poniedziałek, 3 września 2012

Pod parasolem w San Marino

Kiedy byłam latem u M. we Włoszech (gdzie zwykle pracuje sezonowo), postanowiliśmy wybrać się któregoś dnia do San Marino. Udało mu się dostać całodniowy urlop, więc bardzo się cieszyliśmy. Był tylko jeden mały problem, a w zasadzie dwa;) Akurat tego dnia od rana lało, a mnie już mocno brało na przeziębienie, chyba miałam stan podgorączkowy. Była to jednak ostatnia możliwa okazja, by odwiedzić tę malutką enklawę na terenie Italii. No i nie jesteśmy przecież z cukru!:) Wzięliśmy ciepłe ubrania (już na miejscu, gdy przyszła burza, kupiliśmy parasol;)) i ruszyliśmy w drogę, a jakże! I warto było, gdyż akurat trafiliśmy na obchody święta niepodległości, w związku z czym udało nam się obejrzeć ciekawe procesje i korowody w średniowiecznej aranżacji :) Rewelacja!
 tablica rejestracyjna Republiki San Marino
 plan historycznego centrum miasta
 szaro i mgliście
zamkowe mury starego miasta
 Ukochane dachy!
3 września - Uroczyste obchody święta niepodległości.
 Przemarsz orszaku królewskiego :)
 Przez miasto przeszli książęta i księżniczki wraz ze swoimi świtami :)
 Szykuje się pokaz strzelniczy - San Marino słynie ze swoich kuszników!
 Dopiero co kupiony parasol dzielnie nam służył,
gdy zaczęło walić piorunami :)
 na brukowanych stromych uliczkach powstały urokliwe potoczki
 ale nam się podobało - snuliśmy się po miasteczku,
które w takiej pogodzie miało naprawdę magiczną aurę :)
 ludzie pouciekali, zrobiło się pusto i jeszcze bardziej romantycznie :)
 A potem nawet troszkę się rozpogodziło, tylko chłodek zaczął doskwierać,
na takiej wysokości (Monte Titano - 749m n.p.m.) bardziej odczuwało się zimno.
Na szczęście w jednym ze sklepików pewien pan częstował na spróbowanie likierami,
już po 3 pierwszych nieźle się rozgrzałam, ale on na tym nie poprzestał
i dalej dolewał ;) Biedny Maciek nie mógł skorzystać, bo prowadził auto.
No ale ja się rozgrzałam we wszystkich smakach ;) Polecam migdałowo-kakaowy!;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz