nad Isolą Bellą :) I tak główny cel tej wyprawy został spełniony - Babcia znowu mogła popodziwiać nonszalancką Etnę ;)
 Nasza trasa: Mesyna - Acireale, ok 85km, godzinka autostradą

wtorek, 24 grudnia 2013

Sanktuarium w Tindari

To niemal jak nasza polska Częstochowa, Licheń lub Kalwaria Zebrzydowska. Cel pielgrzymek wszystkich Sycylijczyków, usytuowany na klifie z widokiem na Morze Tyrreńskie. W okolicy znajdują się także pozostałości starożytnych ruin (m.in. antyczny teatr) oraz rezerwat naturalny. Podobno mieszkańcy jednej z wiosek na wyspie, podczas pielgrzymki, idą do Tindari w bardzo nietypowym stylu: dwa kroki na przód, jeden do tyłu... Zapewne ciągnie się to dniami i nocami, ale taką już mają tradycję, a jak wiadomo z włoskimi tradycjami i obrzędami nie ma żartów! Każda mieścina ma swoje święta, swoje zwyczaje, swoje festy i swoje obchody. I tego wszyscy się trzymają, a dzięki temu kultura regionu trwa i trwa... Całe szczęście, że chociaż w niektórych częściach świata ludzie pielęgnują swoje tradycje, inaczej za jakiś czas nasza cywilizacja zaczęłaby zanikać, a nam, podróżnikom nie byłoby czym się cieszyć, co podziwiać, ani o czym opowiadać po powrocie do domu. Szanujmy zatem nasze dziedzictwo, by przetrwało wszystko, co wartościowe dla następnych pokoleń... I tak oto, tytułem wstępu, zapraszam do sanktuarium w Tindari...

 z widokiem na Wyspy Liparyjskie
na dole u stóp klifu utworzyła się piaszczysta mierzeja
 w nieco kiczowatym stylu - Sanktuarium Czarnej Madonny
 wiersz "Wiatr do Tindari" sycylijskiego poety z Modiki
 I tutaj, wewnątrz świątyni, mieliśmy okazję podziwiać rozbudowaną presepę, czyli szopkę. Zmieniały się pory dnia, dało się usłyszeć odgłosy zwierząt czy kowala, czy też można było zauważyć poruszające się figurki :)
 Statua Czarnej Madonny - wiąże się z Nią wiele lokalnych legend, które nieraz opowiadali nam kierowcy, podczas autostopowych eskapad:)
 bogato zdobione wnętrze
sanktuarium nocą - jadąc autostradą, widać je z oddali
 nasza trasa: Mesyna - Tindari, ok 60km