poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rodzinna pasja

Jak niektórzy wiedzą, nie jestem jedyną osobą w rodzinie, która ma hopla na punkcie przemieszczania się i chłonięcia świata. Przede mną byli Rodzice, a przed nimi moi Dziadkowie. Nie wiem jak wcześniej, ale na bank jestem co najmniej trzecim pokoleniem zakochanym w podróżach. Wyssałam to z mlekiem Matki, płynie we mnie krew podróżników, a w tej krwi wysokie stężenie tradycji i pasji rodzinnej. To się musiało tak skończyć, a może raczej rozpocząć... My po prostu wszyscy uwielbiamy być w ruchu i poznawać nieznane ziemie. Każdy z nas inaczej, każdy na swój sposób i każdy też ma własne preferencje. Chyba jednak najbardziej wdałam się w Dziadka Tadzia, który to uwielbiał uczyć się języków obcych (był poliglotą, porozumiewał się w pięciu - o dziwo nie lubił francuskiego...) i nieustannie był w ruchu. Od dziecka zabierał mnie na wędrówki, wycieczki, spacery, rajdy, opowiadał o świecie, czytał mi książki...rozbudzał we mnie tą miłość. Dziadkowie podróżowali po całym świecie, choć w tamtych czasach komunizmu, nie było to takie proste. A jednak, oszczędzali, żyli skromnie a wszystko wydawali na wyjazdy. Byli na Karaibach, w Wenezueli, Stanach, na Hawajach czy Chinach. Dziadek Tadzio potrafił zorganizować 6-tygodniową podróż samochodem (jakimś trabantem chyba) po Półwyspie Iberyjskim a wcześniej nauczyć się w 3 miesiące hiszpańskiego i zdać państwowy egzamin. Nie mógł przecież wyjechać nieprzygotowany! Ćwiczyli w lesie sprawne rozkładanie namiotu, brali jedzenie, całe auto wałówy i jechali przez Europę do Hiszpanii. Szaleństwo? 
Drugiego Dziadka nie znałam, ale wiem, że wraz z Babcią jeździli samochodem ze swoimi synami (moim Tatą i jego bratem) do Bułgarii czy Rumunii. Spali w namiotach, wozili polskie produkty na handel... w czwórkę, również niedużym autem. Potem mój Tata, studiując jeszcze, zapożyczył się u całej rodziny i wyjechał na miesiąc do Indii i Nepalu..Wiadomo - wtedy było inaczej, nie potrzebował dużej kwoty by zrealizować ten plan, ale przede wszystkim nie bał się gonić za marzeniami. Został marynarzem i pływał po Karaibach. Moja Mama też kocha podróżować, w czasie jednego z rejsów z Dziadkami poznała Tatę. Połączyły się dwie podróżnicze dusze i urodziła się Daria ^^ Czyż mogłaby nie czuć tego co Oni? Teraz Rodzice nie są już razem, ale dalej podzielają ten niepohamowany pociąg do eksplorowania świata. Po prostu jeździmy w innych składach, ale wciąż lubię z Nimi podróżować, nigdy się razem nie nudzimy! Tylko Brat mój nie czuje za bardzo takiej potrzeby, On raczej, jako sportowiec jeździ po Polsce na zawody:) Choć ostatnio wspominał coś o tripie po Europie z kumplami...
Tak to właśnie wygląda u nas, każdy swoimi drogami, każdy z kim chce i dokąd woli, ale wszyscy się przemieszczamy. Szaleństwo? Może. Ale bardziej pasja rodzinna. Wszyscy to kochamy, a podróże łączą... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się ten post? Bardzo ucieszy mnie Twój komentarz :)

Daria Staśkiewicz